RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą profile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą profile. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 czerwca 2014

RUN DMC - RUN DMC

Profile 1984

1. Hard Times
2. Rock Box
3. Jam-Master Jay
4. Hollis Crew (Krush-Groove 2)
5. Sucker M.C.'s (Krush-Groove 1)
6. It's like That
7. Wake Up
8. 30 Days
9. Jay's Game

    Run DMC to od wielu lat niezaprzeczalna legenda i ikona rapu. Pionierzy. Ich pierwszy album, który mamy przed sobą, zmienił grę o 180 stopni. To płyta, którą uważa się za pierwszy czynnik zmiany old school (czyli zapętlone sampel z funkowego kawałka, lecący w kółko z rapperami rymującymi na nim) na new school (elektroniczne, oszczędne bity, syntezatory, gitary). Trzech, ubranych na czarno członków grupy, zmieniło muzykę na zawsze.
    Wówczas nie było jeszcze Def Jam Recordings - jego późniejszy szef, Russell Simmons, brat Run'a, zajął się wypromowaniem grupy i produkcją muzyki dla nich. Razem z Jam Master Jay, Larry Smith'em i kilkoma muzykami, stworzyli nową wartość w rapie. DJ nie wrzucał już płyty na deki i nie zapętlał kawałka - raczej kupił bit maszynę i programował perkusję. Na owej perkusji albo grała jakaś melodyjka z syntezatora albo rockowe gitary. Dość, że podkłady są oszczędne i to właśnie perkusja jest tu na pierwszym planie - często biegnąca sama przez kawałek, tylko przetykana co jakiś czas instrumentem. Dziś taka muzyka może nużyć i męczyć, ale wówczas okazało się to hitem na kolejnych 5 lat i za tym przykładem poszła cała scena rap.
    Run i DMC zajęli się  mikrofonami. W większości są to teksty bragga, które przeszły do historii rapu jako absolutne sztosy. Weźmy np. 'Sucker MCs' z wersem otwierającym, który był cytowany i parafrazowany na wszelkie możliwe sposoby: 'Two years ago, a friend of mine \ Asked me to say some MC rhymes \ So I said this rhyme I'm about to say \ The rhyme was Def a-then it went this way'. Ale oczywiście to nie tylko rymy bitewne, bo chłopcy opowiadają również o kobietach w '30 days', czy o tym, że czasem jest ciężko, ale da się z tym walczyć w 'Hard times': 'Hard times can take you on a natural trip \ So keep your balance, and don't you slip \ Hard times is nothing new on me \ I'm gonna use my strong mentality'. Starają się przekonać nas również, że rymowanie to wcale nie jest taka prosta rzecz, żeby dać świetny rym, który trafi w sedno w 'It's tricky'. Oczywiście, za wcześnie tu na gości, zespół robi wszystko sam, z pomocą muzyków.
    Owszem, płyta może się dziś wydawać zupełnie przestarzała i młodzi fani mogą ją odrzucić jako asłuchalną - oszczędność w dźwiękach, archaiczny sposób rymowania... Ale każdy fan rapu, a nawet muzyki w ogóle, bo przecież Run DMC wykroczyli poza ramki gatunku, powinien tę płytę znać, bo są tu kamienie milowe dla historii rapu: It's tricky, Sucker MCs, It's like that, Rock box...

OCENA: 4+\6


piątek, 6 czerwca 2014

THE C THEORY - RON C

Profile 1994

1. Ain't No Secret
2. Mobbin'
3. I Don't Really Wanna
4. Bring Ya Body Here
5. Get It While You Can
6. Call U At Home
7. Gettin' Perved
8. Freak (Big Baby)
9. Green Ones
10. Chillin' In D
11. Snitches
12. Problems On My Mind   feat. BYRON B
13. Bamma
14. Mobbin' (Radio Version)

    Po rozpadzie (kilkukrotnym) wręcz kultowego, zwłaszcza w Dallas, zespołu Nemesis, Ron C poszedł własną drogą, zaczynając wydawać albumy solowe. Zresztą, on nigdy nie był którymś z ważnych członków - ot, przewinął się przez zespół. 'The C Theory' jest jego trzecią płytą, może i najbardziej znaną z tych około dziesięciu, które wydał.
    Produkcją płyty zajęli się specjaliści od g-funku, czy to z Bay Area, czy z południa. Większość wyprodukował Michael Grayson, który znany jest również z płyt Ganksta C, ale także Tyrone Samples wraz z samym Ronem, którzy współpracują od czasów Nemesis, no i może przede wszystkim wręcz legendarny Johnny Z. Od takich bitmejkerów można się spodziewać tylko czysto funkowej muzy, z żywymi basami, partiami klawiszy i z wykorzystaniem muzyków sesyjnych. Znajdziemy tu trochę znanych motywów, zagranych na nowo, parę sampli, ale ogólnie wszystko jest w miarę oryginalne i fajnie buja. Dużo kiwających wajbów, g-funkowe piszczały, brzęczący bas - wszystko gra i buczy.
    Ron ma nieco wysoki głos, którym jednak sprawnie operuje na bicie. Nie ma on kłopotu, aby wejść w bit, jednak nie oszukujmy się, treści wiele nie niesie. To typowe gangsterskie opowiastki pełne strzelanin, chętnych panienek i jaraniu. Standard, choć przyznać by wypadało, że nie są to takie byle jakie historyjki, raczej Ron wprowadza nas trochę w klimat filmu sensacyjnego, gdzie świstają wprawdzie kule, ale jest też czas na romans (dość ostentacyjny, ale zawsze), czy na uspokojenie zszarganych nerwów - jednak to rzadziej ('Chillin in Dallas'). Słychać wyraźnie, które z tekstów są fikcją, bo Ron pozwala sobie czasem na wplątanie w wątek nawet samego prezydenta i jego ochrony - ale, jak mówię, Ron bardzo uczciwie rozgranicza fantazję od rzeczywistości. Co ciekawe i dość rzadkie, na albumie praktycznie nie ma gości - poza wokalistkami w refrenach i nie wymienionym w kredytach Byronem. 
    To całkiem typowa płyta z czasów g-funku, dość przyjemna, choć zacząłem doceniać ją po latach, bo na początku zupełnie mi nie leżała. Natomiast dziś okazuje się, że dojrzała. A może to ja dorosłem? Nie wiem, ale płyta jest ok, na pewno spodoba się fanom g-funku.

OCENA: 3+\6 


piątek, 21 marca 2014

SURF OR DIE - SURF MC'S

Profile 1987

1. Surf Or Die    
2. Gotta Get Air 
3. Big Wednesday 
4. Rock That Beach    
5. That's Cali For Ya
6. This Surf Is Live    
7. Boomin' It    
8. Can't Get A Tan    
9. You Will Be Served

    Spójrz na okładkę. Czterech kolesi na deskach surfowych wypływa na fali rapu na szersze wody... Daleko nie wypłynęli, bo na jednej płycie się skończyło - zresztą, trudno się w sumie dziwić... Singiel z tytułowym kawałkiem doczłapał się zaledwie do 90 miejsca na liście Billboardu, a goście zniknęli wkrótce po wydaniu albumu.
    Norman Kerner i Scott Roberts to nic nikomu nie mówiące nazwiska, ale to oni stoją za oprawą muzyczną tego dzieła. Zastanawiałem się, jak cel miała wytwórnia Profile, dom wielu gwiazd rapu, wydając surfujący album. Wydaje mi się, że była to próba dotarcia do młodych, skejtujących, białych nastolatków, którzy chętnie poszliby w kierunku, wyznaczonym przez Beastie Boys. To muzyka często z żywą perkusją, grana na gitarach, które dają nieco klimatu Hawaii, nieco skejtowego, czasem ocierając się delikatnie o punk. Ale są tu też skrecze, typowo rapowe rytmy, tyle, że ozdobione solówkami na gitarach i różnym brzdąkaniem. Przypominam, że to dopiero '87 rok, w rapie gitary w owej dekadzie nie były niczym dziwnym...
    Surfuj albo giń - to nie tylko tytuł, ale i motto albumu. Czterech emce wykrzykuje swoje rymy ze swadą, opowiadając o zaletach surfowania na kalifornijskich plażach, o imprezach na plaży i... kłopotach z ładną opalenizną: 'When I try to get a tan all I get is burnt \ All my girlfriends say I should have already learnt \ I’m tall cool one in the summer sun \ Too late now, the damage already done \ Can’t get a tan'. Nie oszukujmy się, kolesie są marni, teksty wywołać mogą salwy śmiechu, a podobało się to chyba... nikomu. No może młodym, białym skejcikom. Niecałe 40 minut pieprzenia częstochowskich rymów i choć przyznać trzeba, że kawałki mogły mieć siłę na imprezach, do czego pewnie były stworzone, to jednak nie jest to płyta nawet dobra.
    Nie ma jak wymyślić zespół osadzony w temacie, którego nie było nigdy wcześniej, ani później i spieprzyć sprawę. Kto mi pokaże inny surferski rap? Nie ma! A Surf MCs przepadli szybciej, niż powstali, ciekawe, czy dzieciom i wnukom pokazują swoje płyty... Ja bym się chyba lekko wstydził...

OCENA: 2\6


wtorek, 5 listopada 2013

THE NEW WORLD ORDER - POOR RIGHTEOUS TEACHERS

Profile 1996

1. Who Shot The President
2. Miss Ghetto
3. Word Iz Life
4. Allies   feat. FUGEES
5. New World News (INterlude)
6. Gods, Earths And 85ers    feat. NINE
7. My Three Wives   feat. MISSJONES
8. Wicked Everytime
9. N.A.T.O. (Global Cops)
10. Concious Style    feat. KRS 1
11. Culture Freestyles (Interlude)
12. They Turned Gangsta   feat. BROTHER J, SLUGGY RANKS
13. We Dat Nice
14. Hear Me Out
15. Fo Da Love Of This
16. Dreadful Day    feat. JUNIOR REID
17. Sistuh
18. Outro

    To już czwarty album żywych legend nowojorskiego rapu. Wise Intelligent, Father Shaheed i Culture Freedom to trio, które położyło kilka kamieni milowych na drodze hip hopu i są do tej pory wymieniani jako pionierska grupa, która tworzyła świadomy hip hop, bardzo polityczny, ale w sposób taki, że ich płyty okazywały się sukcesem. 
    Naczelnym producentem grupy jest Father Shaheed, a wtóruje mu Culture Freedom. Oprócz nich podkłady na album dali Ezo Brown, Krs 1 i Clark Kent i to już powinno sugerować, że będziemy mieć przed sobą porcję prawdziwego hip hopu. Czego mamy sie spodziewać? Jak to czego? Najprawdziwszego hip hopu na świecie! Porządne perkusje, dobry dobór sampli, fantastyczny klimat Wschodniego Wybrzeża z najlepszych lat hip hopu. Sample z Edwina Starr'a, Lonnie'go Smith'a, Sade, Lee Dorsey, czy The Animals dodają smaczku i choć odnajdziemy tu sporo znanych klasyków soulu, to tym lepiej. Sporo cut'ów z klasyków rapu od Father Shaheed'a i mamy pełen obraz muzyki na albumie. 
    Główna rolę na majku odgrywa Wise Intelligent i w sumie jego ksywka zdradza jego podejście do swojego zadania. Dodatkowe wersy zapewnia Culture Freedom, którego imię również wiele świadczy o zainteresowaniach. Dlatego mamy tu bardzo świadomy rap, wypełniony sprawami głównie Czarnego społeczeństwa w Stanach oraz polityką. Mało już miejsca zostaje na jakieś bragga, czy rymy dla samych rymów - tu liczy się przekaz. Wprawdzie Wise jest dużo lepszy, niż Culture, potrafi i rymować i toastować ragga wersy, ale i tak ten drugi występuje na tyle rzadko (zwrotki ma raptem w dwóch kawałkach - z czego jeden, 'Sistuh' jest w całości jego), że to nie przeszkadza. Gościnnie na majkach występuje cała śmietanka nowojorskiego rapu. Olsniewający jest feat. od Fugees - zwłaszcza Lauryn Hill na refrenach i w zwrotce. Nine ze swoim głosem zrobił, niestety, tylko refren - tak samo zresztą, jak MissJones, ale tego akurat można było się spodziewać. KRS 1 na własnym bicie dał wyborny popis 'świadomego stylu', a legendarny Brother J z X-Clanu rozwalił trak, wspomagany przez jamajskiego toastera, Sluggy Ranksa. Fascynację Wise Intelligenta jamajskimi rymami widać nie tylko w jego toastowaniu co jakiś czas, ale i w gościach, bo jest tu również Junior Reid w niezwykle bujającym traku.   
    Nie ma tu może takich hitów, jak na poprzednich krążkach i album nie sprzedał się jakoś świetnie, ale jest to naprawdę świetny materiał, wyładowany ważnymi słowami i doskonałymi rymami. Zdaję sobie sprawę, że w 1996 wyszło mnóstwo dobrych płyt i pewnie sporo lepszych od PRT, ale nie można odmówić temu albumowi siły - bo jest to świetny materiał.

OCENA: 5-\6


niedziela, 12 maja 2013

A DAY IN THE LIFE - JCD & THE DAWG LB

Profile 1992

1. Radio Intro        
2. St. Louis Niggas        
3. Get Naked        
4. They Like It We Do        
5. A Day In The Life Of A JCD        
6. Tilo Sings The Hits        
7. Big Bitch        
8. Kibbles & Bits        
9. Bon Appetit        
10. Over Pussy        
11. Tell Ya 'Bout A Bitch   feat. SYLK SMOOV, T-LOW  
12. Boot Nat        
13. Fish House        
14. Budda Rhymes        
15. Dog Pound        
16. Cold Kaos        
17. Gotcha        
18. Lou 40 Blues        
19. Personal Loser        
20. Shout Outs 

    JCD & The Dawg LB nie odnieśli wielkiej sławy w czasach Złotej Ery. Nie dlatego, że byli słabi, wcale. Po prostu oczy świata były zwrócone raczej na NY, LA lub Miami i Atlantę, rzadko kto patrzył w stronę St. Louis. A tutaj działo się równie dużo, co gdzie indziej - może tylko nieco ciszej.
    Jaka mogła być muza w czasie Złotej Ery? Czysta klasyka - sample z soulowych i funkowych piosenek, dograne żywe gitary - sam czysty hip hop. Płytę produkowali Hype Dawg z Mad Flava, Tracy Kendrick (znany z kawałków dla Young MC, Shalamar, AMG) i Courteny Branch (współpracujący z Don Jagwarr, AMG, Sylk Smoov), dzięki czemu mamy czysty funk, taka wypadkową pomiędzy zachodem i wschodem Stanów. Jest syto i muzyka jest na niezłym poziomie początku lat '90. 
    JCB, The Dawg Lb i ekipa celują w kawałkach poświęconych cipkom i życiu na ulicy. W sumie wręcz większość płyty poświęcona jest seksualnym aspektom, pussy i bitches przewija się tu nagminnie. Zresztą, czy chłopcy mówią o cipkach, czy o ulicznym życiu i tak wszystko podane jest z lekkim przymrużeniem oka. Emce mają niezłe flow, dowcip i poczucie humoru, a przy tym umieją zainteresować słuchacza. Aż żałuję, że nagrali tylko tę jedną płytę.
    W sumie, to JCD wydał solówkę dekadę później, ale to już trochę co innego. Z St. Louis ciężko było się przebić, a nie oszukujmy się, ta płyta jest znacznie lepsza niż wiele znanych albumów z NY i LA - tylko odpowiednio wypromowanych. Świetne złotoerowe brzmienie, jeśli ktoś lubi, będzie bardzo zadowolony. Ja lubię, i jestem bardzo zadowolony, że posiadam tę płytę.   

OCENA: 5-\6