RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)

sobota, 31 sierpnia 2013

SINISTA FUNK - AL KAPONE

Basix Music 1994

1. Fireball Intro        
2. Still Locin Up     feat. COCANE WAYNE
3. Fa Da Love Of Money        
4. Lyrical Drive By        
5. Sinista Funk    feat. 1ST DEGREE
6. Alkatraz Pimp Theme        
7. Cold Hearted Killa        
8. Smoke One        
9. Full Of Indo (Southern G-Soul)        
10. Da Death Penalty        
11. Comin Real With It

    Pierwsze oficjalne wydawnictwo Al Kapone, bo nie liczę dwóch wcześniejszych kaset, które są obecnie nie do dostania... Klasyk z podziemi Memphis, który wydał już ok. 10 płyt, włącznie z tymi, nagranymi w duetach z Mr. Sche, czy E-40. Kto się orientuje, to wie, że to nie lada props... 
    To wprawdzie tylko początek wejścia Memphis na nową drogę muzyczną, ale to dopiero rok 1994. Jednak po muzyce Al Kapone, Lil Pat i Bryana Smith'a słychać już te przebłyski klimatu tak później popularnego pośród rapperów z tego miasta. Jednak jeszcze zbyt wcześnie na zdecydowane odejście od g-funkowych, tradycyjnych piszczał i syntezatorów. Jednak nałoŻone są owe funkowe melodyjki na cykające już, czasem nawet dość śmiało podkłady. Ale naturalnie jest sporo sampli z klasyków funkowych, żywych gitar i trąbek.
    Al Kapone ma dość wysoki głos, który dziwnie kontrastuje z brutalnymi tekstami. To prawdziwy 'Złowrogi Funk', gdzie trup ściele się gęsto, w oparach bluntów przeliczana jest kasa, dziwki gdzieś w tle kręcą dupami. Jasne, że to tylko liryczny drajwbaj (przy okazji, gdyby ktoś nie jarzył, drive-by to ostrzelanie kogoś z przejeżdżającego samochodu) i nie należy tu doszukiwać się gangsterskiej przeszłości Kapone, pomimo jego zdecydowanie agresywnej i pro gangowej liryki - wszak to muzyk i aktor, a nie gangster. Wraz z nim występują gościnnie osoby związane z podziemiem Memphis, choć nie zawsze wszystkie są wypisane w kredytach.
    Złowrogi Funk to porcja podziemnego funku dla lubiących g-funkowe jazdy. Jest to taki zalążek czegoś, co rozpowszechnili potem kumple Kapone'a, Three 6 Mafia i co obecnie przekształciło się w Trap Muzik. Ale, póki co, to zwyczajny, choć całkiem niezły, gangsterski album.

OCENA: 4\6


czwartek, 29 sierpnia 2013

FAMILY REUNION - MANSON FAMILY

Frontline Muzik 2009

1. Intro
2. When We Ride
3. Gram Afta Gram
4. Getcha Off'd
5. Stop Calling
6. Beef
7. Fuck Da Police
8. Manson Niggaz
9. Worldwide
10. Fake Killaz
11. In Tha Crowd     feat. DJ SQUEEKY
12. 4 Da Money
13. What's It Worth   feat. SHANE GUTTA
14. Real Chick    feat. DANAE
15. Strapped
16. Losing My Mind    feat. BOSS BYTCH, YOUNGIN

    To w zasadzie piąty album Manson Family, jednej z bardziej szanowanych grup podziemia Memphis. Kto się orientuje, samo słowo 'Memphis' powinno naprowadzić na styl zespołu. Najbardziej znany członek rodziny, Tommy Wright III wypuścił wszystkie poprzednie albumy i dalej wspomaga kolegów z grupy: Lil Jack, John Doe, C-Rock, Lil Sko, Young Koke i Mr. Maceo.
    Mr. Maceo jest jedynym producentem grupy, zatem to on wykonał wszelkie podkłady na ten krążek. Są to agresywne bity, atakujące uszy wściekłymi sekwencjami hajhetów, których absolutnie nie łagodzą sample (nawet z muzyki klasycznej!), ani syntezatorowe melodyjki. Wręcz przeciwnie, czasem jeszcze nakręcają ową agresję, powodując, że człowiek czuje się wściekły (ten, któremu się podoba, ma szalony power, ten, któremu się nie podoba, czuje wściekłość, że słucha tego gówna - ale to tak na marginesie). Wszystko leci na równym poziomie, jak włączysz pierwszy trak, kończy się na ostatnim i nie czujesz, że coś się kończyło, a co innego zaczynało. Ma to swoją zaletę, bo płyta jest spójna (w końcu to tylko jeden producent) i jeśli ktoś to lubi, to będzie zachwycony. Ja osobiście nie mam nic przeciwko i przyznam, że klimat thrillera kryminalnego sprawdza się tu doskonale.
    Równie agresywni są rapperzy. Jak to zwykle z podziemiem bywa, są to kolesie mający znacznie więcej skillsów, niż te okrzyczane tuzy miejscowej sceny, choćby Three 6 Mafia. Technicznie przede wszystkim, bo lirycznie to pedant do muzyki - wściekłe teksty pełne przemocy to coś przy czym spokojnie możesz wyjść na miasto i zacząć mordować. Teksty mówią przede wszystkim o przestępstwach, zabijaniu słabych czarnuchów, kasie i dziwkach. Z równym zapałem pierdolą policję, co kurwy z osiedla. Oczywiście, trzeba to wszystko brać z dystansem, słuchać tak, jakby oglądało się film sensacyjny, bo inaczej to będzie mało zjadliwe. No bo czy taki refren, jak: 'we all in the crowd sayin stomp that nigga, beat that nigga, buck that nigga, we all in the crowd sayin whoop that bitch, kill that bitch, shake that bitch' może być uznany za przejaw zdrowego rozsądku? Bzdura, jasne, że to poza i tak to trzeba odbierać. Jak kryminał w tv. Rodzina Mansonów zaprosiła na płytę również kilku gości. Jest tu słynny w okolicach dj, promotor i rapper DJ Squeeky - nie oszukujmy się, marny składacz rymów. Shane Gutta ma ciekawy głos, ale flow lekko anemiczne. Danae to śpiewająca (dość marnie) panna, Boss Bytch to rymująca sucz, której nie chcesz spotkać na ulicy, a Youngin zaś ze swoim zdartym wokalem wprowadza nieco akcji typu Freddie Kruger.
    Powtarzam po raz ostatni - tych płyt nie należy brać na poważnie, a słuchać niczym 'crime stories'. Potraktować jak książkę lub film. I jeżeli będziemy brali ten album w tych kategoriach, okaże się, że jest to całkiem niezła pozycja. Giną ludzie, koks przechodzi z rąk do rąk, samochody wylatują w powietrze, suki machają pośladami w klubach. Życie półświatka poddane siedemdziesięciominutowej obserwacji. nie przeszkadzają mi cykacze (czasem lubię), klimat płyty jest akuratny, nie wadzi krew spływająca z głośników. Taki durrty souf thriller.        

OCENA: 4\6


wtorek, 27 sierpnia 2013

CHROME CHILDREN - PEANUT BUTTER WOLF

Stones Throw 2006

1. Oh Zone - OH NO
2. Clap Your Hands - GUILTY SIMPSON
3. Take It Back - MADLIB
4. None in Mind - KOUSHIK
5. Nothing Like This - J DILLA
6. Do a Couple of Things - JAMES PANTS
7. Monkey Suite - MADVILLAIN
8. Simply a Joy - GEORGIA ANNE MULDROW
9. All I Know - MED
10. Wassup World? - DUDLEY PERKINS
11. Raw Heat - PERCEE P, QUASIMOTO
12. No $ No Toke - JAYLIB
13. Drama - J-ROCC
14. Movin' - ROC C
15. Dream(s) - GARY WILSON
16. Third Rock - PURE ESSENCE
17. What Now - ALOE BLACC
18. Turn Around [PBW Remix] - BARON ZEN
19. Nino's Deed - YOUNG JAZZ REBELS

    Wilk z Masła Orzechowego to jeden z najlepszych DJów i producentów podziemia Zachodniego Wybrzeża. 'Dzieci Chromu' to jego 5 płyta, nie licząc mikstejpów i epek. Zgromadził on na niej rymujących gigantów sceny kalifornijskiej, a także kilku nowicjuszy. Do płyty dołączona była DVD z koncertu Madliba i MF Doom. To w zasadzie nie jest płyta samego PBW, ale składanka, którą sam zmontował i wybrał.    
    Kawałki, wybrane na album wyszły w większości spod ręki samych wykonawców, a tym którzy są tylko rapperami, muzę zrobił przede wszystkim Madlib, czasem Oh No lub J.Dilla. Są tu kawałki i stricte hip hopowe, takie z samplami i fantastycznym wajbem rodem z podziemia zachodu Stanów, ale są i takie bardziej 'artystyczne' i wydumane, niekoniecznie rapowe, czasem tylko hip hopowe - bo jest tu Koushik - zespół raczej indie, niż hip hop, to samo tyczy się James'a Pants'a, Gary'ego Wilsona, Pure Essence, Barona Zen i soulowej Georgia Anne Muldrow. Nawet J Dilla, Aloe Blacc  i Jaylib dali raczej progresywne instrumentale, niż kawałki rapowe. Tak więc hip hop miesza nam się tu z alternatywą i to w całkiem niezłej komitywie.
    Ciężko o lepszy zestaw emce z zachodniego wybrzeża. Pomijając kawałki instrumentalne, mamy tu ucztę liryczną z Kalifornii. Guilty Simpson w wybornej formie, Madlib jak zwykle doskonały, Madvillain na genialnym wręcz bicie zrobił zniszczenie. Dudley Perkins, jak przystało na szalone alter ego Declaima, zrobił kawałek całkiem... inny. Med , Percee P wraz z Quasimoto, Roc C. W zasadzie wychodzi na to, że więcej tu traków progresywnych, niz stricte hip hopowych. Ale nic to.
    Ciekawa to rzecz, stanowiąca przekrój raczej przez ambitną scenę podziemną Kalifornii, niż rapową, ale nadal jest to świetna płyta. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy absolutnie genialne kawałki Madivillain i Guilty Simpsona. Dla niektórych będzie to za duży kosmos, szczególnie ostatni, nu jazzowy trak. Ale wszystko jest dla ludzi, można sobie wyrzucić przecież niechciane kawałki i zostawić same sztosy.

OCENA: 4+\6


niedziela, 25 sierpnia 2013

GANGSTA LIFE - YOUNG PROD


PR 2008

1. Ohh Daddy                         
2. The Best                  
3. Gangsta Life              
4. It Was All Dream             
5. Ghetto Talks                
6. West West                     
7. Watermelon, Colli Green       
8. Never Fake it                  
9. Don't Really Want it           
10. What it Really is           
11. South Central                
12. Give A Beat              
13. Hey Baby               
14. One Night              
15. Rock Da Party            
16. Loose Your Clothes        
17. No Shine                   
18. Can't Leave Me Alone       
19. The Truth

    Young Prodeje to jeden z mniej znanych członków legendy gangsta South Central Cartel, stojący zazwyczaj w cieniu Big Prodeje, Havoc Da Mouthpiece i Havikk the Rhime Son. To jego drugi album, po dziesięcioletniej przerwie i, jak widać po okładce, nie ma tu miejsca na pierdolenie.
    Ekipa SSC produkuje prawdziwe g-funkowe podkłady i nie zmienia się to od wczesnych lat '90. Nawet na płycie z 2008 mamy tradycyjne brzmienie gangsta funku. Piszczały, brzęczące basy, funkowe gitary - to, do czego przyzwyczajali nas przez lata gangsterzy z Kalifornii. Przez ten czas Prodeje i Havoc wyszlifowali warsztat do perfekcji, wyszkolili całą rzeszę producentów, dodali sporo żywych instrumentów i unowocześnili brzmienie, dzięki czemu mamy miksturę, która prawdopodobnie zadowoli i fanów starego, dobrego g-funku i tych młodszych, mniej przyzwyczajonych do tego brzmienia. Są bity bujające (Never fake it), z mocnymi piszczałami (Loose your clothes), czy cykające (Hey baby - swoją drogą chyba najgorszy kawałek).
    Young Prod to dobry rapper, choć bez rewelacji. Jest lepszy od sporej części tych nagrywających gangsterów. Ma niby laidbackowy flow, ale jego wokal zaprzecza temu wyluzowaniu, bo jest energiczny i ekspresyjny (na ile ten kalifornijski luz pozwala naturalnie). O czym może mówić Young Prod.? Standard. Życie na dzielni i ciężka rzeczywistość, dziewczynki i imprezy... Young Prod ma dodatkowe wsparcie wokalne od członków SSC, wszystko razem układa się w całkiem porządną płytę gangsterską, choć tak naprawdę Young Prod nie epatuje pistoletami i kule nie świszczą zbyt często - choć, naturalnie, w paru trakach trafi się jakaś strzelanina, a w każdej jakiś hustle.
    Standardowa, kalifornijska płyta, choć jedna z tych z lepszej półki. Oczywiście, sięgając po ten krążek doskonale wiesz, czego się spodziewać, bo inaczej po co weźmiesz do ręki album kolesia, który na okładce jest ujarany jak smok? Najfajniejsze traki dla mnie to 'Loose your clothes', 'Can't leave me alone', 'czy 'The truth'.

OCENA: 4\6


piątek, 23 sierpnia 2013

TIERRA CALIENTE - RHAJHA

Estilo Hip Hop 2004

1. Tierra Caliente    
2. Cowboys Del Asfalto
3. Tortura    
4. Fantastic 4   feat. BRAINTAX, JEHST
5. Bendición    
6. Autopsia A Un Vivo
7. Donde No Hay...    feat. RZ
8. ... No Hay    
9. Fin (Remix`04)    
10. Bajo Voz De Juramento   feat. ZAHARA
11. Zona De Peligro     feat. OSE
12. Se Hizo El Silencio
13. No More Lies    feat. SHOCKWAVE
14. Espíritu Guerrero
15. Frase A Frase Como Outro
   
    Rhajha to trzech chłopaków z miasta Almeria: rapperzy El Campeon i Rey Kuze oraz DJ i producent El Cerebro. Razem grają od 1997 roku, choć na koncie mają tylko taśmę na nielegalu 'BLC Zona' i oficjalny debiut, który mamy właśnie przed sobą.       
    Naczelnym producentem grupy jest El Cerebro, więc to on wyprodukował większość podkładów, dzieląc się jednakże z niejakim Rz. Hiszpanie lubią przeważnie muzykę hip hop prawdziwą, opartą na mocnych bitach i samplach, a dodatkowo Rhajha jest zespołem hardkorowym, dlatego mamy tu ciężkie bębny, owinięte przez loopy z pianin, smyków, różnistych instrumentów szarpanych i setek innych, często niepokojących dźwięków. Dzięki temu płyta brzmi, jak wyjęta z podziemi hiszpańskiej sceny. Do tego El Cerebro, choć trochę za rzadko, ozdabia traki swoimi skreczami - jeden z kawałków, '...No Hay' w całości poświęcony jest jego pracy jako DJ. Klimat można porównać z nowojorskimi hardkorowymi płytami z końcówki lat '90.
    El Campeon i Rey Kuze to nieźli emce, rymujący  nieco offbeatowo, choć dość powoli, przez co bardziej zrozumiale. Obaj mają spokojne flow i raczej niskie głosy, często ignorujące bit, ale zawsze mieszczący się w nim. Ciekawy jest zestaw gości, bo o ile Ose to bardzo znana postać na scenie Hiszpanii i często zapraszany jest na płyty różnych wykonawców, to mamy tu również trzech przedstawicieli zagranicy. Otóż Fantastyczną Czwórkę uzupełniają Anglicy Braintax i Jehst, a kolejnym międzynarodowym połączeniem okazuje się kawałek z holenderskim (choć anglojęzycznym) Shockwave. O czym prawią nam hiszpańscy 'Kowboje Asfaltu'? Spora część to rymy bitewne i bragga - takie typowe podziemne klimaty. Trochę zostaje miejsca na tematykę życiową, o sprawiedliwości, prawdzie, choć i tak większość przetykają hardkorowe rymy bragga.
    Nieco może dziwić fakt, że album bardziej popularny jest chyba w Ameryce Południowej, ale Hiszpania również pamięta o Rhajha, fora poświęcone miejscowej muzyce rap często wspominają o albumie, choć to już 9 lat, to jednak nadal jest to świeży, podziemny krążek, z którym fani hc powinni się zapoznać.

OCENA: 5-\6


środa, 21 sierpnia 2013

GET DOWN OR LAY DOWN - PHILLY'S MOST WANTED

Atlantic 2001

1. Radikal
2. Y'all Can't Never Hurt Us
3. Suckas
4. Pretty Tony
5. Please Don't Mind    feat. ANDRE WILSON
6. Philly Celebrities
7. Ladies Choice
8. The Question
9. Cross the Border
10. Dream Car    feat. PHARRELL
11. The Reason
12. What Makes Me
13. Suckas, Pt. 2
14. The Game
15. Piece of the Pie
16. Street Tax     feat. THE CLIPSE
17. This Bitch       
18. Cross the Border (Remix)    feat. FABOLOUS, PUSHA T

    Ostatnio z Filadelfii byli The Roots, to dla odmiany robimy skok na... zupełnie inne rejony tego samego miasta. Philly's Most Wanted to Boo-Bonic i Mr. Man, jest to jedna z pierwszych grup, wylansowanych przez świeży wówczas i mało znany duet producencki The Neptunes. Dziś bez Pharrella nie ma płyty popowej, ale wtedy dopiero zaczynali, a dzięki PMW zostali dostrzeżeni. 
    Jako rzekłem, zespół to produkt grupy The Neptunes, zatem prawie wszystkie podkłady zostały wyprodukowane właśnie przez nich. Tylko parę bitów dali T-Mix, Epitome i Just Blaze. To typowa rzecz dla Neptunsów z początku ich kariery: bounsujące bity, klubowe bangery, często z refrenami inspirowanymi latynoską muzyką, jak w hitowym 'Cross the border'. Na początku XXI wieku była to dawka elektroniki i energii, jakiej dotąd nie było. W sumie każdy z tych bitów mógł lecieć z powodzeniem w klubie. Kojarzycie hicior N.E.R.D. "Lapdance"? To ten sam rok produkcji, zatem słychać tu często bardzo podobne dźwięki, co w tej piosence (Suckas pt.2 i kilka innych). Oczywiście podkład od T-Mix ('The Game') różni się klimatem, bo koleś pochodzi z Mo Suave, zatem brzmienie jest zbliżone do dokonań 8Ball & MJG i załogi. Epitome zaś wyprodukował tylko skity, więc nie ma o czym mówić. Just Blaze dał za to równie bangerowy podkład, choć zupełnie inny klimatem od reszty traków.   
    Niestety ani Boo-Bonic, ani Mr. Man nie przynoszą aż takiej świeżości, jaki ich producenci. To zwykli wyrobnicy, którym poszczęściło się nagrać płytę z Neptunsami. Wystarczy, że umieją rymować i mają niezgorsze flow - na takich bitach to wystarczy, żeby ludzie się zajarali, choć po prawdzie płyta gdzieś tam przepadła w zestawieniach, zauważona przez nielicznych fanów. Panowie gadają tylko o imprezach, panienkach, frajerach, kasie, handlowaniu dragami i tego typu zbójeckich nonsensach, których pewnie nigdy nie mieli okazji zaznać. Nie ma tu nic na tyle świeżego, co dorównałoby muzyce Neptunsów. Trochę śpiewanych refrenów ma uatrakcyjniać kawałki, bo z rymujących gości jest tylko sam Pharrell w kawałku o brykach i duet The Clipse. Na końcu znajduje się nudny remiks 'Cross the border' z topowym wówczas Fabolousem i topowym już dzisiaj Pusha T.
    Gdyby kto inny wyprodukował tę płytę, to okazałoby się, że nikt tego nie chce słuchać - potwierdzeniem tej tezy wydaje się drugi album grupy, robiony przez innych ludzi, który przepadł z kretesem. Płyta była świeża w 2001, dziś to zwykły, klubowy krążek, z kilkoma kawałkami do pomachania głową i nic poza tym. Słuchalna tylko dzięki Neptunsom.

OCENA: 3+\6


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

THE TIPPING POINT - THE ROOTS

Geffen 2004

1.  Star/Pointro   feat. WADUD AHMAD
2.  I Don't Care             
3.  Don't Say Nuthin'
4.  Guns Are Drawn  
5.  Stay Cool        
6.  Web              
7.  Boom!    feat. DICE RAW
8.  Somebody's Gotta Do It    feat. JEAN GRAE, MACK DUB, DEVIN THE DUDE    
9.  Duck Down!                                   
10. Why (What's Goin On?)
11. The mic   feat. OL DIRTY BASTARD, SKILLZ, TRUCK NORTH
12. Din da da

    Po piątej płycie, 'Phrenology', w zespole nastąpiły istotne zmiany. Odszedł mistrz grania paszczą, Scratch, a muzyk Ben Kenney przyłączył się do rockowego Incubusa. Nastąpiła dwuletnia przerwa w nagraniach, przetykana różnymi sesjami muzycznymi, których wynikiem jest wreszcie szósty krążek The Roots, który mamy przed sobą, dobrze przyjęty przez krytykę, choć uznany za najbardziej popowy w dyskografii.
    Nie można nie znać The Roots, będąc fanem hip hopu. Ta fuzja jazzu, soulu i ambientowych dźwięków jest uznawana za wyborną jak świat długi i szeroki. The Roots mają w swym składzie kilku do kilkunastu muzyków, zatem większość bitów granych jest na żywo i produkują je sami członkowie zespołu. Poza nimi, w produkcji maczali palce Zukhan (znany z innych bitów dla Roots, ale i Jim Jones'a, Memphis Bleek i gwiazdek r&b), Robert Dorsey aka LB9000, Tahir i kolektyw ludzi związanych z grupą i nie tylko - The Grand Wizards. Muzycy muzykami, ale jako hip hopowy band, Roots nie stronią od sampli, znajdziemy tu m.in. kawałki Sly and the Family Stone, Marlona Williamsa, czy świetny loop z Al Hirt'a w 'Stay Cool'. Czy rzeczywiście zarzuty o komercyjność płyty są słuszne? Nie sądzę. Owszem, bity sa przyjemne, ale to nadal to The Roots, które tak lubię, przy czym jest to naprawdę dobra płyta. Ma w sobie coś z tych jam sessions, jakie doprowadziły do nagrania albumu. Ostatni kawałek, wariacja na temat klasyka 'Din daa daa' George Krantz'a to zdecydowanie zgrana sesja na żywo, ze wszystkimi swoimi niedociągnięciami swobodnego grania. Ten album to wyśmienita porcja jazzowego feelingu, z gitarami, żywą perkusją, trąbkami, a nawet sozofonem. Prawdziwy, ambitny hip hop.
    W tematykę płyty wprowadza nas sam tytuł i okładka. 'The Tipping Point' to książka kanadyjskiego dziennikarza i publicysty, Malcolma Gladwell'a na temat zmian w codziennym życiu społeczeństwa. Okładka zaś przedstawia Malcolma X. Czyli ze sporą dozą prawdopodobieństwa możemy liczyć na socjologicznie zaangażowane teksty Black Thought'a i... generalnie się nie rozczarujemy. Tak, ładunek liryczny jest lżejszy niż na innych płytach. Tak, jest trochę gości. Ale to nadal te same rozpatrywania ludzkich zachowań i procesów społecznych, co zwykle. Dodatkowo, mamy tu olśniewający występ Jean Grae, jednej z najlepszych kobiet na majku, zarówno lirycznie, jak i stylistycznie oraz genialny refren śpiewany przez Devina, którego osobiście bardzo lubię, a tu pasuje jak ulał. Tak samo, jak w ukrytych piosenkach za nr 10 - Ol Dirty dał swoje wycie w tle - a zdążył jeszcze przed swoją śmiercią na sesję z The Roots, i jak zwykle dobry Skillz. Na szczęście goście stanowią tu dodatek wzbogacający i tak świetny warsztat Black Thoughta i nie psują wrażenia, co niestety często się zdarza. 
    The Roots rzadko kiedy obniżają poziom. 'The Tipping Point' to fantastyczny album, wypełniony jazzowym wajbem, jam sessionowym klimatem i radością z grania. Sprawność muzyków i umiejętności Black Thought'a oraz gości zapewniają 53 minuty wybornej uczty muzycznej, którą gorąco polecam.

OCENA: 5+\6