RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koch. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 czerwca 2014

ROUND 2: YA LOOKIN AT EM - ICONZ

Koch 2003

1. We Thuggin'   feat. TRICK DADDY
2. Crooked Lettaz
3. I know
4. Ya Lookin' at 'Em   feat. RICK ROCK
5. The Three Breaded Sandwich (Skit)
6. What You Mad Fo?    feat. DEUCE POPPI
7. You a Trick (remix)
8. Ride Out
9. Freak   feat. RATAGAN
10. Up in Here   feat. DJ KOOL
11. Hold On    feat. RATAGAN, BADASE
12. 22 Inches / But I Love Her (Skit)
13. Get Yo Shit Right   feat. GORILLA TEK
14. Cross Yo Nutz
15. Real Motha-Fuckaz   feat. OLU & BADASE
16. Rockin' It   feat. DJ UNCLE AL
17. Pass Da Weed  feat. JAHMORROW

    Iconz to ekipa z Florydy, która wypłynęła nieco na fejmie Trick Daddy. Siedmiu kolesi: Luc Duc, Scruface, Tony Manshino, P. M., Chapta, Stage McCloud, Bull Dog oraz panna Supastarr wydało w 2003 roku swój drugi album, przez fanów niby hardkorowego brzmienia z Florydy przyjętego doskonale, jednak poza Miami i okolicą, niewiele osób zauważyło ich wydawnictwa.
    O producentach zapewne nikt normalny nie słyszał nic wielkiego. Ok, Gorilla Tek związany jest niejako z Ludacris'em i jego Disturbin Tha Peace - to w końcu on odpowiedzialny jest za większość pierwszego albumu Iconz - na drugim miał już mniej do powiedzenia. Poza nim, mamy tu bity od takich ludzi, jak Danny Francis, Trak 53, Eddie Warbux i Moezart. To taki przebojowy rap z południa, oczywiście nie tak wsiowy i funkowy, jak z okolic Atlanty, ale za to energetyczny i syntetyczny, będący w pewnym stopniu pochodną stylu Miami Bass. Producenci nie stronią tu bynajmniej od sampli, ale dogrywają do nich swoje wtręty i melodyjki. Czasem brzmi to zwyczajnie płasko i nijako, czasem jednak daje pewne efekty i parę podkładów spełnia swoją rolę - nakręca imprezę. Trochę ragga dodaje czasem pikanterii, ale generalnie, cała muza jest dość nijaka, choć na mało zobowiązującej imprezie mogłaby się sprawdzić.
    Ośmioro emce, którzy prezentują często całkiem fajne style, dają sobie radę lepiej niż producenci. Przynajmniej każdego można rozpoznać i odróżnić. Nie znaczy to jednak wcale, że od razu poprawia się percepcja podczas słuchania. Czasami powracam do materiału, aby przypomnieć sobie raggamuffinowe 'Freak', nieco oldskulowe 'Up in here', czy odę do hejterów 'Cross yo nutz'. I tak najbardziej znany z grupy jest Luc Duc, bo wydaje przecież solówki, jednak nadal nie ma tu szału. Teksty oscylują wokół zabawy, imprez oraz bragga, jednak rapperzy nie są aż tak przekonujący, aby uwierzyć im w 100%. Scruface i Chapta mają bardzo 'południową' stylistykę, Stage McCloud pojawia się może w dwóch trakach, zaś PM i SupaStarr niewiele więcej. Wszystko zatem oparte jest głównie o Chapta, Luc Duc i Scruface'a, ze sporadycznymi wejściami reszty. Cudów nie robią również goście: o ile występy Ratagana, DJ Kool'a można uznać za bardzo udane, to reszta zwyczajnie ginie w tłumie. Może warto wspomnieć o bodaj ostatnim występie legendarnego na Florydzie DJ Uncle Al'a, zanim został zastrzelony w 2001 roku. Człowiek, który opowiadał się za porzuceniem przemocy... 
    Nie ma jak sobie dobrać nazwę adekwatną do stylu... Ikony niestety nie są zupełnie ikonami rapu, może jedynie ikonami nijakości. Dla 3-4 fajnych kawałków to za mało, żeby zostać ikoną. Tak, te kilka niezłych traków się tu znajdzie, ale niewiele poza tym. Zresztą, na rynku jest zalew podobnych płyt, które 'nadają się do przesłuchania' i niewiele poza tym. Tak, czasem wracam do tego albumu. Ale tylko czasem.

OCENA: 3\6 


niedziela, 6 kwietnia 2014

SPIRITUAL MINDED - KRS 1

Koch 2001

1. Opening
2. Lord Live Within My Heart
3. Take Your Tyme
4. Take It To God
5. Good Bye
6. South Bronx 2002
7. Never Give Up
8. T Bone Speaks
9. Tears
10. The Struggle Continues (Choose Your Way)   feat. T-BONE
11. The Conscious Rapper
12. T-Bone Speaks Again
13. Trust
14. Come To The Temple    feat. FAT JOE, RAH GODDESS, RAMPAGE THE LAST BOY SCOUT, SMOOTH B
15. Ain't Ready
16. God Is Spirit
17. Know Thy Self
18. G. Simone Speaks
19. Dayz Ahead
20. Power

    Na swoim piątym solowym albumie Kris zaskoczył chyba wszystkich. Nagle okazuje się, że KRS doznał religijnego olśnienia i zrobił cały album w klimacie duchowym, czyli 'spiritual'. Takie getto gospel. A mam w pamięci jego kawałki z jednej z moich ulubionych płyt BDP, 'Sex & Violence', gdzie The Teacha wypowiada się wybitnie krytycznie na temat chrześcijaństwa. Ba, album lepiej radził sobie na listach przebojów gospel i chrześcijańskiej muzyki, niż na rapowych. Kris oszalał?
    Muzycznie, w sumie, nie zmieniło się tu wiele. To nadal podkłady w tym samym stylu, co 15 lat wcześniej - klasyczne, mocne perkusje, sample grają, jest totalnie złotoerowo i nowojorsko. Najwięcej bitów zrobił sobie sam KRS 1, ale są tu również tacy producenci, jak Biervin Harris, Cookies & Cream, Douglas Jones & G.Simone, Domingo, Terry A & Tine Tim, Chase, BB Jay & Darren Quinlan, czy Calvin Tibbs. Poza znanym szerzej Domingo ze współpracy ze śmietanką rapu w Nowym Jorku, reszta to głównie młodzi adepci sztuki bitmejkingu z Temple Of Hip Hop. I zagłębiając się w płytę, znajdziemy tu wiele czynników, wskazujących, że to rzeczywiście może być album rap-gospelowy, bo niektóre refreny i poszczególne fragmenty piosenek są jakby żywcem wyjęte z amerykańskiego kościoła. Oczywiście jest to margines, ale daje to odczuć różnicę w porównaniu z innymi albumami Krisa. Bity w zasadzie kiwają głową, ale nie jest to żaden majstersztyk muzyczny - po prostu są, mogą być, ale żaden kawałek nie wywołuje dreszczy, jak kiedyś. 
    Nauczyciel dalej naucza. Zmienił tylko ton na pastorski i teraz prawi: 'You gotta look within yourself, not a scripture \ KRS-One comes to rearrange the God picture \ If you sit and believe, you can achieve \ If you sit and accept, you don't know, what's correct or incorrect'. Kurczę, a co z 'sucker emcees duck down', czy 'sound of da police'? Nie, nie znajdziemy tu nic z tych rzeczy. Z biegiem lat KRS stał się bardziej metafizyczny i filozoficzny, dlatego zaprosi cię do swojej Temple, abyś usiadł i posłuchał, czego naucza 'the conscious rapper'. I choć 'struggle continues', to jednak teraz 'never give up' i 'choose your way'. W ogarnięciu problemów życiowych pomaga 'know thy self', a jak masz kłopot, 'take it to God'. Prosta sprawa. Technicznie nie ma tu żadnej różnicy, to nadal ten dobrze znany głos, wypluwający z pasją rymy, jednak zmieniła się zawartość i przesłanie wersów. Wysłuchamy wykładów o przedmałżeńskim seksie, oddaniu się bogu, znajdziemy hołd dla ofiar 11 września ('Tears'), pożegnanie ze wszystkimi zmarłymi rapperami i djami, z którymi Kris nie zdążył się pożegnać ('Good Bye'). Mamy tu jeden nowy hymn dla Bronxu oraz posse track, na którym pojawiają się legendarne wręcz osoby - może poza Rah Goddes. Echa dawnej siły słychać w bangerach 'God is spirit' i 'Know thy self', znajdą się tu jednak kawałki lepsze lub gorsze - wymienione są według mnie najfajniejsze.   
    Wprawdzie krytycy byli zachwyceni przemianą KRSa i wychwalali dojrzałość i brzmienie płyty, ale ja zostaje sceptykiem. Nie chodzi o to, czy wierzę w Boga, czy nie, chodzi o to, że ten album przypomina mi nieco płyty Canibusa - świetne lirycznie i technicznie, ale niestety oparte o słabe lub średnie podkłady. Zapewne Kris zastosował ascezę muzyczną, aby podkreślić przesłanie, ale nie do końca to mnie przekonuje.

OCENA: 4-\6


czwartek, 27 marca 2014

ILLUSTRIOUS - BIG NOYD

Koch 2008

1. Snitches
2. Posted On The Block
3. So Much Trouble    feat. SERANI
4. Hartless
5. Money Talk
6. Things Done Changed    feat. KIRA
7. Back Up In This Bitch
8. The Paper    feat. JAY RUSH
9. Ghetto     feat. JOELL ORTIZ
10. It's A Wrap     feat. RIC RUDE
11. Trying To Make It Out     feat. 40 GLOCC, B.A.M.
12. Nowhere Else To Hide
13. Rags To Riches
14. Get It Poppin'

    Wprawdzie Big Noyd wyszedł na światło dzienne jako kumpel i protegowany Mobb Deep, jednak jego piąty album miał już innego producenta wykonawczego: był nim Lil Fame z MOP. Fani skrytykowali jednak materiał, twierdząc, że Noyd przestał być twardy i zaczął panienkować i cukierkować. Ile w tym prawdy?
    Fizzy Womack, znany również jako Lil Fame z legendarnego zespołu M.O.P., trzymał łapy na brzmieniu albumu, więc nic dziwnego, że dał tu kilka podkładów. Poza nim, znaleźli się tu mniej znani producenci, tacy jak Sebb (współpraca z High & Mighty, El Da Sensei, czy Cage), Rick Rude (bity dla Busta Rhymes, Littles, Guerilla Black, Prodigy), Machiavelli, DJ Skizz, Street Radio (duet producencki Jimi Kendrix i J. Math, który znajdziemy na płytach Bone Thugs, AZ, G Unit, czy na pośmiertnych remiksach 2Paca) i Kanadyjczyk Bless z Platinumberg Ent., znanej podziemnej organizacji z Toronto. I to wcale nieprawda, że Noyd wypada miękko na tym albumie, wręcz przeciwnie. Podkłady sa oparte na funkowych samplach, czasem z czymś mocniejszym, ale wszystko jest na wskroś nowojorskie i bumbapowe. Noyd porzucił stylistykę typową dla Queensbridge i Mobb Deep i postanowił wyjść nieco dalej, niż ramki, w jakich trzymali go koledzy z Mobb Deep - choć nadal na okładce napisane jest The Infamous... Nie, to nie jest miękka muza, jest bardzo dobra, zresztą, nawet jeśli nie znasz producentów, popatrz, z kim pracują i pomyśl, czy te bity mogą być słabe? O nie, one są świetne!
    Noyd nie rezygnuje jednak z tematyki, która zamyka się w ciężkim życiu na Queensie i wszelkich jego aspektach - zwłaszcza tych mrocznych. Rapper ma wykształcone flow, fajny głos i słuchanie go jest przyjemnością. Choć wersy, które daje, nie należą do najłatwiejszych, bo pełno w nich przemocy, gnatów, dragów i złodziejstwa: 'Six blocks ghetto child, runnin wild causin terror \ Crack slinger, rap singer from the Juice Crew era \ Sippin OE, blowin trees, gun up in my leather \ I'm live with them 45 nines and Berettas \ I'm (ghetto), you can find me in the hood \ Sippin on a cold brew, twistin backwoods \ If the spot get rushed, then drugs get flushed'. Wiecie, jak to jest. Generalnie, całość można zamknąć w jednym refrenie: 'We keep it ghetto, everyday stackin dough \ Never slippin, pimpin, mackin hoes \ Gangsters, hustlers, you already know'. Na szczęście historie, które opowiada, nie są bardzo prostackie, ma kilka niezłych przemyśleń, a jego technika jest nienaganna - dlatego, w połączeniu ze świetnymi podkładami, daje nam to 40 minut konkretnego nowojorskiego rapu. Na albumie znajdziemy kilku znaczących gości, takich jak Joell Ortiz, będący w przeciętnej formie, 40Glocc oraz BAM, współpracujący z producentem Ric Rude. W sumie, goście są raczej zbędni, bo niewiele wnoszą, może poza 40Glocc.
    Piąty album Noyda to bardzo porządny kawał nowojorskiego rapu. Pomimo dość chłodnego przyjęcia, ja się cieszę, że odszedł on od Havoca i Prodigy i poszedł drogą za Lil Fame, bo to znakomicie podniosło walory jego płyty. Płyta jest świetna muzycznie, prawdziwa i słucha się jej doskonale. Dla mnie jedna z najlepszych produkcji Noyda.

OCENA: 5-\6 


środa, 19 marca 2014

THE PIECE MAKER 2 - TONY TOUCH

Koch 2004

1. Tony Navaja    feat. RUBEN BLADES
2. Non-Stop   feat. P.DIDDY, BLACK ROB, G.DEP
3. How You Want It    feat. DEF SQUAD
4. Battle Skit 1
5. Capicu    feat. FAT JOE, NORE, JUJU
6. Rock Steady   feat. METHOD MAN, RAEKWON, U-GOD
7. Dimelo
8. Click Bang    feat. DOO WOP
9. Ay Ay Ay   feat. SEAN PAUL
10. Just Be Good To Me    feat. SONI
11. Spanish Harlem 2   feat. COCOA BROVAZ, HURRICANE G
12. Battle Skit 2
13. Spit 1    feat. Q-UNIQUE
14. Out Da Box    feat. LARGE PROFESSOR, MASTA ACE, PETE ROCK
15. Trouble On the Westside   feat. SLICK RICK  
16. A Beautiful Day    feat. NATURE
17. Touch 1- Touch All   feat. DEAD PREZ
18. Como Suena    feat. DON CHEZINA
19. Spoken Word

    Druga część wypraw Tony Toucha po śmietankę sławy i hajsu do spicia z albumu wypełnionego gwiazdami, które same z siebie powinny dać platynę. Kto pamięta pierwszą część 'Piecemakera', ten wie, że choć znalazło się tam mnóstwo błyskotliwych nazwisk, płyta była przeciętna, głównie z uwagi na... samego Touch'a. Jednak, nie wyciągając żadnych wniosków z części pierwszej, Tony Touch atakuje nas częścią drugą, opartą na podobnym schemacie.
    Większość podkładów stworzył, naturalnie, sam Tony Touch. Resztę dopełnili wybitni producenci, mający znakomicie podnieść walory albumu: Erick Sermon, Pete Rock, RZA, Q-Unique, Psycho Les i Ray Roll. Czy to oznacza, że muzycznie płyta jest świetna? Cóż, ujdzie. To taki dość klasyczny hip hop z rejonów Nowego Jorku, przetykany co jakiś czas latynoskimi rytmami, które Touch ostro promuje, bo przecież ma to we krwi. W sumie nawet nie ma na co narzekać, bo te podkłady bujają - na zwykłych perkusjach są zapętlone czasem nawet bardzo znane sample, wszystko współgra i jest całkiem miło.
    Zaproszenie na majki takiej plejady gości to gwarant sukcesu - przynajmniej tak powinno być. I w pewnym sensie jest, bo przecież większość z tych występów gościnnych jest naprawdę warta uwagi. Tony Touch jako rapper jest przeciętny, ale za niego nadrabiają goście. Z tych najciekawszych warto wymienić Black Rob'a, Keith Murray'a z Def Squad, Fat Joe, Method Mana, Q-Unique (super kawałek!), Masta Ace, Nature. Poza tym mamy tu nieco raggatonowe 'Dimelo', Don Chezino i przebój 'Ay ay ay' z Sean Paulem, czy też kolejną przeróbkę hitu The S.O.S. Band, 'Just be good to me' - tym razem w wykonaniu niejakiej Soni. Reszta to zwyczajne kawałki, jakich pełno. Zresztą, cała płyta jest zupełnie o niczym: zabawa, rymowanie, laseczki. No, poza świetnym jak zwykle storytellingiem Slick Rick'a. Nie ma się w sumie czemu dziwić, bo ta płyta nie powstała, aby zmienić świat, ale po to, żeby rozkręcić hip hopową bibkę. I myślę, że cel został osiągnięty i za bardzo czepiać się Tony'ego nie można, bo koleś po prostu zrobił swoje i tyle.  
    Przyznam, że część druga 'The Piece Maker' poruszyła mną bardziej, niż jedynka. Sporo więcej ciekawych wejść, lepsze podkłady, fajniejszy klimat - to zapewnia niemal godzinę dość dobrej zabawy. Oczywiście, koło klasyka ten album nawet nie leżał, ale to po prostu przyjemny album, którego słucha się jak składanki.

OCENA: 4\6