RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)

poniedziałek, 14 października 2013

ELECTRO GHETTO - BUSHIDO


Erstejunge 2004

1. Intro   
2. Electro Ghetto    
3. Kopf Hoch  
4. KORS is One  (Skit)
5. Ersguterjunge     feat. BABA SAAD    
6. Schmetterling     feat. D-BO 
7. Typisch Ich     
8. Ewige Nacht    feat. AZAD, CHACKER, BOSSBITCH BERLIN 
9. Teufelskreis      feat. SENTINO   
10. Gangbang   feat. BABA SAAD, BASS SULTAN HENGZT
11. Deutschland gib' mir ein Mic      feat. SENTINO 
12. Gemein wie 100     feat. KING ALI    
13. Knast oder Ruhm     
14. Kors  (Skit)    feat. SE LEFT CROWD    
15. Wenn wir kommen      feat. BABA SAAD 
16. Feuersturm      feat. AZAD, BOSSBITCH BERLIN    
17. Hoffnung stirbt zuletzt      feat. CASSANDRA STEEN  
18. Watch Me Now  (Skit) 
19. Ihr wartet drauf     
20. Electro Ghetto  (Skit) 
21. Nie wieder 
22. Outro 

    Bushido wpadł na niemiecką scenę rap, robiąc sporo szumu swoim pierwszym albumem, głównie ze względu na swój niewyparzony język. Ten pół Tunezyjczyk, pół Niemiec szybko zaskarbił sobie sympatę fanów rapu i sporo osób czekało na jego drugi (w sumie czwarty, ale pod obecną nazwą drugi) album. I oto jest: 'Elektro Ghetto' od Drogi Samuraja.
    Elektryczne Getto to faktycznie, na poły elektroniczna porcja rapu. Tylko w połowie, bo oprócz dźwięków generowanych z syntezatorów i przez komputer zdarzają się sample - choć rzadziej. To bangerowa muzyka wyprodukowana w większości przez legendarnego już w Niemczech DJ Desue oraz DJ Ilan. Resztę zrobili Beathoavenz, sam Bushido i jeden trak pochodzi od Rizbo. Taki klimat popularny był w tym okresie w NY przez krótki czas, bo ewoluował w te trapy i inne drejkopodobne wymioty, ale na dłużej zakorzenił się w Niemczech, gdzie sporo wykonawców poszło w kierunku syntetycznych brzmień na teoretycznie klasycznych perkusjach, z miniumum sampli, zaś z partiami granymi na klawiszach. Tu akurat znajdzie się kilka sampli, m.in. z Bjork, czy Supertramp. Osobiście nie jestem fanem tego typu muzyki, ale za naszą zachodnią granicą album szybko pokrył się złotem, poza tym, kilka niezłych traków się znajdzie.
    Jak już wspomniałem, Bushido nie przebiera w słowach i prezentuje raczej twardą stronę rapu, jak sam mówi 'Ich mach den Sound für den Hof im Knast \ ich bin der Grund warum du nie deine Millionen machst \ ich hab den Sound für die Dealer im Park \ denn ohne mich wird wird Deutscher Rap schon wieder nicht hart' (dla nie znających niemieckiego: Robię rap dla więzień, jestem powodem, dla którego nie zarobisz swoich milionów, mam brzmienie dla dilerów w parku, beze mnie niemiecki rap nie byłby tak twardy) - i już wiesz, o co chodzi. Bushido łupie swoje, czasem bardzo kontrowersyjne wersy, ze świetnym wyczuciem flow i bardzo płynnie. Kontrowersjom nie ma co się dziwić, jeśli rapper podejrzany jest o mocne związki z mafią, oskarżany przez media o rasizm i nacjonalizm, nazwie Twoją matkę kurwą... Czasem lepiej nie znać języka ;) Z gości mamy tu dawnego współpracownika, Baba Saad, genialnego Azada, obdarzonego grubaśnym głosem King Ali i Sentino, poza śpiewającymi panienkami i chłopcami.
    Ta płyta to agresja, muzyczna i werbalna, nawet jeśli mamy tu tak spokojne momenty jak 'Schmetterling' (Motyl), czy 'Hoffnung stirbt zuletzt' (Nadzieja umiera ostatnia). Najlepsze traki wg mnie to 'Deutschland gib' mir ein Mic' i 'Wenn wir kommen', ale jest tu nierówno i traki są bardzo różne. Płyta może ogólnie być, lubię ją sobie czasem odświeżyć, ale tak naprawdę do klasyki niemieckiego rapu dość daleko. Może być.

OCENA: 4-\6


sobota, 12 października 2013

LIFE'S WORK - ST-MIC

Yanase 2008

1. Life's Intro
2. Fly
3. Dedicate to Elevate   feat. DJ RAGZ
4. Love Was Complicated Yesterday feat. DUTCHMASSIVE, JAZZ ADDIXX
5. BeatBoxBoogie 1
6. Fresh 2 Def
7. Life    feat. JAZZ ADDIXX, PRIMO THE CINEMATIC, FLACO
8. Never Faded
9. BeatBoxBoogie 2
10. War Of Art
11. Verbal Mastery    feat. THE UNKNOWN
12. Gallery Interlude
13. Truth Lies     feat. DISTRUCK, TAMU
14. Love Is Complicated Tomorrow   feat. DUTCHMASSIVE, THE UNKNOWN, DJ RAGZ
15. Closing Scene
16. Verbal Mastery Orgem Remix   feat. THE UNKNOWN
17. Dedicate to Elevate Orgem Remix   feat. DJ RAGZ

    Kim do cholery jest St\Mic? Hmmm... Jakby tu w paru słowach... Biały rapper i producent, inżynier dźwięku z Charlottesville, zadupia w stanie Virginia, niedaleko od... niczego. To jego pierwsza płyta, wydana zresztą przez japońską wytwórnię - jak zdradza sam tytuł - praca jego życia. 
    Koleś sam produkuje, więc większość produkcji jest jego. Tylko The Unknown zrobił kawałek ze swoim gościnnym udziałem, Orgem dał dwa remiksy, a Mudd z Jazz Addixx wykonał trzy podkłady. Ktokolwiek by tych podkładów nie robił, są to czilautowe, jazzujące podkłady, z mnogością smakowitych sampli i sporą ilością skreczy wykonanych wprawną ręką przez DJ Ragz'a z Jazz Addixx. Każdy podkład ma coś w sobie, płytę ubarwiają bitboksowe i skreczowane wstawki i w ogóle nie ma czasu się nudzić. Czasem zostajemy zaskoczeni połamaną perkusję na samplu organowym, czasem najbardziej klasyczne bębny z klasycznym samplem, które pozwolą nam pomachać głową podczas słuchania.  
    St-Mic to taki zwykły, ale porządny biały rapper. Słychać to wyraźnie, choć naturalnie nie jest to wadą - tylko Biali mają nieco inny sposób rymowania, taką szczególną manierę składania wersów, która różni ich od Czarnych i Żółtych. W Europie to się zaciera, jednak w Stanach łatwo odróżnić kolor rappera po głosie. Nie ważne, to tylko taka dygresja. Ważne jest to, że St-Mic, pomimo swej zwyczajności, najlepsze, co ma, to teksty. Opowiada o życiu przez pryzmat muzyki, bo jego życie to muzyka. Choć, naturalnie, są tu numery o życiu samym w sobie, czy o miłości - ale nie jest to rap uliczny, broń Boże. To tylko dywagacje na temat tego, co się w życiu St-Mic'a wydarzyło. Dodatkowo, na albumie mamy zaprzyjaźnionych z Mic'iem znajomych ze studia nagraniowego: Dutchmassive i Jazz Addixx, a także The Unknown. To wszystko jest jedna paczka, nagrywająca kawałki we własnym sosie - z tą różnicą, że Dutchmassive i JA są nieco bardziej rozpoznawalni na scenie podziemnej.
    Bardzo sympatyczna płyta. Słucha się tego ze sporą przyjemnością, choć album wcale nie należy do szczególnie odkrywczych, czy nowatorskich. To po prostu porządny, rzemieślniczy hip hop, którego można posłuchać z zadowoleniem, ale nie zapętlisz tego w nieskończoność. Lubię sobie czasem odświeżyć tę płytę, bo jest fajna, ale to tyle.

OCENA: 4\6


czwartek, 10 października 2013

FULL CIRCLE - HIEROGLYPHICS

Hiero Imperium 2003

1. Prelude
2. Fantasy Island
3. Powers That Be
4. Make Your Move    feat. GOAPELE
5. Shift Shape
6. Classic
7. Chicago
8. Heatish
9. Halo
10. Love Flowin'
11. One Hundred Thousand Indi   feat. ABSTRACT RUDE
12. Let It Roll
13. Maggie May
14. Jingle Jangle
15. Full Circle   feat. GOAPELE
16. 7 Sixes

    Hieroglyphics to duża firma, mieszcząca się w podziemiach Kaliforni, założona przez Del Tha Funkee Homosapien. Wraz z nim zespół tworzą Tajaj, Opio, A-Plus i Phesto z Souls Of Mischief, Casual, Pep Love, Domino i DJ Toure. Po sukcesie ich pierwszej płyty, '3rd Eye Vision', pięć lat później nadszedł kolejny album - historia zatoczyła pełne koło - 'full circle'.
    Grupa, mając tyle osób w składzie, jest samowystarczalna, bo kawałki na płytę wyprodukowali A-Plus, Domino i Opio, z dwoma wyjątkami: są tu jeszcze bit od Casuala i jeden od Space Boy Boogie X. To dość specyficzny rodzaj muzyki, bo instrumenty są owinięte wokół mocnych perkusji i jest tu czysto i przejrzyście, ale podkłady nie są pozbawione mocy, wręcz przeciwnie. Sample czy instrumenta są poukładane w idealnym porządku, idealnie przycięte, bez wpadek. Jest perfekcyjnie, ale okazuje się, że nie potrzeba brudu winylowej płyty, bo nawet takie sterylne podkłady mogą być świetne. To taki charakterystyczny styl Hiero: perfekcyjne podkłady do idealnego słuchania. Najlepsze wprawdzie dla mnie to 'Make your move', 'Shift shape' i 'Heatish', ale inne wcale nie są słabe, no może 'Jingle jangle', czy 'Full circle'. 
    Cała ta brygada zapewnia zróżnicowane doznania, jeśli chodzi o lirykę i technikę. Zróżnicowane, oznacza tyle, że każdy ma swój styl, a nie że jeden jest słaby, a drugi dobry.  Opio ze swoim stylem, jakby tłumaczył coś komuś zawzięcie. Pep Love ma flow pocięty, jakby zacinający się co kilka słow. casual płynie tak, jakby kończyły się baterie w magnetofonie, zwalniając lekko przy końcu wersów. Del jest tak charakterystyczny ze swoją modulacją głosu i techniką rymowania i wstawiania potysięcznych rymów, że rozpoznać go można zawsze i wszędzie, choć pojawia się, niestety, rzadziej. A-Plus rymuje dość zwyczajnie, nieco zaciągając w stylu West Coastu. Tajaj ma wysoki głos i rymuje z dużą ekspresją. Phesto zaś ma głos głębszy i wyraźnie i dosadnie artykuuje każde słowo. Ciężko za to wskazać najlepszego tekściarza, bo ich wersy są pełne odnośników, abstraktów, związanych przede wszystkim z bragga i panczami w kierunku słabowitych emce, pokonując ich niczym Oz tchórzliwe postaci z orszaku Dorotki albo Tajaj grozi, że choć jest veganem i nie je mięsa, na majku jest nadal kanibalem  i zje każdego wacka. Tu nie ma głębokich tekstów o życiu i filozofii - to wybuchowa mieszanka sprawności lirycznej i skillsów na majkach. Łatwo ich porównać, kiedy wszyscy po kolei rymują w ostatnim kawałku: '7 sixes': siedmiu emce dających po sześć wersów. 
    Wprawdzie ku końcowi, tak od 13 kawałka, zaczyna nieco brakować pomysłów, ale i tak to bardzo dobra płyta, do której lubię wracać. Nie jest tak dobra, jak 'The 3rd Eye Vision', czy solówki Dela i Souls of Mischief, ale nadal świeci. Do sprawdzenia koniecznie przez fanów prawdziwego rapu.

OCENA: 4+\6


wtorek, 8 października 2013

SILLIUM - 5 STERNE DELUXE

Yo Mama 1998

1. Intro     
2. Dein Herz schlägt schneller     
3. Willst du mit mir geh'n?        
4. Besser als der Erste        
5. Dördichkeit     
6. Abgezuckert        
7. 17+4        
8. Livin 303        
9. 5 Sterne Deluxe     
10. Ich liebe dieses Lied        
11. Sowieso      feat. FERRIS MC         
12. Sprachkurs Deluxe        
13. Hip Hop Clowns & Party Rapper        
14. Ansprache Frau Herzog        
15. My Life     
16. Die Di und der Dodi        
17. Deluxe im Kopf        
18. Brainsen Overkill        
19. Discotizer        
20. Larsen orgelt sich duhn     
21. Schund        
22. Der Eierdieb        
23. DJ Cooman vs. DJ Toni        
24. Sillium        
25. Sillium vs. Helium        
26. Penthouse     feat. SAMY DELUXE
27. Marc an Else        
28. Will Smith, Meer Gayne?   feat. BIZ MARKIE
29. Konische Fluggeräte        
30. Nirvana

    Pod koniec lat '90 osoby znane na scenie niemieckiej, Der Tobi, Das Bo, DJ Coolman i Marcnesium i kiedy w telewizji Viva pojawił się ich pierwszy teledysk na łodzi motorowej, ludziom opadła szczęka. Bardzo nowatorska, wypełniona elektroniką muzyka, znani i lubiani rapperzy na majkach - to była nowa jakość prosto zza naszej zachodniej granicy.
    Za owo nowatorstwo odpowiedzialny jest człowiek, który wyprodukował całą w zasadzie płytę Tobi Tobsen, znany jako Der Tobi. W połowie kawałków pomógł mu Marcnesium, a w jednym niejaki Luthchini, znany z produkcji dla Fettes Brot. Tobi potrafi zrobić bardzo różnorodne podkłady, od soczystych, bujających traków, opartych na funkowych samplach, przez dudniące elektronicznym basem bangery, aż po miks progresywnego dicho z Bee Gees. Niektóre bity zwalniają, stanowiąc tło do melodeklamacji, niektóre urywają Ci łeb energią. Trochę do powiedzenia ma tu DJ Cooman, który nieźle wpasowuje się ze swoim drapaniem w klimat, dając nam w 70% klimat hip hopowego klasyka z NY, w 30% innowacyjną muzykę rapową z Hamburga. Nie powiem, żeby było to nieprzyjemne, wręcz przeciwnie, słucha się tego bardzo przyjemnie. To nowatorstwo, po ponad 15 latach nie robi juz takiego wrażenia, ale wówczas byłem mocno zaskoczony brzmieniem niektórych kawałków.  
    Głównymi rapperami są tu Tobi i Bo, choć sam Marcnesium - generalnie fotograf i scenograf, też pojawia się czasem na majku, jednak prym wiodą Der Tobi & Das Bo, będący już od dawna uznaną marką w Niemczech. I słusznie, bo obaj mają niezłe flow i, jakkolwiek by dla nas nie brzmiał niemiecki język, potrafią płynąć i ich rymowanie się nie nudzi, choć może czasem drażnić, kiedy się wydurniają. Na szczęście na płycie nie ma wygłupów zbyt często. To czysta hiphopowa jazda, wypełniona bragga i rymami bitewnymi. Choć byli to jedni z najlepiej sprzedających się rapperów w Niemczech, potrafili jednak nawijać zjadliwe pancze na temat 'clown rappers' i 'party rappers':' Ich bin wieder da und Nils ist fertig \ Hier ich hab Marlboro und Astra \ Dein Geschmack ehrt mich und die Flasche leert sich \ Das ist Tiptop wir geben und heute abend happy Hip Hop \ Es ist schon viertel vor Acht Zeit loszugehen \ Ich möchte das Konzert aus der ersten Reihe sehen \ Das stimmt Nils, erste Reihe, dass ist ein Muß \ Schnapp dir deine Jacke, auf gehts zum Bus'. W sumie, to teksty może nie oszałamiają, ale sporo w nich humoru (takiego niemieckiego) i drwiny, więc jesli ktoś zna niemiecki oraz scenę tamtych lat, znajdzie tu sporo uciechy. Co ciekawe, gościnnie mamy tu inne asy: szalony wówczas Ferris MC oraz zaczynający poważną karierę Samy Deluxe z Dynamite Deluxe. Natomiast sporym zaskoczeniem był udział Biz Markie'go, bo wtedy jeszcze kolaboracje amerykańsko-europejskie nie były zbyt powszechne i rapperzy z USA nie kwapili się do nagrywania z Europejczykami, bo gdzie w sumie leży ta Europa?         
    Ja wiem, że niektórzy nie mogą znieść brzmienia języka niemieckiego, ale mnie to nie przeszkadza, może dlatego, że się nim posługuję. I wiem, że jest to jedna z ciekawszych propozycji, może nawet w całej dekadzie lat '90, w tym kraju. Warto sobie obadać ten krążek, a zwłaszcza single: '5 Strene Deluxe', 'Dein Herz schlägt schneller', czy 'Willst du mit mir geh'n?'

OCENA: 4+\5


niedziela, 6 października 2013

DOOMTREE - DOOMTREE

Doomtree 2008

1. Close Your Ears (intro)
2. Drumsticks
3. Gander Back
4. The Wren 
5. Gameshow Host 
6. Dots & Dashes
7. Game Over
8. Real Class (interlude)
9. Last Call
10. Accident
11. Sadie Hawkins
12. The Walrus (interlude)
13. Twentyfourseven 
14. Let Me Tell You, Baby
15. Down the Line
16. Kid Gloves
17. Pop Gun War
18. Reintroduction
19. Liver Let Die
20. I'm Talking
21. Jaded


    Ten kolektyw rapperów z Minnesoty, którzy łączą bardzo różne gatunki muzyki i wplatają ją w hip hop, umieszczając ten tygiel na jednym albumie. 'Doomtree' to ich druga płyta, choć pierwsza oficjalnie, bo wydane wcześniej serie 'False Hopes' poszły do darmowego ściągnięcia z netu. Płyta zebrała świetne recenzje, choć nie sprzedała się w znaczących ilościach.
    W zespole jest dwóch producentów: Lazerbeak i Paper Tiger, ale nie tylko oni produkowali tę płytę - ich dziełem jest może połowa kawałków. Resztę zawdzięczamy takim osobom jak MK Larada, Turbo Nemesis, P.O.S i Maker, przy czym Turbo Nemesis wykonał również wszystkie skrecze na krążku. Muzyka tutaj to prawdziwa uczta. Klasyczne traki są popełnione z taką ambicją, jakby na konkurs szopenowski. Z dużą dbałością o szczegóły, dzięki czemu każdy dźwięk ma tu swoje miejsce i jest przemyślany. Dobór sampli może przyprawić o zawrót głowy, bo przecież mamy tu taki rozrzut gatunkowy - od jazzowych trąb, po disco lat '70 i różne dziwadła, ciężkie do zidentyfikowania. Nie wspominałem kiedyś, że to Biali ratują hip hop? Każdy z producentów jest tu biały jak pierogi z serem, ale każdy dźwiga hip hop na swoich ramionach z dużym talentem i poświęceniem.     
    Na majku mamy całą plejadę gwiazd podziemia z Minnesoty. Największe 'gwiazdy' (wiem, to złe słowo, ale oni są najbardziej znani) to P.O.S wydający albumy solowe dla Rhymesayers oraz grający na gitarze w punkowym Wharf Rats i Cecil Otter, który niebawem wyda swoją trzecią solówkę. Jest też rapperka Dessa, śpiewająca też w zespole a capella i ucząca w muzycznych instytutach. Sims to współzałożyciel grupy, który ma na koncie już cztery solówki, no i Mike Mictlan, drugi pomysłodawca zespołu, okrzyknięty dziesiątym najlepszym rapperem Minnesoty. Cecil ma niezłe teksty, choć rymuje jak typowy biały emce. Mictlan kojarzy mi się nieco ze stylem Freestyle Fellowship ze swoim głębokim głosem i poszatkowanym flow. Dessę łatwo rozpoznać, jako że jest kobietą, po jej niskim, seksownym głosie. Najciekawsze flow, z takimi zaśpiewami, ma Sims, ale najpełniejszy jest bodaj P.O.S. Warto zagłębić się w teksty, na szczęście wkładka płyty zaopatrzona jest w słowa piosenek. No bo sprawdźcie te rymy: 'I splinter these wood teeth on a silver tongue / Sing hymns to sinners and sit in when the dinner’s done / Dirt on the collar / butcher / blood on the cuffs / My good foot’s in a grave / the other one’s a leg-up / No lady o’ luck / I ain’t stuck in her “lap of luxury” / No fast tracks or slow ones either / detached from suffering'. Pełno tu takich kwiatków i to od każdego z rapperów, zatem znający angielski mogą nastawić się na wyborną ucztę liryczną.
    Kolejny podziemny album, który pewnie pominiesz na półce, bo ani okładka nic Ci nie powie, ani nazwy pewnie nie kojarzysz. I znów błąd. Świetny album, pełen świetnych wersów i korzennych podkładów. To taka jazda na zmianę przez wąskie uliczki pomiędzy drapaczami chmur Minneapolis, a pięknymi, miejskimi parkami i terenami podmiejskimi. Jazda do szpiku kości miejska, jednak nagrana z dużym wyczuciem i balansem. Koniecznie do sprawdzenia.

OCENA: 5-\6


piątek, 4 października 2013

Шагаем в ногу - Южный Централ 54

CD Land 2002

1. Intro
2. Шагаем в ногу feat. Белый Парень
3. Южный Централ    feat. BANITA, SENIORITA
4. X Girlfriend    feat. BANITA
5. Сума-Серёга    feat. BANITA
6. Технологии И-нета    feat. CYBER
7. Вы гоните... (skit)
8. Шоу Biz
9. Мусорская совесть feat. Надюша
10. Только к ней feat. ARSEN (skit)
11. Дорога к ней
12. Черёмушки
13. Памяти B.Marley    feat. SENIORITA, Белый Парень, PASE (Live)
14. 17.09.2001 г. (Real)
15. Мама    feat. Настенька

    Jużnyj Central 54 działa w ukraińskiej i rosyjskiej rap grze już od 2000 roku, kiedy to wygrali rapowy konkurs w Moskwie. To trzech kolesi: Czernyj Princ, Arsen i Joat Mier, których jest to czwarty album, a co ciekawe, trzeci w 2002 roku. 
    Grupa jest zupełnie samowystarczalna, dlatego produkcje również robią sami sobie, choć sporo wniosła tu pomoc Master Szeffa z Bad B.Alance, który nieco wypromował grupę i pozwolił się im rozwinąć. Dzięki tej współpracy mamy tu hip hop, który, przynajmniej muzycznie, cofnie nas do Złotej Ery, do funkowych sampli, jazzowych wajbów, czasem nawet nieco g-funkujących syntezatorów. Sample potrafią nas czasem zaskoczyć rosyjską poezją śpiewaną, czy podobnymi klimatami. Ale mamy tu nie tylko sample, chłopcy potrafią dać partie żywego pianina, czy wręcz solówki na rozmaitych klawiszach, jak np. w Черёмушки ('Czeriomuszki' - dzielnica Moskwy). Brzmi to całkiem nieźle i jest urozmaicone, bo mamy tu spójny przekrój przez czysty hip hop - od klasycznego, przez nieco ambientowy, do jazzowo-funkowego i regałującego w kawałku poświęconym Marley'owi, Памяти B.Marley.
    Cziornyj Prins mikrofona ma nieco zdarty głos i ekspresyjny flow. Joat Miet jest równie emocjonalny, ale z nieco gładszym głosem. Nieco inaczej słucha się rapu po rosyjsku, bo nie jest to język tak płynny, jak angielski, czy nawet francuski, ale nie znaczy to wcale, że to kiepska akcja. Rosyjski ma swoją specyfikę i też nadaje się do rapu i Czarny Książę oraz Joat wykorzystują ją bardzo dobrze. Wraz z ich głosami ładnie współdziałają żeńskie głosy w refrenach, nie przeszkadzają goście rymujący. A tematy na płycie są bardzo różne: od kobiet - czy to dziewczyn, czy mamy, przez lokalne hymny (Южный Централ), internet, czy muzyka i szeroko pojęta scena w tytułowym Шагаем в ногу (Szagajem w nogu - Dotrzymujemy kroku) albo Шоу Biz (Show Biz). Znalazł się tu nawet trak opiewający legendę muzyki, Boba Marleya. Jest ciekawie i nieźle stylistycznie.
    Jakoś bardzo sobie wziąłem do serca ową obietnicę prezentacji sceny rosyjskojęzycznej - na jakiś czas może dość. Ale myślę, że wyraźnie widać, że Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini mają niezły potencjał na majkach. Dowodem na kreatywność i prawdziwą pasję do hip hopu widać na tym albumie. Pionierzy ukraińskiej sceny otworzyli granice i są równie popularni w Rosji (może nawet bardziej), niż u siebie w kraju. Może dlatego, że nie rymują po ukraińsku. Tak, czy owak, warto sprawdzić ten album. Fajny.

OCENA: 4+\6  


środa, 2 października 2013

YOU GOTTA BELIEVE - MARKY MARK & THE FUNKY BUNCH

Interscope 1992

1. Intro: The Crisis
2. You Gotta Believe
3. Gonna Have a Good Time
4. Loungin'    feat. DONNIE WAHLBERG
5. Don't Ya Sleep
6. I Want You
7. The American Dream
8. The M
9. Get up (The Funky Bunch Theme)
10. Super Cool Mack Daddy
11. I Run Rhymes
12. Ain't No Stoppin' the Funky Bunch
13. Last Song on Side B Part II: Go On
14. The Solution

    Mark Wahlberg jest dziś lubianym aktorem, jednak niewiele osób pamięta o jego muzycznej karierze rappera. Umięśniony, lecz traktowany nieco jak ubogi krewny New Kids On The Block, gdzie grał jego brat, wydał swoją płytę, która szybko pokryła się platyną. 'You Gotta Believe' to taki krok za ciosem, którym była pierwsza płyta i choć nie osiągnął on takiego sukcesu, jak poprzedni, i tak został nieźle przyjęty - oczywiście pomijając fanów prawdziwego rapu, którzy raczej nabijali się z białego chłopczyka, który raczył zająć się rapem.
    Muzykę w całości robili tu bracia Wahlberg, jednak wspomagał ich członek The Funky Bunch, DJ-T. Jak w przypadkach płyt gwiazd z innej bajki, muzyka to totalny przekrój tego, co było wówczas popularne w hip hopie. Housowe bity w 'You gotta believe' i 'Gonna have a good time', lovers rap w 'I want you', łapiące za gardło 'American dream' z gitarą akustyczną na oszczędnej perkusji, nieco hardkoru w kilku innych, czy wreszcie trochę didżjejki od DJ T. Oczywiście, że podkłady opierają się głównie na samplach - np. z Art of Noise, czy James'a Browna, ale kilka z nich oparto na żywych instrumentach. W zasadzie muzycznie nawet nie jest źle, wyjąwszy kilka tandetnych traków, zrobionych ku podniesieniu sprzedaży - co nie pomogło tak czy siak.
    Czy Mark jest dobrym rapperem? Raczej nie, jest przeciętny, zarówno jako tekściarz, jak i technik. Z flow i głosem daje sobie radę, choć nie brzmi to oszałamiająco. Zaś teksty ma dość oklepane, przede wszystkim, jeśli chodzi o bragga i tego typu klimaty: 'I know your feeling me \ Mic's getting hot with heat \ your insincerity? makes you fall incomplete \ And I'm not discrete \ See I'll tell you how it is, \ Your whole damn fleet should be banned from the biz \ Now there it is \ I'll tell you blatantly \ Coz I've been waiting for y'all to leave patiently \ No hatin' me but y'all gots to go'. Lepiej jest, kiedy rymuje przejmujące teksty o dzieciakach wplecionych w 'American Dream', lub snuje jakieś opowieści - jednak takich wersów jest tu zdecydowanie mniej. Marky głównie chwali się swoją sprawnością jako emce, która jednak nie jest zbyt wygórowana. Grupa The Funky Bunch: Scottie Gee, Hector the Booty Inspector i Ashey Ace nie wnoszą wiele, ponieważ to głównie tancerze i hajpmeni - swoje przeciętne umiejętności pokazali tylko w 'Ain't No Stoppin' the Funky Bunch'. Gości brak, bo któż chciałby nagrywać z Marky Markiem?
    No dobra, ta płyta nie jest nawet taka zła, jeśli się lubi brzmienia z lat '90, jednak  wiadomo, że była to produkcja na poły komercyjna, a w połowie stanowiła kaprys białego dzieciaka, którego bratu przydarzyło się byc sławnym, dzięki New Kids On The Block. Takich płyt jak ta wyszło wówczas multum, a ten hip hop brzmi nieco po europejsku, bo słychać wyraźnie delikatne wpływy euro dance. Tym bardziej Marky Mark był traktowany z pogardliwym milczeniem przez scenę rap. Jednak nie da się kompletnie odrzucić tej płyty, z paru powodów: obecność DJ T na adapterach, kilku naprawdę hiphopowych kawałków, no i jest to przecież słynny aktor, który porzucił rap dla ekranu! Chociaż, z rymujących aktorów znacznie bardziej wolę Fresh Prince'a...

OCENA: 3\6