RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2005. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2005. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 listopada 2014

SMIF-N-WESSUN - RELOADED

Duck Down 2005

1. Reloaded 
2. The Truth
3. My Timbz Do Work feat. HELTAH SKELTAH
4. Gunn Rap
5. Toolz Of The Trade 
6. Sick Em Son 
7. War 
8. Warriorz Heart/Gangbang   feat. DEAD PREZ
9. Here I Stand/The Streets Been Good to Me
10. City of Godz/Cuidad de Dios   feat. BUCKSHOT
11. U Undastand Me?    feat. STARANG WONDAH, TONY TOUCH
12. Get Back    feat. BOOT CAMP CLICK
13. A Hustlers Prayer
14. PNC Boyz
15. We Came Up/Crystal Stair  feat. TALIB KWELI

    W 2005 roku Duck Down wyszło z akcją Triple Threat Campaigne: wydało trzy płyty, którymi chciało wstrząsnąć hip hopową sceną. Oprócz powrotu Tek'a i Steele pod swoją oryginalną nazwą, wyszedł też Sean Price z Heltah Skeltah oraz Buckhot na bitach 9th Wondera. Co ciekawe - każdy z tych albumów osiągną prawie jednakowy poziom - miejsce 69 lub 70 na liście płyt hip hopowych w Stanach. Nie był to pewnie wynik, jakiego spodziewał się Dru Ha z załogą, ale co tam. Trzecia płyta Smif-N-Wessun pka Cocoa Brovaz stała się faktem.
    W sumie ciężko było ten album popsuć, kiedy rapperzy jechali na bitach od Da Beatminerz, Roc Raida, Coptic'a, Dru Kevorkian, Khrysis, Moss (dał iście bluesowy 'Get back' - wysublimowany, acz brudny podkład), czy Ken Ring & Rune Rotter. Choć przyznam, że nawet jeśli S-n-W jechali zwykle do podkładów Beatminerz to są tu one jakoś mało transparentne. Znacznie bardziej uderzają Roc Raida ('The truth'), czy Khrisis (zwłaszcza z niesamowitym 'Sick'em son'), choć oczywiście podkładom Beatminerz ciężko odmówić uroku. Jest to klasyczny nowojorski hip hop, przesycony brudem ulic i klimatem sampli, pobranych często nie tylko z klasyków, jak Barry White, Styx, Bobby Reed, ale i z różnych innych gatunków muzyki - bo znajdziemy tu echa Bon Jovi, czy legendarnej pieśniarki indyjskiej, Lata Mangeshkar (sample wokalne w 'City of Godz', jak i muzyka).      
    'Smif-n-Wessun is the band that I'm reppin, the brand of the weapon, the reason why u have to respect'em' - BUM, headshot. Tek i Steele to jeden z najbardziej szanowanych i oczekiwanych duetów w rapie od czasów pierwszej płyty, 'Dah Shinin'. Takiej pary, która się w ten sposób uzupełnia, można szukać ze świecą. Oni po prostu nie rymują, oni snuja opowieści, ale nie jest to taki zwykły storytelling, tylko raczej luźne spostrzeżenia na temat wszystkiego, co ich otacza, życia przesiąkniętego Bucktown aka Brooklyn. Goście, zaproszeni na album pasują tu jak ulał, zresztą w większości są to członkowie Duck Down i Boot Camp Click - co przecież mniej więcej oznacza jedno i to samo. Spoza macierzy trafili tu Dead Prez w ciężkim, militarnym wręcz traku, Talib Kweli i Tony Touch, dodający nieco tej 'hiszpańskiej muchy' do 'U undastand me?'.     
    Pomimo dość słabej sprzedaży, album spotkał się ze znakomitym przyjęciem wśród fanów. I słusznie, bo to naprawdę dobra płyta, przywracająca stare dobre BCC znowu do głośników. Słucha się tego wybornie, moje ulubione kawałki to 'Sick Em Son', 'War', 'Get back' i 'Reloaded'. Ale nie ma tu słabych kawałków. Szkoda, że 'Reloaded' zostało niedocenione i niemal zupełnie pominięte. 

OCENA: 5-\6


piątek, 31 października 2014

JA RULE - EXODUS

Murder Inc. 2005

1. Exodus (Intro)
2. Me
3. Holla Holla
4. It's Murda   feat. DMX, JAY Z
5. Put It On Me   feat. VITA
6. I Cry    feat. LIL MO
7. Livin' It Up     feat. CASE
8. Always On Time   feat. ASHANTI
9. Ain't It Funny (Murder remix)   feat. CADILLAC TAH, JENNIFER LOPEZ
10. Thug Lovin'    feat. BOBBY BROWN
11. Mesmerize     feat. ASHANTI
12. Clap Back
13. New York    feat. FAT JOE, JADAKISS
14. Wonderful   feat. ASHANTI, R. KELLY
15. Never Again
16. Daddy's Little Baby    feat. RONALD ISLEY
17. Love Me' Hate Me
18. Exodus (Outro)

    Siódmy album popularnego rappera na przełomie wieków to składak. Ja Rule po wydawaniu co roku albumu, który bił rekordy sprzedaży, postanowił podsumować swoją karierę i... odczepić się od Universalu, z którym Ja i Irv Gotti mieli kontrakt. Chłopcy pozbierali numery z każdego albumu Ja, parę singli, dodali coś nowego i wypuścili w świat w momencie, kiedy gwiazda Ja Rule już się nieco wypaliła.
    Większość albumu zrobił sam Irv Gotti, wspierany przez mniej znanych producentów, takich jak 7 Aurelius, Lil Rob, Self, Jimi Kendrix, Tru Stylze, Tai, Chink Santana, Arizone Slim, ale również przez znanych i dobrze opłacanych Cool & Dre, Tyrone Fyffe i Scott Storch. W zasadzie ten album to rzecz, która musiała być skazana na sukces z powodu mnogości hitów, ale z drugiej strony każdy je przecież wtedy znał, więc jaki sens wydawania takiej składanki? Cóż, mówiłem, kontrakty, kontrakty... Irv Gotti celuje w bitach, które rozwalają system mocą i energią, do których Rule bardzo pasuje, jednak wystarczy popatrzeć na zestaw wokalistów, żeby zauważyć, że nie tylko mamy tu grube bangery, ale również sporo r&b, przez które Ja tracił fanów, którzy zarzucali mu niepotrzebne rozwadnianie muzyki. Zresztą, wystarczy posłuchać podkładów do 'I cry', 'Always on time', czy 'Mesmerize' - ten akurat od Chink Santana, jak i 'Wonderful' od Jimi Kendrixa. Za te romantyczne podkłady w większości też jest odpowiedzialny Irv, a największe bangery pochodzą od Scott Storch'a i Tyrone Fyffe.  
    Ja Rule ma bardzo specyficzny, zdarty głos, którym potrafi albo wyjść bardzo ekspresyjnie i agresywnie albo potrafi zamienić go w miękki, ale nieco chropowaty baryton, którym opowiada romantyczne historyjki. Takich rozmazanych wersów dla panienek, szalejących za jego umięśniona klatą jest tu większość, bo to głównie one szły na single, jako najbardziej 'radio friendly'. No dobra, są w większości przyjemne, zresztą na wokale zaproszeni zostali sami wielcy: Bobby Brown, J.Lo, Lil Mo (fenomenalny głos i fenomenalny refren w 'I cry' - choć tu akurat muzyka jest raczej słaba), Case, Ashanti, R.Kelly, legendarny Ron Isley... To się musiało udać. Poza wokalistami mamy wspaniałe wejścia DMX i Jay Z, a także wersy kolegów i koleżanek z Murder Inc.: Vity i Cadillac Tah. Najlepsze numery dla mnie to 'Holla Holla', 'It's murda' z gościnnym udziałem szczekającego DMX i wyluzowanego Jay Z - ten kawałek to w ogóle świetny numer, choćby z uwagi na połączenie tych trzech emce. Fajny jest 'Ain't it funny' - tu w remiksie, gdzie dano większą swobodę J.Lo, a zmniejszono charczenie Ja i darcie japy Tah, a także 'Thug lovin' ze świetnym wokalem Bobby Browna i świetny jak zwykle R.Kelly. W opozycji do tych wolniejszych traków pozostaje absolutna bomba, 'Clap back'. Można powiedzieć, że rap ma się do r&b tutaj jak 40% do 60% - jednak w tych czterdziestu procentach jest spory potencjał. 
    Dziś niewiele osób pamięta o Ja Rule - jednej z największych gwiazd rapu przełomu wieków. Wprawdzie wydaje on co jakiś czas albumy, ale ani z taką częstotliwością, jak wówczas, ani tak przebojowe. Rule zszedł to podziemia. Jednak przez dobre 5-6 lat pozostawał na szczycie rap gry i choć miał tyle samo fanów (fanek?), co hejterów, nie zmienia to faktu, że był jednym z największych potentatów rapu. 'Exodus' to całkiem fajny przegląd jego największych sukcesów.

OCENA: 4+\6 


czwartek, 10 lipca 2014

THE MINSTREL SHOW - LITTLE BROTHER

ABB 2005

1. Welcome to the Minstrel Show
2. Beautiful Morning
3. Becoming
4. Not Enough
5. Cheatin'
6. Hiding Place    feat. ELZHI
7. Slow It Down
8. Say It Again
9. 5th And Fashion
10. Lovin' It    feat. JOE SCUDDA
11. Notepad of a Mad Black Daddy
12. All For You
13. Watch Me
14. Sincerely Yours
15. Still Lives Through
16. Minstrel Closing Theme
17. We Got Now    feat. CHAUNDON

    Druga płyta Little Brother była bardzo oczekiwana w środowisku. Phonte i Rapper Big Pooh narobili wystarczająco dużo szumu, żeby ich drugi album stał się łakomym kąskiem dla słuchaczy. Tytuł i okładka nawiązują do komediowych widowisk w USA, popularnych w XIX wieku - zatem liczyc należało na doskonałą zabawę podczas słuchania.
    Płytę otwiera i zamyka duet YahZarah i znany stand-uper, Chris Hardwick, świetnie wprowadzając nas w klimat albumu. Muzyka zaś jest wyjątkowo spójna, nie tylko dzięki temu, że zrobił ją w całości 9th Wonder, bo przecież są tu również Piano Reeves i Khrysis - choć tylko w pojedynczych kawałkach. Jest spójnie, ponieważ wszystko zostało wybrane według klucza, który pasował rapperom. Dlatego znajdziemy tu ciepłe traki, z mnóstwem sampli, także wokalnych, które jeszcze dodatkowo często ogrzane są soulowymi wokalizami. I znajdziemy tu echa muzyki Chaka Khan, Bobby Womack'a, Michaela Jacksona, Teddy Pendergrass'a, czy The Stylitics. Te sample wokalne, o których wspomniałem, występują bodaj w każdym numerze, stanowią fajne tło, choć w którymś momencie mogą już nużyć. Szkoda, że tylko w jednym kawałku obecne są skrecze, bo DJ Jazzy Jeff robi genialna robotę - to jeden z najmniej docenianych producentów i djów.
    Całość albumu opiera się o sprytnie przemyślaną intrygę. Ów Minstrel show to nic innego, jak amerykańska scena rap, pełna błaznów i dziwolągów. Płyta jest niejako urywkiem programu UBN, nadającego pastisze i reklamy - wszystko mające wyśmiewać amerykańską pop kulturę. Całe mnóstwo tu gierek słownych, ośmieszających popularnych Afro Amerykanów. Phonte i Pooh przeciwstawiają się wizerunkowi Czarnego idioty gangstera, epatują wiedzą i mądrością - BET odmówiła grania singli, bo były zbyt... inteligentne. Ups. Przy okazji odłamkami dostał m.in. Young Jeezy i choć sprawa została wyjaśniona, namieszał tu magazyn The Source. Warto sprawdzić wersy, koniecznie z uwagą, bo są one napakowane przenośniami i odnośnikami do tak wielu spraw i osób, że naprawdę trzeba się orientować, aby nie zgubić wątku. A i tak zastanawiasz się, o co do cholery chodzi. Polakowi zapewne ciężej pojąć pewne kwestie, osadzone w amerykańskim szołbiznesie i życiu codziennym.
    Nie da się powiedzieć, że to słaba płyta. Owszem, jest bardzo dobra. Nie do końca trafia i idealnie w gust, ale nie mogę nie docenić kunsztu rapperów. Inaczej jest z bitami, bo muzyka płynie przez niemalże 50 minut, a sample wokalne są dosłownie wszędzie i w końcu zaczynają irytować. Niemniej jednak, ta płyta to pozycja obowiązkowa.

OCENA: 4+\6


środa, 2 lipca 2014

FIDELE A MOI-MEME - STE STRAUSZ

XIII Bis 2005

1.Futur Du Rap
2.FideLe A Moi Męme   feat. PEGGUY TABU
3.Toutes Ces Femmes
4.Tueurs NéS    feat. JOHN GALI
5.Renaissance
6.Ma Vie
7.Tu Rentres Pas    feat. DOUDOU MASTA
8.Pour L'argent    feat. ALIBI MONTANA
9.La Flemme   feat. AC
10.Sexe Opposé
11.Les Mots Qui Suffisent    feat. OZ TOUCH
12.Le rap est ma vie
13.Ninety Nine
14.Une DéCennie    feat. PRINCESS ANIES, K-REEN

    Kim jest Ste Strausz? To jedna z tych francuskich, zaangażowanych społecznie i politycznie rapperek, działająca na scenie od prawie 20 lat. Ma na koncie 4 albumy solowe, z których przed sobą mamy trzeci. Skoro było niedawno o rapperece hiszpańskiej, to niech będzie i francuska, czemu nie?
    Większośc bitów wyprodukowali tu Oz Touch (znany z płyt takich tuzów sceny francuskiej, jak Sniper, Booba, Mac Tyer, czy Lino) i koleżkowcy Ste z Underground Mafia, DB & Kortex Chorus. Są tu także w pojedynczych trakach Sulee B Wax, Zeeno i Serge. Jaka więc jest ta muzyka? Hipnotyczna, nowoczesna, ale broń Boże nie trapowa, czy nuskulkowa. Producenci dali tu podkłady, w których syntetyczne brzmienie łączy się z klasycznym hip hopem, ale dodatkowo dołączają arabskie melodie i różnorakie wschodnie instrumenty, co dodaje swoistej egzotyki całości brzmienia. To taka wypadkowa arabskiego klubu z nowojorską potańcówką - przecież w kawałku 'Le rap est ma vie' podkład muzyczny oparty jest wyłącznie na bitboksie, wraz ze skreczami wykonanymi ustami. Wyglądać to może nieco dziwacznie, ale robi spore wrażenie - przynajmniej na mnie zrobiło. Tempo bywa różne, od wręcz tanecznych kawałków, po wolne, melancholijne, ale przynajmniej nie jest nudno i czasem człowiek ma oddech. 
    Ste Strausz ma niski głos, ale nie tak ciepły jak Bahamadia, raczej ostry, który przy tym flow (dobrym skądinąd), chłoszcze niczym batem po uszach. Często zastanawiam się, jak to się dzieje, że amerykańskie, francuskie, hiszpańskie, czy nawet niemieckie rapperki mogą mieć świetny głos, płynący flow i dobre teksty i gdzie u nas są takie kobiety? Strausz jest właśnie jednym z takich przykładów - utalentowana, nie obdarzona piskliwym wokalem, dobrze płynąca po bitach i do tego potrafi zaśpiewać. Jak już wspomniałem, to rapperka walcząca, która ma wiele do powiedzenia o sytuacji emigrantów we Francji, na przedmieściach. Porusza również problemy kobiet w społecznościach o różnym pochodzeniu, sąsiadujących ze sobą w blokach w podparyskich miasteczkach. Poza tym, trochę opowiada o muzyce rap we Francji - z jej własnej perspektywy, ale i komentuje zgryźliwie to, co dzieje się na scenie. Nie ma tu wielu rapujących gości - większość śpiewa. Ale jest Doudou Masta, jest również Princess Anies - bodaj najlepsza francuska rapperka.
    To mniej znana wykonawczyni w Polsce, a szkoda, bo jej trzeci album jest naprawdę świetny i bardzo lubię do niego wracać. Nie ma tu słabego numeru - mogą być zaledwie średnie, ale takich jest może ze 2-3. Są również prawdziwe bangery, arabskie klimaty, bitboksy, odrobina refrenów r&b... Bardzo dobra jazda.

OCENA: 5-\6 


czwartek, 10 kwietnia 2014

SON OF A PIMP - MISTAH F.A.B.

Thizz Ent. 2005

1. Intro
2. Big Time
3. Crush On You
4. Streets Of The Bay   feat. P.S.D.
5. Do It Live For Me   feat. G-STACK, MAC MALL
6. Hey Little Mama    feat. JOHNNY CASH, THE JACKA
7. Kicked Out The Club
8. Call Heaven
9. Hoodlife     feat. HARM
10. Let Me Do My Thang    feat. KATO, YUKMOUTH
11. Super Sic Wit It      feat. E40, TURF TALK
12. If "If" Was A 5th
13. If Papa Was Home   feat. PARTICK WESSEL ANDERSON III
14. Mama Song
15. N.E.W. Oakland    feat. BAVGATE, G-STACK
16. City Limits    feat. MR. KEE, MESSY MARV
17. Dis Is How Da Game Goes    feat. MAC DRE, MIAMI
18. Where's My Daddy
19. U R My Angel

    Mistah Faeva Afta Bread to zaprzeczenie stereotypu rappera z przedmieść, tępego i ordynarnego. Koleś skończył polibudę w Oakland i choć życie go nie rozpieszczało (ojciec na dołku, matka na czterech etatach), to dał radę. Lokalnie stał się gwiazdą pojedynków freestylowych i to na tym zbudował swój fejm. Przed sobą mamy jego drugą płytę, którą wydał już dla labelu Mac Dre i to ona otworzyła mu drogę do sukcesu.
    Bo choć sam Mac Dre zginął pół roku przed wydaniem albumu, to jego dojścia i pieniądze pozwoliły album skończyć - zresztą, wytwórnia działa nadal, wciąż z Mac Dre jako mentorem. Poza tym, co tu dużo gadać. Muzycznie mamy tu takie sławy, jak Kanye West, Teddy Bishop (znany z produkcji muzy dla największych gwiazd r&b: Whitney Houston, Montell Jordan, Bobby Brown, Ginuwine), legendy WestCoast CMT & E-A-Ski, syn E-40, Droop E oraz cały wachlarz znanych głównie w Bay Area bitmejkerów: Clipto, Sean T (raper i producent z Kaliforni), Swampcat, Ruff, Gennessee (nie tylko dla Thizz, ale i np. dla Masta Ace), GA, czy Trackademicks. Jak widać, znajdziemy tu pełen przekrój stylów, umiejętności, czy zapatrywań. To jednak dzięki temu mamy tak różne kawałki, jak np. wchodzący 'Big time' Kanye Westa na ostrych gitarowych riffach, podkłady od Teddy Bishop'a, zabarwione mocno seksownym r&b ('Crush on you'), czy typowo południowe bity od całej większości. Przy czym nie są to cykacze do wrzeszczenia, ale pełne melodii i ciepłego, południowego serca bity, złożone wielowarstwowo. Niekoniecznie znaczy to, że nie ma typowo południowych bangerów do klubu, zadbali już o to Sean T ('Kicked out the club'), czy Ruff ('Let me do my thing'). Ale nawet pomiędzy tą zbieraniną, trafia się taki np. czysto funkowy numer. Płyta jest zróżnicowana, ale w pozytywnym sensie: bity nie stanowią misz-maszu, ale mają jeden wspólny mianownik: brzmienie Bay Area, czyli swoiste zmieszanie g-funku i południowych klimatów.
    Mac Dre miał nosa do ciekawych postaci, a sława F.A.B. jako świetnego rappera bitewnego sięgała znacznie dalej, niż samo Oakland. Oczywiście, zazwyczaj genialny emce na wolno, czy w bitwie, brzmi zupełnie inaczej w studiu, ale... Mistah daje sobie radę. Ma fajny flow, który pasuje do jego wysokiego głosu, którym opowiada życiowe historie. Jest tu sporo osobistych wejść, zwłaszcza w 'If Papa Was Home', czy 'Mama song' (piosenkę o tym tytule musi nagrać chyba każdy szanujący się rapper...), ale również w innych kawałkach. Poza tym sporo tu historyjek z North Oakland 'Nigga its trill, pole boy, I'll tell you how it feel \ High off purple or we thizzin off a pill \ You think we square, we polar bears \ You doubt it if you want to but it's soldiers here \ Fabby Davis is the prince of the O \ The freestyle king man and everybody know' - to z jednego z lepszych traków tu, 'N.E.W. Oakland'. Oprócz tego chwalenia się swoim stylem i reprezentowania miejscówki, jest nieco miłosnych podbojów (Crush on you) i ciężkiego życia w dużym mieście. Mistah teksty ma całkiem porządne, bez wpadek i okazuje się, że nawet bitewny, freestylowy rapper może dać radę w studio. Wspiera go na albumie cała rzesza rapperów, wokalistów i muzyków, od tych najbardziej znanych, jak E-40, Yukmouth, czy Mac Mall, do lokalnych jednostrzałowców, jak Mr. Kee, czy Miami. Niektórzy wzbogacają brzmienie (zwłaszcza wokaliści), niektórzy raczej przeszkadzają, ale bilans wychodzi na plus.
    'Son Of A Pimp' okazał się strzałem w dziesiątkę w Bay Area. Dla miłośników twórczości zastrzelonego w 2004 Mac Dre to niezły kąsek, choć osobiście wolę albumy mentora. FAB wydał porządny, zróżnicowany i nie nudny album, choć brakuje mu sporo do klasyki gatunku, czy choćby miana płyty bardzo dobrej. Jest ok, i lubię do niej czasem wrócić, ale żebym piał z zachwytu, to nie powiem.

OCENA: 4-\6


piątek, 21 lutego 2014

HARLEM DIARY OF A SUMMER - JIM JONES

Diplomat 2005

1. My Diary    feat. DENISE WEEKS
2. Gees Up  feat. CAM'RON, MAX B
3. J.I.M.M.Y.
4. What Is This
5. Honey Dip   feat. JUELZ SANTANA, CAM'RON, LATIF
6. Ride Wit It   feat. JUELZ SANTANA
7. Penetentiary Chance   feat. HELL RELL
8. We Just Ballin'   feat. T.K.
9. Drunk Hoe   feat. JHA JHA, P.DIDDY, PAUL WALL
10. We Gone Get So High   feat. MAX B
11. Harlem
12. Confront Ya Babe   feat. MAX B, CARDAN
13. Summer With Miami (In Between The Streets)   feat. TREY SONGS
14. In Love Wit A Thug   feat. DENISE WEEKS, 40 CAL
15. Tupac Joint   feat. FATAL HUSSEIN, 40 CAL
16. Baby Girl   feat. MAX B
17. My Calling

    Jim Jones to jeden z najbardziej znanych członków The Diplomats, zespołu, którym dowodzi Cam'Ron. To drugi solowy album Jonesa, przynajmniej oficjalnie. Płyta się sprzedała w liczbie ok. 100.000 sztuk, Billboard odnotował miejsce w pierwszej piątce - sukces. Płyta została dobrze przyjęta, choć miała różne recenzje.
    Album ma dość typowe dla Dipset brzmienie - taki nowojorski klasyk, jednak posunięty o te 10 lat do przodu. Dlatego, owszem, znajdziemy tu sample (nawet dość sporo), między innymi z Dionne Warwick, Isley Brothers, czy Alan Silvestri, to często traki są lekko podkręcone bangerowo, że tak to ujmę. Lista producentów jest całkiem długa i w sumie prawie każdy numer zrobiony został przez kogoś innego. Amadeus, Pete Rock, Treblemakers, Zukhan, Develop, Duke, Beat Firm, Hannon Lane, Sheist Bub, Tuneheadz, Knoxville... To nie zapewnia spójnego materiału i słusznie odnosi się takie wrażenie, bo zaraz po klasycznie peterockowym 'Gs up' wchodzą Treblemakers z syntetycznym 'J.I.M.M.Y.', by za kilkanaście minut zmrozić krew w żyłach w 'Penitentiary chances' od Duke Productions i przelecieć przez uszy klubowym syntetykiem 'Drunk hoe' od Hannon Lane. Wychodzi nam z tego lekki miszmasz, ale nie oznacza to, że jest to porcja muzyki mało zjadliwa. Nie będzie to naturalnie bumbap ze Złotej Ery, ale grają tu nowojorskie, nowoczesne brzmienia, często wzbogacone przyspieszonymi hi-hatami, czy złamaną perkusją i dźwiękami z syntezatorów. Ale nie wygląda to źle, może poza beznadziejną zrzynką - trybutem do 2Paca z miernym wejściem Fatal Hussaina.
    Jim Jones jest jednym z ciekawszych rapperów w Dipset, przynajmniej jeśli chodzi o teksty, bo głos i technika są dość przeciętne: lekko wyluzowane flow, i niski wokal. Zresztą sam Jim mówi, że nie jest rapperem, a jedynie ogarnia Dipset i jest tutaj przede wszystkim managerem. Tekstowo mamy tu opowieści z ulic Harlemu: 'Now, we ran wreckless, no grown-ups to guide us \ So it's the man what you expect, I've grown-up to violence \ I had my eye up on the pushers, the ones that stay fly \ Fiends got high off the suga, you know that ain't riiight'. Oprócz miejskich opowieści, jest tu trochę o zabawie i panienkach, które Jimmy wyraźnie lubi. Pukać. 'I'm whippin thru the town like we ballin up a key load \ Huh, I'm tryna dip up in the tele \ Dip up in the room, then dip up in her belly \ Dip off on Pirelli's, Dip-Sets Fonzarelli \ My white t-shirt, lookin dip up in my Pelle'. Z gości wyróżniają się koledzy z Dipset: Hell Rell i Juelz - co do reszty, to jest bardzo różnie, ale na pewno nie lepiej, niż sam gospodarz, co nieco obniża poprzeczkę...
    Ok, Jimmy nie jest najlepszym rapperem - jest poprawny i zwyczajny, choć trafiają mu się lepsze wersy. W ogóle Dipset nie ma się kim za bardzo chwalić (no, może Juelz i Hell Rell) i ja osobiście średnio przepadam za tym składem. Lubię kilka kawałków, płyty to przeciętniaki, więc jak dla mnie...

OCENA: 3\6


poniedziałek, 6 stycznia 2014

TRUE & LIVIN' - ZION I

LiveUp 2005

1. True
2. Doin' My Thang
3. Bird's Eye View
4. The Bay    feat. T REAL, BIG CLEEZY
5. Luv
6. Soo Tall    feat. OMEA RAE
7. I Need Mo
8. Rockin'
9. Temperature    feat. TALIB KWELI
10. One Chance
11. America
12. Poems 4 Post Modern Decay   feat. AESOP ROCK
13. Heads Up
14. Next To U
15. What U Hear   feat. DEL THE FUNKY HOMOSAPIEN
16. Stranger In My Home   feat. GIFT OF GAB
17. Oh Land Blues
18. Livin
19. The Bay (Remix)   feat. CASUAL, CLYDE CARSON, SAN QUINN, TURF TALK

    To trzeci album spółki Amp Live i MC Zumbi. No dobra, czwarty. To zespół z którym liczą się wszyscy fani hip hopu, nie tylko fani podziemia Kalifornii, ale w ogóle. Poprzednimi płytami chłopcy zaskarbili sobie wiele sympatii, a ta również zebrała bardzo dobre opinie, nie tylko wśród słuchaczy, ale i krytyków.
    To właśnie Amp Live jest odpowiedzialny za całokształt brzmienia zespołu. Podkłady które robi są raczej eksperymentalne, bo Amp miesza sample i instrumenty w sposób, na jaki nigdy byś nie wpadł. Facet łączy tak różnorodne brzmienia i opiera się o tak kreatywne techniki, że nie da się koło tej muzyki przejść obojętnie. Niech taką rekomendacją będzie użycie przez producenta nie tylko syntezatorów, czy gitar, ale nawet indyjskiego strunowca sitar. Nie jest to wcale jakieś dziwactwo, to klimatyczne, korzenne podkłady, które jednak są oryginalne. Perkusje wcale niekoniecznie muszą robić bum-klap-bubumbum-klap, instrumenty wcale nie muszą grać pętli, a hip hopem może być nawet blues albo gitarki rodem z country music. Nic tu nie jest oczywiste i klimaty zmieniają się z kawałka na kawałek, za każdym razem jednak pozostając ściśle w ramach ciepłego, organicznego hip hopu.
    MC Zumbi ma świetny, miękki i ciepły głos, którym wypełnia dość szczelnie podkłady i którego słucha się doskonale. Do takiego głosu idealnie pasują mądre, pozytywne teksty na temat otaczającego świata. Bo Zumbi skupia się  na wielu rzeczach, które dotykają jego społeczeństwo: przestępczość w Bay Area, która w ostatnich latach zmieniła swój przekrój społeczny na dużo niższy (Now we're known for \ Murders, pimps, and three-sixty’s \ Side shows high speed chases too \ And a crack epidemic that will turn you blue \ And an AIDS epidemic that can end you too \ It’s the yay baby brother and I thought you knew'), zgnilizna moralna nowoczesnego świata i dzisiejszej Ameryki (Microwave the brain, the babies get trained \ To be good worker bees, you can work for me \ $2.50 a week and you can sleep on the street \ Economoic malfuction, consume corruption \ Somethin's wrong with this picture'), o samotności w tłumie, a także próbuje spojrzeć na rap grę z 'lotu ptaka' (She's the one I always count on, one that wouldn't leave me \ One that's in the city always written in graffiti \ One that keeps me company, when I'm all alone \ She's my heart, my mind, my spirit and my bones \ She's the only one I know that would go across the globe'). Do tego jego spostrzerzenia są bardzo trafne, a sposób pisania wersów przypominają wiersze. Do tego mamy genialne występy Aesop Rock, Talib Kweli, Gift Of Gab z Blackalicious oraz Del Tha Funkee Homosapien oraz remix 'The Bay' z podziemnymi rapperami właśnie z tego okręgu, którzy wygłaszają również swoje kwestie na temat ostatnich zmian w życiu w Zatoce.
    Świetna, bardzo ciepła i klimatyczna płyta. W sumie jest zupełnie inna, niż poprzednie, ale przez to ciekawa i dająca do myślenia, bo przecież Zion I to nie tylko doskonały producent, ale i błyskotliwy emce. Bardzo ją lubię. 

OCENA: 5\6


niedziela, 15 grudnia 2013

JODIDO PROTAGONISTA - RANDEEE AKOZTA

Pille 2005

1. Intro
2. Jodido Protagonista (El Himno)
3. Inmensos
4. Victimas
5. Por Que Despues No Puedo   feat. EL ALDEANO
6. Mi NaciÓn    feat. MAGESH
7. Y Si Muero Mañana (Spoken Word)
8. Mi Ventana
9. Un Minuto De Silencio
10. Dedico Uno
11. Las....
12. Bajo PresiÓn    feat. EL CHACAL, EL PELON
13. Afectos y Respetos
14. Outro    feat. CESAR RANSE MENENDEZ 

    Randy Acosta uważany jest za jednego z najważniejszych rapperów na kubańskiej scenie rap. Członek składu Los Paisanos, wydaje również płyty solowe. Ta jest bodaj jego solowym debiutem, ciężko się zorientować nieco, bo kubański rap to sprawa raczej podziemna, niż oficjalna, więc czasem nie można dojść, jak to jest.
    Płyta 'Jodido Protagonista' taka właśnie jest - to kwintesencja kubańskiej sceny. Podziemne, hardkorowe brzmienie, oparte o klasyczne, nowojorskie perkusje z mnogością sampli wziętej głównie z muzyki lokalnej. Dlatego wiele tu gitarek, rzewnych melodyjek i skocznych brzdąkań, choć nie brak również kawałków muzyki poważnej. Taki hardkor rap mógłby się w sumie znaleźć na płycie z jakiegokolwiek kraju, bo to nie jest nic skomplikowanego. Wzór jest następujący: bum-klap-bumbum-klap, oszczędny bas, sampel zwinięty w kółeczko. Większość wykonał dla siebie sam rapper, ale część wyszła również spod rąk takich kubańskich producentów, jak Pablo Herrera, Papa Humbertico i 26Musa. Coś dla fanów podziemnego rapu.
    Styl rymowania Randy'ego jest równie podziemny, jak całe brzmienie albumu. Flow jest równy, nieco beznamiętny, ale z drugiej strony niosący ogromny ładunek emocji. Jak to możliwe? Zestawienie takiego wyjałowionego flow z bardzo emocjonalnymi tekstami robi bowiem spore wrażenie i pogłębia szok. Bo Randy ma niezwykle mądre teksty, opowiadające o życiu na ulicach, nie tylko Kuby, ale i gdziekolwiek indziej. To swoisty krzyk protestu przeciwko biedzie i przemocy, nieco nostalgiczny, ale pełen złości. Sporo jest wycieczek osobistych, czasem posuniętych wręcz do ekshibicjonizmu, opowiada o swoim bólu i cierpieniu. Bodaj najlepszym kawałkiem tu jest 'Mi nacion' ze świetnym wejściem Magesha - zresztą podobno jest to również ulubiony trak samego autora. Poza Mageshem mamy tu również gościnne występy lokalnych emce, Szakala (El Chacal) i El Pelon, a także innego gwiazdora kubańskiej sceny, El Aldeano.  
    Motto Randy'ego to 'wszystko, co jest pod ziemią, to hip hop i serce'. I widać tu doskonale na tym albumie: prosta muzyka, która nie ma przyćmiewać przekazu, ale stanowić dla niego tło. Już sam tytuł płyty, 'Pierdolony Bohater', niesie sobą ładunek emocjonalny, tak jak całość. Warto zakręcić się wokół tej płyty i posłuchać krzyku wściekłości z głębin ulic Hawany. Wprawdzie Randy mieszka teraz w Finlandii, ale cały czas ma kontakt ze sceną i jest aktywny.

OCENA: 4\6 


sobota, 26 października 2013

GEORGIA DURT - BOHAGON & PLAYBOY TRE

Thirty Tigers 2005

1. Intro
2. 24/7    feat. CHOPPA FRESH
3. Every playa   feat. LOONEY TOONZ
4. Young nigga (interlude)
5. Game we in    feat. POE LO, C-ROCK
6. In stride    feat. MR. WARD
7. Telling you  feat. SONNY BONOHO
8. Shite   feat. UNKUT HUSTLERS
9. Baby    feat. FREAKY T
10. Old school   feat. FREAKY T
11. To da flo’    feat. DURTYVILLE
12. Hay hoe   feat. GOODFELLA, SHORTEE
13. Million dollar plan
14. Believe   feat. DURRTY 8 CAL
15. Drunk loner    feat. RALLO G
16. Walk a mile
17. Bout you    feat. ADAY
18. I double dare you     feat. HOMEBWOI, MR. WARD, ROOSTA
19. Really want that  feat. ROOSTA
20. Auntie
21. Sale   feat. MR. WARD

    To bardzo intrygujący duet. Bohagon to poeta na majku, Playboy Tre to członek grupy Attic Crew wraz z Jim Crow i Youngbloodz - obaj zjednoczyli siły, aby mógł powstać z założenia ambitny południowy rap, połączony z bluesem. To taki wsiowy rap z zapadłej mieściny w stanie Georgia - a takie bywają bardzo ciekawe...
    No dobra, z bluesem to nie ma wiele wspólnego, ale mamy tu swoisty, korzenny rap południowy, oparty nie tylko na samplach, ale również często grany żywymi gitarami, głównie akustycznymi. No i naturalnie połamane perkusje z mnogością hajhetów. Ale to bardzo przyjemna muzyka, zupełnie inna, niż to, co prezentuje Wschód i Zachód, a jednocześnie jest to ciekawe i w większości przypadków bujające i przyjemne. Znajdziemy tu kawałki i szybsze i takie bardziej refleksyjne, czasem z wokalami na refrenach. Pełen przekrój brzmień z tamtego rejonu USA: od klubowych traków nieco w stylu Lil Jona, przez soulowe wkręty, do pachnących sianem, skocznych traków.
    Jest tu tylu gości, że czasem ciężko się zorientować, kto w ogóle rymuje i rozpoznać Bohagona od Tre i reszty. Zatem mamy tu absolutny przegląd flow i stylów z południa Stanów, najczęściej prezentowanych z tą typową, południową swadą i zaśpiewem z jednej strony, a z drugiej z kosmicznymi zmianami tempa i czasem oszałamiającą szybkością rymowania. Istny festiwal, bo goście są w prawie każdym traku i choć nie jest to nikt znany, to okazuje się, że większość brzmi naprawdę dobrze. Zgadza się, południe Stanów obfituje w zdolnych emce, obdarzonych sporymi umiejętnościami wokalnymi. Mamy tu kawałki w większości o życiu, trafia się jeden klubowy banger 'To da flo' i 'Bout you', ale jest także coś o wsiowych pannach w 'Hay hoe' - zważ grę słów: zamiast 'hey ho', czyli 'cześć, cipo' (tłumaczenie autorskie :P), mamy tu 'motykę do siana', co brzmi niemal identycznie, a jakże przewrotnie i dowcipnie. W ogóle wart się wkręcić w teksty, bo są całkiem niezłe...   
    Myślę, że 'Georgia Durt' to album nie tylko dla fanów grania z Atlanty, ale sprawdzić może to każdy, kto ma ochotę na coś ambitniejszego. U nas Południe zazwyczaj kojarzy się z No Limit albo syntetycznymi kawałkami do klubów, ale to nie Master P, ani Lil Jon. To to wspomniane 'wsiowe granie', wiejski rap, który jest ambitny, dużo ciekawszy, tak muzycznie, jak i lirycznie. Na pewno nie wszyscy polubią, ale na przykład do mnie to trafia. Prawdziwy 'Brud Georgii'.   

OCENA: 4\6


poniedziałek, 30 września 2013

ESCAPISMO - JEFE DE LA M

Soul Clap 2005

1. Prologo
2. Resurreccion
3. La fuente
4. Jugar a ganar
5. La mascara
6. Rap session - Flava
7. Nadie alrededor    feat. JUANINACKA
8. Prozac 2005
9. De profesion MC
10. Negocios
11. Intro - Sublevacion
12. Escapismo
13. Movimientos
14. Tirar la toalla
15. Consecuencias
16. Rap session - Mi momento
17. Haga lo que haga   feat. TOTE KING
18. Piensa lento
19. Rap session - Pulso
20. La clave
21. Outro

    Jak już wspominałem, bardzo lubię rap z Hiszpanii, dlatego trochę produkcji stamtąd się tu znajdzie. Kim jest dzisiejszy bohater? To jedna z legend hiszpańskiej sceny, działający od początku lat '90, nagrywając kasety jako MC Scratch, czy RK. 'Escapismo' to jego druga oficjalna płyta, czwarta w ogóle - i to od razu podwójna. 
    Jefe de la M jest nie tylko rapperem, ale również produkuje podkłady. Oprócz niego, swoje traki oddali Big Hozone, Hazhe, Accion Sanchez z SFDK, Frank T - kolejny gwiazdor hiszpańskiego rapu. To prawdziwy hip hop, oparty na świetnie dobranych samplach, które nakręcone na mocne perkusje, wprowadzają olbrzymi zastrzyk energii. A nawet, kiedy nie ma perkusji, tylko zawinięty obłędny sampel, jak w 'Tirar la toalla', brzmi to świetnie. Jest to ponad 80 minut uczty dla osób, które lubią klasyczny, bumbapowy rap, bez autotunów i temu podobnych wynalazków. Tylko szczery rap, wzbogacany skreczami od Accion Sancheza z SFDK. Mocno, bezkompromisowo, bardzo dobrze. 
    Jefe de la M ma styl dość typowy dla rapperów z Hiszpanii. Leci offbeatowo, choć bez pudła trafia w werbel, wyrabiając się z każdym wersem. Jak płyta długa, Jefe zajmuje się gnębieniem słabych rapperów, stając w szranki z każdym, kto chce lub nie chce. Same tytuły zresztą wyraźnie wskazują, że to on tu rządzi: 'Tirar la toalla' (Rzuć ręcznik), 'Jugar a ganar' (Grać by wygrać), 'De profesion MC', czy 'Haga lo que haga' (Rób co robisz). W 'La masacra' wychodzi nawet poza rapowe poletko i miażdżąco wypowiada się na temat sytuacji rynku muzycznego w Hiszpanii - wszędzie tandeta i komercha!! Skąd my to znamy? Przez ten cały czas wspomaga go tylko dwóch gości - znany już z poprzednich recenzji Juaninacka i kolejny z gwiazd rapu hiszpańskiego, Tote King. Jefe sam ogarnia wszystko, bo ma tony bitewnych rymów oraz setki gorących panczy, gdzie udowadnia swoją wyższość. I daje radę.
    'Escapismo' to bardzo dobra płyta - szczera, prawdziwie rapowa. Można nawet nie znać hiszpańskiego, ale klimat albumu jest bardzo przemawiający - surowy i korzenny. Taki, jak powinien być hip hop. Płyta godna polecenia.

OCENA: 5-\6


środa, 4 września 2013

FEAST OR FAMINE - REEF THE LOST CAUSE

Eastern Conference 2005

1. Humble Beginnings
2. Sound Of Philadelphia
3. Commander In Chief
4. How You Lose Your Mind
5. Crown Of Thorns
6. Give It Up
7. Fair One    feat. SEAN PRICE
8. I'm Rich     feat. CHARON DON
9. Main Event
10. Coltrane    feat. STATE STORE
11. Already Dead     feat. CHIEF KAMACHI
12. Look At The Sun
13. Two Guns Up
14. Crumbs    feat. KING MAGNETIC
15. Eyes Of My Father
16. Live As It Gets

    Jakiś czas temu promowałem dwa oblicza filadelfii, to pora na kolejne, a co. Reef, członek JuJu Mob i były członek Army Of The Pharaohs, wydaje swój trzeci album, po sukcesie dwóch wcześniejszych płyt, zatem fani spodziewali się bomby i słusznie, recenzje były bardzo pozytywne.
    Muzyka jest na wskroś klasycznie hip hopowa, aczkolwiek nie jest aż tak bardzo oczywista, jak bum klap, bubum klap wraz z zapętlonym samplem. Podkłady są zróżnicowane, głównie ze względu na całą rzeszę producentów: Eyego Direct (związani z Juju Mob), Emynd, E. Dan (współpracujący nie tylko z JuJu Mob, czy Killah Priestem, ale również z takim Wiz Khalifą), DJ Huggy, King Magnetic z Army Of The Pharaohs, Snuff i DJ Mighty Mi z High & Mighty. Mamy tu więc najzupełniej proste traki, ale i nieco nowocześniejsze, także monumentalne podkłady nieco w stylu Jedi Mind Tricks, ale znajdą się także szybkie, z mnogością hajhetów ('I'm rich' od E.Dan & DJ Huggy). Sample również pochodzą z bardzo różnych źródeł. Kaskady symfonicznych dźwięków, klasyczne smyki, trochę funku - wszystko wydaje się nieco napompowane i pomnikowe - takie w stylu właśnie JuJu Mob, czy wręcz Jedi Mind Tricks.
    Reef jest bardzo dobrym emce, co do tego nie ma dwóch zdań. Jego flow płynie poprzez bity niezwykle sprawnie, rozbijając system swoimi, przede wszystkim bitewnymi rymami, przetykanymi różnymi wizjami apokalipsy. Nawet, jeśli temat z założenia jest inny, to i tak Reef zbacza w kierunku walki na rymy: 'Welcome to the home of brotherly love \ Brothers covered in blood \ The man's office is covered in bugs \ The youth dreams cut short, swept under the rug \ Love for self is outweighed by the love for the drugs' by zaraz potem zarymować 'I'm the omen in rhyme form \ You soft as nylon \ I spit hot fire like Dilawn, Dilawn, Dilawn \ Mind gone from buds's big as pine cones \ The Lost Cauze is a motherfucking cyclone'. Jednak sprawności w składaniu wersów odmówić mu nie można. Na płytę zaproszeni zostali głównie kumple z Army Of The Pharoahs i JuJu Mob: State Store, Chief Kamachi, King Magnetic i Charon Don. Jedynym wyjątkiem spoza układu jest będący w świetnej formie Sean Price z legendarnego Heltah Skeltah.
    'Feast Or Famine' to uczta dla osób spragnionych świetnych porównań i słownych wygibasów, a także dla tych, którzy lubią podziemne filadelfijskie klimaty. Album pełen jest prawdziwego, szczerego hip hopu ze świetnym emce i konkretnymi podkładami. Pewnie jeden z lepszych AD 2005, choć był to rok obfitujący w świetne płyty.

OCENA: 5-\6


sobota, 17 sierpnia 2013

Память о Михее - BAD B.ALANCE

GALA 2004

1. Бэла Бэланс Нас
2. Шоу Бизнес
3. Городская Тоска
4. Как Сон
5. Тихо Тают Дни
6. Светлая Музыка
7. Африка
8. Страсть [Другая Версия]
9. С Новым Годом
10. Игры
11. Питерские Миги
12. Дорога Домой
13. Ангел Хранитель
14. Джаз - Это "Немузыка"

    Tak mnie naszło na rosyjską klasykę, bo obecnie mamy w Zielonej Górze festiwal piosenki rosyjskiej... Bad Balance to skład rosyjsko-ukraiński z Doniecka, Moskwy i Leningradu (ups, Sankt-Petersburga). Członkowie grupy to Мастер ШЕFF (Master Szef), Al Solo, Купер (Kuper) i Mr.Bruce. Bad Balance to chodząca legenda rosyjskiego rapu, wydająca płyty od 1991 roku! 'Память о Михее' (Pamiat' O Mihie', czyli Pamięć o Michie - co wyjaśnię za chwilę) to pół oficjalny album, coś w rodzaju składanki różnych kawałków niepublikowanych, lub znanych stąd albo zowąd, ale nie nagrywanych na płyty. Gdyby liczyć wszystkie wydawnictwa, byłaby to płyta numer 8 w dorobku grupy.
    Muzyka, jak to w kawałkach pozbieranych z różnych okazji, jest dość różna i słychać, że pochodzi z różnych okresów. Bity robi czasem sam zespół (Mr. Bruce, Валов В.В. aka Master Szef), ale i producenci luźno związani z grupą: Матвеев Г.А. (znany też jako DJ Штакет), Чернышов Д.Н., Пачкай П.В. aka DJ 108 i Сергей Крутиков (Siergiej Krutikov) - czyli sam tytułowy Михей, zmarły w 2002 jeden z założycieli zespołu. Podkłady to rzecz dość eklektyczna, łączą w sobie Złotą Erę, g-funk, troszeczkę ragga i r&b. Czasem to rzecz hardkorowa (Африка - Afrika), czasem totalny letni przebój (Светлая Музыка - Swietłaja Muzyka). Pamiętajmy, że jest to album poświęcony zmarłemu członkowi grupy, zatem zawiera nagrania sprzed XXI wieku, zatem nic dziwnego, że tak brzmi - chociaż wcale nie chcę powiedzieć, że nie buja - wręcz przeciwnie, B.Balance, jako jedna z legend przemysłu muzycznego Rosji, miała środki na porządną produkcję i muza jest naprawdę porządna.
    Tytułowy i wspominany Михей, oczywiście, występuje praktycznie w każdym traku, rymując i podśpiewując regałowo. Obok niego znajdą się i Al Solo, i Kuper i Master Szef, ale także inna legenda rosyjskiej sceny, również dawny członek zespołu, Legalize. Wprawdzie język rosyjski jest dość podobny do polskiego, ale i tak, kto go nie zna, niewiele zrozumie - łatwo jednak zauważyć, że rapperzy mają skillsy i flow. Nie ma miejsca na pomyłki, wszystko zarymowane jest bez zarzutu i bez potknięć. Chłopcy mówią o wszystkim: miłości do muzyki, show biznesie, o blaskach i cieniach życia, a nawet idą krok dalej - poruszają tematy afrocentryczne, wzorem idoli amerykańskiej sceny Złotej Ery, co może wydawać się dziwne u białych jak papier Rosjan.
    Scenę rosyjską warto badać - może niebawem zdecyduję się wrzucić coś aktualnego, ale na razie zupełna klasyka zza naszej wschodniej granicy. Zespół, który wypada znać, nawet jeśli nie z dokonań, to choćby z nazwy, bo to jedna z najważniejszych grup na rosyjskiej scenie hip hop, grupa, która położyła potężne podwaliny pod rozwój tejże sceny.

OCENA: 4\6


sobota, 6 lipca 2013

SHIFTING GEARS - Z-TRIP

Hollywood 2005

1. Intro
2. Listen To The DJ    feat. SOUP
3. All About The Music feat. WHIPPER WHIP
4. The Get Down     feat. LYRICS BORN
5. About Face
6. Furious
7. Take Two Copies     feat. BUSDRIVER
8. For My People     feat. SUPERNATURAL
9. Bury Me Standing    feat. LUCKY SICK
10. Breakfast Club    feat. MURS, SUPERNATURAL
11. 3rd Gear
12. Everything Changes     feat. ACEYALONE, MYSTIC
13. Walking Dead    feat. CHESTER BENNINGTON
14. Shock And Awe     feat. CHUCK D
15. Revolution (STR Parts 1 + 2)
16. The Grandmaster    feat. GRANDMASTER CAZ

    Ten DJ o włoskich korzeniach współpracował i produkował dla tylu znanych osób, że ciężko wymienić chociaż połowę. Są to zarówno gwiazdy scen światowych (Linkin Park, LL Cool J, czy Public Enemy), jak i podziemni wymiatacze, tacy jak Busdriver, Lateef, czy Murs. Może i o nim nie słyszałeś, ale to jeden z najlepszych DJów na świecie, na co ma stosowne papiery...
    Na tym turntablistycznym albumie, poza skreczami, Z-Trip wykonał całą pracę producencką, jako że również robi bity. To muza prawdziwie turntablistyczna, o połamanych perkusjach i z breakbeatami, ale nie brak również klasycznych kawałków - wszak sporo osób zaproszonych jest tu na mikrofony. Szczerze mówiąc, jak na album djski, stanowczo za mało jest tu popisów gospodarza, bardziej jest to płyta producencka. Nie jest to ani źle, ani dobrze - choć przyznam, że widząc imię autora, spodziewałem się tornada skreczy, wylatujących z głośników. Cóż, choć jesli nawet Z-Trip potrafi zrobić z muzą hip hopową wszystko - od kawałków dla b-boyów, po ostre rockowe kawałki - nadal za mało tu skreczingu.
    Drapanie zastepują rymy. Mamy tu zarówno legendy old schoolu, pamiętających początki rapu: Whipper Whip i Grandmaster Caz, jak i gwiazdy niezależnego rapu: Soup z Jurassic 5, Lurics Born, Aceyalone z Freestyle Fellowship, czy Murs. Do tego żywy pomnik rapu, Chuck D z Public Enemy w iście ciężkim, klasycznym dla siebiue traku oraz nierapowy dla odmiany frontman Linkin Park. Od takiego zestawu ciężko oczekiwać wtopy i owszem, słucha się ich bardzo dobrze, bo wszyscy prezentują niezłe rymy, czy to wygłupiając się na traku, jak w 'Breakfast Club', czy traktując rzecz śmiertelnie poważnie, jak Chuck D, czy dając luźne, imprezowe rymy - jak większość tutaj. 
    Płyta w sumie jest bardzo spoko, ponad 70 minut prawdziwego hip hopu, bez pierdolenia. Jedyne, co nie jest tu zgodne z moimi oczekiwaniami, to ilość popisów Z-Tripa - ale o tym juz mówiłem. A tak poza tym, szczery hip hop na każdą okazję. Dobra płyta.

OCENA: 5-\6 


poniedziałek, 20 maja 2013

PA'L MUNDO - WISIN & YANDEL

Machete 2005

1. Dale (Intro)   feat. MR. PHILLIPS
2. Manigueta
3. Llamé Pa' Verte (Bailando Sexy)
4. Paleta    feat. DADDY YANKEE
5. Solo una Noche
6. Mayor Que Yo, Pt. 2
7. La Barria    feat. EL FATHER
8. Calle Callejero
9. Sin El
10. Rakata
11. Sensación    feat. TONY DIZE
12. Tabla
13. Noche de Sexo    feat. AVENTURA
14. Mirala Bien
15. La Companía    feat. EL GORILA, GADIEL
16. Lento
17. Titere
18. Yo Quiero
19. Fuera de Base
20. Rakata [Remix][Mix]   feat. JA RULE
21. Rakata [Hip Hop Remix]    feat. TEA TIME
22. Llamé Pa' Verte (Bailando Sexy) [Instrumental]

    Wisin i Yandel to gwiazdy wielkiego formatu. Nie jest istotnym fakt, że o nich najprawdobniej nie słyszałeś - pewnie nie słuchasz ich rapu. A jest to gatunek bardzo specyficzny - reggaeton, czyli mieszanka hip hopu, raggamuffin i różnych latynoskich rodzajów muzyki. Jest to brzmienie uwielbiane na Karaibach i w Ameryce Środkowej, a także wśród latynoskiej części USA, ale większość środowiska rapowego odmawia reggaetonowi jakichkolwiek wartości i spluwa siarczyście w tym kierunku.
    Pa'l Mundo (Dla Świata) to trwająca około 70 minut taneczna bomba. Muzykę robił tu w sporej części słynny Luny Tunes (słynny na Karaibach naturalnie), ale swoje bity dali również Nely "El Arma Secreta", Tainy, Thilo, Nales, Nesty "La Mente Maestra" i Naldo - w większości rozchwytywani producenci portorykańscy, mający wiele kolaboracji również w Stanach z największymi gwiazdami sceny rap (Snoop Dogg, Fat Joe, R.Kelly...). Ta muza ma rozkręcać biby z temperaturą podobnej do momentu, kiedy Latynoskie piękności pozbywają się wprawnie ubrania. Elementy bujającego rege, ognistej salsy i bomby. I w zasadzie nie pozwala usiedzieć spokojnie w miejscu, bo nie ma tu rozlazłych przerw na pościelówy. Albo ciągły taniec albo ostre rżnięcie - ewentualnie niewykluczone oba naraz. A nawet wskazane.
    O czym rapują i podśpiewują dwaj Latynoscy playboye? Głównie o tańcu, laskach i seksie. No, i miłości. Czasem wkracza jeszcze temat ciężkiego życia na dzielni, ale to już sporadycznie. Teksty, dość płytkie (ale w sumie czego oczekiwać po tej tematyce) wystarczą, aby nakręcić klimat. Wisin i Yandel mają bardzo ekspresyjny styl, podśpiewują - wszystko po hiszpańsku, naturalnie. Duetowi towarzyszą przede wszystkim gwiazdy reggaeton, ale znajdziemy tu również Ja Rule, który został zaproszony do remixu największego hitu z tej płyty, 'Rakata'.
    Piąta płyta duetu była najbardziej przebojowa - sprzedano ponad 3 miliony kopii na całym świecie. Obecnie panowie robią dicho pop, ale te kilka lat temu jeszcze brzmieli całkiem porządnie. Jasne, że płyta nie trafi w gusta wszystkich - część na pewno powie, że to tandeta i dyskoteka. Ale taki hip hop też istnieje na świecie i 'deal with it'.

OCENA: 4-\6


niedziela, 28 kwietnia 2013

FLY SCHOOL REUNION - GIANT PANDA

Tres 2005

1. Rap Attack Intro
2. One Time
3. With It
4. Super Fly
5. Just Cause
6. Diggin' In The Tapes
7. 90's
8. Sho' Improve
9. Chops
10. Grand Prix
11. Always Dope
12. 3rd Party
13. Racist     feat. THES ONE
14. T.K.O.
15. Strings
16. Classic Rock

    Słyszałeś o Giant Panda? Pewnie nie, a szkoda. Trio z podziemi Los Angeles stara się przywołać najlepsze rzeczy w hip hopie i umieszcza je na swoich albumach. Co śmieszniejsze, żaden z nich nie jest Czarny - zresztą nazwa trafnie odnosi się do ich pochodzenia. MC Maanumental, Newman i Chikaramanga są tu ze swoim pierwszym oficjalnym albumem (nie liczę nielegala 3 lata wcześniejszego) i za ten właśnie album zebrali niesamowite owacje - zarówno od fanów, jak i w gazetach i magazynach pojawiły się ekstatyczne recenzje. 
    Jak już wspomniałem, to powrót do korzeni, dlatego produkcje człownków zespołou, Chikaramangi i Newmana, tak samo jak Thes One z People Under The Stairs, Sir Kado i Ben'a Gebhardt kapią aż od złotoerowego zacięcia, wajbów i funkowo-jazzowych sampli. Producenci wykorzystują sporo motywów znanych z płyt A Tribe Called Quest - sami zresztą przyznają, że to jeden z ich najulubieńszych zespołów. Ale uważny słuchacz odnajdzie tu również cytaty z De La Soul, czy nawet Warren G. W związku z tym, że większość albumu zrobił Thes One, klimat może być miejscami podobny do nagrań People Under The Stairs, ale... jest dużo lepszy, dzięki wkładowi Newmana i Chikaramangi. Sprawdź bity do 'Chops', 'Grand Prix', czy 'Super fly'. No i naturalnie, dobrą robotę robi tu zróżnicowanie pomiędzy emce.
    Bo każdy z chłopaków rymuje świetnie. Do tego Chikaramanga, jako, że jest Japończykiem, rymuje przede wszystkim po japońsku. Powracają myślami przede wszystkim do dawnych, dobrych czasów w hip hopie, ale nie nie stronią od poważniejszych tematów, tak jak w 'Racist' albo '3rd Party', ale nie oszukujmy się, nie dość, że takich tematów jest niewiele, to jeszcze potraktowane są równie luźno, co te... luzackie kawałki. Bo czy można traktować poważnie prześmiewcze wersy Japończyka, który nabija się sam z siebie? Emce - słychać to wyraźnie - doskonale bawią się na majku, a słuchacz ma podobny ubaw.
    Luz, klasyka, zabawa. Tego się aż przyjemnie słucha! Nic dziwnego, że album zebrał tak rewelacyjne noty, bo to prawdziwa płyta, taka, której słucha się świetnie i ma się ochotę włączyć po raz kolejny. Giand Panda zrobiła ten 'fly school reunion', bez kitu,

OCENA: 5\6


wtorek, 16 kwietnia 2013

IT'S CALLED LIFE - ETERNIA

Urbnet 2005

1. Truth
2. Evidence
3. Hate
4. Beef
5. Family   feat. HELIXX C, DJ DOPEY
6. Time
7. Control
8. Understand (If I) feat. FREESTYLE
9. Balance
10. Death
11. Love    feat. JESSICA KAYA
12. Struggle    feat. WORDSWORTH, KENN STARR
13. Girls
14. Inspiration
15. Bang

    Kiedy zamawiałem sobie tę płytę z Kanady, w sumie nie wiedziałem o niej nic, poza podejrzaną okładką. Ale gdzieś przeczytałem ekstatyczną recenzję jej pierwszej (w sumie to drugiej, ale debiutu takiego pełnoprawnego) płyty i mnie to zaciekawiło. Eternia to dziewczyna, która w Kanadzie jest rozpoznawalną rapperką i, co lepsze, nagradzaną i szanowaną. Do Polski jej sława nie dotarła, a może szkoda? Bo co znamy z Kanady? K'Naan? To bardziej Somalia. Pewnie część pamięta Dream Warriors z 'My Definition to a bombastic jazz style', może ktoś kojarzy Classified i Swollen Members. Syfiasty Drake. A tu jest mnóstwo ciekawych wykonawców!
    Mogę trochę popieprzyć, że produkcją na płycie zajęli się Tone Mason, Similak, Rude, Collizhun i paru innych, ale komu to cokolwiek powie? Właśnie. Mnie również w sumie mało. Pewnie słyszałeś bity Tone Mason'a dla 50 Cent'a, Busta Rhymes, czy Talib Kweli - to producent nominowany parokrotnie do Grammy. Collizhun za to współpracuje z Battle Axe, stąd obecność Freestyle z Arsonists. Reszty nie znam. Nie szkodzi. Podkłady wprawdzie nie powalają, ale są wystarczająco porządne, żeby stanowić zacne tło dla Eternii. Są to bity energiczne, twarde - w sumie zupełnie nie kobiece. W zasadzie płyta lekko zwalnia tylko przy 'Balance', który jest takim refleksyjnym kawałkiem, ale to wcale nie znaczy, że to pościelówa. Tu nie ma na to miejsca. 
    Ta biała panna obdarzona jest niskim, ciepłym głosem i świetnym flow, co w połączeniu ze świetnymi, inteligentnymi tekstami sprawia, że dziewczyna niszczy mikrofon. Weź np. wersy 'And now "Jesus Walks" in the club, that's real \ And kids getting blessed by the bar; what's that, a baptism? \ It's the new religion, era of the me sinning \ I won't preach to ya, I'm from the same system'. Cała płyta to celne obserwacje społeczne oraz swoje osobiste przeżycia, przetykana bitewnymi rymami, które walą w Twój ryj bez ostrzeżenia. Dodatkowo, mamy tu Freestyle'a z Arsonists i gwiazdy podziemia: Wordsworth i Kenn Starr oraz mniej znaną nowojorską rapperkę Helixx C, którą możecie kojarzyć ze składaka Fat Beats Compilation Vol. 1.
    Świetna lirycznie i zwyczajna bitowo płyta namieszała nieco na scenie, nie tylko kanadyjskiej. Eternia została dostrzeżona przez Amerykanów, ale także przez europejskie kręgi, spragnione tego 'prawdziwego rapu'. Płyta jest naprawdę niezła i nie żałuję, że ją ściągnąłem w paczce z Kanady - wyszło na to, że niespodziewanie była jedną z lepszych pozycji w zamówieniu :) Eternia na pewno jest warta sprawdzenia.

OCENA: 4+\6


czwartek, 4 kwietnia 2013

LOST SESSIONS - MOLEMEN

Molemen 2005

1. Live Yo Life - SHABBAM SHAHDIQ
2. The Illusion - IOMOS MARAD
3. Violate - L THE HEAD TOUCHA
4. The Small Things - CAPITAL D
5. Escape Route - SLUG
6. Lambslaughter - PRIME feat. SLUG
7. Yee Haw (rmx) - MF DOOM
8. Divide & Conquer - JUS ALLAH
9. Can You Relate - VAKILL
10. Be What I Wanna Be - LONGSHOT & RHYME SCHEME
11. Eddie Ill & DL Freestyle WORDSWORTH, PUNCHLINE & INVINCIBLE
12. With Us - CAGE & COPYWRITE
13. Boston to Chicago - ESOTERIC
14. Flashes in My Dreams - ALX
15. Roaches in My Eyelids - THIGAHMAHJIGGEE
16. Va2k - VAKILL
17. 1,000 yd. Stare - VIZION & VISUAL
18. You Can Try - APATHY, 7L & ESOTERIC

    His-Panik, Memo i PNS to zespół uznanych producentów, pracujących pod szyldem Ludzie-Krety. Zajmują się produkcją nie tylko dla podziemia Chicago, ale ich kawałki znajdziemy na wielu płytach i ze wschodu, tak samo, jak z zachodu. 'Lost Sessions' to jest ich piąty album producencki, gdzie zgromadzili kawałki robione właśnie dla innych wykonawców.
    Produkcje tria, razem lub osobno, są bardzo często wykorzystywane przez niektórych wykonawców, więc nie zdziwcie się, kiedy natraficie czy to na ksywki, czy  na szyld zespołu na którejś z płyt. W podziemiu są naprawdę znani i pożądani. Nic zresztą dziwnego, bo ich produkcje, choć klasyczne, są świeże i zwyczajnie dobre. Najwięcej traków wyprodukował tu Panik, pięć z nich zrobił PNS, a tylko trzy Memo, ale za to chyba najbardziej ruszające ('Live yo life', 'Divide & conquer' i 'With us'). Mógłbym napisać, że każdy z nich ma własny styl, ale... Memo niby robi najbardziej mroczne i ciężkie podkłady, ale Panik, pomimo, że większość jego bitów jest lżejszych i opartych na szybszych samplach, potrafi również zrobić taki gniotący, mocno podziemny bit ('Can you relate' czy 'Flashes in my dream'). Wiodą loopy z pianina, czasem dęciaki - ogólnie dość typowe, acz przyjemne podziemne granie.
     Ale kwintesencją tutaj jest to, kogo mamy na majku. A są to największe, nie powiem gwiazdy, ale postaci podziemnego rapu w obie strony od Chicago. Nie tylko stylistycznie, ale i lirycznie, bo tu nikomu skillsów odmówić nie da rady. No, poza kawałkiem Thigahmahjiggee, który jest raczej żartem, niż poważnym kawałkiem i jest lekko głupawy... Reszta natomiast to same sztosy. Zbadaj numery Shabbam Shahdiq, Vakilla, Jus Allaha, Esoterica, Slug'a i... reszty. Jasne, że najwięcej będzie tu traków od Mc, z którymi Krety współpracują na stałe, ale są również kawałki pojedyncze, równie dobre, co reszta. W zasadzie każdy kawałek można porozkminiać i każdym się zajarać. No, poza tym dziwolągiem 'Roaches in my eyelids'...
    Bardzo dobra płyta, która niewątpliwie zachwyci większość fanów klasycznego, podziemnego rapu. Bo nie dość, że produkcja na wysokim poziomie, to jeszcze rapperzy dają spory popis swoich umiejętności. Więcej takich płyt wypadałoby sobie życzyć...

OCENA: 5-\6


czwartek, 17 stycznia 2013

LOST BOYZ FOREVER - LOST BOYZ

Contango 2005

1.Intro
2.Not a Test
3.Spit Flow
4.Shine 'Em Up   feat. SLUMLORDAZ, JASON MACKENROTH
5.Make Music
6.Hard Workin'
7.Keep Ridin'
8.Basically   feat. VAN DAM, OB THA CAT
9.Jeeps, Lex Coups, Bimas and Benz
10.Still a Winner
11.I'm Coming Home
12.Let's Go   feat. PMD, LIL RAZZ
13.Ordinary Guy
14.We Ain't Stopin'   feat. ERICK SERMON, NETTY
15.My Way   feat. JASON MACKENROTH
16.All I Know   feat. RULER DIVINE
17.Prom Night   feat. JASON MACKENROTH
18.U R My Love    feat. QUEEN JOSEPHINE
19.Renee

    Trudno o trafniejszą nazwę dla tego zespołu. Lost Boyz faktycznie pobłądzili. Album 'Forever', wydany jako czwarty na 10-lecie istnienia zespołu, doskonale podsumowuje jego dokonania i wyraźnie pokazuje, co się z chłopakami stało. Freaky Tah? Nie żyje, zastrzelony. DJ Spigg Nice? W pierdlu, mało zarobił na płytach, zaczął zatem rabować banki. Zostali Mr. Cheeks i Prettu Lou. Na rocznicę wydali więc płytę, będącą zebraniem ich dokonań - nie 'the best of', choć są tu stare hity, ale wrzucono tu przede wszystkim wcześniej nie publikowane kawałki zespołu.
    Już samo intro wprowadza nas w retrospekcyjny nastrój: to ta sama muzyka, którą rozpoczynał się pierwszy, legendarny album grupy: 'Legal Drug Money'. Wszystko, co znajdziemy na tej płycie, wyszło spod rąk takich osób, jak Erick Sermon, Easy Mo Bee, Boola, Mr. Sexxx, Sage, Ralph Lo, KG i Divine - przynajmniej trzech z nich powinno mieć pomniki w Hall Of Fame rapu. Większość z tych traków straciło swoją siłę, poza naturalnie dwoma absolutnymi hitami 'Jeeps, lex coups...' i hymn o miłości z getta, 'Renee'. Owszem, znajdzie się parę ciekawych kawałków ('Not a test', 'Still a winner', 'I'm coming home'), ale, nie oszukujmy się, to nadal odrzuty z innych sesji nagraniowych.
    Album wyszedł w czasach, kiedy Tah nie żył, a Spigg Nice siedział w więzieniu, więc ich wersy dorzucono, korzystając z tego, co kiedyś nagrali. Jedynie Cheeks i Lou byli w stanie dać nowe wersy, ale też nie zawsze. Czasem wręcz słychać, że niektóre partie wcale nie miały być nigdy wykorzystane... Dlatego jest tu tak bardzo różnie, są wzloty i upadki. Do wzlotów na pewno należy zaliczyć świetny storytelling z 'Renee', o dramatycznej miłości z getta, występy Sermona i PMD... Znalazło się tu też miejsce na zaprezentowanie młodych wilków związanych z LB: Slumlordaz, czy Ruler Divine. Upadki to przede wszystkim wspomniane wcześniej wykorzystanie wersów, które nie powinny wyjść poza szufladę, bo z 1\3 kawałków jest zwyczajnie słaba...
    Takie to są właśnie jubileuszowe płyty, nie będące składakiem typu 'greatest hits'. Zbiór przypadkowych utworów, z których większość, owszem, da radę, ale część się nie nadaje, to nie jest opcja na dziesięciolecie. Typowo komercyjne potraktowanie sprawy, pewnie chłopcom kończyły się pieniądze... Mr. Cheeks nie może narzekać, bo wydaje solowe płyty, które choć już nie błyszczą, dają się słuchać, Pretty Lou zaś może odcinać kupony, tak samo, jak zbierać kapitał na wolność może Spigg Nice - ale kiedyż on wyjdzie... Dla fanów LB.

OCENA: 3+\6


piątek, 21 grudnia 2012

FLO'OLOGY - FLOETRY

Geffen 2005

1. Blessed 2 Have
2. Supastar    feat. COMMON
3. Closer
4. My Apology
5. Let Me In
6. Lay Down
7. Feelings
8. Sometimes You Make Me Smile
9. I'll Die
10. Imagination
11. I Want You

     Marsha Ambrosius 'the Songstress' i Natalie Stewart 'the Floacist' narobiły tyle szumu swoją pierwszą płytą w Stanach i Europie, że oczekiwania po trzecim krążku (wcześniej wyszedł jeszcze jeden, 'na żywo') były ogromne. Floetry nie prezentują typowego hip hopu, tworzyły raczej muzykę, którą ochrzczono neosoul. Śpiewają, rymują - coś jak unowocześniony New Jack Swing sprzed 10 lat.
    Produkcją zajęły się same - w końcu to absolwentki wyższej szkoły muzycznej, ale miały pomoc od wielu mniej lub bardziej znanych producentów i muzyków na żywo. W nagraniu płyty brali udział Scott Storch, Raphael Saadiq, Bobby Ozuna, Keith Pelzer, Darren Henson i wielu, wielu innych. Dzięki czemu otzymujemy bardzo soulową muzykę z wieloma hip hopowymi wstawkami, chociaż, jeśli miałbym wskazać, ile jest rapu w Floetry, to byłoby to może 35%. Dziewczyny stawiały bardziej na duszę (soul), niż ciało, zatem przede wszystkim będzie to płyta dla kobiet.
    Ale nie tylko, bo przecież są tu traki, gdzie występuje np. Common na traku od Scott'a Storch'a i jest to czystej wody hip hop. Fakt, że takich piosenek jest tu niewiele, ale jeśli już są, to dobre. Poza tym dziewczyny mają naprawdę piękne głosy i nic dziwnego, że Marsha wylądowała u Dr. Dre w wytwórni i ma featuringi z dziesiątkami znanych osób. Jednak nie oszukujmy się - to płyta bardziej do łóżka, niż słuchania na słuchawkach, kiedy idziesz po mieście. Tematyka również  bardziej nastraja na akcje pościelowe we dwoje, niż na szwendanie się po ulicy.
    Jakkolwiek nie jestem fanem rozlazłego grania i soulowych przyśpiewek, to muszę oddać honor dziewczynom, bo są uzdolnione potężnie. A płyta? Jest... ciekawa. Grzechem byłoby napisać, że jest słaba - po prostu nie musi wszystkim fanom hip hopu przypaść do gustu.  

OCENA: 4-\6