RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 czerwca 2014

SE ACABO EL ROMANTICISMO - SHUGA & LOREN

Nunca Pisa Freno 2008

1. Se acabó el romanticismo 
2. Seré quien quiera ser 
3. No te fies 
4. Corazones y cadenas
5. Se les ve venir de lejos    
6. Por entonces
7. Graffiti con ritmo    
8. Bonus Track

    Shuga Wuga to jedna z czołowych rapperek hiszpańskich, nagrywająca dobre 15 lat i mająca na koncie kilka albumów solowych i parę w duetach. Jednym z nich jest kolaboracja z Lorenem, z którym jako Banda Acha nagrali ową epkę, którą mamy przed sobą.
    Za całość tej, skądinąd krótkiej produkcji, odpowiedzialni są w zasadzie tylko dwoje ludzi: Aerreese i Nikoh E.S. Mając do dyspozycji muzyków sesyjnych z żywą perkusją i saksofonem, stworzyli razem bardzo fajny klimat hip hopu klasycznego, zagranego z jajem częściowo na żywo, częściowo z użyciem sampli. To bujające, energetyczne podkłady, które sprawią, że nie usiedzisz zwyczajnie na tyłku, bo noga będzie podskakiwać, a głowa się kiwać. Jeden numer jest zupełnie instrumentalny, pokazujący możliwości, wynikające z mieszania muzyki studyjnej z instrumentalistami: to 'Graffiti con ritmo'. Świetną robotę czyni tu również DJ Renf, znający doskonale swoją powinność za talerzami z wosku. To tylko pół godziny muzyki, ale jest w niej coś, co sprawia, że masz ochotę do tego wrócić.
    Loren  jest bardzo sprawnym rapperem, który przyspiesza i zwalnia w razie potrzeby, atakuje cię kaskadowymi rymami i bezustannie płynącym flow, w którym na szczęście moduluje głos, tak, że wszystko nie zlewa się w jedną papkę. Shuga natomiast jest chyba najlepszą hiszpańską rapperką, może obok Ari - na pewno najbardziej wszechstronną. Bo Shuga ma również, poza sprawną techniką, śliczny głos i potrafi zaśpiewać w refrenie, pociągnąć rym wyżej melodyjnie, ale również umie przyspieszyć i się nie potknąć. Słucha się jej z dużą przyjemnością. O czym rymuje duet? Sporo miejsca zajmują relacje międzyludzkie - nie tylko uczuciowe, ale też takie zwyczajne, życiowe. Do tego trochę bragga, gościnne wejścia emce z Banda Acha: Revil i El Casino i mamy całokształt.
    Hiszpańska scena rap jest według mnie jedna z najciekawszych na świecie. Mają świetnych producentów, emce i wiele z płyt które posiadam, są naprawdę genialne, a mało znane poza granicami półwyspu Iberyjskiego. A szkoda. To jednak z tych zabójczych płyt, które uwielbiam i mogę do nich wracać ciągle. Jedna z najlepszych produkcji w Hiszpanii.      

OCENA: 6\6


środa, 18 czerwca 2014

BIRTH OF AN MC - MR. 44

Hustle Nations Ent. 2008

1. My First Love
2. The Birth Of An MC
3. Lyrical Alphabets 2
4. It's My Time
5. Midwest G's    feat. NICOTINE
6. The Illest MC 
7. Letter To The Lord feat. TIANA MARIE
8. 44 Bars
9. Ask About Me
10. Ten Rap Commandments
11. My Home
12. Chemistry   feat. CHA-CHA

    Pewnie nikt kolesia nie kojarzy. Niedobrze, bo w środkowych Stanach Mr. 44 określany jest jako cudowne dziecko mikrofonu, dwa lata temu otrzymał nagrodę Ohio Hip Hop Award dla tekściarza roku, a Underground Music Awards przyznała mu nagrodę za najlepszą piosenkę. A nie są to jego jedyne nagrody. Chłopak z Cleveland jest w grze już z 15 lat i wydaje albumy tylko podziemnie - wszystko z miłości dla hip hopu.
    Jak to często bywa ze świetnymi tekściarzami z podziemia, z muzyką dla nich jest bardzo różnie. I tak jest właśnie tutaj. Producenci o ksywkach, które nic nikomu nie mówią (Deep, Phatty Banks), zrobili mocny misz-maz stylowy. Zresztą, pewnie 44 dobrał takie bity, jakie mógł wyciągnąć od osób współpracujących z Hustle Nations. Trochę zachodniego funku, trochę mocniejszych bitów rodem niczym z New York lub New Jersey, trochę nijakich bitów pseudoartystycznych. Kiedy bitmejkerzy nie starają się wypaść ultra ambitnie i robią zwykłe traki, oparte na samplach, z ewentualnymi dogrywkami instrumentalnymi - brzmi to całkiem, całkiem, jak w 'Ten Rap Commandments', czy 'Lyrical Alphabets 2'. Ogólnie - muzycznie jest średnio.
    Na szczęście to płyta od Mr. 44, który jest naprawdę niezłym emce. Sam o sobie mówi, że ma 'east coast swag, flow from the east, down south character, damn I'm so street'. I ciężko o lepszą charakterystykę. Słychać u niego wpływy każdego z wybrzeży, potrafi pojechać równo z bitem, potrafi jednak również przyspieszyć i wejść w swoisty zaśpiew rodem z Cleveland. Przy tym potrafi opowiadać w sumie na każdy temat: od osobistej prośby \ żalu do Boga, przez sytuację na ulicach miasta, do zwykłego, acz kąśliwego bragga. Poza Nicotine, w gościnie występują tylko wokalistki - zresztą album to niecałe 40 minut, więc czas wystarczający dla uzdolnionego rappera, aby wypełnić wszystkie wersy sobą...
    Jak wspomniałem, album jest dość krótki i choć Mr. 44 jest niezły, to całość, wraz z przeciętną muzyką, robi mało oszałamiające wrażenie. Płyta do sprawdzenia skillsów Mr.44, ale tylko tyle. Nie jest to bardzo słaba pozycja, ale przecież jest tyle lepszych albumów, nie tylko w '08, ale ogólnie.

OCENA: 3+\6 


sobota, 12 kwietnia 2014

CAME TO REPRESENT - GEE JAY

NGU 2008

1. Intro         
2. We Came to Represent     feat. RAEKWON   
3. Fresh    feat. DAP-C    
4. Say Something          
5. Stylin On Em    feat. SYNDROME    
6. Respect    feat. SWIFT 89, SABOTAWJ
7. Hip Hop Soldier     
8. Impossible    feat. KID RAD   
9. Mentally Unstable    feat. DAP-C, MC BEADS
10. How Many MC's?    feat. CANIBUS    
11. This is My Club Song      
12. Heart Attacks 
13. Straight Spitting         
14. Outro          
15. Unlisted    

    Jakiś czas temu dostałem paczkę płyt z Anglii. Wśród albumów był właśnie Gee Jay - z wyglądu na okładce, taki sobie małomiasteczkowy chłoptaś, reprezentujący tę brytyjską modę w rapie, żeby robić go po hamerykańsku. ale przyjrzałem się okładce uważniej, bo zakuły mnie w oczy nazwiska... Raekwona, Canibusa, czy brytyjskiej gwiazdy, Kid Rad. Co oni wszyscy tu robią, do diabła? 
    Nie mam pojęcia, kto to produkował, bo albumy sygnowane tagiem British Hip Hop są wydawane bardzo oszczędnie. Część zrobił na pewno niejaki Mike S. W większości to nowocześnie zagrane, syntetyczne podkłady - takie mocno bangerowe, do klubu i na imprezę, choć z zacięciem ulicznym. Nie powiem, że to są bity, jakie rozruszają tłumy - zwyczajne bity wieku XXI, choć znajdą się tu podkłady, które są dość fajne - zwłaszcza 'We came to represent'. Jednak wykorzystywanie głównego motywu z Mission Impossible jest tak oklepane, jak zad kobyły. Muzycznie jest to album przeciętny, inspirowany mocno amerykańskim hip hopem - nieco sampli, sporo klawiszy syntezatora - to wszystko było.    
    Młody Gee nie jest w tym wszystkim najlepszym wokalistą. Ma typowo biały wysoki głosik, co gorsza, próbuje rymować po amerykańsku ze swoim brytyjskim akcentem - brzmi to miejscami dziwacznie. W rezultacie mamy tu swoistą pulpę liryczną, bez żadnych wzlotów - większość tekstów zajmuje raczej średnie półki w przeciętnym sklepie. Przyzwyczajeni do brytyjskich ekwilibrystyk werbalnych na połamanych grajmach, GeeJay brzmi jak z innej planety, zwłaszcza, że teksty Gee oscylują cały czas wokół bragga, reprezentowania stylu i techniki i rymów bitewnych. Niestety, rapper ma za mało charyzmy i skillsów, aby zniszczyć większość konkurencji, bo zbyt często jego rymy opierają się o banały: 'I told ya, I'm a hip hop soldier'. Nie pomogą tu nieco oszukane występy gościnne wielkich nazwisk. Raekwon zaszczycił kawałek jedynie refrenem, Canibus zaś dał porządną zwrotkę w swoim stylu. Z pozostałych gości wyróżnia się Syndrome - choć przede wszystkim swoim charczącym wokalem. Swift89 jest tu chyba najlepszym Brytyjczykiem, bo Dap-C jest dość podobnym, choć nieco lepszym rapperem, niż Gee. 
    I co? Był potencjał, mógł być hit, ale czegoś tu zabrakło. Głównie dobrej produkcji i dobrego rappera, bo wszystko tu jest przeciętne. Co więcej, wkurwiłem się lekko, czekając na zwrotkę Raekwona, a on zrobił tylko kilka słów - ten szum medialny. Zatem mamy zwyczajną płytę brytyjską, która ani nie wnosi jednak żadnych kolaboracji, ani wartości. Można jej posłuchać, bo nie jest taka zła, ale nie jest to dzieło, do którego wracałbym często.

OCENA: 3+\6 


wtorek, 8 kwietnia 2014

I CAN'T TAKE NO MORE VOL. 2 - RAP P

Black Flag 2008

1. Intro
2. They wanna know
3. It's nothing
4. Mob shit   feat. WAPO
5. Rich man
6. Hate on that   feat. PROFIT, E
7. Stick'em up
8. My dreams   feat. REMO
9. Right here   feat. TAYA
10. Groupie luv   feat. BARS & HOOKS
11. Destiny   feat. TOOLS, ROOSTER, BENEFIT
12. I do this for real
13. Don't change
14. I can't take no more
15. If I don't show up
16. A thousand people
17. Henny straight
18. Nothing lasts forever   feat. REMO

    Jakiś czas temu wspominałem o Rap P, kiedy recenzowałem jego płytę, którą pod szyldem Black Flag, nagrał z WAPO. Teraz mamy przed sobą jego solówkę, nagraną dwa lata po tej z Wapo. Rap P, który wyrósł wraz z nową gwardią QB, pozostał w cieniu i nie wyszedł na szerokie wody wraz z Mobb Deep, Cormegą, czy nawet Bravehearts. P to szara eminencja podziemia Queens, zresztą, samą okładką wyraźnie zaznacza swoje terytorium.
    Ale nie tylko okładka mówi nam, skąd P jest. Jego muzyka to najczystszej wody styl QB, który znamy z płyt wymienionych wyżej artystów - z tym, że jest on sporo brudniejszy. Te perkusje, których zestawem Havoc z MD chyba obdzielił wszystkich ziomków z dzielnicy, są rozpoznawalne na pierwszy rzut ucha. Pum, klaps, pum pum, klaps podbite głębokim basem jest wysoce charakterystyczne i od razu wiesz, że to Queensbridge. Do tego sample ze smyczków i pianin - często branych z muzyki poważnej - to muza, na której wzorują się nasi uliczni rapperzy i producenci - często może nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Do tego wchodzą latynoskie gitarki, funkowe sample, czy inne urozmaicacze, ale to nadal ten zawiesisty klimat zagrożenia, wrażenie, że zaraz ktoś spadnie Ci na łeb i opierdzieli kieszenie.
    Ale przecież to nie tylko muzyka, jest tu też sam Rap we własnej osobie. Może nadanie sobie ksywki takiej jak ta, to lekkie nadużycie, bo przecież P nie jest żadnym Bogiem mikrofonu, a zwykłym, podziemnym rzemieślnikiem, ale to margines. 'I'm just fighting my demons', mówi P i w zasadzie cała płyta podporządkowana jest temu zdaniu. To niemal nieustanne opowieści o życiu w QB, napadach, dochodzeniu do pozycji i pieniędzy w szarej strefie, choć zdarzają się momenty, gdzie P pozwala sobie na popuszczenie fantazji, gdzie marzy o lepszym życiu, czy zabawia się z laskami. Jednak to jego życie to broń, hennessy i ucieczki przed policją. Gościnnie na majku znajdziemy tu całą plejadę lokalnych rapperów-gangsterów, wśród których odnajdziemy znanych już na rynku Bars & Hooks oraz towarzysza P z Black Flag, Wapo. Nie powiem, żeby teksty były specjalnie poetyckie - po prostu oddają rzeczywistość, wypełnione są thugami, mobami, stickupami i tym podobnymi bzdetami. Jednak są tu całkiem fajne kawałki ('Right here', 'Destiny', 'I do this for real'), a i cały klimat albumu jest odpowiedni.
    Słucha się tego trochę jak opowieści dziwnej treści, takie nieco blaxpoitation. Wbrew pozorom, różni się to sporo od naszej ulicznej rzeczywistości, bo u nas jeszcze nikt nie morduje kolesi na dzielniach i nie handluje w tekstach dragami. Ogólnie rzecz biorąc, to dość fajny album, osadzony głęboko w stylistyce podziemia QB i fani Mobb Deep i tym podobnych rzeczy powinni być zachwyceni. Myślę jednak, że płyta spodoba się również tym, którzy lubią nowojorski rap.

OCENA: 4\6

OBEJRZYJ I POSŁUCHAJ

czwartek, 27 marca 2014

ILLUSTRIOUS - BIG NOYD

Koch 2008

1. Snitches
2. Posted On The Block
3. So Much Trouble    feat. SERANI
4. Hartless
5. Money Talk
6. Things Done Changed    feat. KIRA
7. Back Up In This Bitch
8. The Paper    feat. JAY RUSH
9. Ghetto     feat. JOELL ORTIZ
10. It's A Wrap     feat. RIC RUDE
11. Trying To Make It Out     feat. 40 GLOCC, B.A.M.
12. Nowhere Else To Hide
13. Rags To Riches
14. Get It Poppin'

    Wprawdzie Big Noyd wyszedł na światło dzienne jako kumpel i protegowany Mobb Deep, jednak jego piąty album miał już innego producenta wykonawczego: był nim Lil Fame z MOP. Fani skrytykowali jednak materiał, twierdząc, że Noyd przestał być twardy i zaczął panienkować i cukierkować. Ile w tym prawdy?
    Fizzy Womack, znany również jako Lil Fame z legendarnego zespołu M.O.P., trzymał łapy na brzmieniu albumu, więc nic dziwnego, że dał tu kilka podkładów. Poza nim, znaleźli się tu mniej znani producenci, tacy jak Sebb (współpraca z High & Mighty, El Da Sensei, czy Cage), Rick Rude (bity dla Busta Rhymes, Littles, Guerilla Black, Prodigy), Machiavelli, DJ Skizz, Street Radio (duet producencki Jimi Kendrix i J. Math, który znajdziemy na płytach Bone Thugs, AZ, G Unit, czy na pośmiertnych remiksach 2Paca) i Kanadyjczyk Bless z Platinumberg Ent., znanej podziemnej organizacji z Toronto. I to wcale nieprawda, że Noyd wypada miękko na tym albumie, wręcz przeciwnie. Podkłady sa oparte na funkowych samplach, czasem z czymś mocniejszym, ale wszystko jest na wskroś nowojorskie i bumbapowe. Noyd porzucił stylistykę typową dla Queensbridge i Mobb Deep i postanowił wyjść nieco dalej, niż ramki, w jakich trzymali go koledzy z Mobb Deep - choć nadal na okładce napisane jest The Infamous... Nie, to nie jest miękka muza, jest bardzo dobra, zresztą, nawet jeśli nie znasz producentów, popatrz, z kim pracują i pomyśl, czy te bity mogą być słabe? O nie, one są świetne!
    Noyd nie rezygnuje jednak z tematyki, która zamyka się w ciężkim życiu na Queensie i wszelkich jego aspektach - zwłaszcza tych mrocznych. Rapper ma wykształcone flow, fajny głos i słuchanie go jest przyjemnością. Choć wersy, które daje, nie należą do najłatwiejszych, bo pełno w nich przemocy, gnatów, dragów i złodziejstwa: 'Six blocks ghetto child, runnin wild causin terror \ Crack slinger, rap singer from the Juice Crew era \ Sippin OE, blowin trees, gun up in my leather \ I'm live with them 45 nines and Berettas \ I'm (ghetto), you can find me in the hood \ Sippin on a cold brew, twistin backwoods \ If the spot get rushed, then drugs get flushed'. Wiecie, jak to jest. Generalnie, całość można zamknąć w jednym refrenie: 'We keep it ghetto, everyday stackin dough \ Never slippin, pimpin, mackin hoes \ Gangsters, hustlers, you already know'. Na szczęście historie, które opowiada, nie są bardzo prostackie, ma kilka niezłych przemyśleń, a jego technika jest nienaganna - dlatego, w połączeniu ze świetnymi podkładami, daje nam to 40 minut konkretnego nowojorskiego rapu. Na albumie znajdziemy kilku znaczących gości, takich jak Joell Ortiz, będący w przeciętnej formie, 40Glocc oraz BAM, współpracujący z producentem Ric Rude. W sumie, goście są raczej zbędni, bo niewiele wnoszą, może poza 40Glocc.
    Piąty album Noyda to bardzo porządny kawał nowojorskiego rapu. Pomimo dość chłodnego przyjęcia, ja się cieszę, że odszedł on od Havoca i Prodigy i poszedł drogą za Lil Fame, bo to znakomicie podniosło walory jego płyty. Płyta jest świetna muzycznie, prawdziwa i słucha się jej doskonale. Dla mnie jedna z najlepszych produkcji Noyda.

OCENA: 5-\6 


poniedziałek, 3 lutego 2014

ONE BAR LEFT - ILLOGIC

Weightless 2008

1. Intro
2. One Bar Left
3. Change
4. Half-Man Half-Vicious    feat. ILL POETIC
5. Soundtrack Theme
6. Cold November Day

    Ta epka to już szóste wydawnictwo tego alternatywnego rappera z Ohio. Z początku nie była na niego mocnych w jego rodzinnym mieście podczas bitew freestylowych, a następnie skumał się ze śmietanką podziemia i zaczął nagrywać kolejne albumy, przyjmowane z lubością przez fanów świadomego rapu.
    Chociaż Ill Poetic wcale nie jest osobą, z którą Illogic współpracuje najchętniej, to właśnie on, a nie Blueprint wyprodukował ten krótki album. To dość złożone podkłady, osadzone w klimacie klasycznego rapu, ale przecież ani perkusje, ani sposób składania sampli nie są takie oczywiste. Jest tu mnóstwo sampli z dęciaków i różnych orkiestrowych rzeczy, bębny nie dają zwykłego bumklap, bubumbumklap, ale Ill Poetic kombinuje tak, aby nie było nudno. Może być energicznie i szybko, może być 'mellow' i 'jazzy' dla relaksu. Na trąbkach będą grały organy Hammonda, plumkał głęboki bas - jest naprawdę... 'pięknie'. 
    Illogic ma to flow i te teksty. Jego gładki głos sprawnie płynie poprzez podkłady, nawet jeśli są to tak wyszukane rzeczy, jak produkcje Ill Poetic'a. 'Used to paint pictuers, now I paint scriptures, half man, half vicious' - i to jest prawda, bo Illogic ma zadziwiająca umiejętność malowania słowami obrazów - jeśli znasz angielski wystarczająco dobrze, zabierze cię na wycieczkę przez swoją wyobraźnię i życie. Wprawdzie epka trwa niecałe 20 minut, ale to wystarczy, żeby stwierdzić, że ten koleś potrafi wiele. Aż się chce sprawdzać dalej. Jedynym gościem na majku jest tu sam producent, który robi znacznie lepsze podkłady niż składa wersy, ale nie jest aż tak straszny, żeby nie dało się go słuchać - tyle, że Illogic przerasta go o głowę.
    Świetna płyta, szkoda, że taka krótka. Dorosła, dojrzała i złożona, oparta o bity, dające wrażenie dużej przestrzeni i fantazji... To wszystko ma tak poukładane szczegóły, że wydaje się skończonym, choć małym kawałkiem puzzli. Fantastyczny mini album od Illogic, który daje wiele do myślenia...

OCENA: 5+\6


sobota, 1 lutego 2014

A WHOLE LOT OF SOUL PARTNER VOL.1 - BLU

bootleg 2008

1. Soul Provider
2. Sun In My Face     feat. JONTEL, J DILLA
3. Fly (Song of Liberation)   feat. EXILE
4. The Only Way
5. My World Is Still
6. Another Day
7. Git It Now    feat. TREK LIFE
8. Bout It, Bout It
9. Party of Two
10. Collect, Respect Anna Check
11. Tell You    feat. ALOE BLACC
12. Life's A Gamble    feat. DONEL SMOKES, TREK LIFE, CASHIUS KING
13. Mr.Big Fizz
14. Maintain    feat. DONEL SMOKES, CO$$, JONTEL
15. Hold On John

    Blu to rapper z Zachodniego Wybrzeża, któremu w zasadzie daleko i do gangsterów, tak samo jak do tamtejszych podziemnych graczy. Ta płyta jest w ogóle ewenementem, bo wyszło to poza jakimkolwiek obiegiem, kupić się tego nie da, ledwo można ściągnąć. Skąd to mam? Nie pamiętam, pewnie skądś kiedyś pobrałem... Dość, że płyta jest, Blu się do niej przyznaje, ale próżno jej szukać w oficjalnych dyskografiach, bo jej nie autoryzował, a okładka funcjonuje taka, a nie inna, czyli przerobiona z singla 'The narrow path'...
    Płyta jest opisana bardzo miernie - by nie rzec, że w ogóle, dlatego o produkcji mogę tylko domniemywać. Na pewno są tu podkłady dane przez Exile, zapewne część zrobił sam Blu, znalazło się tu też coś od J Dilla (obezwładniająco piękny 'Sun  in my face'). To są bardzo ciepłe i pełne duszy (soulu?) podkłady, osadzone głęboko w korzeniach hip hopu, bez zbędnych udziwniań, z cudownymi samplami i perkusjami, które wprawdzie nie są bumbapowe, ale stanowią również o sile kawałków, bo nie zamulają identycznymi zestawami bebnów, ani nie irytują miliardem hajhetów. To po prostu piękna muzyka hip hopowa, jeśli w ten sposób można się wyrazić o tym gatunku. Każdy kolejny kawałek to balsam dla duszy i emocji. Fantastyczna podróż po ścieżkach bitów. Część z kawałków to strony B singli, część pochodzi z różnych płyt, a częśc w ogóle nie była publikowana.
    W dodatku Blu jest taki jej jego ksywka - nieco melancholijny, ale nie smętny. Ma bardzo ciepłą i ładną barwę głosu, nienaganną technikę i inteligentne teksty. Klimatycznie ląduje pomiędzy A Tribe Called Quest, a The Roots nie ustępując obu grupom w żadnej kwestii. Blu ma całe garście opowieści o życiu w mieście, o wolności i sprawach damsko-męskich i przedstawia wszelkie aspekty przemyślanymi rymami: She said she was sick of the city life \ A sweet girl but the world made her the shitty type \ When she was young she just wanted to be pretty like \ A model or an actress but, she had to work for her two kids \ Father in jail serving time for two bids \ Kids hungry asking mama where the food is \ And she can see their hearts beating through their two ribs \ Now she crying watching cribs \ Cause the rent's due soon, in the one bedroom'. Czasem pozwala sobie na kawałki w temacie, że tak powiem twórczym: 'Ayo what up though, I never fantasizes to the upmost \ So you can feel the vibes when we touch close \ You make me wanna rush yo beautiful mixed ass and crush yo \ Appendix when I'm wishin' I'm in it I just get stuck, yo'. Do tego każdy z gości spełnia swoje zadanie, począwszy od Aloe Blacc i J Dilla, skończywszy na tych mniej znanych wykonawcach.
    Świetna płyta. Nieoficjalna, poskładana i pozlepiana z różnych kawałków, ale robi bardzo dobre wrażenie. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy sądzą, że hip hop nie żyje. To świeży tlen dla zatrutych trapem i innymi syntetykami.

OCENA: 5\6




niedziela, 3 listopada 2013

FIRE ESCAPE ARTISTS - MELLOW DRUM ADDICT & SHORTOP

End Of Earth 2008

1. Setting The Mood
2. Science Down To A Method
3. Jealous Mistress      feat. COUNT BASS D, SQUASHY NICE
4. Fire Escape Artists
5. Peace Sign Language
6. Writer’s Block     feat. SIVION, LUKE GERATY
7. Name Dropping (Flyoneers)
8. Pavementality
9. City Moves
10. The Perfect Day    feat. TEEKAY, AFAAR
11. Come From Within
12. Works In Progress    feat. PHYNITE, RYAN OFFICER
13. Love Thy Neighborhood
14. Could Have     feat. JASPER BROWN, LORD ZEN
15. Props, Where Props Due
16. Decisions, Decisions
17. Creative OutLETS
18. Dream Catcher
19. By Example    feat. VEX DA VORTEX, SAME OLD JAKE
20. What We Want
21. Another Perfect Day   feat. MICHAEL MANASSEH, SHORTOP, JUST J., SPENCER HARMON, PARADOX

    Mellow Drum Addict to biały koleś z totalnego zadupia Pennsylvanii, który na potrzeby tego albumu skumał się z DJ'em Shortop i nagrali wspaniale przyjęty album w podziemiu jako Fire Escape Artists. Ich wspólny album to szalona mieszanka stylów, która urzekła słuchaczy ambitnego hip hopu. 
    Lista producentów jest dość długa: D.a.n.e.j.a., DJ Frantic, Jewbacca, Mattman, Nickels, Paconaut, Reflex The Architect, SameOldJake, Sojourn, William O... Wbrew spodziewaniom, muzyka jest bardzo spójna i jednolita, ale broń Boże, nie nudna. To jazzujące albo soulowe podkłady, ze starannie dobranymi samplami, które pięknie bujają głową, a do tego wszystkiego wzbogacone są o częste podrapywania od Shortop'a. Powiedziałem, że płyta jest jednolita, ale nie na jedno kopyto, o nie. Są takie ambitne traki, nieco w stylu The Roots i ostatnich Common'ów, ale nie brak prawdziwego, korzennego rapu, jak np. w 'Love thy neighborhood' i totalny killer: 'Peace Sign Language'. Świetna porcja szczerego hip hopu, pełnego duszy.    
    Mellow Drum Addict to nie jest Twój pierwszy lepszy rapperzyna z jakiejś wiochy. To wokalista pełną gębą - nie tylko potrafi świetnie rymować, ale i udowadnia, że całkiem nieźle śpiewa (choćby 'Decisions, decisions' i 'What we want') i te dwie umiejętności przeplatają się całkiem sprawnie. Są kawałki, gdzie sam MDA ogarnia wszystkie partie rymowane i wokalne - weźmy np. tytułowy trak - i brzmi to naprawdę świetnie, bo okraszone jest nie tylko dobrym bitem, ale i skreczami, czy nawet czasem bitboksem. Trochę to może przypominać Everlast'a, ale MDA ma inną barwę głosu i nie gustuje w blues'ie, tylko w soulu. Aby dorzucić jeszcze kilka zalet albumu, znajdziemy tu gościnne wersy od takich tuzów jak Count Bass D, Sivion, Lord Zen z Visionaries, czy Vex da Vortex z dawno niesłyszanego duetu Boogiemonsters. Oprócz nich, mamy paru podziemnych graczy, z których żaden nie musi się wstydzić swojego występu.
    To płyta dla spragnionych powrotu pięknych lat dla hip hopu. Znajdziemy tu wszystko, czego brak w obecnym rapie: pasję, szczerość, przekaz i duszę. Sample i skrecze. Utalentowanego emce i wianuszek świetnych bitmejkerów. Czego chcieć więcej? Jak dla mnie, to było objawienie. Fantastyczna płyta prosto z Rohrerstown, PA. Kto by pomyślał?

OCENA: 5+\6

środa, 16 października 2013

Μην κάνεις πως - Νέβμα

Def Jam 2008

1. 5ος
2. Μείνε εκεί που είσαι   feat. PRO SINNERZ
3. Ξεφτιλιστείτε
4. Στο καλό
5. (Μην κάνεις πως) Δε θυμάσαι    feat. MISTIQUE
6. Σε παρακαλώ    feat. NIVO
7. Απ' το μπαλκόνι σου
8. Για μια στιγμή   feat. Δήμος Μπέκε
9. Όλοι λένε    feat. NIVO, και Ταραξίας
10. Χτυπάω με στίχους
11. Μέχρι το τέρμα
12. Και το ήθελε πολύ (x-rated version)
13. Πλήρωσε το τίμημα    feat. NIVO
14. Πως την έχετε δει    feat. Μύρων
15. Καλοκαίρι
16. Ο κύβος ερρίφθη
17. Τα παιχνίδια είμαστε εμείς
18. Τι να γράψ

    Nevma (NEBMA lub Νέβμα) to wręcz chodząca historia greckiej sceny, nagrywająca od prawie 20 lat(!). 'Ixos Anoxis' to już piąty album Alchemisti'ego, DJ Rico i Isorropistis'a, którzy każdym kolejnym albumem wstrząsają grecką sceną. Co może zespół z Grecji zaoferować polskiemu odbiorcy?
     Produkcję oczywiście na płycie robił przede wszystkim DJ Rico, ale są tu również Alexis D, Isorropistis i B. Sheriff. Wyprodukowana przez nich muzyka należy do tej części z naklejką 'raczej nowoczesna', bo sporo tu syntetycznych dźwięków, połamanych bitów i modnych aranży. Owszem, są tu sample, aczkolwiek w większości albo bardzo oszczędne albo jedynie z wokali na up-to-speed. Znajdą się tu nawet pewne odnośniki do spuścizny po Euro Dance, bo '(Μην κάνεις πως) Δε θυμάσαι' z ładnie śpiewającymi dziewczynami z Mistique bardzo przypomina nagrania Ice MC i jego przebojowy singiel 'Easy' z 1989 roku. Jednakże, muzyka tutaj jest całkiem zróżnicowana, od wspomnianego euro dance'u sprzed dwóch dekad, przez nowoczesne podkłady - nie tylko bangerowe, ale i w stylu trap muzik, aż do zwyczajnych kawałków, czasem wykorzystujących grecką muzykę ludową, ale bardzo oszczędnie i zakamuflowanie. W rezultacie otrzymujemy całkiem nowocześnie wyprodukowany album z kilkoma odnośnikami do starszych rzeczy. Jednak jest to muzyka, która niekoniecznie porywa i nie robi większego wrażenia. 
    Po grecku porozumiewam się tylko w podstawowych sprawach i nie jestem w stanie wniknąć w zawiłości liryczne tekstów. Jednak z tego, co udało mi się zorientować, to często dość agresywne liryki i emce nie przebierają w słowach. Słuchając ich, łatwo zauważyć, że są całkiem niezłymi rapperami, bo trzymają flow i nawet jeśli grecki rap brzmi obco dla naszych uszu, to ciężko odmówić emce umiejętności. Teksty poruszają nie tylko bragga i pancze w kierunku słabych rapperów, ale i życiowe sprawy, takie jak choćby miłość, czy grecka rzeczywistość. I robią to z wdziękiem, bo i czasem zaśpiewają w refrenach, potrafią nawinąć zwrotkę szeptem, a czasem pojechać twardo i hardkorowo. Jedyny problem, to bariera językowa...
    Wprawdzie płyta w Grecji ma status świetnej, jednak dla słuchacza spoza granic, zwłaszcza nie posługującego się greckim, nie jest szczególnie atrakcyjna. Pomijam brak zrozumienia treści, po prostu ani klimat, ani muza nie są przyciągające, jest to zbyt zwyczajne i mało wyjątkowe. Owszem, można posłuchać jako ciekawostki, rapperzy nie są słabi, ale ja nie będę się zachwycał.

OCENA: 3\6 


sobota, 12 października 2013

LIFE'S WORK - ST-MIC

Yanase 2008

1. Life's Intro
2. Fly
3. Dedicate to Elevate   feat. DJ RAGZ
4. Love Was Complicated Yesterday feat. DUTCHMASSIVE, JAZZ ADDIXX
5. BeatBoxBoogie 1
6. Fresh 2 Def
7. Life    feat. JAZZ ADDIXX, PRIMO THE CINEMATIC, FLACO
8. Never Faded
9. BeatBoxBoogie 2
10. War Of Art
11. Verbal Mastery    feat. THE UNKNOWN
12. Gallery Interlude
13. Truth Lies     feat. DISTRUCK, TAMU
14. Love Is Complicated Tomorrow   feat. DUTCHMASSIVE, THE UNKNOWN, DJ RAGZ
15. Closing Scene
16. Verbal Mastery Orgem Remix   feat. THE UNKNOWN
17. Dedicate to Elevate Orgem Remix   feat. DJ RAGZ

    Kim do cholery jest St\Mic? Hmmm... Jakby tu w paru słowach... Biały rapper i producent, inżynier dźwięku z Charlottesville, zadupia w stanie Virginia, niedaleko od... niczego. To jego pierwsza płyta, wydana zresztą przez japońską wytwórnię - jak zdradza sam tytuł - praca jego życia. 
    Koleś sam produkuje, więc większość produkcji jest jego. Tylko The Unknown zrobił kawałek ze swoim gościnnym udziałem, Orgem dał dwa remiksy, a Mudd z Jazz Addixx wykonał trzy podkłady. Ktokolwiek by tych podkładów nie robił, są to czilautowe, jazzujące podkłady, z mnogością smakowitych sampli i sporą ilością skreczy wykonanych wprawną ręką przez DJ Ragz'a z Jazz Addixx. Każdy podkład ma coś w sobie, płytę ubarwiają bitboksowe i skreczowane wstawki i w ogóle nie ma czasu się nudzić. Czasem zostajemy zaskoczeni połamaną perkusję na samplu organowym, czasem najbardziej klasyczne bębny z klasycznym samplem, które pozwolą nam pomachać głową podczas słuchania.  
    St-Mic to taki zwykły, ale porządny biały rapper. Słychać to wyraźnie, choć naturalnie nie jest to wadą - tylko Biali mają nieco inny sposób rymowania, taką szczególną manierę składania wersów, która różni ich od Czarnych i Żółtych. W Europie to się zaciera, jednak w Stanach łatwo odróżnić kolor rappera po głosie. Nie ważne, to tylko taka dygresja. Ważne jest to, że St-Mic, pomimo swej zwyczajności, najlepsze, co ma, to teksty. Opowiada o życiu przez pryzmat muzyki, bo jego życie to muzyka. Choć, naturalnie, są tu numery o życiu samym w sobie, czy o miłości - ale nie jest to rap uliczny, broń Boże. To tylko dywagacje na temat tego, co się w życiu St-Mic'a wydarzyło. Dodatkowo, na albumie mamy zaprzyjaźnionych z Mic'iem znajomych ze studia nagraniowego: Dutchmassive i Jazz Addixx, a także The Unknown. To wszystko jest jedna paczka, nagrywająca kawałki we własnym sosie - z tą różnicą, że Dutchmassive i JA są nieco bardziej rozpoznawalni na scenie podziemnej.
    Bardzo sympatyczna płyta. Słucha się tego ze sporą przyjemnością, choć album wcale nie należy do szczególnie odkrywczych, czy nowatorskich. To po prostu porządny, rzemieślniczy hip hop, którego można posłuchać z zadowoleniem, ale nie zapętlisz tego w nieskończoność. Lubię sobie czasem odświeżyć tę płytę, bo jest fajna, ale to tyle.

OCENA: 4\6


niedziela, 6 października 2013

DOOMTREE - DOOMTREE

Doomtree 2008

1. Close Your Ears (intro)
2. Drumsticks
3. Gander Back
4. The Wren 
5. Gameshow Host 
6. Dots & Dashes
7. Game Over
8. Real Class (interlude)
9. Last Call
10. Accident
11. Sadie Hawkins
12. The Walrus (interlude)
13. Twentyfourseven 
14. Let Me Tell You, Baby
15. Down the Line
16. Kid Gloves
17. Pop Gun War
18. Reintroduction
19. Liver Let Die
20. I'm Talking
21. Jaded


    Ten kolektyw rapperów z Minnesoty, którzy łączą bardzo różne gatunki muzyki i wplatają ją w hip hop, umieszczając ten tygiel na jednym albumie. 'Doomtree' to ich druga płyta, choć pierwsza oficjalnie, bo wydane wcześniej serie 'False Hopes' poszły do darmowego ściągnięcia z netu. Płyta zebrała świetne recenzje, choć nie sprzedała się w znaczących ilościach.
    W zespole jest dwóch producentów: Lazerbeak i Paper Tiger, ale nie tylko oni produkowali tę płytę - ich dziełem jest może połowa kawałków. Resztę zawdzięczamy takim osobom jak MK Larada, Turbo Nemesis, P.O.S i Maker, przy czym Turbo Nemesis wykonał również wszystkie skrecze na krążku. Muzyka tutaj to prawdziwa uczta. Klasyczne traki są popełnione z taką ambicją, jakby na konkurs szopenowski. Z dużą dbałością o szczegóły, dzięki czemu każdy dźwięk ma tu swoje miejsce i jest przemyślany. Dobór sampli może przyprawić o zawrót głowy, bo przecież mamy tu taki rozrzut gatunkowy - od jazzowych trąb, po disco lat '70 i różne dziwadła, ciężkie do zidentyfikowania. Nie wspominałem kiedyś, że to Biali ratują hip hop? Każdy z producentów jest tu biały jak pierogi z serem, ale każdy dźwiga hip hop na swoich ramionach z dużym talentem i poświęceniem.     
    Na majku mamy całą plejadę gwiazd podziemia z Minnesoty. Największe 'gwiazdy' (wiem, to złe słowo, ale oni są najbardziej znani) to P.O.S wydający albumy solowe dla Rhymesayers oraz grający na gitarze w punkowym Wharf Rats i Cecil Otter, który niebawem wyda swoją trzecią solówkę. Jest też rapperka Dessa, śpiewająca też w zespole a capella i ucząca w muzycznych instytutach. Sims to współzałożyciel grupy, który ma na koncie już cztery solówki, no i Mike Mictlan, drugi pomysłodawca zespołu, okrzyknięty dziesiątym najlepszym rapperem Minnesoty. Cecil ma niezłe teksty, choć rymuje jak typowy biały emce. Mictlan kojarzy mi się nieco ze stylem Freestyle Fellowship ze swoim głębokim głosem i poszatkowanym flow. Dessę łatwo rozpoznać, jako że jest kobietą, po jej niskim, seksownym głosie. Najciekawsze flow, z takimi zaśpiewami, ma Sims, ale najpełniejszy jest bodaj P.O.S. Warto zagłębić się w teksty, na szczęście wkładka płyty zaopatrzona jest w słowa piosenek. No bo sprawdźcie te rymy: 'I splinter these wood teeth on a silver tongue / Sing hymns to sinners and sit in when the dinner’s done / Dirt on the collar / butcher / blood on the cuffs / My good foot’s in a grave / the other one’s a leg-up / No lady o’ luck / I ain’t stuck in her “lap of luxury” / No fast tracks or slow ones either / detached from suffering'. Pełno tu takich kwiatków i to od każdego z rapperów, zatem znający angielski mogą nastawić się na wyborną ucztę liryczną.
    Kolejny podziemny album, który pewnie pominiesz na półce, bo ani okładka nic Ci nie powie, ani nazwy pewnie nie kojarzysz. I znów błąd. Świetny album, pełen świetnych wersów i korzennych podkładów. To taka jazda na zmianę przez wąskie uliczki pomiędzy drapaczami chmur Minneapolis, a pięknymi, miejskimi parkami i terenami podmiejskimi. Jazda do szpiku kości miejska, jednak nagrana z dużym wyczuciem i balansem. Koniecznie do sprawdzenia.

OCENA: 5-\6


środa, 18 września 2013

ФАТАЛИСТ - АССАЙ

Kitchen 2008

1. полкан
2. монами
3. навсегда    feat. Марат
4. безразличие
5. в точку
6. голос
7. дневники
8. рай
9. проекция
10. летя на огонь
11. на безлюдной войне
12. остановка
13. пепел
14. расстояние
15. неосторожно


    Ассай (Assaj) to członek tria z Sankt Petersburga, działającego od 2001 roku pod nazwą Krec (Kres). Do 2008 zespół wydał już 4 albumy, a sam Assaj w tymże roku wydaje swoją drugą płytę. To jedna z bardziej znanych postaci rosyjskiej sceny, tak samo, jak sama grupa.
    Jak zwykle na płytach Krec, w zasadzie całość wyprodukował  Марат (Marat), а tylko jeden trak (навсегда - nawsjegda - na zawsze) popełnił Фьюз (z angielska Fuze). To jazzowe, bardzo spokojne w większości podkłady, mające stanowić takie melancholijne tło do wręcz filozoficznej nawijki Assaja. Często perkusja zanika, zmienia tempo - widać, że Marat lubi się bawić dźwiękiem i nie boi się eksperyymentować i nawet ryzykować. Nie są to jednak wynalazki tej nowej fali rapu typu Drejk, ale ambitne, jazzujące podkłady, często oparte właśnie na takich korzennych samplach (pianinka, trąbeczki, saksofony), ale całość zrobiona jest z pomysłem i stanowi idealną parę z Assajem.
    Bo sam Assaj doskonale odnajduje się na takich nieco udziwnionych podkładach. Nie gubi tempa bez perkusji, ma płynący flow - nieco smętny, taki zadumany. Zresztą, cały album poświęcony jest wspomnieniom, emocjom i ciężkiemu przebijaniu się przez trudy świata. Tytuł 'Fatalista' zresztą o czymś świadczy. Często pada tu słowo 'miłość' ale 'eta ljubow smjertna', rzadko kiedy szczęśliwa. Płyta nie jest jednak depresyjna, przebija przede wszystkim melancholia, ale z drugiej strony słychać, że Assaj ma wystarczająco dużo siły, aby przetrwać zawirowania świata i zawsze da sobie radę.
    Bardzo spójna płyta, ale czy dobra? To już kwestia gustu. W Rosji odbiór był bardzo pozytywny, głównie ze względu na dobrą warstwę tekstową. Kto nie zna rosyjskiego, musi mu wystarczyć klimat - a ten nie będzie zjadliwy dla wszystkich. Podsumowując, jest to ciekawa płyta, którą warto sprawdzić, ale trzeba się uzbroić w łagodne podejście do eksperymentów.

OCENA: 4-\6

niedziela, 25 sierpnia 2013

GANGSTA LIFE - YOUNG PROD


PR 2008

1. Ohh Daddy                         
2. The Best                  
3. Gangsta Life              
4. It Was All Dream             
5. Ghetto Talks                
6. West West                     
7. Watermelon, Colli Green       
8. Never Fake it                  
9. Don't Really Want it           
10. What it Really is           
11. South Central                
12. Give A Beat              
13. Hey Baby               
14. One Night              
15. Rock Da Party            
16. Loose Your Clothes        
17. No Shine                   
18. Can't Leave Me Alone       
19. The Truth

    Young Prodeje to jeden z mniej znanych członków legendy gangsta South Central Cartel, stojący zazwyczaj w cieniu Big Prodeje, Havoc Da Mouthpiece i Havikk the Rhime Son. To jego drugi album, po dziesięcioletniej przerwie i, jak widać po okładce, nie ma tu miejsca na pierdolenie.
    Ekipa SSC produkuje prawdziwe g-funkowe podkłady i nie zmienia się to od wczesnych lat '90. Nawet na płycie z 2008 mamy tradycyjne brzmienie gangsta funku. Piszczały, brzęczące basy, funkowe gitary - to, do czego przyzwyczajali nas przez lata gangsterzy z Kalifornii. Przez ten czas Prodeje i Havoc wyszlifowali warsztat do perfekcji, wyszkolili całą rzeszę producentów, dodali sporo żywych instrumentów i unowocześnili brzmienie, dzięki czemu mamy miksturę, która prawdopodobnie zadowoli i fanów starego, dobrego g-funku i tych młodszych, mniej przyzwyczajonych do tego brzmienia. Są bity bujające (Never fake it), z mocnymi piszczałami (Loose your clothes), czy cykające (Hey baby - swoją drogą chyba najgorszy kawałek).
    Young Prod to dobry rapper, choć bez rewelacji. Jest lepszy od sporej części tych nagrywających gangsterów. Ma niby laidbackowy flow, ale jego wokal zaprzecza temu wyluzowaniu, bo jest energiczny i ekspresyjny (na ile ten kalifornijski luz pozwala naturalnie). O czym może mówić Young Prod.? Standard. Życie na dzielni i ciężka rzeczywistość, dziewczynki i imprezy... Young Prod ma dodatkowe wsparcie wokalne od członków SSC, wszystko razem układa się w całkiem porządną płytę gangsterską, choć tak naprawdę Young Prod nie epatuje pistoletami i kule nie świszczą zbyt często - choć, naturalnie, w paru trakach trafi się jakaś strzelanina, a w każdej jakiś hustle.
    Standardowa, kalifornijska płyta, choć jedna z tych z lepszej półki. Oczywiście, sięgając po ten krążek doskonale wiesz, czego się spodziewać, bo inaczej po co weźmiesz do ręki album kolesia, który na okładce jest ujarany jak smok? Najfajniejsze traki dla mnie to 'Loose your clothes', 'Can't leave me alone', 'czy 'The truth'.

OCENA: 4\6


piątek, 23 sierpnia 2013

TIERRA CALIENTE - RHAJHA

Estilo Hip Hop 2004

1. Tierra Caliente    
2. Cowboys Del Asfalto
3. Tortura    
4. Fantastic 4   feat. BRAINTAX, JEHST
5. Bendición    
6. Autopsia A Un Vivo
7. Donde No Hay...    feat. RZ
8. ... No Hay    
9. Fin (Remix`04)    
10. Bajo Voz De Juramento   feat. ZAHARA
11. Zona De Peligro     feat. OSE
12. Se Hizo El Silencio
13. No More Lies    feat. SHOCKWAVE
14. Espíritu Guerrero
15. Frase A Frase Como Outro
   
    Rhajha to trzech chłopaków z miasta Almeria: rapperzy El Campeon i Rey Kuze oraz DJ i producent El Cerebro. Razem grają od 1997 roku, choć na koncie mają tylko taśmę na nielegalu 'BLC Zona' i oficjalny debiut, który mamy właśnie przed sobą.       
    Naczelnym producentem grupy jest El Cerebro, więc to on wyprodukował większość podkładów, dzieląc się jednakże z niejakim Rz. Hiszpanie lubią przeważnie muzykę hip hop prawdziwą, opartą na mocnych bitach i samplach, a dodatkowo Rhajha jest zespołem hardkorowym, dlatego mamy tu ciężkie bębny, owinięte przez loopy z pianin, smyków, różnistych instrumentów szarpanych i setek innych, często niepokojących dźwięków. Dzięki temu płyta brzmi, jak wyjęta z podziemi hiszpańskiej sceny. Do tego El Cerebro, choć trochę za rzadko, ozdabia traki swoimi skreczami - jeden z kawałków, '...No Hay' w całości poświęcony jest jego pracy jako DJ. Klimat można porównać z nowojorskimi hardkorowymi płytami z końcówki lat '90.
    El Campeon i Rey Kuze to nieźli emce, rymujący  nieco offbeatowo, choć dość powoli, przez co bardziej zrozumiale. Obaj mają spokojne flow i raczej niskie głosy, często ignorujące bit, ale zawsze mieszczący się w nim. Ciekawy jest zestaw gości, bo o ile Ose to bardzo znana postać na scenie Hiszpanii i często zapraszany jest na płyty różnych wykonawców, to mamy tu również trzech przedstawicieli zagranicy. Otóż Fantastyczną Czwórkę uzupełniają Anglicy Braintax i Jehst, a kolejnym międzynarodowym połączeniem okazuje się kawałek z holenderskim (choć anglojęzycznym) Shockwave. O czym prawią nam hiszpańscy 'Kowboje Asfaltu'? Spora część to rymy bitewne i bragga - takie typowe podziemne klimaty. Trochę zostaje miejsca na tematykę życiową, o sprawiedliwości, prawdzie, choć i tak większość przetykają hardkorowe rymy bragga.
    Nieco może dziwić fakt, że album bardziej popularny jest chyba w Ameryce Południowej, ale Hiszpania również pamięta o Rhajha, fora poświęcone miejscowej muzyce rap często wspominają o albumie, choć to już 9 lat, to jednak nadal jest to świeży, podziemny krążek, z którym fani hc powinni się zapoznać.

OCENA: 5-\6


wtorek, 30 lipca 2013

ROAMING EMPIRE - DANTE

Havoc 2008

1. Tucker Stomp
2. 3hrs Later   feat. TIGHE PHILLY
3. Beat Goes On   feat. AZTEK, JAWS
4. Winnie Cooper   feat. LIBBY KANNAN
5. Squawk & Roll   feat. GAMBIT
6. Give Up
7. D.O.A.
8. Bouncers
9. Shine On
10. Absolute
11. Twisting Ghosts
12. My Axe Weighs A Ton    feat. AZTEK
13. Say My Name

    Dante LaSalle to dość awangardowy rapper. Jego płyta zebrała wielce pochlebne recenzje, choć, naturalnie, znaleźli się tacy, którzy marudzili, że to płyta pseudointelektualna i beznadziejnie wyprodukowana. Ale, jak to mówią, póki nie usłyszysz, to się nie dowiesz. To ściągnąłem ze Stanów ten album, mając cichą nadzieję, że nie będzie bardzo tragiczna...
    Większość produkcji na tym albumie zrobił niejaki Deck, oprócz jednego kawałka, 'Squawk & roll', wyprodukowanego przez SP. Ale nie ma tak, że Dante nie miał nic do powiedzenia, o nie! To on odpowiada za perkusje, grał na harmonijce (!) i robił aranże. To nie są Twoje zwyczajne podkłady. Żadna rewolucja, ale żywe perkusje, wtręty harmonijki ustnej, topornie pocięte sample tworzą nieco szaloną miksturę. Wrażenie zwłaszcza robią te niesforne perkusje, które wymykają się z hip hopowej szufladki.   
    Dante La Salle, ten pieprzony Białas, przejmuje mikrofon. Nie wysila się na cuda, nie próbuje Cie przekonać, że jest ultra ambitnym kotem, który wykręci taką płytę i taki kosmos na krążku, że nie zajarzysz, o co chodzi. Jednak Dante jest cholernie sprawnym emce, z fajnym flow i zaskakującymi tekstami na tematy wszelakie. Dante gada o pannach, rymowaniu i szeroko pojętym życiu. Goście, zaproszeni na płytę, odgrywają zupełnie marginalną rolę, bo i tak wszystkie uszy zwrócone są na Dante.
    Może i to nie jest rewolucja, ale ciężko odmówić płycie surowości i oryginalności. Dante, choć obecny jest na scenie Detroit od ponad 15 lat, dopiero w 2008 wydał swój debiut, który sporo namieszał w podziemiu. to ciekawa płyta, może nie dla każdego, bo to ani boom bap, ani nuskul. To raczej płyta dla fanów The Roots i tym podobnych klimatów, z wieloma żywymi instrumentami i nieszablonowym podejściem do grania. Poza tym, koleś wie co robi...

OCENA: 5-\6 


sobota, 13 lipca 2013

UNFOLDING - ARCHETYPE

Goon Trax 2008

1. You See
2. Keep I Coming
3. I Got Mine
4. Blocked Up
5. Get Down
6. Prey On The Weak
7. Anywhere
8. I'll Be Honored
9. Freakin' Out
10. When We Were Kids
11. Unfolding
12. Live It Up
13. Best Song
14. You See (DJ Juco Remix)

    Jest to dwóch kolesi: białas ID i ciemnawy Nezbeat.Chłopcy pochodzą z Lawrence, Kansas. Jest to tak podziemna grupa, że ich płyty wychodzą albo wydawane własnoręcznie albo w... Japonii, tak jak ich czwarty album, 'Unfolding'. W zasadzie jest to płyta numer trzy, ponieważ nie jest to nic innego, jak ich druga płyta, 'Bleed For Them', tylko wydana przez wytwórnię pod zmienionym tytułem. 
    Jak to w rapowym duecie, jeden rymuje, drugi produkuje. Wszystkie kawałki zrobił Nezbeat, przywracając nam ducha czasów prawdziwego rapu, esencji, sampli i kiwających głową bitów. To korzenne podkłady, specjalnie dla fanów Złotej Ery, od... fanów Złotej Ery. Ci, którzy lubią brzmienia z lat '90 będą w siódmym niebie, bo i dobór sampli, pętle perkusji, jak i cały wajb opiera się na właśnie tym brzmieniu.
    Nie ma co gadać, ID, wraz z pomocą producenta, udzielającego się czasem na majku, sieją zniszczenie. Może nie aż tak bardzo, ale flow i ich styl daja wiele do myślenia. Ok, teksty nie poruszają ważnych tematów społecznych, ale oddają znakomicie ducha najlepszych dla rapu czasów - zresztą chłopaki wcale się nie kryją z fascynacją Złotej Ery, wręcz przeciwnie, epatują zachwytem dla tych czasów i pragną sprowadzić hip hop z powrotem na właściwe tory.
    Zastanawiające, że taką płyte wydała japońska wytwórnia, prawda? Otóż nie. Poza Ameryką hiphop rozwija się znakomicie, natomiast ci, którzy pragną wrócić do korzeni, wyciągają ręce po pomoc do Europy lub Azji - bo tu się hip hop kultywuje. Płyta godna polecenia każdemu, kto lubi prawdziwy rap, bum bap.

OCENA: 5\6


poniedziałek, 8 lipca 2013

GLOBAL TAKEOVER - THE BEGINNING - EL DA SENSEI & THE RETURNERS

Asfalt 2008

1. Global Takeover Intro: The Beginning 
2. Introducin'
3. Hard to Find 
4. Aight Then! 
5. Super-Fly Jazzy-J (Interlude) 
6. Got Fire feat. DOUJAH RAZE
7. Life It Is 
8. Money     feat. REEF THE LOST CAUSE, ROC MARCIANO
9. And You Know... (Interlude)
10. It's Not That Way 
11. Global Takeover Outro ... It's Only the Beginning

    Takie międzynarodowe kolaboracje są coraz bardziej popularne. Już nikogo nie dzieli kolor skóry, oceany, czy język. Hip hop jest globalny w swoim wymiarze. Dzięki temu nawet polscy producenci mogą zrobić płytę samemu El Da Sensei, z legendarnej grupy Artifacts.
    Już kiedyś wspominałem, że to nie amerykanie uratują hip hop. Okazuje się, że dwóch białasów z Polski, gdzie ludzie mają drewniane samochody i na ulicach foki kłaniają się polarnym misiom, jest w stanie wyprodukować płytę, która powróci (The Returners w końcu, tak?) klimatem do Golden Era. DJ Chwiał i Little z Włocławka zrobili dla Senseia jego czwartą solówkę i spotkała się ona z wręcz entuzjastycznym przyjęciem nie tylko w USA, ale i w różnych zakątkach świata. Mówili: boom bap powrócił. Mówili: Returners przwywodzą na myśl klimat płyt Artifacts, powinien do tego dograć Tame One. Tak, nasi producenci zrobili kawał dobrej roboty.
    Na takich podkładach grzech byłoby źle zarymować. Sensei faktycznie powrócił jak za dawnych lat, kiedy nagrywał same klasyki. Po tych bitach płynie świetne flow, czasem wspomagane przez równie dobrze dysponowanych asów podziemia - Doujah Raze, Reef i Roc Marciano. To przede wszystkim rymy bitewne, bragga, osadzona w najlepszych czasach dla rapu. El pokazuje skillsy i słychać wyraźnie, że ta trójka nieźle się rozumie.
    Oby więcej takich projektów, które rozwalają system i wprowadzają świeże powietrze w te plastikowe pitolenie obecnych gwiazd. Świetna produkcja, świetny rapper i jego goście, dobre skrecze... Bodaj najlepsza solówka Senseia...

OCENA: 5\6 


środa, 10 kwietnia 2013

EXIT 13 - LL COOL J

Def Jam 2008 

1. It’s Time For War
2. Old School New School
3. Feel My Heart Beat   feat. 50 CENT
4. Get Over Here   feat. IT'S YA GIRL NICOLETTE, JIZ, LYRIKAL, TRICKY DIAMONDZ
5. Baby    feat. THE-DREAM
6. You Better Watch Me
7. Cry    feat. LIL' MO
8. Baby (Rock Remix)   feat. RICHIE SAMBORA
9. Rocking With The G.O.A.T.
10. This Is Ring Tone M…   feat. GRANDMASTER CAZ
11. Like A Radio   feat. RYAN LESLIE
12. I Fall In Love    feat. ELAN
13. Ur Only A Customer
14. Mr. President    feat. WYCLEF JEAN
15. American Girl
16. Speedin On Da Highway / Exit 13    feat. FUNKMASTER FLEX
17. Come And Party With Me    feat. FAT JOE, SHEEK LOUCH
18. We Rollin’
19. Dear Hip Hop

    LL Cool J to legenda hip hopu, tego nie można mu odmówić. Pierwsze pięć albumów to absolutne kamienie milowe, szósty też był klasykiem, ale każdy następny zdobywał już tylko szczyty tandety, zamiast zdobywać serca fanów hip hopu. Do 1995 roku było już tylko gorzej, pomimo różnych prób. Ostatnia płyta J'a dla Def Jam, dwunasta w jego kolekcji, miała przywrócić mu uwagę fanów prawdziwego rapu.
    Czy to właśnie dlatego LL zaprosił na płytę w większości mało znanych producentów? I jak ma się do tego powrotu koszmarny 'Baby' od Tricky Stewarta, produkującego dla takich gwiazd, jak Britney Spears, czy Rihanna? No, ok, ja wiem, że Ladies Love Cool James i zawsze musi być jakaś pościelówa na jego krążku, ale ten numer przywołuje najgorsze wspomnienia z płyty 'Phenomenon'... Z tych bardziej znanych producentów jest jeszcze DJ Scratch, Marley Marl i Dame Grease (w duecie z Music Mystro) - oni jednak mogą zapewnić o powrocie LL'a... Reszta to różne style: Suits & Ray Burghardt, Frado & Absolut, Ryan Leslie prezentują raczej bity nowoczesne, za to The Dream Team (genialne 'Feel my heartbeat'!), Raw Uncut, Cue Beats, StreetRunner, czy Ilfonics to klasycznie zorientowani producenci.
    LL jest na tyle stary (w roku wydania płyty stuknęła mu 40-stka), że nie ma tu już chyba szans na zmianę flow i stylu - nie ma jednak sensu zmieniać czegoś, co się tyle lat sprawdzało. Problem w tym, że im J jest starszy, tym bardziej mięknie. Na okładce, co warto zauważyć, po raz pierwszy od czterech płyt pojawiła się naklejka o niecenzuralnej zawartości. Czyli jednak powrót? W sumie, i tak nie ma tu nic nowego: kilka kawałków pościelowych - w tym singlowe, tandetne 'Baby' i lepszy remiks z Richiem Samborą z Bon Jovi, 'American girl', czy jazzujący 'Cry' z milutką dla ucha Lil Mo - plus kilka innych. W zasadzie procent kawałków o laskach i imprezach jest kilka razy większy, niż na klasycznych albumach. Tu mamy może pięć kawałków prezentujących skillsy na majku LL'a, jeden, z Wyclef'em, jest politycznie nacechowany, reszta jest o jego podbojach miłosnych. Kryzys wieku średniego? Cóż, może. Jasne, kilka kawałków jest naprawdę dobrych: ''Feel my heartbeat', 'Cry', 'I fall in love', 'This is a ringtone motherfucker', 'Come and party with me' i 'We rollin', ale reszta jest albo średnia albo straszna (Baby, American girl). Goście, każdy z innej parafii, również wypadają różnie: 50 Cent miał szczęście być w świetnym traku, Richie Sambora odtandetnił singiel 'Baby', Grandmaster Caz dodał trochę prawdziwości i oldschoolu, Lil Mo od dawna jest uznanym głosem soulowym, Fat Joe i Sheek jak zwykle nieźle, ale reszta przepadła - czy to przez zupełnie marginalne wykorzystanie ich wokali, czy przez to, że kawałki są bardzo słabe.
    Powrót na tron? Wątpię. Są tu traki, które przypominają najlepsze lata LL Cool J'a, ale są też takie, które odwołują się do tych najgorszych nagrań. Chyba James nie potrafił się zdecydować na drastyczne posunięcia i zostawił te 'kasowe' numery, co wcale nie wyszło płycie na dobre, a przy okazji nie zapewniło wcale świetnej sprzedaży. Było się zdecydować albo na tandetę popową, albo na całościowy powrót do rapu. Bo tak, to rzeczywiście już tylko 'exit' the game...

OCENA: 3\6


poniedziałek, 11 marca 2013

THE I.N.G.A. SESSIONS - FOXY BROWN

darmowy mixtape 2008

1. Introduction (foxy brown & dj trasha) 
2. Open book 
3. We're on fire   feat. MAVADO 
4. Magnetic    feat. PHARELL 
5. Lady saw interlude 
6. The quan   feat. LADY SAW
7. What's good with you   feat. BEYONCE
8. Cham interlude   with freestyle by FOXY BROWN, CHAM
9. Mr. DJ   feat. BARRINGTON LEVY
10. Hennessey & bacardi 
11. Whatcha gonna do 
12. Tony Matterhorn interlude
13. In the trap   feat. T.I.
14. The gang    feat. SHYNE
15. We hustlaz (freestyle)
16. Got to get it   feat. THA DOGG POUND
17. Story to tell [part 2]  feat. NAS
18. Mr. Vegas interlude
19. Come fly with me   feat. SIZZLA
20. I need a man (remix) 
21. Ice 
22. Another story (freestyle)   feat. CORMEGA
23. Feedback (remix)   JANET JACKSON feat. FOXY BROWN, CIARA
24. Ya wanna dance   feat. CORMEGA, PRETTY BOY
25. Why you hatin' (freestyle) 
26. Got it locked   feat. PITCH BLACK
27. Wayne wonder interlude
28. Black girl lost
29. My life [part 2] (cradle to the grave) 
30. Fan love 
31. Final words from inga

    Co stało się z gwiazdą kobiecego rapu? Gdzie jest Foxxxy Brown? Wielka Ill Na Na? Ta, która na jednej scenie grała z Nas'em i Jay Z? Dumna Lisica, próbująca za wszelką cenę udowodnić swoją wyższość nad Lil Kim? Co się stało? Nic wielkiego, tylko Foxy trochę się pogubiła i część czasu przesiedziała w areszcie i na sali sądowej, trochę na treningach pozwalających kontrolować wybuchy wściekłości...
    Po wydaniu niezależnie 'Brooklyn's Don Diva', którym Foxy chciała wrócić na scenę, rok później rapperka uderzyła darmowym mikstejpem. Jak to z mikstejpami, muzyka pochodzi z różnych źródeł - czasem kawałki wyprodukowano specjalnie dla  niej (Neptunes), czasem podkłady wzięły się z różnych stron. Całością zajęli się DJ Trasha i producent Marvin Rashad. Mamy tu więc muzyczną bombę, bardzo energiczne i szybkie podkłady w różnej stylistyce hip hopowej - od ragga, przez klasykę, do nowoczesnych bangerów. Foxy ma tu szerokie pole do popisów i udowadniania, że jeszcze nie należy jej skreślać...
    No bo nie należy. Nawet, jeśli pamiętasz, jak nabijano się z niej bezlitośnie za przekręcanie znanych europejskich marek luksusowych ubrań, perfum i dodatków, które lubiła wrzucać do tekstów. Taki luksus na pokaz. Nieee, Fox nie zrezygnowała w żonglowania firmami - może tylko przez tyle lat nauczyła się poprawnie wymawiać wszystkie Wjutą, czy inne Gucie. Do tego na majkach cała rzesza kumpli NaNy: Nas, Shyne i Cormega, przyjaciele z LA: Dogg Pound, funfle od ragga i kilka innych osób. Płyta jest więc na tyle zróżnicowana, że słucha się jej całkiem przyjemnie i bez bólu, a Foxy faktycznie daje radę usadzić Cię przed głośnikiem i mocno stara się udowodnić, że nadal ma wiele do powiedzenia.
    Tak, to znowu ta stara, dobra (za starą otrzymałbym cios w pysk :P) Foxy, ta której wszyscy słuchali jeszcze 10 lat wcześniej, a o której świat zdawał się zapomnieć po wydaniu trzech płyt... No, ale sama była sobie winna - jej problemy z prawem nie wynikły z niczego innego, jak tylko z jej własnej głupoty... Niemniej jednak, Foxy wróciła - oby na dobre...

OCENA: 4\6


wtorek, 15 stycznia 2013

... AND JUSTUS FOR ALL - LITTLE BROTHER

Hall Of Justus 2008

1. Cant Stop Us    feat. CHAUNDON
2. Delusional    feat. ODDISEE
3. Life Of The Party (remix)   feat. SKILLZ, CARTLITTA DURAND
4. Best Kept Secret   feat. LEGACY
5. Do It To Death    feat. SUPASTITION, RHYMEFEST
6. A Word From Our Sponsors   feat. VON PEA
7. Too Late For Us   feat. TIYE PHOENIX
8. Cool As A Fan
9. Never Leave
10. The Pressure
11. Lose It     feat. JOZEEMO
12. Fan Mail    feat. JOE SCUDDA, DARIEN BROCKINGTON
13. Stylin    feat. OH NO
14. Cross That Line (remix)   feat. KARDINALL OFFISHALL
15. Back At It (Remix)   feat. CORMEGA
16. Time Of Your Life   feat. CARLITTA DURAND

    Phonte i Big Pooh w 2007, po wydaniu 3 płyt, pożegnali swojego producenta 9th Wonder'a, ale bez złości. Zresztą, na tej płycie, czwartej z kolei, 9th pojawia się w roli producenta. W sumie '...And Justus for All' wyszedł jako mikstejp dwa lata wcześniej, ale duet postanowił wydać go jako pełnoprawną płytę, dodając kilka kawałków.
    Do produkcji albumu zaproszono takie osoby, jak Young Cee, Oddisee, Nottz, RJD2, Focus, Khrysis, DJ Spinna, The Kickdrums, DJ Babu, 9th wonder i The Designated Hitters. Przynajmniej połowa z nich to tuzy niezależnego hip hopu w USA. Podziemna gwiazda Oddisee, świetni i szanowanoi dje Spinna i Babu, ekstrawagancki RJD2, były partner 9th Wonder, szanowany i związany z Justus League - Khrysis, czy Kanadyjczyk Nottz - oni wszyscy należą do czołówki producenckiej. Dlatego dostajemy tu towar z najwyższej półki, jeśli chodzi o tzw. prawdziwy hip hop. Korzenne brzmienia z dobrymi samplami, zero nowoczesnego brzęczenia - tylko smakowite kąski od cenionych producentów.
    Na takich podkładach grzech byłoby nawinąć słabe rzeczy - na szczęście i Phonte i Rapper Big Pooh są na tyle sprawnymi emce, że niszczą mikrofony swoimi skillsami. Świeża liryka, która odnosi się przede wszystkim do zachowania szczerości w swoich działaniach. Phonte rymuje 'They say, "The industry changin him", "Phonte to Phontigga, renamin him", Niggaz sleepin on the team uh, shame on 'nem, Same team from the old days, I hang with them, Won't see me in the club makin it rain on 'nemor at the bar with hoes T-Pain'n 'nem, World renoun, look at me now wit Khrysis on the boards like he rebound, Can't even stand next to us, But my hand, I extend like director's cuts, I know that chy'all prol'ly ain't expect as much, from a nigga that's twice as you, and that's a rough esti-mate'... i wszystko jasne. Nie ma jebania, że T-Pain, czy inne pedały. Prosty hip hop, kiwający głową i brzmiący tak, jak hip hop powinien brzmieć. Do tego gościnne występy takich niezależnych person, jak Oh No, Kanadyjczyk Kardinall Offishall, Cormega, Oddisee, Supastition... Sami kolesie, którzy raczej walczą o szczerość i prawdziwość, niż kasę.     
    Kolejna płyta, będąca odtrutką na zalew tandety ze strony majorsów. Wszystko tu brzmi świeżo, ale klasycznie, pokaz skillsów emce i producentów - to sprawia, że płyty słucha się z przyjemnością. Tak brzmi prawdziwy hip hop, synku.

OCENA: 5\6