RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niemcy. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2014

ISLAMIC FORCE - MESAJ

Mi.Pl 1997

1. Selamin Aleyküm
2. Mesaj
3. Yagma Sofrasi
4. Original Rap
5. Canlardir
6. Eller Havaya
7. Gurbet
8. Analari Aglatan
9. Killer Rap
10. Söyledim
11. Arabesk Rap
12. Gurbetci Cocuklari
13. Oda Bahtiyar
14. Rüzgar Gibi
15. Üc Alti Damladi   feat. RAKEEM
16. Bu Dünya
17. Para    feat. RAKEEM
18. Kreuzberg    feat. RAKEEM

    To, że w Niemczech jest bardzo duża diaspora turecka, to nikomu nie trzeba tłumaczyć. Turcy wdarli się już na stałe do krajobrazu takiego np. Berlina, a nawet działają na scenie rap i osiągają duże sukcesy. Jednak kilkanaście lat temu rap turecki wcale nie był taki oczywisty i kiedy Islamic Force, po wydaniu epki kilka lat wcześniej, wydał długogrający album, Turkowie w Niemczech, ale i w ojczyźnie poczuli, że to ważny moment. DJ Derezon, Nellie, DJ Taner i MC Boe B byli przez moment gwiazdami.
    Wprawdzie w latach '90 nie było za bardzo słychać o tureckim rapie, ale dzięki turkom mieszkającym w Niemczech, udało się przetrzeć drogę nie tylko tym, którzy mieszkają w Reichu, ale także pokazać ziomkom, pozostałym w ojczyźnie, jak należy robic rap. Grupy takie jak Islamic foce przetarły szlaki dla innych i wyznaczyły kurs, w jakim należy iść. Dlatego na złotoerowych bitach, ciężkich  basach, mamy tu zupełnie egzotyczną mieszankę. Arabskie zespoły cechuje czerpanie z muzyki etnicznej wielkimi garściami, dlatego nic dziwnego, że sporo tu muzyki tureckiej, która na hip hopowych perkusjach robi niesamowite wrażenie. Jeśli dodamy do tego funkowe sample i wyobrazimy sobie tureckie melodyjki na bazie kawałków Georga Clintona... Abstrakcja, ale brzmi to często bardzo dobrze. Za bity odpowiada tu Boe B., ale wspomaga go znany niemiecki producent, znany m.in. z późniejszej współpracy z Afrobem, DJ Derezon. Stworzyli oni tu wybuchowego etnicznego funka, który do dziś wspominany jest jako wskazówka dla innych. Turecki funk? Jakkolwiek nie brzmiałoby to dziwacznie, mamy tu taki klimat.
    Dobra, nie oczekujcie ode mnie, że będę rozumiał o czym mówią rapperzy, choć niektóre zwroty i słowa po turecku ogarniam. Choć mieszkają w Niemczech, jedynym niemieckim słowem, jakiego używają, to Krezutzberg - dzielnica Berlinu, w której osiedli. Dla Polaka turecki język brzmi równie egzotycznie, co turecki funk, więc trzeba się przygotować na dawkę niecodziennego hip hopu. Kolesie są całkiem sprawni na majku - mogę jedynie ocenić ich flow i z grubsza orientować się, że tematy, jakie poruszają to tylko trochę problemów tureckiej społeczności w Niemczech, ale w większości to i tak bragga i rymy bitewne. No i nie zapominajmy o wokalistce, będącą członkinią zespołu, która ozdabia kawałki w refrenach. Dość powiedzieć, że produkcja do dziś wywołuję łezkę w oku tureckich fanów rapu...
    Ta płyta to fajna odskocznia od zwyczajnych albumów, których mamy na rynku setki. Złota Era z turecką muzyką ludową. Płyta dziś jest już słabo dostępna - pewnie w berlińskich krejtsach da radę to gdzieś wygrzebać, ale osobiście nie widziałem nigdy wersji cd tego albumu - poza moją osobistą. Ale na pewno da się skądś ściągnąć (co nie znaczy, Że pochwalam ściąganie z netu - wszystko co mam i wyszło na cd - mam na cd).

OCENA: 4\6


niedziela, 7 września 2014

NEO.NOW - 5 STERNE DELUXE

Yo Mama 2000

1. Ryckkehr der altern menner feat. RINKWARDER SPEELDEEL
2. Die Leude    
3. Dreh' auf den Scheiss    
4. Das haette ihr Lied sein koennen
5. Kill That Rock      
6. So dumm    
7. Wie bidde? 
8. Toni Europa
9. I like to smoke    
10. Stop Talking Bull feat. DISCOTIZER, SUPERMAX
11. Wir ham's drauf    
12. In der Tat     Reinhören
13. Auf der Yach nach Dr. Hossa    
14. Champagneros    
15. ja, ja... Deine Mudder Deejay Punk-Roc RMX    
16. Verdammt 
17. 18 Zeilen    
18. Die Parawahne zieht weiter...

     Der Tobi & Das Bo to swego czasu niezwykle poularny duet na niemieckiej scenie. Połączyli oni swe siły z DJ Coolmann'em oraz grafikiem Marcnesium i stworzyli pięciogwiazdkową jakość u naszych zachodnich sąsiadów. Uderzyli mocno singlem '5 Sterne Deluxe', który pozamiatał scenę, po czym na fali pierwszego albumu wyszedł dwa lata później nowy: 'neo.now'.
    Produkcją albumu członkowie grupy zajmowali się sami - z małymi wyjątkami na remix brytyjskiego DJ Punk Roc'a oraz na jeden podkład od znanego niemieckiego producenta, Roey Marquis II. To niby klasyczny rap, ale mający wybiegać w przyszłość ze swoimi podkładami i rzeczywiście, choć większość albumu to zupełna klasyka, bumbapy na jazzowych samplach, to przecież jest tu trochę klimatów zapowiadających zmianę trendów w rapie, jednak chyba 'Neo.Now' wychodziło momentami zbyt daleko. O ile hit 'Die Leude' jest faktycznie posunięty mocno w stronę sokonań Kool Keitha, ale przynajmniej kręci, to taki 'Auf der Yach nach Dr. Hossa' to prawdziwy koszmar, którego nie da się słuchać. Jednak w ogólnym rozrachunku nie jest wcale źle i choć może przyjęte brzmienie nieco wyszło poza ramy, ale przecież zespół eksperymentował już od pierwszej płyty i nie powinno to byc nic nowego.
    No cóż, wiek XXI to czasy, kiedy blask gwiazdy Der Tobi & Das Bo zaczyna gasnąć. Ludzie mogą być wreszcie nimi zmęczeni, bo o ile na początku mieli naprawdę świeży styl i to było zabawne, to po prawie dekadzie fanom przejadły się komedyjki i satyryczne teksty, z czasem posuwane wręcz do absurdu. Czasem, owszem, jest to zabawne, ale bywa również żenujące, zwłaszcza kiedy rapperzy wydawali muzykę z dość dużą częstotliwością. Tobi Tobsen i Bo są naprawdę nieźli na majkach, ale przyjęta przez nich komiczna stylistyka nie zawsze jest zjadliwa i bywa denerwująca. Jednak weź kawałek z 'Champagneros': 'Ich bin Toni Tonic der Meister der Mischung, \ denn ich kipp m' A und B zusammen und das heißt dann Erfrischung. \ Verleih ich Wodka Flügel und mach Kuba wieder frei \ krieg ich 'n Brand wie du Williams, wär gern mit dabei \ Rappe Hie Feiern, mit Meyers Meyern \ feierst Du mit Bayern und hast Du Likör statt Haaren an Deinen Eiern' - wchodzi to nieźle, i te złośliwości na temat wieku fanów Bayrenu, gry słowne z alkoholem i znanymi postaciami pop kultury - to wcale przecież nie jest takie złe. Dlatego, mimo kilku niewybrednych, bądź po prostu głupawych żartów, liryka jest całkiem w porządku, choć ten kabaret może być męczący.   
    Niestety dla zespołu, po pierwszym albumie formuła się wyczerpała i płyta sprzedawała się słabo. Myślę, że nieco zbyt pochopnie odrzucono te płytę, bo nie jest wcale taka słaba, ale z drugiej strony nie jest to rewelacja. Dość porządna płyta od dinozaurów niemieckiego rapu.

OCENA: 4-\6


poniedziałek, 26 maja 2014

THE TIME IS NOW - B.G. THE PRINCE OF RAP

Dance Pool 1994

1. Can't Love You
2. The Colour Of My Dreams
3. Can We Get Enough? 
4. Round And Round   feat. CHI CHI ORDU
5. Rock A Bit
6. Walk Over The Rainbow   feat. CHI CHI ORDU
7. The Dancer
8. Miles Away  
9. Wanna Be Free  
10. Can We Get Enough? (Remix)
11. This Is How We Do It 
12. Bring You The Funk Bac

     Pisząc tu o rapie ze wszelkich stron, nie mogę się oprzeć wrzucaniu tu czasem postów o rapie mniej oczywistym, jakim jest np. Euro Dance: niezwykle popularny w Europie nurt, łączący rap z muzyką dance. Owa muzyka święciła triumfy na początku lat '90 i B.G. The Prince Of Rap był jednym z jego czołowych przedstawicieli. Jest to Amerykanin, który przyjechał na misję do Niemiec z wojskiem i tutaj został - po odsłużeniu armii zaczął nagrywać i zyskał sporą popularność w europejskich klubach. 'The Time Is Now' to jego drugi album po przebojowym 'The Power of Rhythm', jednak ta płyta nie osiągnęła takiego sukcesu, jak debiut. 
    Jam El Mar to jeden z najbardziej znanych producentów w Niemczech - ale producentów nie hip hopowych, ale house'owych, znany zresztą z zespołu Jam & Spoon, popularnego w latach '90. Pomagał mu niejaki Stefan Benz, współprodukujący większość kawałków, a 'Wanna be free' zrobił samodzielnie. To dość typowa muzyka euro dance: dokonała do klubów, zresztą robiła przecież furorę nie tylko w głośnikach, ale i na parkietach. Wszak do tego została stworzona. House'owe tempa i perkusje, plus wygenerowane z syntezatorów melodyjki doskonale sprawdzały się na dyskotekach. Zwłaszcza takie hity, jak 'Colour Of My dreams', który sięgał szczytów list przebojów w 1994 roku. Mamy tu zatem bity nieco rąbane, muzykę prosto z syntezatora - typowo taneczne rytmy. W latach '90 to brało dość mocno, dziś nieco ochłodło. Ciekawie prezentuje się głownie ostatni kawałek, który zrobiony jest w klimacie typowego nowojorskiego rapu, z samplami i dobrym rytmem. 
    Pseudonim Książę Rapu jest pewnie nieco przesadzone, ale amerykański rapper w Niemczech mógł sobie pozwalać, zwłaszcza na polu euro dance. Choć z drugiej strony zadziwiające jest, że ci wszyscy rapperzy na europejskim rynku dance radzili sobie całkiem nieźle - tak jak BG. Natomiast na pewno żaden z nich nie był wybitnym tekściarzem, rapując zazwyczaj w temacie trzech rzeczy: muzyki, miłości bądź problemów świata. 'When you fall in a deep sleep \ Let me be the one that you seek \ Make you dream pleasant things \ Thoughts of love as angels sing  \ Make you see a clear blue day \ Watch the sun shine our way'. Ot i poezja. Jako rapper BG się sprawdza, bo jego flow i technika jest całkiem poprawna, jednak teksty są lekko discopolowe. Ale nie chodzi tu przecież o ciężki przekaz - to muzyka do tańca. Rap od BG, śpiewane refreny przez wokalistkę, obdarzoną miłym głosem... Zagłębiać się nie należy.  
    Pierwsza płyta BG wywarła na mnie ogromne wrażenie, znam ją bez mała na pamięć, miałem na kasecie (pirat z MG! A jak!), mam na CD oryginała i co jakiś czas powracam. Do 'The Time Is Now' powracam rzadziej, bo nie jest to wielki przebój, pomijając sentymenta do 'Colour of my dreams'. Dla fanów prawdziwego rapu zostaje 'Bring you the funk bac', gdzie rzeczywiście BG przywraca funk do tej dyskotekowej masy. 

OCENA: 3\6


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

POTTPÜREE - DIKE D

Deck8 1998

1. Intro    
2. Hört Nur...    
3. Partykönig    
4. Spiel Mir Den Ball Zu    feat. LEE BUDDAH
5. Mit Dem Kopf Unterwegs    
6. Ein Tag So Schön Wie Heute    
7. Huckleberry Finn (Frei Wie)    
8. S-Bahn Fahn'    feat. ONO, LEE BUDDAH
9. Kreist Es Noch    
10. St. Teufels Küche    
11. Bist Du Gut?    feat. CREUTZFELD & JAKOB, ONANON, OS 
12. Fieber     feat. PURE DOZE, TIMA

    Dike to nieco mniej znany reprezentant Witten, gdzie swój dom ma organizacja Bunkerwelt, z naczelnymi gwiazdami Creutzfeld & Jakob. Pomimo, iż jest to nadal aktywny rapper, wydał tylko jedną płytę i to dawno temu - mamy ją właśnie przed sobą. Kolejna była już nawet gotowa, ale... wytwórnia padła. Teraz, w Bunkerwelt Dike wydaje single co jakiś czas i udziela się gościnnie - choćby u nas na Paktofonice. 
    Cały pierwszy album Dike wykonał Lee Buddah, związany z wytwórnią Deck8. To koleś już po 40-tce, o wyglądzie czysto aryjskiego Adonisa z czubkiem na głowie - zupełnie nie wygląda na producenta i rappera - czym również się para co jakiś czas. Niezależnie od swojego wyglądu (zawsze mówię, że to o niczym nie świadczy!), koleś potrafi zrobić fajnie bujające, jazzowo-funkowe podkłady, które wprawiają głowę i nogi w ruch. To typowy, klasyczny klimat hip hopu Złotej Ery ze Wschodniego Wybrzeża, przeniesiony na niemiecki grunt. Większość to chillout, ale znajdzie się tu parę mocniejszych traków. Brzmi to bardzo przyjemnie, sample dobrane są starannie, część instrumentów dograna na żywo i słucha się tego naprawdę dobrze, nawet jeśli od wydania albumu minęło 16 lat.
    Dike to całkiem fajny rapper. Ma niezły głos, flow płynie idealnie po tych klasycznych bitach, a co ważniejsze, jego wersy są naprawdę niezłe. Przede wszystkim to teksty bitewne i bragga, reprezentujące Witten i ekipę. Jednak Dike potrafi wrzucić bardzo przyjemny storytelling i opowiedzieć nam ciekawą historię np. z kolejki miejskiej (S-Bahn fahn'). Tak, Dike daje radę. Jego goście nie zostają z tyłu, bo przecież to w większości to znani i lubiani kolesie z Witten i okolic. Swoje skillsy przezentują Creuzfeld i Jakob, ich koleżka Onanon, czy sam producent Lee Buddah, który jednak robi lepsze bity, niż rymy... Znalazł się tu jeszcze Ono ze znanego składu niemiecko-południowoafrykańskiego Walkin Large. Lirycznie jest tu bardzo dobrze - to dla znających niemiecki. Nawet jednak bez znajomości języka, da się poznać umiejętności rapperów, które nie są słabe.
    W rezultacie dostajemy spokojny, zrównoważony album jednego z mniej docenianych (i nieco zapomnianych) niemieckich rapperów. Prawie 50 minut chilloutu, niemiecki rap z afrykańskimi korzeniami w bardzo przyjemnym stylu. Prawdziwy hip hop od naszych sąsiadów.

OCENA: 4+\6


piątek, 4 kwietnia 2014

...UND DAS! - LYROHOLIKA

Mzee 1999

1. Intro... Und Das!
2. Aus Dem Nichts
3. Beste Zeit Meines Lebens
4. Blutdruck
5. Sonnenaufgang     feat. UGS
6. Rapstar (Tapetenmix)
7. Nicht Meine Welt
8. Mach's Mir Einfach
9. Poesie Der Musik
10. 0190
11. Ich Weiss Wenig
12. Luigis Weisheiten
13. Märchen Aus 1001 Nacht
14. Endlich Da    feat. ALLSTAR MAJOR LEAGUER, BIG GIFTED
15. Kein No. 1 Hit
16. Lyroholika Boogie    feat. MC SHARKY
17. Reiten Mit Horst
18. Wenn Mir Der Kopf Platzt
19. Fertig!

    Lyroholika to skład nieco mniej znany poza Niemcami. DJ Zdan, Eni Beni, Meista O, Axel van Exel i Subsonic pochodzą z Sankt Augustin, miasteczka nieopodal Bonn, jednak kontrakt dostali w nieco dalszej Kolonii - w legendarnej już niemieckiej wytwórni Mzee. To ich pierwszy album, bardzo dobrze przyjęty przez niemiecką publikę, choć może sprzedaż odbiegła nieco od spodziewań.
    Lyroholika to taki klasyczny, niemiecki rap. Prawie wszystkie podkłady zrobił tu Bass Und Das! i są to podkłady w większości oparte na samplach, utrzymana ejednak w dość różnych klimatach. Są tu brzmienia jazzowe ('Sonnenaufgang'), są ciężkie dźwięki, wzięte z muzyki klasycznej ('Beste Zeit Meines Lebens'), czy numery o czysto nowojorskim brzmieniu ('Rapstar', czy 'Mach's mir einfach'). Jeden przerywnik zrobił DJ Olsn, popisując się przy okazji swoimi umiejętnościami drapania płyt, a drugi dał GQ (Kein No. 1 Hit). Do pary mamy tu kilku muzyków sesyjnych, którzy grają na gitarze, basie, czy klawiszach. Skrecze zapewnia tu sam DJ Zdan, ale w kilku trakach wspomaga go D'Infamous Subsonic. I jest naprawdę dobrze, bo brzmienie się nie nudzi z racji zróżnicowania stylistycznego, a zarazem są to bardzo porządne bity, które bujają głową i można tego słuchać wszędzie. Produkcja stoi na wysokim poziomie.
    Tak, wiem, niemiecki u wielu osób wywołuje nerwowe drgawki i zgodzę się, że jest często mało przyjemny w brzmieniu. Ale raz, że jestem przyzwyczajony, bo niemieckim posługuję się dość dobrze, dwa, że scena niemiecka jest duża i naprawdę niezła, a Lyroholika ma dobrych rapperów w składzie. Prezentują oni dobre i odmienne style i głosy, a co ważne, ich teksty są naprawdę inteligentne i porządne. Owe teksty można podzielić niejako na dwa typy. Jeden, to rymy bitewne, równające w założeniu słabych emce z ziemią: 'hip hop ist mein fulltimejob \ und ich räum ab wie beim bowling gute platten das doping im studio \ halten wir uns alle strikt an no smoking den wir tragen lieber fila als biedermayermieder von armani \ ham auch keine kohle für statussymbole denn wir sparn nie wir klotzen ihr kleckert wie füller von lamy eni beni baby \ jetzt kommt meine zeit weil ich die besten zeilen schreib'. Z drugiej strony mamy nieco wyluzowanych przemyśleń o życiu, do którego chłopcy podchodzą z dystansem i spokojem: 'Eifer und Streben zählt nichts, wenn ich nicht daran glaub', und immer wieder werden innere Widerstände laut. Wenn \ So viel muss raus, doch kann dem Zögern nicht entfliehen. Denn wenn mir der Kopf platzt, dann hilft auch kein Aspirin'. Na majkach mamy również kilku gości: z tych bardziej znanych, przynajmniej w Niemczech, są UGS, bo reszta to lokalni koleżkowcy, czy to marginalnie wykorzystani, czy toastujący Sharky...
    Fajny album. Sporo tu numerów, które są naprawdę świetne: Rapstar, Mach's mir einfach, Poesie der Musik... I pewnie większość z pozostałych. Bardzo lubię tę płytę, bo jest pełna bujających wajbów i prawdziwego hip hopu, przy którym człowiek dobrze się czuje.

OCENA: 5-\6


poniedziałek, 17 marca 2014

THE MOMENT OF TRUTH - THE REAL MILLI VANILLI

Hansa 1991

1. Keep On Running 
2. Tell Me Where It Hurts
3. Crazy Cane 
4. When I Die 
5. Body Slam    feat. B-SHO ROCKIN
6. Nice 'N Easy 
7. Hard As Hell 
8. In My Life 
9. Too Late (True Love)    feat. TAMMY T.
10. The End Of Good Times 
11. I'll Be Loving You 
12. Big Brother

    Pewnie sporo osób się zdziwiło, widząc tu tę płytę, ale... Raz, że bardzo lubiłem Milli Vanilli te dwadzieścia parę lat temu, dwa, że to przecież część tej wielkiej sceny hip hopowej - choć z obrzeży, to jednak. Po ogromnym skandalu, jakim zakończył się sukces pierwszego albumu grupy (i albumu z remiksami), podstawieni chłoptasie, Rob & Fab, wylecieli z zespołu, a prawdziwi członkowie grupy, którzy śpiewali i rymowali zamiast dwóch modeli, ujawnili się już pod swoimi prawdziwymi twarzami i nazwiskami. Była to próba przywrócenia dobrego imienia Milli Vanilli - komercyjnie słabo udana, a muzycznie?
    Frank Farian, człowiek, który stał za sukcesem zespołu, dobrał sobie instrumentalistów i wspólnie spłodzili album, mający przynieść z powrotem sławę projektowi Milli Vanilli. Muzyka utrzymana jest w konwencji, łączącej popularny wówczas w krajach niemieckojęzycznych i Beneluksu oraz Włoch Euro Dance (czyli taki taneczny rap), r&b oraz hip hop. Dlatego znajdziemy tu zarówno taneczne bomby, house'owe próbki ('Keep on running'), zwolnienia z wokalami r&b ('When I Die'), popowe kawałki ('Tell me where it hurts') oraz niemal czysto hip hopowe traki ('Crazy cane'). Zatem oprócz gładko wyprodukowanych i zagranych potencjalnych radiowych hicików, mamy tu również oparte na samplach numery, nieco szorstkie i uliczne. Wszystko to się przeplata, dlatego raz mamy szybki, rapowany kawałek, aby zaraz zwolnić do spokojnej piosenki. Co jakiś czas wpada numer wypośrodkowany, zawierający i jeden typ, i drugi. Szczerze mówiąc, to taka mało wnosząca, ale bardzo przyjemna muzyka, trącąca może dziś nieco myszką, ale nadal bujająca. Dzięki tej różnorodności album się nie nudzi, można go puścić tak samo w samochodzie, jak i w trakcie obowiązków domowych, a nawet na imprezie.
    Wokalnie, jest to przekrój przez gatunki. Sporo jest tu śpiewu, bo i Farian i Ray Horton, Brad Howell, Gina Mohammed, Linda Rocco i Jodie Rocco-Hafner dają tu wiele z siebie i ich głosy brzmią naprawdę fajnie. Do tego mamy rapsy od Icy Bro i Johna Davisa oraz gości. Mimo tego, że zespół pochodzi z Niemiec, wszystkie wokale są po angielsku, dzięki temu, że wykonują je Amerykanie mieszkający za naszą zachodnią granicą, nie ma tu kwadratowych akcentów i dziwacznych wrzutów. Ok, lirycznie to nie jest szał, bo tak naprawdę połowa kawałków to piosenki o życiu i miłości, będące kontynuacją pierwszej płyty Milli Vanilli (przede wszystkim 'In my life', który brzmi jakby żywcem wyjęty z 'All Or Nothing'). Druga część to te rapowe numery, w większości bragga lub traki nacechowane tanecznie, że tak to ujmę.
    Ja wiem, że wybrałem sobie na dziś tę płytę, kierując się czystym sentymentem, a większość młodych słuchaczy rapu stwierdzi, że to głównie to plejlista z potańcówek dla emerytów... Ale w sumie to moja strona i mogę mieć dziwactwa, tak? Tym bardziej, że ta dla osób siedzących już w muzyce na przełomie lat '80 i '90 to czysta przyjemność i powrót do lat młodzieżowych. W 1991 roku bardzo ten album lubiłem, przyznam, że nadal znam go bez mała na pamięć i lubię go sobie odświeżać. Dlatego, z czystego sentymentu...

OCENA: 4+\6


sobota, 1 marca 2014

SPARRING - OLLI BANJO

Headrush 2004

1. Sparring (Intro) 
2. Hallo Wie Geht's    
3. Das Biz    feat. CURSE
4. Millionär    feat. ERCANDIZE
5. Durch Die Wand   feat. EISFELD
6. Showtime   feat. HARRIS
7. Ich Hate Mit Dir    feat. JONESMAN
8. Selbstmord    feat. KOOL SAVAS
9. Edelschwert   feat. SCHIVV
10. Feuer     feat. TATWAFFE
11. Taxi Taxi     feat. SIDO
12. Ich Kotz Doch!   feat. ITALO RENO & GERMANY
13. Du Kannst Erzählen    feat. SEPARATE
14. Aschaffenburg City   feat. LEETOW DJ FLOW
15. Nashorn

    Olli Banjo to jeden z tych nowych Niemców, wybitnie dalekich od aryjskich rysów twarzy - a to głównie dzięki ojcu, pochodzącemu z Nigerii. Rapować zaczął na początku lat '90, kiedy to z fana metalu stał się zagorzałym miłośnikiem rapu. I oto 10 lat później Olli wydaje pierwszy solowy album, a pomiędzy kolejnymi płytami Banjo wdaje się w kolejne Sparringi - czyli mikstejpy. Przed sobą mamy jego pierwszą taśmę, wydaną rok po debiucie.
    W zasadzie całą muzę na tym albumie popełnił Roe Beardie z Headrush i tylko jeden trak wszedł od DJ Flow. To jak najlepiej pojęta nowoczesna muzyka rap: choć muzyka jest syntetyczna i ociekająca wręcz elektroniką, to wszystko współgra, nie zamula i ma sporą dawkę energii. Podkłady to bangery, na których doskonale odnajduje się nie tylko sam Olli, ale i jego goście, nawet jeśli nie są przyzwyczajeni do takiego klimatu. Nieco nudniejszy jest 'Taxi taxi' z Sido, bo dostosowany jest do opowieści Olli i Sido, ale nie do reszty albumu. Oprócz tego jednego wolniejszego traku mamy ogniste traki na których doskonale panczuje się słabiaków. Do tego jest parę klubowych hitów, nieco latynoskich wkrętów - ogólnie jest to muzycznie bardzo fajny album. 
    Banjo jest niezwykle sprawnym rapperem. Ma nieco wysoki głos, ale potrafi nim płynąć po bicie, w odpowiednim momencie minimalnie pauzuje, by zaskoczyć jakimś zwolnieniem, lub króciutką zmianą flow. Ja wiem, że dla wielu Polaków niemiecki język jest nieprzyswajalny przez uszy, ale emce ma skillsy i to słychać, niezależnie od języka. Olli zajmuje się na płycie przede wszystkim muzą: krytykuje spedalony niemiecki rynek muzyczny, reklamodawców, studio gangsterów, konkursy wokalne i inne bzdety, które zaśmiecają muzykę. Do tego, ma wiele do powiedzenia rapperom, celnie punktując ich na swoim ringu za bycie słabymi. Na deser dostajemy ciekawy trak (pomijając podkład, który jest nieco rozlazły i nie pasuje do reszty) 'Taxi taxi', gdzie Olli umieszcza jednego z najbardziej znanych, ale z drugiej strony wyszydzanych rapperów, Sido, pośród akcji, gdzie Sido jest rabusiem i obrobiwszy bank, ucieka taksówką. Słuchanie tekstów i opowieści rappera jest doprawdy przyjemnym doświadczeniem, a czasem wręcz rozrywkowym, niestety trzeba znać dobrze niemiecki... Goście, którzy występują na tym albumie, a jest ich sporo, w większości to pierwsza liga niemieckiego rapu: Curse niszczy majka i choć zazwyczaj rymuje na całkiem klasycznych podkładach, tu niszczy mikrofon. Eisfeld z Absolute Beginner jedzie swoim nosowym wokalem, a Olli wraz z Kool Savas'em każą słabym emce popełnić samobójstwo, bo niemiecki rap to szajs. Warto wymienić jeszcze Italo Reno, Harrisa i Jonesmana, ale  i reszcie wiele nie brakuje.  
    Olli Banjo pozostaje w tym ringu niepokonany. Może sobie pozwalać na cięte wersy w kierunku innych marnych rapperów, bo sam jest naprawdę dobry. I na swoich 'Sparringach' udowadnia to doskonale. I tylko jedna rzecz mnie lekko zastanawia: skoro niemiecki rap to gówno, to czemu cała jego śmietanka obecna jest na tym albumie? Hmmmm... Tak, czy owak, to bardzo dobry materiał, na świetnych bitach i z rewelacyjnymi rapperami. Niemiecki rap to jednak nie gówno. 

OCENA: 5-\6


wtorek, 3 grudnia 2013

MT3 - MASSIVE TÖNE

Kopfnicker 2002

Kopfnicker 2002

1. Cruisen    
2. Im Club    
3. Deutschrap 
4. Stress    
5. Traumreise 
6. Wer?    
7. Deutschland, Deutschland    
8. Heisshunger (Creve La Faim)   feat. FREEMAN, KARIM LE ROI   
9. False One?       feat. THIRSTIN HOWL III
10. Mach Mal Lauter    
11. Hitsingle 
12. Im Club - P.F. Cuttin Mix 
13. Laller - DJ Desue Remix
14. Geld Oder Liebe

    Schowi, DJ 5ter Ton i Ju to już bez mała legendarny skład na niemieckiej scenie. Płyta, którą chciałem dziś przedstawić, to ich największy hit, którym zdobyli rynki muzyczne, nie tylko niemieckie, ale i europejskie. Trzeci album składu to jeden wielki hit, produkowany również przez Amerykanów, z ich gościnnymi udziałami. I nie tylko. 
    No popatrzmy tylko na listę producentów. To, że są Ju i DJ 5ter Ton, to oczywiste i wcale nie dziwi. ale poza nimi sporą robotę zrobił tu PF Cuttin z legendarnego duetu Blahzay Blahzay, jest również Yvan ze szwajcarskiej gwiazdy Double Pact - same klasyki gatunku. Dlatego pewnie mamy tu energiczne traki - hymny, klubowe bangery i miażdżące swą siłą kawałki. Są sample, skrecze, czyli wszystko, czego potrzeba, choć każdy kawałek jest zrobiony z duchem czasu i nie zamula. I za każdym razem dostajemy wpadający w ucho refren, nawet, jeśli jest on po niemiecku, to kawałki skonstruowane są tak, że chce Ci się nucić, a nawet szprechać te wersy. Te piosenki to potencjalne przeboje, czego niemieccy hip hopowi puryści nie mogli MT darować, bo po klasycznych płytach, przyszedł czas na atak list przebojów. W końcu 'Cruisen' długo nie schodziło z list przebojów i rotacji w muzycznych telewizjach. 
    Krytyka niemieckich fanów 'prawdziwego' rapu dotknęła również samych emce. Nie dlatego, że są słabi - na poprzednich albumach udowodnili swoją wartość. Tu raczej chodzi o przekaz, który stał się lekko pod publiczkę. Ale tak naprawdę chodziło o 'Cruisin', kosmiczny hit do klubu o jeździe samochodem. Poza nim było tu parę klubowych hitów, które niekoniecznie przypadły do gustu starym fanom, ale za to zdobyły całą rzeszę kolejnych. Ale jeśli zagłębimy się w album, zobaczymy, że Schowi i Ju nie mówią tylko o pustych potańcówkach, ale i poruszają wiele ważnych tematów, jak problem nazizmu i nacjonalizmu w Niemczech, spedalenie rapu w rzeszy i kilka kawałków z bragga. Świetne wrażenie robi gościnny występ Thirstin Howl oraz Freemana z I AM, no i oczywiście wkład w płytę PF Cuttin. Wcale nie jest źle, jak chcą niektórzy...
    Szczerze mówiąc, trochę rozumiem narzekania, ale z drugiej strony to jest naprawdę przebojowa i w gruncie rzeczy zajebista płyta. I sami emce, i goście, i produkcja - wszystko jest mocne, szybkie i energiczne, bez jebania się przez bibułkę. Jak dla mnie, to jedna z lepszych płyt w Niemczech w ogóle, nie tylko w 2002. Bardzo ją lubię i znam bez mała na pamięć.

OCENA: 5\6 


poniedziałek, 14 października 2013

ELECTRO GHETTO - BUSHIDO


Erstejunge 2004

1. Intro   
2. Electro Ghetto    
3. Kopf Hoch  
4. KORS is One  (Skit)
5. Ersguterjunge     feat. BABA SAAD    
6. Schmetterling     feat. D-BO 
7. Typisch Ich     
8. Ewige Nacht    feat. AZAD, CHACKER, BOSSBITCH BERLIN 
9. Teufelskreis      feat. SENTINO   
10. Gangbang   feat. BABA SAAD, BASS SULTAN HENGZT
11. Deutschland gib' mir ein Mic      feat. SENTINO 
12. Gemein wie 100     feat. KING ALI    
13. Knast oder Ruhm     
14. Kors  (Skit)    feat. SE LEFT CROWD    
15. Wenn wir kommen      feat. BABA SAAD 
16. Feuersturm      feat. AZAD, BOSSBITCH BERLIN    
17. Hoffnung stirbt zuletzt      feat. CASSANDRA STEEN  
18. Watch Me Now  (Skit) 
19. Ihr wartet drauf     
20. Electro Ghetto  (Skit) 
21. Nie wieder 
22. Outro 

    Bushido wpadł na niemiecką scenę rap, robiąc sporo szumu swoim pierwszym albumem, głównie ze względu na swój niewyparzony język. Ten pół Tunezyjczyk, pół Niemiec szybko zaskarbił sobie sympatę fanów rapu i sporo osób czekało na jego drugi (w sumie czwarty, ale pod obecną nazwą drugi) album. I oto jest: 'Elektro Ghetto' od Drogi Samuraja.
    Elektryczne Getto to faktycznie, na poły elektroniczna porcja rapu. Tylko w połowie, bo oprócz dźwięków generowanych z syntezatorów i przez komputer zdarzają się sample - choć rzadziej. To bangerowa muzyka wyprodukowana w większości przez legendarnego już w Niemczech DJ Desue oraz DJ Ilan. Resztę zrobili Beathoavenz, sam Bushido i jeden trak pochodzi od Rizbo. Taki klimat popularny był w tym okresie w NY przez krótki czas, bo ewoluował w te trapy i inne drejkopodobne wymioty, ale na dłużej zakorzenił się w Niemczech, gdzie sporo wykonawców poszło w kierunku syntetycznych brzmień na teoretycznie klasycznych perkusjach, z miniumum sampli, zaś z partiami granymi na klawiszach. Tu akurat znajdzie się kilka sampli, m.in. z Bjork, czy Supertramp. Osobiście nie jestem fanem tego typu muzyki, ale za naszą zachodnią granicą album szybko pokrył się złotem, poza tym, kilka niezłych traków się znajdzie.
    Jak już wspomniałem, Bushido nie przebiera w słowach i prezentuje raczej twardą stronę rapu, jak sam mówi 'Ich mach den Sound für den Hof im Knast \ ich bin der Grund warum du nie deine Millionen machst \ ich hab den Sound für die Dealer im Park \ denn ohne mich wird wird Deutscher Rap schon wieder nicht hart' (dla nie znających niemieckiego: Robię rap dla więzień, jestem powodem, dla którego nie zarobisz swoich milionów, mam brzmienie dla dilerów w parku, beze mnie niemiecki rap nie byłby tak twardy) - i już wiesz, o co chodzi. Bushido łupie swoje, czasem bardzo kontrowersyjne wersy, ze świetnym wyczuciem flow i bardzo płynnie. Kontrowersjom nie ma co się dziwić, jeśli rapper podejrzany jest o mocne związki z mafią, oskarżany przez media o rasizm i nacjonalizm, nazwie Twoją matkę kurwą... Czasem lepiej nie znać języka ;) Z gości mamy tu dawnego współpracownika, Baba Saad, genialnego Azada, obdarzonego grubaśnym głosem King Ali i Sentino, poza śpiewającymi panienkami i chłopcami.
    Ta płyta to agresja, muzyczna i werbalna, nawet jeśli mamy tu tak spokojne momenty jak 'Schmetterling' (Motyl), czy 'Hoffnung stirbt zuletzt' (Nadzieja umiera ostatnia). Najlepsze traki wg mnie to 'Deutschland gib' mir ein Mic' i 'Wenn wir kommen', ale jest tu nierówno i traki są bardzo różne. Płyta może ogólnie być, lubię ją sobie czasem odświeżyć, ale tak naprawdę do klasyki niemieckiego rapu dość daleko. Może być.

OCENA: 4-\6


wtorek, 8 października 2013

SILLIUM - 5 STERNE DELUXE

Yo Mama 1998

1. Intro     
2. Dein Herz schlägt schneller     
3. Willst du mit mir geh'n?        
4. Besser als der Erste        
5. Dördichkeit     
6. Abgezuckert        
7. 17+4        
8. Livin 303        
9. 5 Sterne Deluxe     
10. Ich liebe dieses Lied        
11. Sowieso      feat. FERRIS MC         
12. Sprachkurs Deluxe        
13. Hip Hop Clowns & Party Rapper        
14. Ansprache Frau Herzog        
15. My Life     
16. Die Di und der Dodi        
17. Deluxe im Kopf        
18. Brainsen Overkill        
19. Discotizer        
20. Larsen orgelt sich duhn     
21. Schund        
22. Der Eierdieb        
23. DJ Cooman vs. DJ Toni        
24. Sillium        
25. Sillium vs. Helium        
26. Penthouse     feat. SAMY DELUXE
27. Marc an Else        
28. Will Smith, Meer Gayne?   feat. BIZ MARKIE
29. Konische Fluggeräte        
30. Nirvana

    Pod koniec lat '90 osoby znane na scenie niemieckiej, Der Tobi, Das Bo, DJ Coolman i Marcnesium i kiedy w telewizji Viva pojawił się ich pierwszy teledysk na łodzi motorowej, ludziom opadła szczęka. Bardzo nowatorska, wypełniona elektroniką muzyka, znani i lubiani rapperzy na majkach - to była nowa jakość prosto zza naszej zachodniej granicy.
    Za owo nowatorstwo odpowiedzialny jest człowiek, który wyprodukował całą w zasadzie płytę Tobi Tobsen, znany jako Der Tobi. W połowie kawałków pomógł mu Marcnesium, a w jednym niejaki Luthchini, znany z produkcji dla Fettes Brot. Tobi potrafi zrobić bardzo różnorodne podkłady, od soczystych, bujających traków, opartych na funkowych samplach, przez dudniące elektronicznym basem bangery, aż po miks progresywnego dicho z Bee Gees. Niektóre bity zwalniają, stanowiąc tło do melodeklamacji, niektóre urywają Ci łeb energią. Trochę do powiedzenia ma tu DJ Cooman, który nieźle wpasowuje się ze swoim drapaniem w klimat, dając nam w 70% klimat hip hopowego klasyka z NY, w 30% innowacyjną muzykę rapową z Hamburga. Nie powiem, żeby było to nieprzyjemne, wręcz przeciwnie, słucha się tego bardzo przyjemnie. To nowatorstwo, po ponad 15 latach nie robi juz takiego wrażenia, ale wówczas byłem mocno zaskoczony brzmieniem niektórych kawałków.  
    Głównymi rapperami są tu Tobi i Bo, choć sam Marcnesium - generalnie fotograf i scenograf, też pojawia się czasem na majku, jednak prym wiodą Der Tobi & Das Bo, będący już od dawna uznaną marką w Niemczech. I słusznie, bo obaj mają niezłe flow i, jakkolwiek by dla nas nie brzmiał niemiecki język, potrafią płynąć i ich rymowanie się nie nudzi, choć może czasem drażnić, kiedy się wydurniają. Na szczęście na płycie nie ma wygłupów zbyt często. To czysta hiphopowa jazda, wypełniona bragga i rymami bitewnymi. Choć byli to jedni z najlepiej sprzedających się rapperów w Niemczech, potrafili jednak nawijać zjadliwe pancze na temat 'clown rappers' i 'party rappers':' Ich bin wieder da und Nils ist fertig \ Hier ich hab Marlboro und Astra \ Dein Geschmack ehrt mich und die Flasche leert sich \ Das ist Tiptop wir geben und heute abend happy Hip Hop \ Es ist schon viertel vor Acht Zeit loszugehen \ Ich möchte das Konzert aus der ersten Reihe sehen \ Das stimmt Nils, erste Reihe, dass ist ein Muß \ Schnapp dir deine Jacke, auf gehts zum Bus'. W sumie, to teksty może nie oszałamiają, ale sporo w nich humoru (takiego niemieckiego) i drwiny, więc jesli ktoś zna niemiecki oraz scenę tamtych lat, znajdzie tu sporo uciechy. Co ciekawe, gościnnie mamy tu inne asy: szalony wówczas Ferris MC oraz zaczynający poważną karierę Samy Deluxe z Dynamite Deluxe. Natomiast sporym zaskoczeniem był udział Biz Markie'go, bo wtedy jeszcze kolaboracje amerykańsko-europejskie nie były zbyt powszechne i rapperzy z USA nie kwapili się do nagrywania z Europejczykami, bo gdzie w sumie leży ta Europa?         
    Ja wiem, że niektórzy nie mogą znieść brzmienia języka niemieckiego, ale mnie to nie przeszkadza, może dlatego, że się nim posługuję. I wiem, że jest to jedna z ciekawszych propozycji, może nawet w całej dekadzie lat '90, w tym kraju. Warto sobie obadać ten krążek, a zwłaszcza single: '5 Strene Deluxe', 'Dein Herz schlägt schneller', czy 'Willst du mit mir geh'n?'

OCENA: 4+\5


poniedziałek, 2 września 2013

ICH - SIDO

Aggro Berlin 2006

1. Intro
2. Goldjunge
3. Strassenjunge   feat. ALPA GUN
4. Peilerman & Flow Teil 1 (Skit) 
5. Schlechtes Vorbild 
6. Ihr habt uns so gemacht    feat. MASSIV
7. Mach keine Faxen    feat. KITTY KAT
8. Bergab 
9. Ein Teil von Mir 
10. Nie wieder    feat. G-HOT
11. Peilerman & Flow Teil 2 (Skit)
12. Ich kiff nicht mehr
13. 1000 Fragen 
14. Ich hasse dich
15. Peilerman & Flow Teil 3 (Skit) 
16. GZSZ      feat. FLER
17. Mein Testament 
18. Ficken     feat. TONY D, KITTY KAT
19. Rodeo     feat. PETER FOX
20. Sarah
21. Peilerman & Flow Teil 4 (Skit)
22. A.i.d.S. 2007    feat. B-TIGHT
23. Wir haben noch Zeit     feat. B-TIGHT
24. Jeden tag wochenende   feat. BASS SULTAN HENGZT
25. Hau ab!   
26. Ich bin ein Rapper    feat. HARRIS, ALPA GUN
27. Get ya Paper    feat. SMIF-N-WESSUN, B-TIGHT
28. Bergab Remix    feat. B-TIGHT, KITTY KAT, ALPA GUN, G-HOT

    W 2 lata po wstrząsającym debiucie Sido, kiedy to zniszczył scenę singlem 'Mein Block', zamaskowany rapper z Berlina wydaje swój drugi album. Przez ten czas dorobił się zagorzałych fanów, jak i zaciętych wrogów, popadł w beef m.in. z Kool Savasem i Azadem, a 'Ich' miało zamknąć gęby hejterom.
     Produkcja muzyki pochodzi od osób przede wszystkim związanych z Aggro Berlin: Paul NZA, czy kumple - duet Beathoavenz, ale jest tu także znany i ceniony w Niemczech DJ Desue, Marek Pompetzki, członkowie raggamuffinowej grupy Seeed:  Peter Fox i Rudeboy, Roe Beardie ze słynnego Headrush Studio oraz Tai Jason, brytyjski specjalista od house i elektroniki. Dlatego właśnie mamy tu swoistą mieszankę rapowych etykietek. Są rozlazłe, melancholijne kawałki, są wściekle agresywne bangery, rozpiździające system, są podkłady idące w stronę klasyczną, ale z pewną dozą nowoczesności, może poza 'Ich bin ein Rapper', który jest swego rodzaju hołdem dla hip hopu. Pomimo zróżnicowania, wsadzenia klimatów country i blues, czy ragga, trochę całość nuży i nudzi.  
    Czy się lubi Sido, czy nie, trzeba mu przyznać, że rapperem jest niezłym. Porusza sie doskonale na szybkich, cykających podkładach tak samo jak na bangerach, czy podkładach niemal pozbawionych perkusji. Lirycznie również jest całkiem dobrze, choć wiele razy Sido krytykowany był za bycie pozerem - dlatego może się tłumaczy i próbuje się odgryzać. W 'Ich hasse dich' atakuje bez pardonu Azada i Bushido, rymuje o swojej rodzinie, a przede wszystkim w kawałku 'Ein Teil von mir' spowiada się synkowi ze swoich wad i głupot. Również tłumaczy się, że nie jest żadnym gangsterem, a tylko opowiada historie znane mu z sąsiedztwa, ogłasza swoją ostatnią wolę, zarzeka się, że już nie jara... Ogólnie rzecz biorąc, tytuł zobowiązuje i cała płyta jest bardzo personalna mi Sido porusza tu bardzo osobiste tematy. Jakby nieco przecząc personalizacji albumu, zaproszonych zostało tu całkiem dużo gości. Są berlińscy koleżkowcy Sido: Alpa Gun i wypromowany przez gospodarza Fler, raggowcy z Seeed, jest B-Tight, panienka Kitty Kat, uliczny Tony D, ambitny Harris oraz amerykańskie legendy, Smif-n-Wessun. Te najlepsze wg mnie traki to 'Ich bin ein rapper', 'Get ya paper', 'Bergab', czy 'Goldjunge'. 
    Trochę się ta płyta (a w zasadzie dwa krążki) ciągnie i na pewno wystarczyłoby zgromadzić najlepsze traki na jednym CDku, ale z drugiej strony 94 minuty to znowu nie jest tak dużo, jeśli album się komuś spodoba. Szczerze mówiąc, mnie średnio leży, 'Maske' było dużo lepszym albumem. Jest kilka fajnych traków, jest sporo nudnych - to niebezpieczeństwo wydawania podwójnych albumów - niewiele z nich daje się słuchać od początku do końca. 

OCENA: 3\6


poniedziałek, 22 lipca 2013

BLOCK SCHRIFT - AZAD

Bozz 2007

1. Zeit zu verstehen (This can't be everything)   feat. GENTLEMAN
2. Kämpfer    
3. Ich bete zu Dir    
4. Tage des Regens     feat. J-LUV 
5. Bündel für Bündel    
6. So machen wir das     feat. JONESMAN
7. Ich geh für Dich  feat. JOY DENALANE, MAX HERRE
8. 1 im Game    
9. Ghettobass    
10. Du fehlst mir 
11. Alles Lügen    
12. Tnt    
13. Monsterrap    
14. Hier / Gefangen (Lincoln Burrows) 
15. Prison break anthem (Ich Glaub An Dich)   feat. ADEL TAWIL

    Azad, przez kilka pierwszych płyt był moim niemieckim rapperem nr 1. Jego pierwsze 3 płyty to klasyki zza naszej zachodniej granicy. Mistrzostwo. Po czym Azad zrezygnował z wizerunku podziemnego emce i począł iść w kierunku 'ambitniejszym' - zrozumcie sobie to, jak chcecie. Jego piąta płyta, 'Blockschrift', to kolejny hicior, głównie dzięki kawałkowi do serialu 'Prison Break'.
    Muzyka na tym albumie aspiruje do miana tej 'ambitnej' i 'nowoczesnej'. Zrobiła się bardziej syntetyczna, połamana, czasem plastikowa. Nie brakuje tu bangerów, konkretnych jebnięć, tak jak '1 im Game', ale są też rozlazłe numery idące w stronę pop-rapu. Nie ma ciężkiego brzmienia, które rozsadzało czaszkę i przyciskało do gleby. Teraz jest 'Ghettobass'. Nie zrozumcie mnie źle, muzycznie płyta nie jest zła, ale przemawia przeze mnie żal, że to nie to, co kiedyś, coś jakby Azad zaprzedał się swoim ideałom. No, ale nic nie trwa wiecznie, wszak to lepsza płyta niż 'Der Bozz'...
    Kurdyjski rapper pozostał sobą. Nadal walczy na majku, mówi o ważnych rzeczach w zyciu, takich jak miłość, kłamstwa i złudzenia, walka i pieniądze, nie stroniąc od miażdżących, bitewnych wersów. Ok, czasem zdarza mu się pojechać LL Cool J'em ('Du fehlst mir' - klasyczny lovers rap...), ale czuć nadal ogień w jego rymach, nawet, jeśli zwalnia. Kilku gości nie wpływa na odbiór materiału, bo ich rola jest zaiste marginalna, ograniczona w większości do refrenów i dopowiedzeń. Azad wraca w trakach takich jak '1 im Game, 'Monsterrap' czy 'TNT', gdzie wyraźnie pokazuje, że 'Frankfurt Pitbull' kąsa jak dawniej, nawet jeśli niektóre bity wydają się łagodniejsze.
    No dobra, nie jest to taka zła płyta. No dobra, nawet jest całkiem niezła. Ale ja nadam mam do Azada żal, że porzucił dawne, bezkompromisowe brzmienie na rzecz cykających podkładów. Ale jego piąta płyta jest całkiem porządna, nawet, jeśli nie zdobyła aż takiego uznania, jak poprzednie - ale to pewnie pokłosie słabszej 'Der Bozz'. 

OCENA: 4+\6


poniedziałek, 19 listopada 2012

PLAN 58 - MAIN CONCEPT

Deck8 2000

1. Intro Session
2. Session   feat. SPAX, MAZE, BENNO
3. Live aus Erlangen
4. DJ Fuati
5. DJ Explizit
6. 58 Analysis Pt.1
7. Live aus München
8. Session    feat. HOLUNDERMANN, MICSPECHT
9. DJ Mixwell
10. Live aus Leipzig
11. Session feat. Kungschu
12. Live aus Tübingen   feat. SAMY DELUXE
13. Session     feat. RAPTILE, KAMILLION
14. DJ I-Roc
15. DJ Roger Rekless
16. Live aus Dortmund
17. 58 Analysis Pt.2
18. Live aus Landau
19. Session    feat. FLOWIN' IMMO
20. DJ Hr. Minute
21. Session    feat. SPAX
22. Live aus München

    David P, Markus Klammer aka Glammericiuos i Moris Cafaro, czyli Main concept, to jedna z legend niemieckiego rapu. 'Plan 58' to ich czwarty album w karierze i jest to płyta zrobiona wg okreslonego planu: powrót do korzeni hip hopu i 4 elementów.
    Ciężko tu mówić o jakiejś konkretnej produkcji, chociaż za wszelkie podkłady odpowiedzialny jest Glammericious i DJe, którzy brali udział w setach. Nie ma tu żadnych konkretnych traków, singlowych wersji, teledyskowych przebojów. Ta płyta to po prostu zbiór luźnych sesji nagraniowych i setów DJskich, które wprawdzie powstały specjalnie na ten krążek, ale stanowią raczej jedną, nierozerwalną całość. Fristajlowe wrzuty mieszają się z występami na żywo i popisami zaproszonych djów. Wszystko to na oszczędnych, klasycznych podkładach, zazwyczaj prosto z samplera lub płyt. W sumie to smakowity kąsek.
    Jak już wspomniałem, większość produkcji powstała albo na wolnym albo na spontanie, na zasadzie 'ej chłopaki, wpadamy do studia, coś porzeźbimy na majku!'. Jednak wbrew pozorom, całość trzyma się kupy i nie masz wrażenia, że wszystko jest bez sensu. Rzec by można, że wręcz przeciwnie, słucha się tego wyśmienicie! Nie da się tu poszczególnych części rozerwać, ponieważ traci się wtedy poczucie spójności - tego trzeba słuchać w całości - ma to zaledwie ok. 50 minut.
    Taki koncept album spotkać można rzadko, ale pomysł był przedni. Main Concept pokazuje, jak wygląda prawdziwy hip hop, przenosi nas do korzeni i powinien wyznaczać kierunek, w którym prawdziwi hiphopowcy winni zdążać. Fantastyczna lekcja szczerego hip hopu.    

OCENA: 5\6


wtorek, 30 października 2012

GRÜNE BRILLE EP - DYNAMITE DELUXE

Eimsbusch 2000

1. Grüne Brille   feat. EISSFELDT 65
2. !?!
3. So High...   feat. DENDEMANN
4. Lots Of Signs   feat. PATRICE
5. Freestyle Live
6. Grüne Brille (Instrumental)

    Rapper Samy Deluxe, DJ Dynamite i producent Tropf w momencie wydania Epki nie byli jeszcze znani nawet w Niemczech. Ta krótka płyta miała przygotować świat na album 'Deluxe Soundsystem', który był właśnie w przygotowaniu. Trio z Hamburga wkrótce miało wstrząsnąć niemiecką sceną, ale zahaczyć również o okolicę - wszak u nas i zespół i potem solowa kariera Samy Deluxa była całkiem znan, głównie dzięki programowi na Vivie.
    Wprawdzie nadwornym producentem zespołu jest Tropf, wspomagany przez DJ Dynamite, ale tu maczali palce w produkcji również Bubblez i Eissfeldt. Na epce brzmienie jest jeszcze zdecydowanie klasyczne, z bogactwem sampli, co później będzie ewoluowało w stronę bardziej nowoczesną. ale póki co, Dynamite Deluxe zaczyna zdobywać sobie fanów.
     Tytułowe Grüne Brille (Zielone Okulary) to nic innego, jak niejako manifest jaracza - wiadomo, do czego odnosi się kolor zielony. Samy Deluxe jeszcze nie rozwija tu pełni możliwości, skupia się przede wszystkim na paleniu i byciu upalonym (zresztą, wcześniej znany był jako Sam Semilia...), troszkę jeszcze sadzi kwadratów, choć w sumie juz niebawem stanie się jednym z najbardziej rozchwytywanych rapperów w Niemczech. Natomiast w kawałku 'Freestyle Live' pokazuje, jak się jedzie na wolno - podobno naprawdę... Na EPce wspiera go jeszcze stary kumpel, Eissfeldt z Absolute Beginner.
    Taka epka to całkiem niezły wstęp do kariery - ja pomijam demo i wcześniejsze występy Samiego w NoNonsense. Dopiero dzięki 'Grüne Brille' Niemcy, a w rezultacie i świat, usłyszeli o Dynamite Deluxe. Już za moment wyjdzie 'Deluxe Soundsystem' i większość fanów rapu zachwyci się Samym, który przestanie pierdzielić wyłącznie o paleniu, a skupi się również na innych rzeczach. Krótkie, ale warto sprawdzić sobie.

OCENA: 4\6