RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aftermath. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aftermath. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 listopada 2014

DR. DRE PRESENTS THE AFTERMATH

Aftermath 1996

1. Aftermath (The Intro) - RC, SID MC COY
2. East Coast/West Coast Killas - B-REAL, DR. DRE, KRS 1, NAS, RBX
3. Shittin on The World - D-RUFF, HANDS-ON, MEL-MAN
4. Blunt Time - RBX
5. Been There, Done That - DR. DRE
6. Choices - KIM SUMMERSON
7. As the World Keeps Turning - CASSANDRA MC COWAN, MIKE LYNN, MISCALLENAUS
8. Got Me Open - HANDS-ON
9. Str-8 Gone - KING TEE
10. Please - MAURICE WILCHER, NICOLE JOHNSON
11. Do 4 Love  - JHERYL LOCKHART
12. Sexy Dance - CASSANDRA MC COWAN, JHERYL LOCKHART, RC
13. No Second Chance - WHO'Z WHO
14. L.A.W. (Lyrical Assault Weapon) - SHARIEF
15. Nationowl  - NOWL
16. Fame - JHERYL LOCKHART, KING TEE, RC

    Czasy, kiedy Dre się usamodzielnił i odszedł od Death Row, aby założyć własny biznes, wydają się już dość odległe. Ja jednak doskonale pamiętam i The Chronic, problemy z Suge Knightem i składankę ze świeżutko otwartego labelu Dre, który zarobił miliony hajsów na Eminemie, czy 50 Cent. I choć album zdobył platynę, nie jest uważany za jakieś arcydzieło.
    Nie można uważać tego albumu za płytę Dre - to składanka, która ma promować nie tylko wykonawców z wytwórni, ale również jej producentów. Dlatego obok Dr. Dre, swoje bity prezentują tu Mel-Man, Stu-B-Doo, Maurice Wilcher, Flossy P & The Glove, Rodney Duke & Rose Grifiin oraz Bud'da. Jeśli ktoś, wiedziony sentymentem do 'The Chronic', kupił ten materiał aby pokiwać głową do g-funkowych arcydzieł, ten prawdopodobnie rzucił dyskiem o ziemię. Sam pamiętam niejakie rozczarowanie, że to nie jest już TO. Nic nie stoi w miejscu, a już na pewno nie Dre, dlatego nie ma tu g-funkowych syntezatorów. Jest za to nowocześnie zaaranżowany Westcoastowy rap i r&b, które przenikają się i uzupełniają. Tak, jest tu kilka naprawdę fajnych numerów, ale one nie działają na słuchacza tak, jak kiedyś.
    Na pewno system rozwala wschodnio-zachodnie kolabo, gdzie po jednej stronie jest Nas i KRS One, a po drugiej B-Real, Dre i RBX, który po uprzednich niesnaskach z Dre, powrócił pod jego skrzydła, podkuliwszy ogon. Tak, ten kawałek puszczałem do upadłego! Reszta? Cóż, solowy trak Dre, zresztą będący drugim singlem z płyty, nie wywołuje ciarek i jest zwyczajnie przeciętny, choć relatywnie dobry. Podobnie wypada weteran King Tee. Już prędzej kawałek RBX jest ciekawy. Jednak to ci newcomerzy, których starał się wypromować Dre, zrobili tu dobrą robotę. Według mnie, najlepsze kawałki to 'Got me open', 'Shittin on the world', As the world keeps turning' i może 'L.A.W.'. A, no i mroczny 'Fame'. I choć nie ma tu słabego traku, mało jest również takich, które ścisną za gardło.
    Ogólnie płyta może się podobać, ale szału nie ma, staniki nie latają. Poza starymi wyjadaczami, wypromowali się tu jedynie producenci Bud'da i Mel-Man, reszta po nagraniu pojedynczych piosenek, popadła w niebyt. Tylko Miscallenaus, składający się ze Stu-B-Doo i Flossy P, wydał jeden album, i to nie u Dre. Płyta w sumie całkiem niezła, ale poza Group Therapy z 'East Coast/West Coast Killas' nie ma tu wielkich rzeczy. Spokojny album, na spokojnych bitach, z mało znanymi, choć zdolnymi wykonawcami.

OCENA: 4\6        


poniedziałek, 26 listopada 2012

THE BIG BANG - BUSTA RHYMES

Aftermath 2006

1. Get You Some  feat. Q-TIP, MARSHA of FLOWETRY
2. Touch It   feat. SWIZZ BEATZ 
3. How We Do It Over Here   feat. MISSY ELLIOTT
4. New York Shit    feat. SWIZZ BEATZ
5. Been Through The Storm  feat. STEVIE WONDER
6. In The Ghetto   feat. RICK JAMES
7. Cocaina    feat. MARSHA of FLOWETRY
8. You Can't Hold A Torch   feat. Q-TIP, CHAUNCEY BLACK
9. Goldmine   feat. RAEKWON       
10. I Love My Bitch    feat. KELIS, WILL.I.AM
11. Don't Get Carried Away   feat. NAS
12. They're Out To Get Me  feat. MR. PORTER
13. Get Down                    
14. I'll Do It All   feat. LA TOYA JACKSON
15. Legend Of The Fall Offs

    Busta przeszedł dość długą drogę od rozczochranego, wrzaskliwego wariata z czasów Leaders Of The New School, do szanowanego, już nie tylko rappera, ale i muzyka w ogóle. Jego siódmym albumem zajęła się wytwórnia Dr. Dre, więc złoto i pierwsze miejsca na listach sprzedaży nadciągnęły w ciągu bodaj dwóch miesięcy.
    Oczywiście, w większości kawałków maczał swoje platynowe paluszki Dr. Dre, ale nie tylko. Jeśli płyta ma być przebojem, to musi się tu znaleźć także Timbaland, Swizz Beatz, czy will.i.am, ale znajdują się tu też bity od takich osób, jak Erick Sermon, J Dilla, DJ Scratch, DJ Green Lantern, Sha Money XL, Jelly Roll i Mr. Porter. Dzięki temu płyta jest niezwykle zróżnicowana, od nowoczesnych bangerów Dre'a i Timba, do klasycznych podkładów Scratch'a i J Dilla. Dlatego, pomimo, iż Busta z każdą kolejną płytą staje się coraz bardziej nowoczesny i czasem wręcz awangardowy, każdy będzie mógł znaleźć tu coś dla siebie. Największe wrażenie robi bodaj ostatni bit - perkusja oparta jest o dźwięk... kopiącej łopaty. Genialny pomysł.
    Tym bardziej, że Busta, porzuciwszy swój wściekły styl, przestał drzeć japę, tylko rymuje raczej spokojnie, choć to nie znaczy, że zgubił technikę. Nadal imponuje przyspieszeniami i idealnie wypełnia sobą ścieżki. Do tego zaprasza gości, ale nie po to, żeby pisali zwrotki i zajmowali miejsce, bo gospodarz stracił wenę, ale wszyscy mają swoje wejścia jedynie dla ubarwienia albumu. Nie zabierają Buście show, nawet jeśli są to Nas, Ricky James, Missy, czy Stevie Wonder, ale wzbogacają płytę swoimi głosami. Dzięki takiemu połączeniu, uzyskujemy tak dobre traki, jak 'Get you some'', 'How we do it over here', 'Been through the storm' i... całą resztę, bo ciężko znaleźć tu słaby kawałek. Naturalnie, nie musi się wszystkim podobać, zwłaszcza fanom brzmienia ciężkiego i podziemnego, ale te umysły, które są bardziej otwarte na nowości, przyjmą płytę z dużym zadowoleniem.
    Bo Busta Rhymes to pieprzony geniusz. Znaczna większość jego płyt to albumy błyskotliwe, część przeszła do absolutnej klasyki rapu. 'The Big Bang' również wpieprza Ci się w uszy z siłą 'wielkiego bang' i tam zostaje. Świetna płyta, tak właśnie powinien wyglądać nowoczesny rap.

OCENA: 5-\6