RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2002. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2002. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 października 2014

DAN THE AUTOMATOR - WANNA BUY A MONKEY?

Sequence 2002

1. Intro - FANTOMAS
2. Rockin it - BRAND NUBIAN
3. Positive Contact - DELTRON 3030
4. Le Soleil Est Pres De Moi - AIR
5. Destiny - ZERO 7
6. Seneca - TORTOISE
7. Firesuite - THE DOVES
8. Stroker Ace - LOVAGE
9. The Rhumba - BOBBY DIGITAL
10. Latin Simone - GORILLAZ
11. Bionix - DE LA SOUL
12. Don't Understand - MASTA ACE  feat. GREG NICE
13. Don't Get It Twisted - JIGMASTAS feat. SADAT X
14. X-ecutioners Song - X-ECUTIONERS
15. Clockwork - DILATED PEOPLES

    Dana Automatora fanom hip hopu nie powinno byc trzeba przedstawiać. Właściciel 75 Ark, wydawca i DJ, producent, skrzypek... Tym razem, zamiast nowego Handsome Boy Modeling School, Crudo, czy Got A Girl, mamy mikstejp, na którym Dan skompilował rzeczy bardzo różne - niby znane, ale zmiksowane razem czasem w karkołomnych połączeniach.
    Dan pozbierał z przestrzeni muzycznej kawałki pozornie nie związane ze sobą, a jednak udało mu się stworzyć swego rodzaju bańkę, pod którą całość czuje się razem ze sobą idealnie. I nie ważne, że gatunki się tu przenikają, a producenci mają zupełnie różne odjazdy - Automator dał radę stworzyć coś intrygującego z rzeczy oddalonych od siebie czasem dość sporo. Po stricte rapowym początku z Brand Nubian i Deltronem - czyli wręcz hardcore hip hop, wchodzą instrumentale i wokaliści - totalne uspokojenie klimatu, jednak wszystko pozostaje w nieco kosmicznych, ambientalnych dźwiękach. I zaraz po Lovage, którego wokalistka śpiewa wspaniałym, lekko ściętym głosem, wjeżdża RZA ze swoją wu-rumbą, a po piętach depczą mu Gorillaz, którym z kolei zaraz zza pleców wyglądają De La Soul. I końcówka jest już znowu wybitnie hip hopowa: Jigmastas i Sadat przywracają nieco oldschoolowego brzmienia, a X-meni tną wosk jak stado kosiarek, które wyrwały się spod kontroli.
    Wydawać się może, że skoro Dan miesza tu style, to niekoniecznie odpowiadać to może fanom hip hopu. Otóż nie, odpowiada jak najbardziej, bo Dan stworzył świetny mikstejp. I w sumie znasz wszystkie te kawałki, bo pozbierane są w większości z albumów wykonawców, to jednak zmieszane razem nabierają jakby innej świeżości. To rzecz, której można słuchać zawsze i wszędzie. Pamiętając o tym, że to tylko mikstejp...

OCENA: 5\6     


piątek, 24 stycznia 2014

I PHANTOM - MR. LIF

Def Jux 2002

1. Bad Card         
2. A Glimpse at the Struggle            
3. Return of the B-Boy            
4. Live From the Plantation             
5. New Man Theme          
6. Handouts        
7. Status   feat. INSIGHT    
8. Success   feat. AESOP ROCK      
9. Daddy Dearest      
10. The Now           
11. Friends and Neighbors      
12. Iron Helix    feat. INSIGHT          
13. Earthcrusher            
14. Post Mortem    feat. EL-P, JEAN GRAE    

    Po wydaniu dwóch niezależnych epek, Mr. Lif stał się jednym z najbardziej poważanych i pożądanych rapperów w podziemiu NY. Wreszcie dostał się do wytwórni El-P, dla której wyszedł jego trzeci album i okazał się on sukcesem - nie komercyjnym, ale kulturalnym.
    Większość płyty, jak to w Definitive Jux, zrobił El-P i to słychać bardzo wyraźnie. To futurystyczne bity, miażdżące agresją i hałasem, pozornie nie poskładane zupełnie, ale jednak organizujące się w totalny chaos. El-P to wirtuoz, pieprzony Penderecki rapu. Nie wszyscy dają rady jego bitom, bo są dalekie od popowych melodyjek i komercji radiowej. Poza nim, tylko kilka bitów należy do Edan'a, DJ Fakts One, NASA i Insight'a. W sumie najbardziej w stronę El-P idzie NASA ze swoim 'Bad Card'. 'New man theme' do Fakts One jest również ciężki, ale w zupełnie inną stronę, opatrzony dodatkowo wściekłymi skreczami producenta - jeden z lepszych traków. Edan dał jeden, mocno funkowy bit do 'Live from the plantation'. Insight za to ma brudne, uwalane chodnikiem podkłady, czasem lżejsze, czasem obciążone sporym ładunkiem gatunkowym. Odpowiedzialny jest on za dwa skrajne podkłady - najgorszy 'Status' i jeden z najlepszych, czyli niesamowity 'Earthcrusher'. Pozostałe genialne podkłady to 'Post motrem' od El-P i wspomniany 'New man theme'.
    Cały album to jeden koncept. To opowieść o czarnym Amerykaninie, zmuszonym szukać swojego amerykańskiego snu. To śmierć, zmartwychwstanie, przeżycia - czasem smutne, czasem zabawne historie z ciekawymi osobami, spotykanymi na drodze. Opowieść kończy się nuklearną zagładą w dwóch ostatnich trakach. Hmmm... Mr. Lif zawsze był charyzmatycznym rapperem, który z poczuciem humoru, czasem wręcz zjadliwą satyrą kąsał słabych emce, polityków i innych ludzi nie na miejscu. Lif krytykuje życie korporacyjne, zauważając, że niczym się nie różni od czasów niewolnictwa: 'Excuse me brother, can you please stop making that noise \ So I can talk? Thank you. Now the boss says he wants you to come up \ With more copies of these checks, and the last thing he wants is you to \ Move the desk to the basement, and can I have this stapler?'. Wreszcie wywala to wszystko w powietrze: 'I shoulda been at more demonstrations \ Planted bombs in corporations \ Murdered CEO's and cancelled TV shows \ Burned billboards and torn posters \ I coulda read more \ Finally I get to meet this god they left us dead for \ And its ill, its power to the form of a bill \ To which people killed by manipulated free will'. Do tego obdarzonego niezłym magnesem emce may tu jeszcze El-P, Aesop Rock'a, jedną z najgenialniejszych rapperek na świecie, Jean Grae i Insight'a. Wyborny zestaw tekściarzy.
    Dlatego, choć produkcja może być dla niektórych nieznośnym ciężarem, płyty słucha się doskonale, głównie z uwagi na treść, jaką niesie. To świetna, podziemna płyta, przede wszystkim dla fanów brzmienia Company Flow i tego typu hardkorów. Nie jest to album na miarę klasyki, bo jest parę słabszych momentów, ale jest i kilka świetnych. Wszystko to się całkiem równoważy. Niezła płyta.

OCENA: 4+\6


wtorek, 3 grudnia 2013

MT3 - MASSIVE TÖNE

Kopfnicker 2002

Kopfnicker 2002

1. Cruisen    
2. Im Club    
3. Deutschrap 
4. Stress    
5. Traumreise 
6. Wer?    
7. Deutschland, Deutschland    
8. Heisshunger (Creve La Faim)   feat. FREEMAN, KARIM LE ROI   
9. False One?       feat. THIRSTIN HOWL III
10. Mach Mal Lauter    
11. Hitsingle 
12. Im Club - P.F. Cuttin Mix 
13. Laller - DJ Desue Remix
14. Geld Oder Liebe

    Schowi, DJ 5ter Ton i Ju to już bez mała legendarny skład na niemieckiej scenie. Płyta, którą chciałem dziś przedstawić, to ich największy hit, którym zdobyli rynki muzyczne, nie tylko niemieckie, ale i europejskie. Trzeci album składu to jeden wielki hit, produkowany również przez Amerykanów, z ich gościnnymi udziałami. I nie tylko. 
    No popatrzmy tylko na listę producentów. To, że są Ju i DJ 5ter Ton, to oczywiste i wcale nie dziwi. ale poza nimi sporą robotę zrobił tu PF Cuttin z legendarnego duetu Blahzay Blahzay, jest również Yvan ze szwajcarskiej gwiazdy Double Pact - same klasyki gatunku. Dlatego pewnie mamy tu energiczne traki - hymny, klubowe bangery i miażdżące swą siłą kawałki. Są sample, skrecze, czyli wszystko, czego potrzeba, choć każdy kawałek jest zrobiony z duchem czasu i nie zamula. I za każdym razem dostajemy wpadający w ucho refren, nawet, jeśli jest on po niemiecku, to kawałki skonstruowane są tak, że chce Ci się nucić, a nawet szprechać te wersy. Te piosenki to potencjalne przeboje, czego niemieccy hip hopowi puryści nie mogli MT darować, bo po klasycznych płytach, przyszedł czas na atak list przebojów. W końcu 'Cruisen' długo nie schodziło z list przebojów i rotacji w muzycznych telewizjach. 
    Krytyka niemieckich fanów 'prawdziwego' rapu dotknęła również samych emce. Nie dlatego, że są słabi - na poprzednich albumach udowodnili swoją wartość. Tu raczej chodzi o przekaz, który stał się lekko pod publiczkę. Ale tak naprawdę chodziło o 'Cruisin', kosmiczny hit do klubu o jeździe samochodem. Poza nim było tu parę klubowych hitów, które niekoniecznie przypadły do gustu starym fanom, ale za to zdobyły całą rzeszę kolejnych. Ale jeśli zagłębimy się w album, zobaczymy, że Schowi i Ju nie mówią tylko o pustych potańcówkach, ale i poruszają wiele ważnych tematów, jak problem nazizmu i nacjonalizmu w Niemczech, spedalenie rapu w rzeszy i kilka kawałków z bragga. Świetne wrażenie robi gościnny występ Thirstin Howl oraz Freemana z I AM, no i oczywiście wkład w płytę PF Cuttin. Wcale nie jest źle, jak chcą niektórzy...
    Szczerze mówiąc, trochę rozumiem narzekania, ale z drugiej strony to jest naprawdę przebojowa i w gruncie rzeczy zajebista płyta. I sami emce, i goście, i produkcja - wszystko jest mocne, szybkie i energiczne, bez jebania się przez bibułkę. Jak dla mnie, to jedna z lepszych płyt w Niemczech w ogóle, nie tylko w 2002. Bardzo ją lubię i znam bez mała na pamięć.

OCENA: 5\6 


poniedziałek, 11 listopada 2013

PAINTBRUSH TONGUE - TRIBESMEN

wydanie własne 2002

1. Intro        
2. The Gallery        
3. Cherry Rap     feat. KAOTNY       
4. That's Nasty        
5. Unworthy Competition        
6. 100 Lashes        
7. Boiling Water        
8. Being Green      feat. KAOTNY   
9. Judas        
10. Raw Loop With Static        
11. Drop A Line        
12. Lead        
13. Seeds        
14. New Day

    The Tribesmen to czterech rapperów z Kanady: Abdul The Butcher, Yatil Hassan, Atrocity El Bilal, Bahkrah. Tyle wiem, bo tyle jest o nich na okładce. Ta płyta, chyba jedyna w ich dyskografii, została wydana ich własnymi środkami. To swoista podróż w głębię podziemi Kanady.
    To zespół producencki The Arkeologists jest odpowiedzialny za brzmienie płyty. A brzmienie owo jest bumbapowe, z ciężkimi perkusjami i głębokimi basami. Klimat płyty cofa nas dobre 7 lat wcześniej, przed wydaniem tego krążka. W zasadzie słuchając płyty masz przemożne wrażenie, że to jedna z płyt z kręgu Wu, bo brzmienie jest wysoce inspirowane atmosferą wczesnych i podziemnych wydawnictw spod znaku Wu. Są to ciężkie podkłady, w większości agresywne i szybko toczące się przez uszy, ale mające moc i oparte na fajnych, jazzowych i soulowych samplach. Niezły, podziemny rap. 
    Każdy z emce jest wprawdzie inny i ma wyróżniający się styl, ale każdy wyraźnie inspiruje się gwardią podziemnego Wu Tang. Jeden z rapperów jest wręcz mieszanką Ol' Dirty Bastarda z Biz Markie'm (w sumie to ODB nigdy nie ukrywał fascynacji Bizem, więc wychodzi na to, że to kopia ODB)! Kanadyjscy rapperzy są zdecydowanie pod silnym wpływem Wu, nie tylko stylistycznie, ale i tekstowo i stylowo. To ciągła wojna, nie tylko w okopach, ale i między murami miasta, a także z majkiem w ręku, zamiast karabinu. Wojna z systemem, z kiepskimi emce, z niesprawiedliwością, z gównem życia...
    Wszystko tu jest fajne, trzask winyla, ciężkie sample, klimat Złotej Ery, ale... Stylistyka jest żywcem zerżnięta z Wu Tangu, co nie wychodzi na plus, bo płyta jest wtórna i mało oryginalna, zwłaszcza, że wyszła w 2002 roku - nawet jeśli była nagrana te 2-3 lata wcześniej. Album, sprzedawany raczej na ulicy, niż w sklepach, i tak się rozszedł i choć nie kojarzę innych projektów Tribesmen'ów, to w Kanadzie nadal wspominają tę płytę raczej ciepło. Ale to już było...

OCENA: 4-\6


czwartek, 7 listopada 2013

RETURN OF THE B-IZER - JT MONEY

Crunk City 2002

1. Intro  feat. BOBBY BROWN, MALIK         
2. Come Clean         
3. You My Ho      feat. KYMISTRY   
4. Why Cross 'Em    feat. NUTT    
5. Good Side Of The Game     
6. Run Da Yard          
7. Sure Shot Baby   feat. KENNY BROWN         
8. Chevy Game       feat. NUTT   
9. Booty Phone     
10. What Y'All Want         
11. Who's Fuckin' Yo Ho          
12. Get Ya Own Money          
13. Cutt You     feat. NUTT    
14. Boy Hush     feat. REDD        
15. Pimp Shit   feat. KYMISTRY       
16. Shake Somethin'         
17. Hood Thangs          
18. Mama Dearest    feat. WAYNE        
19. What You See    feat. MR. NILES        
20. Outro

    Po roku nieobecności na scenie, JT Money powraca ze swoim trzecim albumem. Na jego nieszczęście, album wydany został przez niewielka wytwórnię i w zasadzie przepadł na rynku, nie osiągając nigdy sukcesu grupy JT, Poison Clan, ani jego pierwszej solowej płyty.     
    To nie jest to samo, co na pierwszej płycie, ale tym razem producenci Lawrence King, Danny Elfman, Cleveland Bell i Natural dali również całkiem niezły bass funk z dużą ilością hajhetów i sporą dawką funkowych brzmień. Bitmejkerzy trzymają się kanonów z Florydy, łącząc je z southern bass, dzięki czemu otrzymujemy fajne, bujające podkłady, z których większość nadaje się do fury albo wręcz do klubu. Często wykorzystywane są chwytliwe refreny, poparte damskim śpiewem i to wszystko bardzo wpada w ucho i kołysze głową. Nie jest to żaden geniusz muzyczny, ale bity brzmią po prostu fajnie, zwłaszcza, kiedy wzięty jest na warsztat klasyk Bootsie Collinsa 'I'd rather be with you' w kawałku 'Cutt you'.
    JT Money ma niezły głos i taki wyluzowany flow, ale daje swe rymy zdecydowanie i ten jego niski, chropowaty wokal ma sporo charyzmy. Za to o czym mówi jest... frywolne, że tak to ujmę. Większość numerów oscyluje wokół dupy, od świetnego, wejściowego 'Come clean', przez absolutny banger klubowy 'Boy hush', aż do wspomnianego już 'Cutt you'. Weźmy te wersy 'I hope you choose happiness 'cause I like to have fun \ I live this life to the fullest plus I only got one \ and I would hate for you not to be apart of it \ you look and smell so good, I'm sure that I'll love it \ that's why you got what I want, and baby I want it \ I'm trying to own it and get my name tatooed on it \ see I don't settle for less, and you look like the best
you got dat chronic Miss Thang, them other chickens will stress' - JT jest prawdziwym pimpem i stara się to udowodnić na każdym kroku, bajerując panny i opowiadając o przyjemnościach związanych z seksem w jego wykonaniu. Poza jego alfonsiarskimi zapędami, mamy tu trochę tekstów w stylu 'żyć i przetrwać na dzielni', ale tego jest doprawdy niewiele. Wszystko za to podane jest w nieco filozoficznym sosie, co czyni teksty o dziwkach dość... intrygującymi. Goście, zaproszeni na płytę głównie śpiewają, zresztą, nie są oni zbyt znani.
    Ja wiem, że 'Pimpin On Wax' to płyta uważana za klasyka zupełnego, ale i temu albumowi nic nie brakuje. Fajowe, funkujące podkłady na typowych dla Miami bitach, dobry JT Money na majku i mamy dobrą płytę z Florydy. JT to godny uczeń swego mistrza, Luke Skyywalkera z The 2 Live Crew i potrafi gadać o cipkach w bardzo ujmujący sposób. Lubię.

OCENA: 4+\6



piątek, 4 października 2013

Шагаем в ногу - Южный Централ 54

CD Land 2002

1. Intro
2. Шагаем в ногу feat. Белый Парень
3. Южный Централ    feat. BANITA, SENIORITA
4. X Girlfriend    feat. BANITA
5. Сума-Серёга    feat. BANITA
6. Технологии И-нета    feat. CYBER
7. Вы гоните... (skit)
8. Шоу Biz
9. Мусорская совесть feat. Надюша
10. Только к ней feat. ARSEN (skit)
11. Дорога к ней
12. Черёмушки
13. Памяти B.Marley    feat. SENIORITA, Белый Парень, PASE (Live)
14. 17.09.2001 г. (Real)
15. Мама    feat. Настенька

    Jużnyj Central 54 działa w ukraińskiej i rosyjskiej rap grze już od 2000 roku, kiedy to wygrali rapowy konkurs w Moskwie. To trzech kolesi: Czernyj Princ, Arsen i Joat Mier, których jest to czwarty album, a co ciekawe, trzeci w 2002 roku. 
    Grupa jest zupełnie samowystarczalna, dlatego produkcje również robią sami sobie, choć sporo wniosła tu pomoc Master Szeffa z Bad B.Alance, który nieco wypromował grupę i pozwolił się im rozwinąć. Dzięki tej współpracy mamy tu hip hop, który, przynajmniej muzycznie, cofnie nas do Złotej Ery, do funkowych sampli, jazzowych wajbów, czasem nawet nieco g-funkujących syntezatorów. Sample potrafią nas czasem zaskoczyć rosyjską poezją śpiewaną, czy podobnymi klimatami. Ale mamy tu nie tylko sample, chłopcy potrafią dać partie żywego pianina, czy wręcz solówki na rozmaitych klawiszach, jak np. w Черёмушки ('Czeriomuszki' - dzielnica Moskwy). Brzmi to całkiem nieźle i jest urozmaicone, bo mamy tu spójny przekrój przez czysty hip hop - od klasycznego, przez nieco ambientowy, do jazzowo-funkowego i regałującego w kawałku poświęconym Marley'owi, Памяти B.Marley.
    Cziornyj Prins mikrofona ma nieco zdarty głos i ekspresyjny flow. Joat Miet jest równie emocjonalny, ale z nieco gładszym głosem. Nieco inaczej słucha się rapu po rosyjsku, bo nie jest to język tak płynny, jak angielski, czy nawet francuski, ale nie znaczy to wcale, że to kiepska akcja. Rosyjski ma swoją specyfikę i też nadaje się do rapu i Czarny Książę oraz Joat wykorzystują ją bardzo dobrze. Wraz z ich głosami ładnie współdziałają żeńskie głosy w refrenach, nie przeszkadzają goście rymujący. A tematy na płycie są bardzo różne: od kobiet - czy to dziewczyn, czy mamy, przez lokalne hymny (Южный Централ), internet, czy muzyka i szeroko pojęta scena w tytułowym Шагаем в ногу (Szagajem w nogu - Dotrzymujemy kroku) albo Шоу Biz (Show Biz). Znalazł się tu nawet trak opiewający legendę muzyki, Boba Marleya. Jest ciekawie i nieźle stylistycznie.
    Jakoś bardzo sobie wziąłem do serca ową obietnicę prezentacji sceny rosyjskojęzycznej - na jakiś czas może dość. Ale myślę, że wyraźnie widać, że Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini mają niezły potencjał na majkach. Dowodem na kreatywność i prawdziwą pasję do hip hopu widać na tym albumie. Pionierzy ukraińskiej sceny otworzyli granice i są równie popularni w Rosji (może nawet bardziej), niż u siebie w kraju. Może dlatego, że nie rymują po ukraińsku. Tak, czy owak, warto sprawdzić ten album. Fajny.

OCENA: 4+\6  


poniedziałek, 15 lipca 2013

A NEW WAY OF THINKING - SKHOOL YARD

Threshold 2002

1. Sy Intro
2. Rap Moguls
3. Cigar Splittas
4. Rollin'
5. Fashion Show
6. Days Of Our Lives
7. Sit Back And Chill
8. Yard Style
9. Rap Moguls (Instrumental)
10. Cigar Splittas (Instrumental)
11. Rollin' (Instrumental)
12. Fashion Show (Instrumental)
13. Days Of Our Lives (Instrumental)
14. Sit Back And Chill (Instrumental)
15. Yard Style (Instrumental)

    Nazwa zespołu pewnie nie mówi zbyt wiele większości fanów, ale kiedy okazuje się, że w tym zespole maczał palce Planet Asia, wszystko powinno byc jasne. Wraz z nim rymuja tu Kubiq, Shake i Supa Supreme i jest to płyta, choć jedyna w tym składzie, mająca wiele szacunku na podziemnej scenie Kalifornii. 
    Powiem szczerze, że produkcja na tym krążku to niejaki majstersztyk. Wprawdzie od dawna wiadomo, że Kut Masta Kurt, Joey Chavez i Protest świni spod ogona nie wypadli, ale tutaj dali świeże, klasycznie zorientowane bity, które tworzą nie tylko tło dla emce, ale są równorzędnym partnerem dla rapperów. Dodatkowym kąskiem są owe instrumentale, dołączone jako 'strona b', choć daje nam to tylko 8 prawowitych traków. Ale lepiej mniej i dobrze, niż nawalić wypełniaczy i cieszyć się 20 kawałkami, z których nawet połowy nie da się słuchać...
    Wszyscy rapperzy współpracują zazwyczaj z Planet Asia, choć Kubiq, jako chyba jedyny, ma na swoim koncie solowe albumy. Ciężko stwierdzić, który z nich jest lepszy - wiadomo, że najwięcej fejmu ma Planet Asia i w zasadzie on wiedzie tu prym, ale ani Shake ze swoim chropowatym stylem, ani jadący ze swoim charakterystycznym, pokrzykującym lekko flow Supa Supreme, ani podziemny Kubiq nie odstają od bardziej znanego kolegi. Cała płyta to zabawa słowem, bragga i rymy bitewne, i nawet jeśli chłopaki dotykają nieco poważniejszych tematów, jak w 'Days of our lives', to i tak kończy się na jednym. Pół godziny rymów, pół godziny instrumentali wydaje się fair. Bez wielkich szaleństw technicznych, po prostu siedem kawałków z popisem skillsów.
    Fajna jest to płyta, Planet wzbogacił brzmienie rymami kolegów, wziął bity od naprawdę dobrych producentów i razem wysmażyli doskonałą, podziemną płytę. Ok, są momenty lepsze, są nieco gorsze, ale nawet te słabsze kawałki ('Sit back and chill') są po prostu niezłe. Planet Asia zawsze na propsie, Skhool Yard warte sprawdzenia przez wszystkich, którzy lubią klasykę i podziemne, kalifornijskie rymowanie.

OCENA: 5-\6


niedziela, 23 czerwca 2013

TRU DAWGS - C-MURDER

Riviera 2002

1. Intro
2. I'm A Baller   feat. T-BO, XL
3. Dogged Her Out   feat. SNOOP DOGG
4. Ain't No Pimpin'   feat. CHAN, STORM
5. Water Whipped   feat. SOULJA SLIM, THE CUTT THROAT COMMITTEE
6. Where The Party At?  feat. MASTER P, SILKK THE SHOCKER, KRAZY, BASS HEAVY
7. This Or That  
8. Respect My Mind   feat. T-BO, MALACHI
9. Just Like That   feat. KEITH MURRAY
10. They Wanna Pay For It   feat. MIA X
11. Tru Dawgs   feat. WANGO
12. That Ain't Right   feat. CURREN$Y, XL
13. Soulja Down   feat. TRE-NITTY
14. What's The Reason?    
15. Front Line Homies    feat. BIZZY BONE
16. Got It On My Mind    feat. JUNIE BEZEL
17. How A Thug Nigga Likes It     feat. DA BRAT, JD

    C-Murder to jeden z kuzynów Mastera P, podpora jego słynnej wytwórni No Limits. Mówiło się, że to prawdziwy talent, ale przygnieciony czołgiem swego kuzyna i nie ma miejsca rozwinąć skrzydeł. Pewnie dlatego odszedł z NL i zaczął wydawać płyty w innych wytwórniach, choć naturalnie nie rozwiązał stosunków z rodziną. Jego piąta płyta, 'Tru Dawgs' to ostatni krążek na wolności - zdaje mi się, że za morderstwo drugiego stopnia (zastrzelił niechcący dzieciaka po koncercie) ma dożywocie...
    Kto ogarniał czasy świetności No Limits pewnie będzie kojarzył część z tych producentów, jak Carlos Stephens, XL, czy LT Hutton. Reszta to nowe nabytki: Danny Cartel, Ezell Swang & S. Bear (producenci r&b), Bass Heavy i stary wyjadacz z południa, Supa Dave. Czy zmieniło się wiele? Nie bardzo. Owszem, słychać progres, ale wszystko opiera się na podobnych schematach, co zawsze. Syntezatory, plastikowe brzmienia, cykające (już rzadziej!) perkusje i oklepane do bólu patenty (jak np. w 'They wanna pay for it). Zgadza się, wszystko jest zdecydowanie dla fanów brzmienia Mastera P i koleżkowców. Kawałki są szybkie, energiczne, bez zbędnego przynudzania. ale muza jest po prostu przeciętna i wtórna.
    Wprawdzie C żali się, że chcą go zamknąć, bo jest bogatym czarnuchem, ale to nie do końca prawda. Jest zwyczajnym bandziorem i tyle. Pobicia, napady, morderstwo ciągłe utarczki z prawem sprawiają, że jest 'prawdziwy' na ulicy, ale na pewno nie oszałamiająco bogaty. Zresztą, po co mu kasa, jak i tak resztę życia spędzi w pierdlu? Zaraz, on nawet nie wystepuje w części tych kawałków! Stąd tyle gości: od kolesi znanych z czasów No Limit, włącznie ze Snoop Doggiem, przez Keitha Murray'a, Bizzy bone z Bone Thugs & Harmony, aż do Da Brat i Jermaine Dupri. To wszystko mają być 'tru dawgs' C-Murdera, najszczersze psy sfory. Mamy uliczno-militarną stylistykę (Wango i Bizzy), mamy bragga (Keith Murray), mamy coś o pannach, alfonsach i zbójach (sporo). Coś noewgo? Nic. Niektóre kawałki wzięte wręcz z innych płyt (np. 'Front line soldiers'). 
    Może i C był jednym z najlepszych rapperów u Master P, ale ta płyta to czysty przypadek, poskładana chyba nawet bez jego większego udziału, ba nawet w większości nagrana bez samego zainteresowanego! Znajdzie się parę (około trzech) lepszych traków, ale tak na dobrą sprawę, ta płyta to strata czasu. Już 'Bossalinie' była sto razy lepsza. Wypociny na siłę.    

OCENA: 2+\6


wtorek, 19 marca 2013

EVIL SIDE GANGSTAS - SNOOPY & VILLAIN

2002

1. Intro (805 Live) 
2. Evil Side Assasins
3. Welcome
4. We're Back 
5. Around Here    feat. MADOGG, HAVIK
6. This Is How We Do It 
7. When A Soldier Dies (That's Life) 
8. Born and Raised
9. I want to go home 
10. Chronic Break
11. Always Gettin' High 
12. Mission 
13. Evil Side 
14. We're The Ones 
15. So Much Pain

    Chicano rap, czyli rap latynoski w USA, to doprawdy ewenement. Oczywiście, mamy tu i Cypress Hill, czy Delinquent Habits, ale z drugiej strony wydało płyt tyle beztalencia i bezguścia, że wypada tylko złapać się za głowę. Snoopy i Villain to dwóch ogromnych Latynosów prosto z ulic Santa Barbara, którzy jakimś sposobem dostali się do gry i wydali ten album...
    Ok, muzycznie nie ma się zupełnie do czego przyczepić. Prawdziwy hardkorowy g-funk: mocne perkusje, ciężki bas przy samej ziemi, funkowe sample, vocodery i moogi na wokalach - takie ciężkie pierdolnięcie pomiędzy rozwiane palmy plaż St. Barbara. W zasadzie muzyka jest tutaj najlepszą rzeczą, jaką znajdziemy na albumie - sprawdź bit do np. 'Around here', 'We're the ones' czy 'Mission'.
    Za to wrażenie psują Snoopy i Villain. Kurważ mać, jak do tego stopnia można nie umieć rymować? I jakim cudem ktoś to wydał? Grozili wydawcy pistoletami, czy jak? O ile jeszcze rymują po hiszpańsku, da radę jako tako, ale kiedy wkracza angielski... Madre Mio! Języki się plączą, nie trafiają w werble, ciężko zrozumieć w ogóle, o czym seplenią... Zresztą, po chuj tu coś rozumieć, kiedy jebią takie pierdoły, że przedszkolak byłby zażenowany poziomem poezji ulicznej. Szkoda się tym zajmować.
    Żeby na tych bitach zarymował ktoś, kto umie i nie zawiązuje mu się język na angielszczyźnie, to byłby porządny album westcoastowy. A tak, w ogóle ciężko to przebrnąć do końca, bo kolesie się tak męczą na majkach, że masz ochotę skrócić ich cierpienia i wyłączyć jak najszybciej. Osobiście nie znajduję usprawiedliwienia dla wydania takiego albumu. Najlepszą reklamą jest to, że duet nie wydał już nic więcej - niestety, wyszło parę solówek... Choć nie powinni wydać nawet tego jednego... No dobra, te następne albumy są nieco lepsze...

OCENA: 1\6

poniedziałek, 11 lutego 2013

PROMO - JUANINACKA

nielegal 2002

1.Algo de mi
2.1 2 3 4
3.Somos como tu   feat. JUANMA
4.Poniendo y quitando
5.Casas de cal
6.Triunfos personales a veces

    Jeśli komuś jest bliska scena hiszpańska, zapewne kojarzy grupę z Sewilli pod tytułem La Alta Escuela. Jeśli, nie, to musicie na słowo uwierzyć, że taka była. Jednym z jej członków był właśnie Juaninacka, który w 2002 roku postanowił iść drogą solowego emce i ten minialbum jest początkiem jego kariery.
    Po rozpadzie La Alta Escuela, rapperowi pozostała współpraca z DJ Randy'm, z którym do spółki wykonali tę płytkę. Jak sama nazwa byłej grupy mówi: 'Stara Szkoła', należy się spodziewać tutaj zdecydowanie klasycznych brzmień i sporej ilości skreczy Randy'ego. I do tego nie są to bity zwyczajnie posamplowane w loopy, ale bardziej hardkorowe kawałki, oparte głównie na motywie pianina i ciężkim bicie.
       Obecnie Juninacka jest chyba najbardziej rozpoznawalnym emce z La Alta Escuela w Hiszpanii - no, może zaraz po Tote King, a przynajmniej na równi. Rymuje on lekko poza bitem, a pamiętać należy o tym, że w Hiszpanii offbeat jest całkiem popularnym stylem rymowania - odwrotnie, niż w Polsce. 'Es rap real, autenticos b-boys sin bozal' - tak mówi o swojej muzyce sam Juan i jest to faktycznie prawdziwy rap, bez kagańca, bo rapper mówi nie tylko o rzeczywistości na sewilskich blokowiskach, ale również chwali się swoimi skillsami, często nie przebierając w słowach. Jego teksty nasączone są różnorakimi wpływami fantasy i science fiction, odnośnikami do historii i wymagają niezłej znajomości hiszpańskiego. Ale warto zgłębić teksty.
    Pierwsza solowa taśma Juaninacka to kąsek dla fanów 'prawdziwego' hip hopu, hardkoru w stylu nowojorskiego podziemia. 'Promo' to doskonała promocja rappera startującego ze swoją solową karierą. Ja w ogóle jestem fanem hiszpańskiego rapu i Juan jest jednym z ciekawszych jego przedstawicieli. Polecam zgłębienie iberyjskiej sceny, bo jest wyśmienita, co postaram się udowodnić w przyszłości.

OCENA: 5-\6


środa, 19 grudnia 2012

FROM DA ROOTA TO DA TOOTA - FIELD MOB

MCA 2002

1. K A N   
2. Nothing 2 Lose   feat. SLEEPY BROWN, SLIMM CALHOUN
3. Don't Want No Problems 
4. Bitter Broads (Interlude) 
5. Sick of Being Lonely   feat. TORICA
6. Where R U Going   feat. JOI
7. It's Hell    feat. OLE-E
8. Converhation (Skit)
9. Haters    feat. TRICK DADDY
10. Hit it for Free    feat. MR. KANE
11. Kuntry Cooking (Skit) 
12. Betty Rocker 
13. Cut Loose 
14. All I Know    feat. CEE-LO GREEN
15. Sick of Being Lonely (Dirty South Mix)   feat. TRINA, TORICA

    Jestem średnim fanem rapu południowego, ale są zespoły, które rozkładają mnie swoim stylem i uwielbiam ich płyty. Shawn Jay i Smoke z Field Mob robią taki korzenny, wsiowy rap. 'From Da Roota To Da Toota' wyszło dwa lata po ich debiucie '613: Ashy To Classy', który narobił sporo szumu, nie tylko na południu, ale w ogóle oczy amerykańskiej (i nie tylko) społeczności rapowej zwróciły się w kierunku wsiowych klimatów stanu Georgia.
    Niekoniecznie trzeba znać producentów płyty: to JD. Lakes, Jazze Pha, Marques Darling, E-Bo, Guy Wes - ale i tak chuj one komukolwiek powiedzą - no, poza Jazze Pha, który zrobił tyle hitów, że byłbyś w szoku, ile z nich znasz... Jaką muzykę mogą pompować chłopaki z południowych wsi Stanów? Naturalnie, że typowo południową. Nie mówię tu naturalnie o plastikowych klawiszach rodem z No Limit, ale prawdziwie południowym rapie: głębokich basach, ciężkim funku i chórkach. Domyślam się, że większość ludzi nie odróżnia crunk od bass music, czy southern raps albo nie widzi różnicy między No Limit, Cash Money Millionaires, a 9th Ward, ale... Różnica jest i tu mamy właśnie południowe granie. Dodam, że bardzo przyjemne.
    Obaj emce mają dość specyficzne podejście do majka. Ich flow i styl są przez to bardzo łatwo rozpoznawalne i wyraźnie słychać, że to Field Mob jadą (czy raczej płyną) po bitach. A płyną na różne tematy, najczęściej społeczne, odnoszące się do sytuacji Czarnych w USA - nie tylko teraz, ale i za czasów niewolnictwa. 'Nothing 2 lose' to swego rodzaju rozprawa z 'czarną' (jakie to dwuznaczne!) historią afrykańskiej ludności na amerykańskim gruncie. Ale nie tylko to: narkotyki, bieda, , tzw. 'black on black crime' to standardowe tematy, poruszane przez chłopaków. I wprawdzie największym hitem z płyty był 'Sick of being lonely' (prod. właśnie Jazze Pha!), to są tu dużo lepsze kawałki, niż singlowa komercja. Niezłe, bujające podkłady i dowcipne i inteligentne teksty: np. 'Hit it for free, 'Haters'.
    Grupa Field Mob jest w Polsce nieco przespana, chociaż drugiej strony zdaję sobie sprawę, że mało tu fanów południowego grania. Nie szkodzi, płytę warto sprawdzić tak, czy siak. Nie jest szczególnym majstersztykiem, jest po prostu dość porządną płyta z południa - choć ja wolę ich inne wydawnictwa.        

OCENA: 4-\6


sobota, 10 listopada 2012

ESCAPE FROM MONSTA ISLAND - MONSTA ISLAND CZARS

Rhymesayers 2002

1. What's The Name Of This Place?
2. M.N.Y.A.
3. Fuck Y'all Niggas
4. Witchcraft
5. 1,2 . . .1,2
6. Scientific Civilization Skit
7. Mic Line
8. Poizon Windz
9. Under Pressure
10. Became A Monsta
11. There's A Legend Skit
12. Out My Mind
13. Warning
14. Make It Squash!
15. Gunz N Swordz
16. Sumthin' To Prove
17. Live Son of A Bitch Skit
18. Comin' At You
19. Take Control
20. Escape From Monsta Isle

    Nie ma nic takiego jak Wyspa Potworów! Nie? Ależ jest - to jedna z nowojorskich wysepek i to zasiedlona nie przez byle kogo! Na wyspie mieszka MF Doom aka King Ghidra, Kwite Def aka Kamackeris, Kong, Tommy Gunn aka Megalon, Rodan aka Dr. Moreau, King Ceasar aka X-Ray, Spiega i Gigan - przynajmniej trzech z nich powinno być doskonale znane fanom podziemnego rapu z NY.
    A podziemny rap z NY oznacza zazwyczaj klasykę, zwłaszcza, jeśli MF Doom zabiera się za produkcję. Tu wspomaga go jeszcze X-Ray. Daje nam to świetnie wycięte sample, oldskólowe perkusje - wszystko to daje niezwykle zacne brzmienie, które może stanowić świetną odtrutkę na wszelkie drejki i inne popłuczyny. Konkret, zwłaszcza, jeśli sprawdzimy bit do chociażby 'Warning'. Bomba! 
    Największą osobowością, bo nie powiem gwiazdą, jest tu zdecydowanie MF Doom, który ma pomysły, świetny flow i teksty, które trzeba przetrawić. Niektórzy z pozostałych rapperów są lepsi, niektórzy średni, ale wszyscy trzymają poziom. Rodan jedzie po bicie zupełnie nie zwracając uwagi na werble czy taktowniki. Megalon ma fajny głos i niezły skill. Kwite Def jest ostry i ma dość agresywny styl. Inni pojawiają się rzadziej - w góra trzech kawałkach. Przy takiej ilości emce wiadomo, że poziom będzie zróżnicowany  i niektórzy pojadą lepiej, niektórzy mogą wypaść gorzej, ale M.I.C. postarali się raczej o trzymanie poziomu - czy raczej pionu. 
    To jest płyta, której fani prawdziwego rapu, tego podziemnego i niekomercyjnego, nie powinni sobie odpuszczać.  Trochę brakuje jej do klasyka, ale zdecydowanie zbyt wiele osób przespało ten krążek i warto do niego wrócić. Nic nie stracił ze świeżości, a wręcz przeciwnie - jest takim kołem ratunkowym w tych plastikowych czasach.

OCENA: 5\6