RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą la. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą la. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2014

MYKILL MIERS - THE TRIALS OF JOB

Abnormal 2006

1. Ezekial 25:17
2. Pay Attention    feat. BORN ALLAH, E-RULE
3. Listen
4. This Means War
5. Knuckle Up
6. Let Me Shine
7. Off the Corner
8. Slow Down    feat. SAADIQ
9. Everybody Knows Now
10. Somethin' to Get Into
11. This Is LA
12. What Your Kids R Doin'   feat. SAADIQ
13. Kings of the Underground   feat. AKIL
14. Get Money   feat. BORN ALLAH, E-RULE, TONY TIGERSTYLE, TYNMAN
15. Oh Daddy!
16. Janell
17. Why Don't You Mean It

    Czwarty album tego podziemnego rappera z Los Angeles (no, w zasadzie trzeci, jeśli nie liczyć półlegalnego wydawnictwa nieco składankowego) nie spotkał się juz z takim entuzjazmem, jak poprzednie - a przede wszystkim jego debiut, który stał się jednym z ciekawszych płyt w swoim roczniku. Co, po sześciu latach od debiutu zaproponowął nam Mykill?
    Muzyka pozostała w miarę typowa dla podziemia zachodniego wybrzeża - choć tam panuje taki rozrzut stylistyczny, że ciężko mówić o jakimś kluczu, według którego powstają traki. Autorzy podkładów - głównie sam Miers, ale również The Elements (współpracujący swego czasu w studio z Pete Rock'iem), Harvey Wallbanger, Voodu (z którym Mykill współpracuje od czasów debiutu) i Rashad Coes (znany na Zachodzie bitmejker) zrobili nowoczesną, ale opartą o klasyczne schematy muzykę. Jednak nie każdy bit jest choćby trochę klasyczny, bo Miers idzie nieco dalej: podkład do 'I'm a rebel (Ezekial 25:17)' przypomina nieco dokonania Lil Jona albo innych crunkowych producentów. Zresztą, nie tylko ten kawałek, ale wpada tu również nieco więcej nowoczesnego hip hopu, czasem skombinowanego z r&b (w 'Kings of the underground'), czasem dość agresywnego, jak w 'Off the corner' pochodzącego z rąk The Elements. Mamy tu również bangery, takie jak 'What Your Kids R Doin'', wyprodukowane przez samego Miersa. Trochę mało tym razem wykorzystani są dje:  DJ Leviathan, DJ Mark Luv i DJ Johnny Juice drapią w może czterech kawałkach.       
    Mykill jest niezłym rapperem, który obdarzony jest nieco zadziornym stylem, niezłym flow, ale, co ważniejsze, naprawdę ciekawymi tekstami. Jako ze zaangażowany jest on w wiele projektów związanych z edukacją, opowiada wiele o sytuacjach w społeczeństwie, różnych zachowaniach i daje rady jak uniknąć kłopotów - można pomyśleć, że to taki moralizatorski rap, ale nie do końca. To historie z sąsiedztwa - obojętne, mojego, czy Twojego, które Mykill opowiada z przejęciem, pozwalając wyciągnąć nam wnioski, choć czasem nakierowuje nas na to, co chce uwypuklić. Nieco rzadziej Miers daje się ponieść bitewnej stronie duszy, ale mamy tu również nieco bragga, udowadniającego, że Mykill jest naprawdę niezły. Goście? Poza Akilem z Jurassic 5 i Born Allah większość jest lokalna i tak właśnie brzmi - choć wtopy w sumie żadnej nie ma.
    To zróżnicowana płyta - taki podziemny rap przeniesiony w realia XXI wieku. Nie ma truskulowego grania, jest za to nowoczesny rap, który może się podobać z jednej strony, z drugiej może czasem wydawać się nieco zbyt płaski. Tak czy owak, 'The Trials Of Job' to bardzo porządny materiał, którego słucha się bardzo dobrze, zarówno ze względu na muzykę, jak i samego rappera i jego gości. Jest to naprawdę fajny hip hop, zagrany z jajem i up-to-date. 

OCENA: 4\6  


wtorek, 9 września 2014

EDUCATION OF A FELON - THIEF SICARIO

Realizm 2007

1. Veteranz Day  
2. We Ain't Playin' feat. TRAFEK, SAWB-1
3. Never Hide   feat.  SANTOTZIN, MALDITO VILLA 
4. Bring The Gunz 
5. Peace Time Vets    
6. A Dedication to La Raza      
7. Sounds From The Cohete
8. The Ventriloquest   
9. Fifth Sun Eclipse 
10. Lyrical Heavyweights feat. TRAFEK 
11. Numbers
12. Kill The Rage   
13. Adopted By The streets 
14. In Prison and War   
15. Fifth Sun Eclipse II feat. TRUTH 
16. Enemies Mourn You feat. BAD NEWS 
17. Amerika   
18. Se Acabo feat. KRAZY RACE, MIC MC 

    Sicario to prawdziwy twardziel, nie ma tu jebania. Syn nastoletniej matki, od dziecka tkwił w środowisku, które narkotyki, alkohol i ostre rżnięcie miało za całe życie. Można by powiedzieć, że strzały wygrywały mu kołysankę - wiecie, to ten wydziarany, łysy i wąsaty Latynos w kraciastej koszuli, którego nie chciałbyś spotkać na swej drodze w czasie wycieczki po USA. Sicario jest w grze jednak już od prawie 20 lat, to wprawdzie jest jego solowy debiut, ale nagrywał sporo przed, ale do tej pory ma również na koncie jeszcze dwie kolejne płyty.
    Wszystko tutaj miesza się we własnym sosie, bo producenci pochodzą ze ścisłego kręgu koleżków rappera, a także udzialają się na albumie lirycznie. Najwięcej podkładów zrobił tu Trafek, ale są tu również bity od takich ludzi, jak Maldito Villa, Shadow of Mankind, Somnolence oraz Elespecialista, z którym Thief tworzy grupę Ninth Degree. Mało tu typowych latynoskich bitów w typie 'moja mandolina gra tak pięknie', ani oldies, opartych na starych hitach, choć owszem, te jakże oczywiste tutaj meksykańskie trąbki pojawiają się tu i ówdzie. Jednak to przede wszystkim ciężkie podkłady, zazwyczaj grane osobiście na klawiaturze, zgrane w komputerze. W thrillerowych podkładach celuje zwłaszcza Maldito Villa, którego podkład może śmiało byc ścieżką dźwiękową do horroru klasy B. Przechodzimy tu przez wspomniane meksykańskie trąby, melancholijne pianina, aż po monumentalne sample z opery. Płyta zmasterowana jest dość nieudolnie, bo kawałki są nagrane na różnych poziomach, jednak to jest taki album, który zachwyci fanów podziemia - tego głębokiego. 
    Za ciężarem gatunkowym podkładów śmiało podążają teksty. Latynoscy podziemni rapperzy rzadko kiedy są nieźli na majku, tak również jest z Thief Sicario. Jego styl to Spanglish - wściekła mieszanka hiszpańskiego z angielskim z garścią lokalnych wyrażeń slangowych. W sumie jego flow jest całkiem fajny - agresywny i płynny, z nieco zdartym wokalem i biorąc pod uwagę treści, to pasuje tu idealnie. A treści? No cóż, Sicario to typ pełen przemocy, wyrosły w klimatach kryminalnych - zresztą sam siedział w więzieniu, jednak nie za przestępstwa na kimś, a za podżeganie na swoich płytach do rebelii - jego kawałki, puszczane w radiach lokalnych wywoływały zamieszki w okolicznych sąsiedztwach! A Thief Sicario opowiada o życiu poza prawem, a że są to opowieści z pierwszej ręki, czasem mogą przerażać realizmem i brutalnością, choć tak naprawdę nie ma tu nic podanego na tacy. ale przecież oprócz tego mamy tu trochę bragga (a co!) i nieco politycznych wycieczek w stronę amerykańskiego rządu. Sicario jest tu chyba najlepszym rapperem, który nie dość, że umie rymować, to jeszcze opanował angielski w stopniu pozwalającym mu płynnie jechać z angielskimi wersami. To stricte hardkorowa jazda, w większości kawałki nie mają refrenów, tylko nawijkę na ciężkie tematy.  
    Szczerze mówiąc, podoba mi się ten album. Różni się od innych płyt z szyldem chicano  rap, bo nie jest przesiąknięty tym meksykańskim feelingiem. To po prostu podziemny klimat, pełen dragów, pistoletów i dziwek, gdzie zewsząd czai się zagrożenie. Jest to zdecydowanie płyta dla fanów ciężkiego grania.

OCENA: 4-\6


niedziela, 22 czerwca 2014

ETERNAL E - EAZY E

Ruthless 2003

1. Boyz-N-The-Hood (Remix)
2. 8 Ball (Remix)
3. Eazy-Duz-It
4. Eazy-er Said Than Dunn
5. No More ?'s
6. We Want Eazy
7. Nobody Move
8. Radio
9. Only If You Want It
10. Neighborhood Sniper
11. I'd Rather Fuck You
12. Automobile
13. Niggaz My Height Don't Fight
14. Eazy Street
15. Real Muthaphuckkin G's
16. Ole School Shit   feat. BG KNOCC OUT & DRESTA

    Śmierć Eazy E na AIDS wstrząsnęła całym światem muzycznym, nie tylko hip hopowym. Na łożu śmierci nastąpiło pojednanie z resztą NWA, z którą Eazy toczył beef. Naturalnym krokiem komercyjnym, było wydanie pośmiertnej składanki, na której zebrano najznaczniejsze hity Eazy'ego nie tylko z albumów solowych, ale także z czasów NWA. Dlatego mamy tu przekrój dość spory poprzez stare kawałki, solowe numery z płyt NWA oraz najnowsze single z ostatniego albumu Eazy'ego.
    Większość pierwszych kawałków Eazy'ego zrobili DJ Yella i Dr Dre i są to numery pochodzące z pierwszych albumów Eazy'ego i NWA. Dopiero ostatnie zrobili Bobcat, Naughty By Nature i Cold 187um z Above The Law. Z tego własnie powodu, przekrój stylistyczny jest dość spory. Przechodzimy od najstarszych, najbardziej oldskulowych i oszczędnych kawałków z końcówki lat 80, przez funkowe standardy, zalążki g-funku z płyty 'Efil4Zaggin' NWA, aż do ostatnich, świszczących i piszczących, typowych g-funków. Trafia się tu również nieco bardziej East Coastowe brzmienie w 'Only if you want it', które jest dość typowym produktem Kay Gee i chłopaków z Naughty By Nature. Dwa ostatnie kawałki to już ostry i wywołujące dreszcze klasyki gangsta rapu. Jednak pomiędzy tym mamy 'I'd rather fuck you' - będący przeróbką I'd rather be with you' Bootsy Collinsa oraz 'Automobile', równie funkowy, co zabawny. Podróż przez album to wycieczka przez historię jednej z legend rapu, ale także przez historię samego gatunku muzyki na przestrzeni około dekady.
    Eazy zawsze był nieco kontrowersyjnym rapperem. Głównie dlatego, że rzadko kiedy potrafił napisać sobie własny tekst, korzystając zazwyczaj z pomocy kolegów. O ile na NWA, czy pierwszych solówkach tego aż tak nie słychać, bo piszą dla niego Dre i DOC, to w 'Only if you want it' mamy doskonały dowód: Eazy rymuje zupełnie inaczej, niż zwykle, do tego używając flow... Treacha z NBN! I oto wiadomo, kto kawałek napisał, co? Tak, czy owak, jego wysoki głos i pełne pasji rymowanie stało się bardzo charakterystyczne, niezależnie od tego, kto pisał mu teksty. A były to zazwyczaj gangsterskie opowiastki, pełne seksu i przemocy - wszak to AIDS nie wzięło się mu znikąd. O swoim upodobaniu do dziewczynek i przygodnego seksu traktuje sporo numerów, zwłaszcza te śpiewane 'Automobile' i 'I'd rather fuck with you''. Mamy tu jednak nieco bragga, a także nieco przekornego spojrzenia na siebie z dystansem w 'Niggaz my height don't fight'. Oczywiście, często się zdarza, że w kawałkach towarzyszą Eazy'emu MC Ren, Dr Dre, czy Ice Cube, a także inni podopieczni wytwórni Eazyego, Ruthless Records.
    To pozycja obowiązkowa dla każdego fana rapu, nie da się ukryć. Jaki by Eazy nie był, stał się ikoną rapu i to nie tylko dlatego, że zmarł - on był nią już za życia. Ten składak przybliży jego twórczość każdemu, kto nie zna tego rappera. A to wstyd.

OCENA: 5-\6


niedziela, 23 marca 2014

RISE UP - CYPRESS HILL

Priority 2010

1. It Ain't Nothin'   feat. YOUNG DE
2. Light It Up
3. Rise Up    feat. TOM MORELLO
4. Get It Anyway
5. Pass the Dutch  feat. EVIDENCE, ALCHEMIST
6. Bang Bang
7. K.U.S.H.
8. Get'em Up
9. Carry Me Away   feat. MIKE SHINODA
10. Trouble Seeker   feat. DARON MALAKIAN
11. Take My Pain   feat. EVERLAST
12. I Unlimited
13. Armed & Dangerous
14. Shut'em Down   feat. TOM MORELLO
15. Armada Latina    feat. PITBULL, MARC ANTHONY

    W sumie grzechem byłoby nie wiedzieć, kim są Cypress Hill. Jednak najbardziej znane są ich pierwsze płyty - przede wszystkim do 'IV'. A 'Rise Up' to już album numer osiem w ich bogatej dyskografii, jednak pierwszy dla nowego wydawcy.
    B-Real twierdził przed wydaniem albumu, że chcą zrobić płytę bardziej agresywną i dynamiczną. Dlatego nadworny producent, DJ Muggs, został nieco odsunięty od koryta. Oczywiście, trzymał wraz z B łapę na całości, ale maczał palce tylko w dwóch podkładach. Najwięcej do powiedzenia ma tu sam B-Real, ale znajdziemy na płycie również produkcje od Pete Rock'a, DJ Khalil'a, Sick Jacken z Psycho Realm, Jim'a Jonsin'a, znanego z nowoczesnych podkładów dla największych gwiazd czarnej muzyki oraz kilku ostrzejszych muzyków: Tom Morello z Rage Agains The Machine, Mike Shinoda z Linkin Park, czy Daron Malakian z System Of A Down. To właśnie miał na myśli B-Rwal, mówiąc bardziej agresywnie i dynamicznie. Oczywiście używanie żywych instrumentów nie oznacza rezygnację z korzeni hip hopu i dlatego mamy tu trochę sampli z funku i soulu. Znajdzie się tu Barry White, Malcolm McLaren, The Doors, czy Cher - prawie każdy zna oryginały tych kawałków. Ale nawet mimo wykorzystania takich 'korzennych' środków, nawet podkład Pete Rock'a ('Light it up') nie brzmi typowo klasycznie, nie wspominając o DJ Muggsie, czy Jim Jonesie, a już na pewno o rockowych klimatach z gościnnym graniem RATM, Linkin Park, czy SoAD. Muzyka zatem nie zawodzi już trąbkami, nie ma tej energii, zrobiło się wprawdzie ostrzej i dynamiczniej, ale ta muzyka nie ma jaj.
    Lirycznie... nie ma tu już hymnów, które każdy wykrzykiwałby razem z wokalistami. Owszem, dalej naczelnymi tematami są jaranie ('Pass the joint on the left hand side \ Don't ever pass it on the right \ Never ash it on my Nike \ If you sprinkle hash in it \ Just don't let it out your sight \ Cause if you take it outta sight \ Well ya just beggin' for a fight \ Aight!') i ciężkie życie w South Gate California ('This feeling is hitting me hard, my soul is scarred \ The feeling is saw like I'm getting a message from god \ Believin in cause, no one believes in the laws \ The reason the strong breaks - a soul is lost \ Im searching for my soul in a myst of boldest insanity \ I'd vanity my home is a warzone callamity'), ale ani Sen Dog, ani B-Real nie porywają zupełnie. Ani te teksty nie są odkrywcze, ani nawet niezłe - szczerze mówiąc, niewiele się tu dzieje ciekawego. Trochę ożywienia wnoszą Evidence i Alchemist w jednym z lepszych kawałków, 'Pass the dutch', natomiast ta rockowa reszta robi klimat raczej alternatywny, co nie zawsze oznacza, że fajny. Z Everlastem powstał fatalny, chaotyczny kawałek, którego osobiście nie mogę słuchać, a z latynoskimi gwiazdami, Pitbullem i Marc Anthony'm też nie jest najwyższych lotów...
    Szczerze mówiąc, nie jest to nawet niezła płyta. Po legendach można spodziewać się lepszego brzmienia i ciekawszych doznań, a dostajemy bardzo przeciętny materiał, wzbogacony o gitarowe granie. Niestety, jest to chyba najsłabsza z Cypressowych płyt.

OCENA: 3\6

piątek, 21 marca 2014

SURF OR DIE - SURF MC'S

Profile 1987

1. Surf Or Die    
2. Gotta Get Air 
3. Big Wednesday 
4. Rock That Beach    
5. That's Cali For Ya
6. This Surf Is Live    
7. Boomin' It    
8. Can't Get A Tan    
9. You Will Be Served

    Spójrz na okładkę. Czterech kolesi na deskach surfowych wypływa na fali rapu na szersze wody... Daleko nie wypłynęli, bo na jednej płycie się skończyło - zresztą, trudno się w sumie dziwić... Singiel z tytułowym kawałkiem doczłapał się zaledwie do 90 miejsca na liście Billboardu, a goście zniknęli wkrótce po wydaniu albumu.
    Norman Kerner i Scott Roberts to nic nikomu nie mówiące nazwiska, ale to oni stoją za oprawą muzyczną tego dzieła. Zastanawiałem się, jak cel miała wytwórnia Profile, dom wielu gwiazd rapu, wydając surfujący album. Wydaje mi się, że była to próba dotarcia do młodych, skejtujących, białych nastolatków, którzy chętnie poszliby w kierunku, wyznaczonym przez Beastie Boys. To muzyka często z żywą perkusją, grana na gitarach, które dają nieco klimatu Hawaii, nieco skejtowego, czasem ocierając się delikatnie o punk. Ale są tu też skrecze, typowo rapowe rytmy, tyle, że ozdobione solówkami na gitarach i różnym brzdąkaniem. Przypominam, że to dopiero '87 rok, w rapie gitary w owej dekadzie nie były niczym dziwnym...
    Surfuj albo giń - to nie tylko tytuł, ale i motto albumu. Czterech emce wykrzykuje swoje rymy ze swadą, opowiadając o zaletach surfowania na kalifornijskich plażach, o imprezach na plaży i... kłopotach z ładną opalenizną: 'When I try to get a tan all I get is burnt \ All my girlfriends say I should have already learnt \ I’m tall cool one in the summer sun \ Too late now, the damage already done \ Can’t get a tan'. Nie oszukujmy się, kolesie są marni, teksty wywołać mogą salwy śmiechu, a podobało się to chyba... nikomu. No może młodym, białym skejcikom. Niecałe 40 minut pieprzenia częstochowskich rymów i choć przyznać trzeba, że kawałki mogły mieć siłę na imprezach, do czego pewnie były stworzone, to jednak nie jest to płyta nawet dobra.
    Nie ma jak wymyślić zespół osadzony w temacie, którego nie było nigdy wcześniej, ani później i spieprzyć sprawę. Kto mi pokaże inny surferski rap? Nie ma! A Surf MCs przepadli szybciej, niż powstali, ciekawe, czy dzieciom i wnukom pokazują swoje płyty... Ja bym się chyba lekko wstydził...

OCENA: 2\6


sobota, 15 marca 2014

FROM THE DARKNESS INTO THE LIGHT - MELLOW MAN ACE

X-Ray 2000

1. Cleopatra's Dungeon Intro    
2. Is It You    
3. Guillotine Tracks   feat. B-REAL, PROFOUND   
4. Miracles  
5. Promotor Super Estrella    
6. Future Shock    
7. Heaven    
8. Ten La Fe    
9. Bring It Back    
10. Feel Tha Steel     feat. SEN DOG  
11. Sly Slick & Wicked  feat. SEN DOG
12. Cleopatra's Dungeon Outro

    Brat Sen Doga z Cypress Hill, który początkowo był również w zespole, poszedł raczej drogą kariery solowej, choć cały czas wspomagany był \ jest przez brata i kumpli. Ace miał swoją minutę chwały wraz z pierwszym albumem i singlem 'Mentirosa', ale po dwóch płytach nastąpiła długaśna przerwa, kiedy to Ace nie mógł się wstrzelić ani w rynek, ani w żadną z wytwórni. Wreszcie, po 8 latach milczenia, Ace powraca ze swym trzecim albumem, podzielonym na Dark Side i Light side - wprawdzie płyta zebrała swietne recenzje, ale sprzedaż i zainteresowanie rynku były znikome.
    Większość albumu opracowali Collective Funkateerz, tylko po dwa traki oddali Cuban, DJ Muggs oraz sam Mellow Man Ace. Funkateerz dali nam nieco mroczne, funkowe podkłady (jakże, przecież to własnie mają w nazwie, tak?), wielowarstwowe i multiinstrumentalne, bo producenci nie stronią od klawiszy, gitar i w sumie żadnych innych sprzętów. Ba, nie stronią nawet od sampli z muzyki klasycznej oraz wokalnych, wyciągniętych z jakiejś opery. Nie wahali się nawet wrzucić nieco elektroniki tam, gdzie trzeba. Rozczarował trochę DJ Muggs, bo jego podkłady nie są aż tak zabójcze, jakie znamy z płyt Cypress Hill i z jego producenckich albumów. Są dobre, ale mniej ciekawe, niż Funkateers. Najsłabsze podkłady dała chyba Spółka Cuban i Mellow Man Ace, które są takie zwyczajne, choć dość nowoczesne, jak na 2000 rok. Ogólnie słychać, że Ace nie zatrzymał się w latach swojej świetności i postarał się dać fanom płytę, idącą z duchem czasu - jednak ten album, pomimo obecności DJ Muggsa, muzycznie nie porywa. 
    Choć Ace jest z pochodzenia Kubańczykiem, to jego angielszczyzna jest raczej bezbłędna, poza tym zrezygnował przez te lata przerwy z wrzucania hiszpańskich słówek bez opamiętania. No, chyba że robi kawałek w całości po hiszpańsku, jak 'Promotor Super Estrella', czy 'Ten la fe', ale to zupełnie co innego. Rapper ma porządny głos, dośĆ zwyczajne flow i teksty, które zapewne w tym wszystkim są najważniejsze. Ace dotyka bardzo ważnych spraw społecznych w życiu Latynosów i Czarnych w USA: przemoc i walki gangów, ciemno rysująca się przyszłość, pornografia dziecięca, ale również nie boi się otwarcie mówić o tym, jak po sukcesie jego piErwszych dwóch płyt i singla 'Mentirosa', roztrwonił cały swój kredyt i spadł na samo dno. Oczywiście, jako były członek Cypress Hill, zaprosił swojego brata, Sen Doga i B-Reala, a także mniej znanego, udzielającego się przede wszystkim ledwie na składankach, Profound'a. Najlepiej wypadł w tym wszystkim B-Real, który swoim nosowym wokalem niszczy majka.
    Średnia ta płyta, wprawdzie idąca za ciosem, pokazująca to, że Ace jest dość porządnym rapperem i ma coś do powiedzenia, ale wcale się nie dziwię, że przeszła bez echa - w 2000 roku wyszło dużo więcej lepszych płyt.

OCENA: 3+\6


piątek, 7 marca 2014

PAC-TOWN RIDERS - BIG SPIDER

Southland 2000

1. Intro
2. Streets Of Pacoima
3. Criminals
4. Ride With Me
5. Pactown
6. 818 Riders
7. Crazy Side
8. Skit
9. Don't Give A Fuck
10. Don't Fuck With This
11. Fuck 'Em
12. R.I.P.
13. Outro

    Big Spider to jeden z tych latynoskich gangsterów z LA, a dokładniej z Pacoima, dzielnicy meksykańskiej biedoty, gdzie niecałe 5% ludzi kończy szkołę średnią. Nie może zatem dziwić styl i tematyka Spidera. Nie jestem pewien, czy wydał on coś więcej - nawet nie jestem pewny, czy koleś jeszcze żyje, wydaje mi się, że  nie. Mam tylko ten jeden album i nie widziałem w życiu innego.
    Muzykę na całą płytę zrobił niejaki Jim Davis. Biorąc pod uwagę, że robił to dla latynoskich bandziorów i że pochodzi z LA, to muzyka jest właśnie taka, jak on: mocny g-funk, oparty na samplach z często bardzo znanych kawałków klasyki gatunku. Poza tym, brzmią talk boxy w refrenach, słychać wyraźnie fascynację dokonaniami Rogera Troutmana i grupy Zapp. Bo nawet kiedy bit jest oszczędniejszy, wchodzą brzęczące basy i piszczały, wszystko czerpane ze spuścizny po elektro funku. To żadna wirtuozeria, bo są to całkiem prosto robione podkłady: perkusja, sample (jeden lub więcej), piszczały i mamy g-funkowy kawałek. Jednakowoż, muzyka i tak jest najlepszą rzeczą na tej płycie, nawet jeśli da się tu usłyszeć ewidentne zrzynki, jak np. 'RIP', które jest żywcem ściągnięte z '6 feet deep' od Geto Boys.
    Big Spider, choć to jego imieniem sygnowany jest album, to tylko jeden z rapperów, którzy się tu udzielają. Ba, nawet ciężko się zorientować, kto jest kim, bo na albumie dość regularnie rymuje co najmniej 6-7 rapperów: Mr. D, Shady, Kryptonite, Sniper, Yogi, Crook, Illusion i pewnie kilku innych nołnejmów. Co gorsza, większość kompletnie nie potrafi tego robić i gubi się niemiłosiernie, męcząc nie tylko siebie, ale i słuchacza. Nawet nie wiem, którym z nich jest Big Spider... Nie jest to w sumie istotne, kiedy 8 na 10 rapperów, występujących na albumie zwyczajnie nie wie, jak rapować... Tu chodzi generalnie o to, żeby w swojej zwrotce zawrzeć jak najwięcej bluzgów, strzałów, przerobić słowo gangsta na jak najwięcej sposobów i nie zapomnieć o reprezentowaniu swojej dzielni.
    Gdyby nie muzyka, zrobiona na kanwie funkowych sztosów, nie dałoby się w ogóle tego słuchać. Gangsterskie pierdoły w fatalnym stylu, rapowane przez kolesi, którzy często robili to po raz pierwszy, a i tak wkrótce umarli    w któryś z opisywanych na płycie sposobów. Muzyka może przekonać fanów starego g-funku, ale nie trzeba znać angielskiego, czy hiszpańskiego, żeby usłyszeć totalny brak skillsów w 80% zwrotek.

OCENA: 2-\6


poniedziałek, 17 lutego 2014

WARD TIME - DJ ALLADIN

Unfadable 1998

1. Everythang Cool
2. Show Me The Money   feat. SOUTH SIDE SOLDIERS
3. Caught Slippin
4. Ghetto Life  feat. SEVEN FIGURES
5. Ward Time   feat. SOUTH SIDE SOLDIERS
6. Mirror Mirror    feat. SURVIVIN' HUSTLAS
7. Bring It On
8. I Told Ya    feat. SOUTH SIDE SOLDIERS
9. Nationwide Eastside    feat. WEST COAST RYDAZ
10. Smokas Pleasure
11. Hit 'Em Up    feat. WEST COAST RYDAZ
12. Can't Stop   feat. WEST COAST RYDAZ
13. The Hands Of Time    feat. WEST COAST RYDAZ
14. What Really Goes On?    feat. WEST COAST RYDAZ, ICE T

    Choć DJ Aladdin nie jest bardzo rozpoznawalnym djem, to przecież był mistrzem DMC '89, produkował płyty Ice T, King Tee, czy WC z którym tworzył grupę Low Profile, pracował w MTV wraz z Dr Dre & Ed Lover'em... To wielce zasłużony producent i DJ dla Zachodniego Wybrzeża, a album, który mamy przed sobą, jest jego drugim krążkiem, niejako solowym.
    Produkcje Aladdina to taka mieszanka południowego rapu o szybkich perkusjach (jeszcze bez porządnie cykających hajhetów), z zachodnim funkiem, z przewagą tego pierwszego, co niestety odbywa się z niekorzyścią dla ogólnego brzmienia. I - znowu niestety - tandetne, syntezatorowe brzmienia mają tu spora przewagę nad głębokimi basami funku spod znaku Parliament. Nawet nie bardzo jest tu o czym pisać, bo muzyka jest nijaka zupełnie i totalnie wtórna, zresztą w roku 1998 nie wypadało już wydawać czegoś takiego... 
    Jako DJ i producent, Aladdin nie udziela się na majku. Ma do tego zastępu głodnych, podziemnych emce, którzy wyrośli głównie dzięki labelowi Ice T, który przecież tez pojawia się na płycie. W większości są to poprawni, by nie rzec porządni rapperzy, wyjęci prosto z ulic Los Angeles (West Coast Ridaz), Nowego Orleanu (South Side Hustlas) i okolic, którzy mają niezłe flow, a niektórzy nawet niezłe teksty. Niestety, nie jestem w stanie rozpoznać pojedynczych kolesi, bo nawet jeśli nie brzmią tak samo, to i tak nikt nie kojarzy ich ksywek, włącznie ze mną. O czym mogą mówić ci ludzie? Odpowiedź nie jest skomplikowana: to życie w getcie, jaranie, reprezentowanie swojej miejscówki i kasa. Typowo gangstersko-uliczna gadka, blablabla, nienawiść mnie otacza, blablabla, nikomu nie ufaj, blablabla. W zasadzie nie ma się tu nad czym rozwodzić, płaszczyzna zupełna i masówka.  
    Aladdin, choć jest uznany i ma ten fejm, nagrał płytę spóźnioną o jakieś 5 lat. Nie dość, że muzycznie producent zatrzymał się w '93, to rapperzy również nie poszli dużo dalej. Można to sobie czasem puścić, aby przypomnieć sobie ten gangsta funk, ale znajdę sporo więcej albumów, które będą mnie bardziej jarać, niż ten nijaki album od Aladdina.

OCENA: 2+\6



sobota, 1 lutego 2014

A WHOLE LOT OF SOUL PARTNER VOL.1 - BLU

bootleg 2008

1. Soul Provider
2. Sun In My Face     feat. JONTEL, J DILLA
3. Fly (Song of Liberation)   feat. EXILE
4. The Only Way
5. My World Is Still
6. Another Day
7. Git It Now    feat. TREK LIFE
8. Bout It, Bout It
9. Party of Two
10. Collect, Respect Anna Check
11. Tell You    feat. ALOE BLACC
12. Life's A Gamble    feat. DONEL SMOKES, TREK LIFE, CASHIUS KING
13. Mr.Big Fizz
14. Maintain    feat. DONEL SMOKES, CO$$, JONTEL
15. Hold On John

    Blu to rapper z Zachodniego Wybrzeża, któremu w zasadzie daleko i do gangsterów, tak samo jak do tamtejszych podziemnych graczy. Ta płyta jest w ogóle ewenementem, bo wyszło to poza jakimkolwiek obiegiem, kupić się tego nie da, ledwo można ściągnąć. Skąd to mam? Nie pamiętam, pewnie skądś kiedyś pobrałem... Dość, że płyta jest, Blu się do niej przyznaje, ale próżno jej szukać w oficjalnych dyskografiach, bo jej nie autoryzował, a okładka funcjonuje taka, a nie inna, czyli przerobiona z singla 'The narrow path'...
    Płyta jest opisana bardzo miernie - by nie rzec, że w ogóle, dlatego o produkcji mogę tylko domniemywać. Na pewno są tu podkłady dane przez Exile, zapewne część zrobił sam Blu, znalazło się tu też coś od J Dilla (obezwładniająco piękny 'Sun  in my face'). To są bardzo ciepłe i pełne duszy (soulu?) podkłady, osadzone głęboko w korzeniach hip hopu, bez zbędnych udziwniań, z cudownymi samplami i perkusjami, które wprawdzie nie są bumbapowe, ale stanowią również o sile kawałków, bo nie zamulają identycznymi zestawami bebnów, ani nie irytują miliardem hajhetów. To po prostu piękna muzyka hip hopowa, jeśli w ten sposób można się wyrazić o tym gatunku. Każdy kolejny kawałek to balsam dla duszy i emocji. Fantastyczna podróż po ścieżkach bitów. Część z kawałków to strony B singli, część pochodzi z różnych płyt, a częśc w ogóle nie była publikowana.
    W dodatku Blu jest taki jej jego ksywka - nieco melancholijny, ale nie smętny. Ma bardzo ciepłą i ładną barwę głosu, nienaganną technikę i inteligentne teksty. Klimatycznie ląduje pomiędzy A Tribe Called Quest, a The Roots nie ustępując obu grupom w żadnej kwestii. Blu ma całe garście opowieści o życiu w mieście, o wolności i sprawach damsko-męskich i przedstawia wszelkie aspekty przemyślanymi rymami: She said she was sick of the city life \ A sweet girl but the world made her the shitty type \ When she was young she just wanted to be pretty like \ A model or an actress but, she had to work for her two kids \ Father in jail serving time for two bids \ Kids hungry asking mama where the food is \ And she can see their hearts beating through their two ribs \ Now she crying watching cribs \ Cause the rent's due soon, in the one bedroom'. Czasem pozwala sobie na kawałki w temacie, że tak powiem twórczym: 'Ayo what up though, I never fantasizes to the upmost \ So you can feel the vibes when we touch close \ You make me wanna rush yo beautiful mixed ass and crush yo \ Appendix when I'm wishin' I'm in it I just get stuck, yo'. Do tego każdy z gości spełnia swoje zadanie, począwszy od Aloe Blacc i J Dilla, skończywszy na tych mniej znanych wykonawcach.
    Świetna płyta. Nieoficjalna, poskładana i pozlepiana z różnych kawałków, ale robi bardzo dobre wrażenie. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy sądzą, że hip hop nie żyje. To świeży tlen dla zatrutych trapem i innymi syntetykami.

OCENA: 5\6




czwartek, 16 stycznia 2014

THE ULTIMATE CREATION - RAPPINSTINE

Qwest 1991

1. Ultimate Intro / The Good Life           
2. Creepin'           
3. Good Love           
4. Mary Jane           
5. Hey!           
6. Set The Mood           
7. Get Up Off Your Love           
8. Funk You Up           
9. Go Ahead And Cry           
10. Shout Outs!           
11. Ultimate Creation           
12. Excuses           
13. Can I Have You?           
14. Bang the Drum Slowly           
15. She's So Fly           
16. Start Dancin'           
17. Gonna K. B. Tonight           
18. I Don't Sleep           
19. I Feel Like Gettin' Nasty           
20. Way You Do the Things You Do

    Rappinstine to dwóch braci, którzy zaczynali jako DJe dla World Class Wreckin Cru Dr. Dre. Dzięki tej pracy nawiązali współpracę z wytwórniami, czego wynikiem jest ten album - jeden jedyny pod tym szyldem. Popularne wówczas było połączenie r&b z rapem, zwane New Jack Swing i w ten klimat wpasowali się bracia Thomas.
    Obaj, i Sean i Xavier, tworzyli dla siebie muzykę, ale mogli dysponować dość dużą ilością muzyków sesyjnych (sami zresztą również grają na instrumentach) i djem The Boy Wonder. Bracia tworzą totalnie funkowe podkłady, choć przecież w głównej mierze oparte o sample, czy wręcz są to przeróbki, jak np. 'Mary Jane' Ricka James'a, czy 'The Good life' Thelonius Monk'a. Ale oprócz tego bardzo tu dużo kawałków pozbieranych z takich sztosów, jak Funkadelic, Sly & The Family Stone, James Brown, czy Funk Inc. Chociaż pomiędzy tymi gorącymi, funkowymi numerami, zdarzają się zwolnienia tempa z iście soulowym romantyzmem, jak np. 'Set the mood', 'Go Ahead And Cry'. Oprócz tego są tu również traki oparte na typowych, rapowych kanonach, z mocną perkusją i masą skreczy.
    Obaj bracia, dla dobra płyty, potrafią i rymować i śpiewać, dzięki czemu otrzymujemy płytę New Jack Swing, gdzie rap i r&b są zrównoważone przystępnie dla fanów obu i satysfakcjonujące dla lubiących czarną muzykę. Tematycznie wszystko obraca się wokół typowych tematów, choć z lekkim odbiciem. Bo obok spraw damsko-męskich - nie tylko podjętych romantycznie, ale i nieco niegrzecznie, jak w ' I Feel Like Gettin' Nasty', bragga, dobrej zabawy i jarania, mamy też próbki horrocore'u (Creepin, The ulimate creation), do którego nawiązuje również okładka, jak i sam nazwa - połączenie rapu z Frankensteinem. Taka fuzja - eksperyment prosto z laboratorium muzycznego, choć płyta nie jest wcale nowatorska, nawet jak na '91.          
    Jak wspomniałem, to tylko jedna płyta Rappinstine. Co potem? Sean Thomas został standuperem i śpiewa w zespole Impromp2, zaś Xavier, jako Mr. X wydał jedną solówkę, a znaleźć go można również na albumie szwedzkich g-funkowców, Infinite Mass. To trochę typowa płyta z tamtego okresu, choć przyznam, że słucha jej się nieźle - połączenie jest do brze wyważone: sporo rapu, ale i soulowe chórki i niektóre zwrotki, a także sporo dobrych, funkowych sampli. Spoko album, choć nie zachwyca mnie tak, jak Bell Biv DeVoe, czy inni klasycy gatunku.

OCENA: 4-\6


piątek, 10 stycznia 2014

NU-MIXX KLAZZICS - 2PAC

Death Row 2003

1. 2 of Amerikaz Most Wanted   feat. CROOKED I
2. How Do You Want It   feat. K-CI & JOJO
3. Hail Mary     feat. OUTLAWZ    
4. Life Goes On
5. All Eyez on Me    feat. BIG SYKE
6. Heartz of Men
7. Toss It Up    feat. DANNY BOY, K-CI & JOJO, AARON HALL
8. Hit 'Em Up   feat. OUTLAWZ
9. Never Had a Friend Like Me
10. Ambitionz Az a Ridah 

    Jaki cel może przyświecać wydawcy, aby wypuścić na rynek płytę z remiksami kawałków artysty, który nie żyje od siedmiu lat? Kasa, kasa, kasa. Suge Knight widocznie potrzebował na nowe Ferrari, czy czym tam jeździ - fani i krytycy nie pozostawili na płycie suchej nitki, ale krążek, bez żadnej promocji i tak sprzedał się w ilości ponad 700 tysięcy kopii.
    Suge Knight, własciciel Death Row, zatrudnił swoich producentów: Darreen'a Vegas'a i Kash'a oraz sztab muzyków, do tego, aby stworzyli nową jakość dla kawałków, pochodzących głównie z albumów 'All Eyez On Me' i 'The Don Killuminati: The 7 Day Theory'. Owszem, np. 'How do you want it' jest oparte na tym samym motywie przewodnim, jednak cała reszta jest zmieniona. W większości wypadków niestety nie wyszło to lepiej od oryginału, choć przyznam, że 'Toss it up' w nowej wersji jest całkiem całkiem. Jednak większość z oryginalnych funkowych  bitów została zastąpiona płaskimi, syntetycznymi podkładami, którym daleko do wersji pierwotnych. Najbardziej zajechany jest ciężki diss na scenę nowojorską 'Hit'em up', który tutaj traci ogień i jest zupełnie bezbarwny.   
    To są (były?) kawałki, które każdy fan rapu zna - bo ciężko odmówić 2Pac'owi statusu legendy i w sumie chyba niewiele osób, które słuchają hip hopu, nie zna tych kawałków - choć znam osoby, które nawet 'All Eyez On Me' nie słuchały, bo nie trafiał on w ich gust. Nie istotne. Lirycznie własiwie wszystko jest to samo, poza jednym wyjątkiem: zamiast Snoop Dogg'a do '2 of Amerikaz Most Wanted' wszedł Crooked I, choć nie zachwyca wcale. Żadnych nowych gościnnych wersów, żadnych niepublikowanych zwrotek, po prostu podano nowe bity do starych wersów. Zatem kto zna właściwe kawałki, ten właściwie nie znajdzie tu kompletnie niczego nowego.
    A więc, wracając do pytania z początku recenzji, po co? Dla kasy, dziwko! No dobra, słucha się tego przyjemnie, ale tylko wtedy, kiedy zapomnisz o oryginałach, bo mając w pamięci przedśmiertne albumy 2Paca, mam wrażenie, że nie zatrudniłby żadnego z tych bitorobów z własnej woli. Przeciętne.

OCENA: 3\6


środa, 8 stycznia 2014

GRIM REALITY - INSANE POETRY

Nastymix 1992

1. Welcome To The Grim Side    
2. Angel Of Death    
3. How Ya Gonna Reason With A Psycho    
4. The House That Dripped Blood    
5. Choppin Up A Body    
6. If Rhymes Could Kill    
7. Bring Ya Daughter To The Slaughter 
8. Stalkin With The Nitebreed   feat. DEATH BLO, JOE COOLEY, KAOTIC MINDS CORRUPTIN', SHAKSPEARE THE ONE MAN RIOT
9. The Horror Facts    
10. Grim Reality    
11. Six In The Chamber 
12. Till Death Do Us Part    
13. One Careless Moment    
14. Raise The Devil    
15. Manic Depressive 
16. Exit Reality Side    
17. How Ya Gonna Reason With A Psycho (Psycho Mix) (Bonus Track)

    Insane Poetry to grupa założona pod koniec lat '80 w Los Angeles. Psycho, EmDee i D.J. Streak uważani są za prekursorów nurtu nazwanego później horrorcore. Już sama okładka ich debiutu, wydanego 4 lata po założeniu grupy, wprowadza nas w klimat albumu - Szalonej Poezji, psychopatycznych wizji - bez żadnej promocji udało się grupie sprzedać ponad 35 tysięcy krążków.
    CZłonkowie grupy sami sobie produkują podkłady, aby zapewnić słuchaczowi taką porcję emocji, jaką sami chcą. Tylko 'If Rhymes Could Kill' (bardziej w stylu g-funk) i 'Manic Depressive' wyprodukował dla zespołu Joe Cooley, znany z duetu Rodney O & Joe Cooley. Ciężko powiedzieć, że to przerażające podkłady - to po prostu hardkor hip hop, oparty na ciężkich perkusjach i ciągle zmieniających się samplach z funkowych i soulowych sztosów z lat 70-80. Bo znajdziemy tu motywy znane z kawałków takich osób, jak James Brown, Funkadelic, The JB's, Average White Band, Sly & The Family Stone, Zapp, czy Isaac Hayes - a nawet 'I shot the sheriff' w wersji Erica Claptona. Pełen przekrój. Bity są agresywne, ostre i dobrze wpasowują się w klimat opowieści rapperów.
    Bo te opowieści są naprawdę rodem z horroru. Cyco aka Psycho i EmDee snują swoje opowieści w tonie nieco komiksowym i groteskowym, z dozą czarnego, wisielczego humoru. Opowiadają o zagrożeniach cywilizacyjnych, czy przemocy domowej, gdzie w 'Maniac depressive' Cyco opowiada o zabiciu swojego ojca-pijaka, bijącego matkę: 'I pulled the trigga, His body just felt I know was dead \ I dropped the gun and then I kissed him on the forehead \ My mother started to screamin' and goin' mad'. W tekstach przewijają się seryjni zabójcy, żywe trupy, napady szału i brutalne morderstwa: 'bring your daughter to the slaughter, I'll cut her throat'... Cyco opowiada o ćwiartowaniu świeżutkich, dopiero co skradzionych ciał toporem, czy o kobiecie, uprawiającej seks bez zabezpieczeń z wieloma mężczyznami, zostawiając im rano na lustrze napis 'witamy w świecie aids'... Te wszystkie straszne historyjki maja jednak nie tylko bawić, ale i zwracać uwagę na poważne tematy, problemy, z jakimi boryka się nowoczesna Ameryka. Tyle, że ten gulasz podany jest w misce krwii.
    Bardzo mocna płyta, a jeśli pamiętamy, że Insane Poetry pojawili się na kilka lat PRZED Gravediggaz, Flatlinerz, Insane Clown Posse, czy Necro, mamy tu klasyk. Ale abstrahując od legendarności płyty - jest ona po prostu niezła i warto ją sprawdzić, zwłaszcza osoby, które lubią horrorcore.

OCENA: 4\6  


sobota, 7 grudnia 2013

WAVE TWISTERS - DJ Q-BERT

Galactic Butt Hair 1998

1. Turntable TV (Re-Vizion)
2. A Word From Fresh Breath Mouthwash
3. Enter The Wave Twisters
4. Inner Space Dental Commander
5. Redworm
6. Cosmic Assassins
7. Destination: Quasar 16.33.45.78
8. Paranoia
9. Invasion Of The Octopus People
10. Electric Eye Beam Abduction
11. Razorblade Alcohol Slide
12. Sneak Attack
Grandpa Wears Fat Laces
13. Movement 1: Quadraphonic Element Download
14. Movement 2: 6 Fingered Fury
15. Movement 3: Inside-Out Body Warp
16. Turntable TV (Blueprint)
17. Aphrodisiskratch

    'Wave Twisters' to nie jest zwyczajna płyta. To ścieżka dźwiękowa do turntablistycznego animowanego musicalu, o którego oprawę muzyczną zadbał DJ Q-Bert, pochodzący z Filipin drapacz płyt, zwany Jimmy Hendrix'em talerzy.
    Założenie jest takie, że brygada bohaterów ma za zadanie uratować prawdziwy hip hop i jego cztery elementy, przejęte przez złego Lorda Ook. Zatem cała płyta jest opowieścią o walce tytanów ze złym lordem, specyficzną, kosmiczną odyseją. Nie oczekujcie kawałków z refrenami, do których można pokiwać głową. Ba, tu w ogóle nie ma słów - no, poza tymi wskreczowanymi przez Q-Berta. To 45 minut nieustannego drapania, popisów turntablistycznych, cytatów ze starych filmów sci-fi, breakbeatów i Bóg wie, czego jeszcze. Nie jest to więc normalna płyta w takim sensie, jak rozumie to większość konsumentów. To album turntablistyczny, gdzie podstawową rolę odgrywają skrecze i w sumie to one są tu na mniejscu pierwszym, drugim i dziesiątym, bo nawet muzyka (jeśli można to tak nazwać) robiona jest na adapterach. Dzięki śledzeniu tytułów i wdrapanych tekstów, możemy mniej więcej śledzić akcję odbijania hip hopu z rąk tandetnego lorda. Zwłaszcza sceny walki są oddane niezwykle sugestywnie, bo skrecze urywają łeb, ale w zasadzie cała fabuła jest dość jasna. Podróż w kosmos do lorda, spotkanie z Czerwonym Robalem, napad kosmicznych zabójców, paranoja, podstępny atak i odbicie rapu w trzech ruchach.
    Oczywiście, jeśli ktoś woli pojedyncze piosenki i lubi śpiewać refreny, to nie ma tu czego szukać, to album stricte dla fanów patefonów. Przyznać trzeba, że sporo tu świetnych pomysłów i genialnego drapania - wszak Q-Bert był mistrzem świata DMC! Polecam każdemu fanowi prawdziwego hip hopu.

OCENA: 4+\6 


czwartek, 5 grudnia 2013

THE GUNSLINGER III (FOR A FEW DOLLARS MORE) - B-REAL

Westcoast Madness 2007

1. Ride
2. Trust No Man    feat. SICK JACKEN, CYNIC 
3. Death Wish 2   
4. Motivation 
5. 4 The Love Of The Game 
6. Calor
7. Hustle Hard 
8. Venenoso     feat. WILLIE MALO, VIVIANA 
9. Just Money    feat. WILLIE MALO 
10. FIst Full Of Dollars (Remix) 
11. Sky's The Limit
12. Bounce With Us 
13. Thug Life 
14. U Can't See  
15. So Much Time    feat. YOUNG DEE, TRACE MIDAS

    B-Real ze słynnego Cypress Hill wydaje na solo swoje mikstejpy, które jednak zawierają nowe traki, dlatego mają wartość dla fanów znaczną. To trzecia część Gunslingera, która to trylogia przygotowała fanów na solową płytę frontmana Cypressów.
    Większość podkładów, jak to na mikstejpach, zawinięta jest z instrumentali, obecnych na przeróżnych płytach. Tylko trzy kawałki wyszły spod ręki samego B-Real'a we współpracy z Jay Turnerem, znanym z płyt CH, ale i z albumów Apathy, Kottonmouth Kings, czy Funkdoobiest. Całością zajął się Tony Touch, który zmiksował materiał w jedną całość i opatrzył swoimi gospodarskimi okrzykami. Kawałki przetykane są cytatami z najsłynniejszych i kultowych filmów gangsterskich. Owszem, Tony wkurwia wrzaskami, ale to przecież mikstejp, DJ musi się wyszaleć, tak? To zresztą niecałe 50 minut, na które składają się trzy nowe traki, jeden remiks i reszta spontanicznych kawałków.
    Co nowego można powiedzieć o B-Realu? Każdy zna jego nosowy wokal, którym opowiada o różnych ulicznych historiach, haslingu i dilowaniu - rzeczach o których niewątpliwie ma obecnie mgliste pojęcie, bo styczność z ulicą skończyła mu się jakieś 20 lat temu, po szalonym sukcesie pierwszej płyty Cypress Hill. Były osoby, które zastanawiały się, czy w ogóle B-Real wiedział o wypuszczeniu tego mikstejpa, ale wydaje mi się, że to wszystko zrobione jest z premedytacją, mającą zbliżyć rappera do ulicy. Taki hardkorowy bałagan, ale wydaje się być on zaplanowany i celowy.
    No cóż, ciężko posądzić B-Reala o brak kasy. Raczej o odbudowanie swojej ulicznej reputacji. Co ten mikstejp mógłby wnosić, poza zyskiem szacunku na ulicy? Przecież i tak Cypress Hill ma duży szacun wszędzie, więc po co to? Nie powiem, żeby Tony Touch specjalnie się sprawił. Taka zapchajdziura dla fanów.

OCENA: 3+\6


sobota, 9 listopada 2013

SUPER BARRIO BROS - SUPER BARRIO BROS

Thirsty Fish Music 2007

1. Intro        
2. Mash And Smash        
3. Bosses    feat. ALPHA MC, OPEN-MIKE EAGLE
4. Bad Villain        
5. Three Pipes   feat. PSYCHOSIZ
6. Song Of Time Instrumental        
7. Strategy Guide    feat. NOCANDO, PSYDEWAZE, SAHTYRE
8. System    feat. DJ DSTRUKT
9. Snoochie Instrumental        
10. Game Over        
11. Outro Instrumental        
12. Next Level   feat. EMS, LYRAFLIP, N/A  
13. Shit Talkers   feat. THIRSTY FISH
14. Glitch Ghost    feat. ABSTRACT RUDE

    Super Barrio Bros to dwóch kolesi: producent 8-Bit Bandit i rapper Dumbfoundead. Ta płyta wyszła rozprowadzana przez samych wykonawców na przegrywanych płytach w slim kejsie. Dzięki tej produkcji wiele osób zwróciło na nich uwagę - ja też :) 
     Początek tego albumu, to 11 kawałków wyprodukowanych przez 8-Bit Bandit i są to naprawdę idące daleko w przód podkłady. Chociaż, jeżeli spojrzymy na to inaczej, może się okazać, że to muzyka z przeszłości... Bo, jak sama nazwa producenta wskazuje, opiera on swoje podkłady o muzykę 8-bitową, taką, jaka królowała 30 lat temu na komputerach typu Atari i Commodore, jednak na breakbitowych perkusjach brzmi ten chiptune niezwykle świeżo. Gdybym był b-boyem, zacząłbym natychmiast kręcić się na głowie i wyginać powerki! Może nie wszystkie podkłady są przyjemne i strawne, bo te środkowe bity mogą męczyć, ale jest ciekawie. Resztę podkładów zrobili Dibiase (13), Maestroe (14) i N/A (12) - ci producenci z kolei nie celują w chiptunie, ale mamy tu ich próby dostosowania się do specyficznego brzmienia albumu.
    Dumbfounded jest niezłym emce, sprawnym na majku, choć obdarzony jest typowo białym, wysokim głosem. Nie szkodzi, jest wystarczająco świeży, aby przyciągnąć słuchacza swoimi tekstami, jak i flow. Mamy tu nieco bragga i panczy, sporo zabawy słowem, trochę obserwacji społecznych. Ale i tak najlepiej jest, jak Dumbfounded wspomagany jest przez rapperów związanych z Project Blowed: Open-Mike Eagle i Abstract Rude, czy alternatywnego Alpha MC, choć gości jest tu i tak sporo.
    To bardzo wyjątkowa płyta na scenie hip hopowej, bo ile osób śmie wydawać rap na 8 bitach? Na pewno warto to sprawdzić, brzmi oldskulowo, ale z drugiej stronie nieco kosmicznie, taki trochę Test Pilota Pirxa. Bardzo ciekawa pozycja, choć nie każdemu przypadnie do gustu.

OCENA: 4\6


niedziela, 22 września 2013

COAST II COAST - THA ALKAHOLIKS

Loud 1995

1. WLIX    feat. LOOTPACK, DECLAIME
2. Read My Lips
3. Let It Out
4. 21 and Under 
5. All the Way Live    feat. Q-TIP, KING TEE 
6. Hit and Run    feat. XZIBIT 
7. DAAAM!   feat. KING TEE
8. 2014
9. Bottoms Up     feat. KING TEE 
10. Flashback    feat. DEVASTATING E, LIL TONE, XZIBIT 
11. The Next Level   feat. DIAMOND D 

    Po silnym debiucie Alkoholików, pszyszedł czas na wejście na 'następny poziom'. J-Ro, Tash i E-Swift zebrali ponownie całą Likwit Crew i uderzyli tak mocno, że płyta dotarła bez mała na szczyty notowań, oba single do tej pory wywołują ciarki, a recenzje w prasie były co najmniej entuzjastyczne.
    Nadwornym producentem grupy jest E-Swift, który potrafi zrobić i party traki, absolutne bangery, ale i tradycyjne kawałki, oparte na fajnych samplach i bujające. Za największe killery na tym albumie odpowiedzialny jest jednak Diamond D - to on wyprodukował przekawałek 'The Next Level', ale i również świetne 'Let it out'. Dziwnym zabiegiem natomiast było umieszczenie na samym wstępie płyty udziwnionego nieco - zwłaszcza jak na tamte czasy, podkładu Madliba do 'WLIX'. Mamy tu więc parę absolutnych hitów, trochę typowych dla Liksów podkładów na funkowo-soulowych samplach, jest odwołanie do oldschoolu w 'Flashback' no i ten wynalazek madlibowy. Uczta.
    Płynni emce poczynili znaczne postępy od ostatniej płyty, choć tematyka nie zmieniła się za bardzo. Jest Tash, który charakterystycznie lekko nie nadąża za bitem. Jest J-Ro, mniej charyzmatyczny, ale z rozpoznawalnym, nieco zachrypiałym głosem i E-Swift z najbardziej chyba płynącym flow. A rymy? To cały bukiet wersów imprezowych oraz bragga i panczy: 'You'se a nigga, everybody diss 'cuz you can't bust this \ You got a bad name like Dick Butkis \ Welcome to the next level of rhyme flowin' \ Scratchin', hookin' up beats and hoe catchin' albo lepsze 'So you must have a locomotive, I mean a crazy reason \ To wanna step up, it's sucker punk season \ Bring it on young one, so you can get done \ I got mo' styles than the miles to the sun \ Ninety-three million, five thousand flows \ And here's one more for the hoes' (gwoli wyjaśnienia: locomotive to lokomotywa, a loco motive to właśnie crazy reason - brylancik). Oczywiście w kilku kawałkach towarzyszy im King Tee, który w zasadzie jest ojcem chrzestnym zespołu, ale oczywiście są tu kolesie z Likwit Crew: Xzibit, Declaime i Loot Pack, no i skoro Coast II Coast, to mamy też osoby z drugiego wybrzeża: Diamnod D i Q-Tip z ATCQ.
    Czy płyta, na której są takie kawałki, jak 'Let it out', 'All the way live', 'Bottoms up', a przede wszystkim 'DAAAM!' i 'The Next Level' może być słaba? O nie. To pieprzony klasyk. Owszem, ma pewne braki i momenty nieznacznego obniżenia lotów, ale cała płyta to kot. Najlepszy album Alkoholików według mnie.

OCENA: 5+\6


niedziela, 25 sierpnia 2013

GANGSTA LIFE - YOUNG PROD


PR 2008

1. Ohh Daddy                         
2. The Best                  
3. Gangsta Life              
4. It Was All Dream             
5. Ghetto Talks                
6. West West                     
7. Watermelon, Colli Green       
8. Never Fake it                  
9. Don't Really Want it           
10. What it Really is           
11. South Central                
12. Give A Beat              
13. Hey Baby               
14. One Night              
15. Rock Da Party            
16. Loose Your Clothes        
17. No Shine                   
18. Can't Leave Me Alone       
19. The Truth

    Young Prodeje to jeden z mniej znanych członków legendy gangsta South Central Cartel, stojący zazwyczaj w cieniu Big Prodeje, Havoc Da Mouthpiece i Havikk the Rhime Son. To jego drugi album, po dziesięcioletniej przerwie i, jak widać po okładce, nie ma tu miejsca na pierdolenie.
    Ekipa SSC produkuje prawdziwe g-funkowe podkłady i nie zmienia się to od wczesnych lat '90. Nawet na płycie z 2008 mamy tradycyjne brzmienie gangsta funku. Piszczały, brzęczące basy, funkowe gitary - to, do czego przyzwyczajali nas przez lata gangsterzy z Kalifornii. Przez ten czas Prodeje i Havoc wyszlifowali warsztat do perfekcji, wyszkolili całą rzeszę producentów, dodali sporo żywych instrumentów i unowocześnili brzmienie, dzięki czemu mamy miksturę, która prawdopodobnie zadowoli i fanów starego, dobrego g-funku i tych młodszych, mniej przyzwyczajonych do tego brzmienia. Są bity bujające (Never fake it), z mocnymi piszczałami (Loose your clothes), czy cykające (Hey baby - swoją drogą chyba najgorszy kawałek).
    Young Prod to dobry rapper, choć bez rewelacji. Jest lepszy od sporej części tych nagrywających gangsterów. Ma niby laidbackowy flow, ale jego wokal zaprzecza temu wyluzowaniu, bo jest energiczny i ekspresyjny (na ile ten kalifornijski luz pozwala naturalnie). O czym może mówić Young Prod.? Standard. Życie na dzielni i ciężka rzeczywistość, dziewczynki i imprezy... Young Prod ma dodatkowe wsparcie wokalne od członków SSC, wszystko razem układa się w całkiem porządną płytę gangsterską, choć tak naprawdę Young Prod nie epatuje pistoletami i kule nie świszczą zbyt często - choć, naturalnie, w paru trakach trafi się jakaś strzelanina, a w każdej jakiś hustle.
    Standardowa, kalifornijska płyta, choć jedna z tych z lepszej półki. Oczywiście, sięgając po ten krążek doskonale wiesz, czego się spodziewać, bo inaczej po co weźmiesz do ręki album kolesia, który na okładce jest ujarany jak smok? Najfajniejsze traki dla mnie to 'Loose your clothes', 'Can't leave me alone', 'czy 'The truth'.

OCENA: 4\6


wtorek, 30 kwietnia 2013

HOW LONG - LV

Relativity 2000

1. Intro
2. How Long   feat. SHARI WATSON
3. One Chance
4. Forgive Me Girl
5. Hustlers 4 Life (Interlude)
6. Everyday Hustler   feat. RAEKWON
7. Come Home With Me
8. Hold On
9. Woman's Gotta Have It
10. Thinking Of You
11. The Testimony (Interlude)
12. Rain     feat. 5 YOUNG MEN
13. Lady Sunshine
14. I Don't Know Why
15. Wherever You Are
16. Outro

    Z L.V. jest podobny kłopot, jak z Nate Dogg'iem: żaden z nich rapper, ale uparcie ich płyty lądują na półkach z napisem rap & hip hop, w różnych zestawieniach włącza się ich pod rap, w rapowych magazynach pisze recenzje... Pewnie dlatego, że obaj często są gośćmi na płytach rapowych... W przypadku L.V. dochodzi jeszcze kolosalny hit z Coolio - 'Gangsta's Paradise', dzięki któremu, nawet jeśli nie kojarzysz ksywy, znasz jego głos. Przed sobą mamy jego drugi solowy album (pomijam ten wspólny z South Central Cartel), który nieco niesiony sukcesem 'Gangstas Paradise', wylądował dość wysoko na notowaniach Billboardu.
    Płyta zapewne odniosła sukces nie tylko przez kawałek z Cooliem, wydany 5 lat wcześniej - jest po prostu dobra, bo produkcja jest zrobiona przez osoby, które znają się na r&b i rapie. Weźmy Mario Winans'a, którego lista hitów jest bardzo długa, ale jest też Billy Moss (współpraca z Adiną Howard, Mark Morrison), Darryl Young (kawałki dla Boyz II Men, Smooth, Az Yet, Case), Marc Gordon (założyciel legendarnej grupy Levert), Alex Cantrall (współpraca z Imajin, Jamelia, Pras, Dru Hill) oraz mniej znani Steven Russell, Marc Kinchen, James Broadway, The Characters, czy Myron. Jeden kawałek zrobił sam LV. Dzięki takiej produkcji, mamy tu muzę, która, choć nie jest przebojowa sama w sobie, doskonale zaś nakręca album, bo są tu kawałki szybsze i wolniejsze, nawet stricte rapowe (jak ten z Raekwonem). Do tego, sporo partii instrumentalnych granych jest na żywych instrumentach. Taki romantyczny g-funk.
    Baryton LV jest łatwy do rozpoznania i oznacza, że facet ma swoje miejsce na scenie. Zresztą, jest chętnie zapraszany do różnych rapowych kawałków, przede wszystkim na Zachodnim wybrzeżu. Wspominałem o g-funku nie bez powodu, bo przecież LV, jeśli już mówi o życiu ulicznym i hustlerce, to wie, o czym gada, bo przecież spędził dwa lata na rekonwalescencji po strzelaninie w LA... Ale głównym tematem piosenek są damsko-męskie sprawy, które zainteresują głownie kobiety, bo w sumie, dla faceta jest tu tylko jedna piosenka - 'Everyday Hustler' ze świetnym (choć nieco bezsensownym) wejściem Raekwona. Nie ma tu więc hitów na miarę 'Gangsta's Paradise', ale jest singlowy 'How long', który jest bardzo przyjemnym kawałkiem.
    Fani czystego hip hopu nie znajdą tu nic dla siebie. LV śpiewa, jest mało wejść z rapem, płyta jest nieco rozlazła, zwłaszcza może dłużyć się pod koniec, ale faktem jest, że jeśli ktoś lubi soul lub r&b, ta płyta będzie dla niego dobrą propozycją. Na kilka przesłuchań. Na pewno nie jest zła.  

OCENA: 3+\6


niedziela, 28 kwietnia 2013

FLY SCHOOL REUNION - GIANT PANDA

Tres 2005

1. Rap Attack Intro
2. One Time
3. With It
4. Super Fly
5. Just Cause
6. Diggin' In The Tapes
7. 90's
8. Sho' Improve
9. Chops
10. Grand Prix
11. Always Dope
12. 3rd Party
13. Racist     feat. THES ONE
14. T.K.O.
15. Strings
16. Classic Rock

    Słyszałeś o Giant Panda? Pewnie nie, a szkoda. Trio z podziemi Los Angeles stara się przywołać najlepsze rzeczy w hip hopie i umieszcza je na swoich albumach. Co śmieszniejsze, żaden z nich nie jest Czarny - zresztą nazwa trafnie odnosi się do ich pochodzenia. MC Maanumental, Newman i Chikaramanga są tu ze swoim pierwszym oficjalnym albumem (nie liczę nielegala 3 lata wcześniejszego) i za ten właśnie album zebrali niesamowite owacje - zarówno od fanów, jak i w gazetach i magazynach pojawiły się ekstatyczne recenzje. 
    Jak już wspomniałem, to powrót do korzeni, dlatego produkcje człownków zespołou, Chikaramangi i Newmana, tak samo jak Thes One z People Under The Stairs, Sir Kado i Ben'a Gebhardt kapią aż od złotoerowego zacięcia, wajbów i funkowo-jazzowych sampli. Producenci wykorzystują sporo motywów znanych z płyt A Tribe Called Quest - sami zresztą przyznają, że to jeden z ich najulubieńszych zespołów. Ale uważny słuchacz odnajdzie tu również cytaty z De La Soul, czy nawet Warren G. W związku z tym, że większość albumu zrobił Thes One, klimat może być miejscami podobny do nagrań People Under The Stairs, ale... jest dużo lepszy, dzięki wkładowi Newmana i Chikaramangi. Sprawdź bity do 'Chops', 'Grand Prix', czy 'Super fly'. No i naturalnie, dobrą robotę robi tu zróżnicowanie pomiędzy emce.
    Bo każdy z chłopaków rymuje świetnie. Do tego Chikaramanga, jako, że jest Japończykiem, rymuje przede wszystkim po japońsku. Powracają myślami przede wszystkim do dawnych, dobrych czasów w hip hopie, ale nie nie stronią od poważniejszych tematów, tak jak w 'Racist' albo '3rd Party', ale nie oszukujmy się, nie dość, że takich tematów jest niewiele, to jeszcze potraktowane są równie luźno, co te... luzackie kawałki. Bo czy można traktować poważnie prześmiewcze wersy Japończyka, który nabija się sam z siebie? Emce - słychać to wyraźnie - doskonale bawią się na majku, a słuchacz ma podobny ubaw.
    Luz, klasyka, zabawa. Tego się aż przyjemnie słucha! Nic dziwnego, że album zebrał tak rewelacyjne noty, bo to prawdziwa płyta, taka, której słucha się świetnie i ma się ochotę włączyć po raz kolejny. Giand Panda zrobiła ten 'fly school reunion', bez kitu,

OCENA: 5\6


środa, 27 marca 2013

HANDS ON - DJ NU-MARK

Sequence 2004

1. Intro
2. Down Home - Eddy Senay
3. Rubber Bumpers - Tony Luisi
4. Laying Eggs - Paz
5. Hot Track - Rex Brown Company and Wersi Electric Strings Orchestra
6. Fudge Funk - Organised Konfusion
7. Intro (Life) - Jeru The Damaja
8. Perverted Monks In Tha House (Skit) - Jeru The Damaja
9. Intro - Group Home
10. Skit - Beatnuts
11. Melody - Blendcrafters
12. Chali 2na Comin Thru - DJ Nu-Mark feat. Chali 2na
13. No Good - Vitamin D
14. True Urban Grit - Prophetix
15. Saliva - Viktor Vaughn
16. Samurai - Shurik'n
17. Crew Song - Schlechta Umgang
18. Hands On - DJ Nu-Mark feat. Key Kool
19. Good Thing - Brad Strut feat. Bias B & LAzy Grey
20. 68 And I Owe You One - All Time High
21. Raw Chille - Beathoven
22. Impulsion - Ray Cooper & Barry Morgan
23. Brand Nu Live - Nu-Mark feat J-Live

    Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz, kim jest Nu-Mark? Niga pliz, nie słuchałeś nigdy Jurassic 5? Człowiek odpowiedzialny w tym zespole za skrecze i produkcję wydał swój własny album, jednak nie jest to płyta producencka, ani turntablistyczna,  ale jest to coś w rodzaju składanki, czerpiącej z przebogatych zbiorów winyli Nu-Marka, liczących kilkadziesiąt tysięcy sztuk.
    Dlatego na tym... mikstejpie? Ciężko to jakoś określić. Dlatego na 'Hands On' mamy zupełny misz masz muzyczny, jednak wszystko zamyka się w granicach przeznaczonych dla hip hopu. Zatem Mark umieścił tu zarówno kawałki rapowe (Chali 2Na, Key Kool, J-Live), bawi się znanymi bitami hiphopowych klasyków (Jeru, Group Home, Organized Konfusion), i pokazuje kilka znakomitych sampli przy okazji kawałków mniej znanych wykonawców spoza kręgu rapowego: soulowych, jazzowych i innych. Do tego nie zamyka się li tylko w swoim światku, związanym z J5, a nawet wykracza poza granice Stanów, co zdarza się raczej rzadko. Zazwyczaj to rapperzy ze świata zapraszają amerykańskich kolegów, a nie odwrotnie, bo ci nie interesują się raczej tym, co dzieje się na świecie. Dlatego mamy tu kawałki z Francji (Shurik'n), Niemiec (Schlechta Umgang) i z Australii (Bias B, Lazy Grey i Brad Strut). Aha, no i Key Kool z Visionaries, rymuje po japońsku.
    Dobór kawałków i sposób ich prezentacji powoduje nieustanne kiwanie głową, bo są to numery niby energetyczne, a jednak lekko wyczilautowane. Słucha się tego bardzo dobrze, zwłaszcza jako podkład do robienia czegoś, bo nie ma tu zbyt wiele tekstów, na których można by się skupiać. To świetnie zrobiony (chyba jednak) mixtape, łączący bardzo wiele ciekawych kawałków i stylów, które mają jednak sporo wspólnego. Widać, że Nu-Mark trzyma 'ręce na' pulsie i potrafi zrobić świetną płytę, która będzie jednocześnie samodzielną składanką dobrych brzmień, jak i ciągle pozostanie w klimacie nagrań Jurassic 5.
    Fani klasycznych brzmień i pracy DJ będą bardzo zadowoleni - zresztą, ciężko mi sobie wyobrazić kogoś, kto psioczyłby na ten krążek. Jednak, musimy pamiętać, że żadnych premier tu nie będzie, tylko składankę, pozbieraną z kolekcji winyli Marka. Ale i tak jest to super krążek!

OCENA: 5-\6