RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 marca 2014

THE STRUGGLE CONTINUES... - BLACK FLAG

Black Flag 2006

1. Intro
2. Locked in Cages
3. Don't Wanna Play
4. Love Your Life
5. Get Your Name Known   feat. STRESS
6. Back to Back
7. Put Your Hands Up
8. That's How I Was Raised   feat. MOE
9. God Is Good
10. On the Block
11. Livin' It Up
12. Get Up On It
13. Fire
14. Back to Back 2
15. Who Want It    feat. STRESS
16. Something About Them
17. Back On My Feet    feat. SEMI AUTO
18. Accrate Aim (Wopo Solo)
19. Stratic (Rap P Solo)
20. Outro
21. Heavy Metle

    Tych dwóch kolesi to rapujący duet z Queensbridge, czyli Rap P i WOPO. To właśnie Rap P, który dorastał na jednym podwórku wraz z Nasem, Havoc'em i Prodigy z Mobb Deep, jest motorem napędowym grupy. Co innego można robić, kiedy miało się takich kumpli na podwórku? Tylko robić płyty! 
    Rap P sam produkuje wszystko, nie tylko dla siebie, ale i dla innych podziemnych rapperów z QB. Jako producent, naturalnie, również zrobił cały album dla tego projektu. Jak to brzmi? Normalnie. To typowy rap, prosto z nowojorskiego podziemia. Nawet ciężko powiedzieć, że muzyka na albumie brzmi we właściwym dla Queensbridge klimacie - nie wszystkie bity noszą znamiona tak naturalne dla tej części NY, wykształcone przede wszystkim przez Havoc'a z Mobb Deep, ale i przez EZ Elpee, czy nawet Marley Marla. Owszem, damy radę znaleźć te pudełkowate perkusje, pętle z pianin i smyków, z których często i gęsto czerpią nasi ulicznicy, ale to tutaj w sumie margines. Przeważają klasyczne loopy z przeróżnych sampli, głównie ze starych przebojów czarnej muzyki, ale przecież nie tylko, bo mamy tu raczej mało oczywisty kawałek 'Livin It Up', oparty na dość dziwnym plimkaniu. Podkłady zatem na 'The Struggle Continues...' są całkiem porządnymi, klasycznymi trakami, jakich z biegiem lat coraz mniej na płytach. Rap P pokazuje, że potrafi zrobić nowocześniejszą perkusję ('Get up on it'), czy kombinować z brzmieniem (wspomniane 'Livin It Up'), ale zasadniczo mamy tu stary, dobry rap - mało skomplikowany, ale kiwający głową.
    Jeśli chodzi o rapperów, to jest tu równie prosto i klasycznie, co przy muzyce. Rap P ma nieco wyższą barwę głosu, jedzie odrobinę szybciej - wydaje się być lepszym producentem, niż rapperem. WOPO zaś ma głębszy głos, którym akcentuje mocno niektóre słowa i ma lekko lepsze teksty. Dominująca tematyka ujęta jest w najzwyklejszy sposób, bez ozdobników i wystrzałów - jedyne wystrzały, jakie tu usłyszymy, to z broni, a nie liryczne popisy. Rapperzy nie są wirtuozami, przedstawiają zwyczajne uliczne życie w QB, pełne dilujących Czarnuchów, broni, wciąganej kokainy, jasno wyznaczonych celów i jakże typowego dla QB '25 ta life'. Wrogowie czają się za rogiem, Boże pomóż wydostać się z tej klatki... Taka uliczna masówka. Gośćmi tu są mało znaczący zawodnicy podziemia QB, Stress, Moe i Semi Auto, którzy wiele nie wnoszą do brzmienia albumu.
    No cóż, mamy tu jeden z tych albumów, których jest wiele. O ile muzycznie jest całkiem fajnie, bo to takie dość klasyczne, całkiem przyjemne podkłady, to lirycznie jest nieco gorzej i przypomina to naszych uliczników - wprawdzie flow i technika są poprawne i brzmi to dobrze, to tekstowo nie wybijają się na szczyty. Da się tego spokojnie posłuchać, wrzucić gdzieś w tło i jest ok. Zagłębiać się w wersy nie bardzo jest sens.

OCENA: 3+\6


wtorek, 28 stycznia 2014

THE LATIN LOVE STORY - FUNKY DL

Washington Classics 2006

1. Hit Me (Latin Remix)
2. Queen Of Diamonds (Latin Remix)
3. The Individual (Latin Remix)
4. Glistening (Latin Remix)
5. Billie Holiday (Latin Remix)
6. About The Things (Latin Remix)
7. Return Of The Funk Phenomenon (Latin Remix)
8. Love Is The Only (Latin Remix)
9. & Ask For DL (Latin Remix)
10. Eye Remember (Latin Remix)
11. Laundry (Latin Remix)
12. Love 15 To Advantage (Bonus Track)
13. Action Replay (Bonus Track)
14. Special (Bonus Track)
15. Train Girl (Bonus Track)
16. Loud Noise Of Silence (Bonus Track)
17. Soul Silhouette (Bonus Track)

    Funky DL to niezwykle płodny rapper i producent - wydaje co najmniej jedną płytę rocznie, i, jak mówi, sam nie jest pewien, ile albumów ma na koncie - będzie tego zapewne ponad 20. To jeden z albumów z remiksami - DL wziął na warsztat swoje wcześniejsze, znane i lubiane kawałki i zrobił z nich wersje oparte o rytmy latynoskie. Kto zna Funky DL, ten wie, że ten brytyjski rapper robi bardzo przyjemną, hip hopową muzę i jest w zasadzie legendą w Anglii.
    Funky DL zebrał sobie swoje ulubione kawałki z poprzednich albumów i postanowił przerobić je na latynowską modłę. Mamy tu klimaty wręcz zewsząd, jeśli chodzi o świat południowców: samba i bossa nova, gitarki i perkusje, trąbeczki - wszystko tylko czeka, kiedy zaczniesz tupać nóżką, a pośladki pójdą w tan, że tak to poetycko ujmę. DL ujął nowe wersje między kastaniety, a piersi śniadolicych tancerek rumby i choć są do delikatne i pełne soulu traki, ruszają głową, zmuszając ją do kiwania. DL ma bardzo dużą łatwość konstruowania gładkich, melodyjnych podkładów, które jednak nie są rozmymłane, ale lekko lecą w przestrzeni. Do tego mamy równie delikatną robotę DJ Styx'a, który wspomaga od zawsze Funky DL na wosku. Krótko mówiąc, to bardzo przyjemna muza, sięgająca korzeni hip hopu, ale oparta na latynowskich rytmach.
    Funky ma bardzo ciepłą barwę głosu i naprawdę fajny flow. Używa tego flow i swoich produkcji w niezwykle przemyslany sposób, bo zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że gdyby chciał pozować na gangstera albo zająć się grajmem, to ludzie postukaliby się tylko w głowę. Dlatego DL dostosował swoją muzykę i flow do przekazu. Snuje on pełne ciepła historie o emocjach i uczuciach, o szczerym, prawdziwym hip hopie i życiu - takim zwyczajnym, bez ciśnienia, bez narzekania. Wszystko jest w pastelowych barwach i jasne - nawet jeśli coś nie idzie, zawsze przecież kiedyś będzie lepiej. To płyta dla ludzi kochających świat i prawdziwe, acz lekkie brzmienie hip hopu. Nie ma żadnych gości, bo DL jest wystarczająco funky, żeby sobie dać radę. Najlepsze traki wg mnie to 'Soul Silhouette' i 'Special', ale tak naprawdę nie ma tu słabych numerów. To prawie godzina w naprawdę miłym towarzystwie.
    Ciężko tę płytę nazwać inaczej, niż miła, sympatyczna, czy przyjemna. Latynoskie wersje starych kawałków nadały im nową moc i nowy wajb, są one nie tyle lepsze, czy gorsze, ale po prostu inne. To płyta dla tych, którzy nie wierzą, że Anglicy robią coś poza grajmem i tymi syntetycznymi dźwiękami. Prawdziwy, korzenny rap z Londynu.

OCENA: 5-\6 


piątek, 27 grudnia 2013

SECOND PLACE IS THE FIRST LOOSER - PAPOOSE

Streetsweepers 2006

1. Intro (The Street Crown)
2. Gangsta Around Your Way 
3. Wake Up Everybody
4. Second Place Is The First Loser
5. Prisoners Of War
6. Where It Started At (NY) 
7. Interlude (Live At Hot97)
8. Air It Out
9. Stuntin'   feat. REMY MA 
10. Pop The Trunk   feat. YUNG YOC, CHAMILLIONAIRE  
11. Line 'Em Up 
12. Broken Language 2006    feat. VEIN 
13. The Hardest Out    feat. HELL RELL, REMY MA 
14. Monsters Ball    feat. THUG-A-CATION 
15. 15 Minute Freestyle (Live At Funkmaster Flex Show At Hot 97)
16. I'm From NY (Remix)    feat. MIKE BECK, MAINO, JAE MILLZ, REMY MA, PRINZ, TONY SUNSHINE
17. Watch How It Go Down (Remix)    feat. M.O.P., TERMANOLOGY
18. Interlude (Live At Hot97)
19. Can't Stop The Reign 2006 (Remix)   feat. BUSTA RHYMES, SHAQUILLE O'NEAL, REMY MA
20. Take Me As I Am (Remix)    feat. MARY J. BLIGE 
21. Sexy Back (Remix)    feat. JUSTIN TIMBERLAKE
22. Outro

    Papoose to koleś wypromowany przez Kool G Rap'a, później zaopiekował się nim DJ Kay Slay ze słynnego Hot 97 FM. Papoose w ciągu niecałych 8 lat zalał scenę mikstejpami - było ich  bodaj około 30 - 'Second Place Is The First Looser' to jego 16 taśma - przy czym nadmienię, że pierwszy mixtape wyszedł... dwa lata wcześniej! Niezwykle płodny artysta, który dzięki tym taśmom stał się bardzo rozpoznawalnym wolnostylowcem i podziemnym rapperem.
    Jak to na mikstejpach, dzieje się duzo różnych rzeczy. Są tu gościnne kawałki Paps'a z innych płyt, jak olśniewający 'Where it started at? z 'Hi Teknology 2' od Hi-Tek albo 'Sexy back' z płyty Justina Timberlake'a - i parę innych. Dlatego rozrzut producentów może rzeczywiście odurzyć: D.R. Period (na bicie z 'Broken Language' Smoothe Da Hustler), Webstar, E-Dubb (kawałek Papoose 'Gangsta Around your way' i świetny 'Monsters Ball' na motywie z Gwiezdnych Wojen), DJ Kay Slay ('Wake up everybody'), Emile (inna wersja traku z przedostatniej płyty Shaq'a oraz tytułowy kawałek mikstejpu), Kanye West ('Prisoners of war'), Hi Tek (wspomniany kawałek o NY), The Kickdrumz ('Pop the trunk' Jung Joc'a), Mannie Fresh (Stuntin), DJ Speedy ('Line'em up' Papoose'a), Amadeus, Develop ('U can't tell I'm from NY' Jae Millz'a), DJ Premier (remix 'Watch How It Go Down' od Termanology), Infinity (remix Mary J Blige) i Timbaland ('Sexy back' naturalnie). Oprócz tego mamy tu trochę wrzutów radiowych na czymkolwiek.
    To że Papoose jest cholernie zdolnym rapperem, przekonujemy sie podczas 11-minutowego freestyle'u, zatytułowanego przewrotnie '15 Minute Freestyle'. Ale poza wolnostylowymi umiejętnościami, Pap ma również coś do powiedzenia, głównie albo jako uliczny twardziel albo jako emce niszczący słabiznę. 'I dried myself off with a towel after I showered \ Came outside with the hammer, no doubt about it \ This nigga layed out, the people had him surrounded \ "Call a ambulance, I'm shot", that's what he shouted \ Niggas making my hood hot, they gon' get outed' - to próbka jego gangsterskich opowieści. Z drugiej strony są dość błyskotliwe wersy w stylu 'All I got is my word and my nuts; man, I got Brooklyn in my balls \ So you could see Bed-Stuy if you lookin' in my drawers \ Always talking about "you balling;" look, you want to ball? \ Word on the streets: niggas is ready to put you on the wall'. Jest to mikstejp, więc ilość gości nie może dziwić - zwłaszcza częste pojawianie się Remy Ma, narzeczonej - czy też już żony Pap'a, który poślubił ją w więzieniu (Remy siedzi, nie Pap). No i oczywiście jest cała reszta rapperów i wykonawców, na czyich płytach Pap się udzielał. Moje ulubione z tej taśmy, to 'Where it started at?' i 'Monsters Ball'.
    Bardzo fajna składanka dobrych i świetnych traków, freestyli i wstawek. W zasadzie wszystko tu jest hitem lub bangerem - o ile nie wychodzi to na to samo. Jeden z lepszych mikstejpów od Papoose i, co najważniejsze, zupełnie darmowy, do ściągnięcia z sieci. Fajnie :)

OCENA: 4+\6


czwartek, 24 października 2013

THA KING OF B.R. - C-LOC

Camp Life 2006

1. B.R. King (Intro) 
2. You Don't Want It
3. My Block
4. If Ya Solid
5. I'm Good 
6. Boobie Traps 
7. Shit Got Damn 
8. My World 
9. Be A Real Nigga   feat. BIG HEAD
10. Got Em In A Headlock (Max Minelli Solo) 
11. Game Ain't Playin 
12. In My Lifetime    feat. RENO DA GUTTA
13. Solid Nigga    feat. E VICIOUS
14. Loc And Lex    feat. LEX
15. Who The Realest
16. Outro (Max Minelli Solo)

    C-Loc to jeden z legendarnych prekursorów południowego rapu, pochodzący z Louisiany. Wydał już ponad 15 albumów, takich oficjalnych i w drugim obiegu - takich jak ten. Okładka wprawdzie mówi, ze to 'Greatest Hits', ale to niekoniecznie prawda. To, owszem, składanka, ale wcale nie największych hitów, tylko swego rodzaju zbiór kawałków promujących rappera przed nadchodzącymi płytami. To album numer 10, chyba najlepszy pomysł na zapoznanie się z dorobkiem mniej znanego u nas rappera.
    Ten album to bootleg, wydany w drugim obiegu, więc okładka jest co najmniej skromna i nie ma tu wypisanych kredytów - ale mniemam, że C-Loc, skoro produkuje większość swoich płyt, również tutaj jest głównym producentem, odpowiedzialnym za brzmienie krążka. To typowa, południowa muzyka, z mnogością hajhetów, pudełkowatymi, często połamanymi perkusjami i samplami pomieszanymi z syntezatorowym graniem. To taki klimat w większości mający energetyzować, z szybkim tempem i napędzającymi go perkusjami, choć zdarzają się wolniejsze kawałki, jak 'If ya solid'. Nie jest to produkt, który wyróżniałby się na tle innych, ale nie można mu odmówić mocy - to taki porządny południowy album, który nie wykracza poza jakiekolwiek ramy i nie burzy ustalonego porządku rzeczy. Choć nie jest zły.
    C-Loc ma dobry głos, choć jego flow nie zawsze jest poukładany na tyle, żeby obyło się bez wpadek. Próbuje on jechać płynnie, ale ta południowa maniera, swego rodzaju zaśpiew oraz silne akcentowanie końcówek, dochodzą tu do głosu i często przerywają wartki nurt słów - nie wiem, czy to zamierzony chwyt, czy tak mu po prostu wychodzi, ale jest to dość charakterystyczne. Tematyka kawałków zaś, jest nieco bardziej rozbudowana, niż na pierwszej lepszej płycie z południa. Oczywiście, będą tu traki opowiadające o własnej miejscówce i miliardzie problemów, z jakimi Czarny człowiek tam się boryka. Ale sporo miejsca jest tu zostawione na damsko-męskie rozgrywki, trochę życiowych filozofii, a nawet bragga, dzięki czemu albumy C-Loc'a zawsze nieco wyróżniały się spośród gangstersko-ulicznego zalewu ze stanów południowych. Naturalnie, jest tu kilku gości, ale są to ludzie przede wszystkim z własnego podwórka - promowany Max Minelli ma tu swoje dwa własne kawałki. Jest grubaśny Big Head, są znani w Louisianie E Vicious i Reno Da Gutta ze swoim głosikiem, jest również niejaki Lex w kawałku melancholijno-gangsterskim.
    Tak, to całkiem porządna płyta, wypełniona dość typowym brzmieniem, ale porządnie wyprodukowanym, z różnorodnymi kawałkami, trafiającymi się fajnymi samplami i, co najciekawsze, samym Loc'iem. Fanom Southern rap album się spodoba na pewno, reszta może mieć pewne problemy, ale może warto spróbować? W końcu to album od samego King of Baton Rouge!

OCENA: 4-\6

czwartek, 12 września 2013

GOOD GAME: THE TRANSITION - SAAFIR

ABB 2006

1. Crispy 
2. Cash Me Out 
3. One of the Hardest 
4. In My Own Words 
5. Take Ya Time    feat. LADY
6. Interview #1 
7. Get Busy 
8. Interview #2 
9. Devotion    feat. MIKE MARSHALL
10. Brand New    feat. MYKYTYN
11. Interview #3 
12. Technology    feat. NICARACCI
13. Daddy's L.G.    feat. LADY
14. Hey Baby    feat. CLEVER JEFF 
15. I Hafto 
16. Interview #4 
17. Jihad     feat. AMIR SULIAMAN

     Nie ukrywam, że Saafir jest jednym z najciekawszych emce w grze, nie tylko na Zachodnim Wybrzeżu, ale i w ogóle na świecie. Po wydaniu trzech albumów, na skutek choroby i po wycięciu guza rdzenia kręgowego, Saafir narodził się na nowo w Allahu. Jego czwarta płyta to właśnie ta tytułowa 'Przemiana': 'The Transition'. Jak trauma i zmiana religii wpłynęła na tego rappera?
    Produkcja płyty została prawie w pełni powierzona Josefowi "JL" Leimbergowi. Tylko po jednym traku zrobili tu Quazedelic, DJ Impossible i Demo. JL robi dość oryginalne podkłady, oparte często na zupełnie zaskakujących dźwiękach - są to niby funkowe, niby klasyczne podkłady, które w sumie ciężko zdefiniować. W każdym razie słucha się tego świetnie, nawet jeśli wywołują na początku uśmiech niedowierzania, jak w np. 'Crispy'. DJ Impossible dał tu spokojny, melancholijny bit pod saafirowe wynużenia, Demo dość podobny, z soulowym refrenem, a Quazadelic ciekawy do 'Technology'. 
    Saafira poznasz zawsze i wszędzie. Ma bardzo charakterystyczny głos, a jego flow, pocięte niczym tasakiem, ale nadal płynące bardzo sprawnie po werblach nie ma sobie równych. Wyćwiczone do perfekcji od czasów, kiedy tańczył w Digital Underground, przez kolejne płyty solowe i z Hobo Junktion. Technika Saafira jest mistrzowska, bez dwóch zdań. A teksty, choć nadal dowcipne i ironiczne, zmieniły się nieco przez ostatnie kilka lat jeżdżenia na wózku inwalidzkim i zmagania z chorobą. Dlatego rymuje 'get busy livin, get busy dyin' i podchodzi do gry z większym dystansem 'I'm tired of these, niggaz that's lightweights in the ring and think fame can save 'em, but rap like they wired to the knees \ Two inch snitches make up fifty percent of niggaz spittin bullshit \ Claimin to be riders and G's, you know this'. Poza tym daje się odczuć ta religijna przemiana, choćby w spokojnych i soulowych 'Brand new', 'I hafto' i 'Devotion'. Gości tu w zasadzie nie ma, poza kilkoma śpiewakami i zupełnie niewykorzystanym, wygrzebanym z czeluści podziemia Clever Jeff'em.
    Nie jest to tak genialna płyta, jak poprzednie, ale nie zmienia to nic. To nadal płyta niesamowita. Szalone wejście z niespodziewanymi i zaskakującymi bitami, w połowie uspokojenie i zaduma, ale wciąż słucha się tego doskonale. 

OCENA: 4+\6


poniedziałek, 2 września 2013

ICH - SIDO

Aggro Berlin 2006

1. Intro
2. Goldjunge
3. Strassenjunge   feat. ALPA GUN
4. Peilerman & Flow Teil 1 (Skit) 
5. Schlechtes Vorbild 
6. Ihr habt uns so gemacht    feat. MASSIV
7. Mach keine Faxen    feat. KITTY KAT
8. Bergab 
9. Ein Teil von Mir 
10. Nie wieder    feat. G-HOT
11. Peilerman & Flow Teil 2 (Skit)
12. Ich kiff nicht mehr
13. 1000 Fragen 
14. Ich hasse dich
15. Peilerman & Flow Teil 3 (Skit) 
16. GZSZ      feat. FLER
17. Mein Testament 
18. Ficken     feat. TONY D, KITTY KAT
19. Rodeo     feat. PETER FOX
20. Sarah
21. Peilerman & Flow Teil 4 (Skit)
22. A.i.d.S. 2007    feat. B-TIGHT
23. Wir haben noch Zeit     feat. B-TIGHT
24. Jeden tag wochenende   feat. BASS SULTAN HENGZT
25. Hau ab!   
26. Ich bin ein Rapper    feat. HARRIS, ALPA GUN
27. Get ya Paper    feat. SMIF-N-WESSUN, B-TIGHT
28. Bergab Remix    feat. B-TIGHT, KITTY KAT, ALPA GUN, G-HOT

    W 2 lata po wstrząsającym debiucie Sido, kiedy to zniszczył scenę singlem 'Mein Block', zamaskowany rapper z Berlina wydaje swój drugi album. Przez ten czas dorobił się zagorzałych fanów, jak i zaciętych wrogów, popadł w beef m.in. z Kool Savasem i Azadem, a 'Ich' miało zamknąć gęby hejterom.
     Produkcja muzyki pochodzi od osób przede wszystkim związanych z Aggro Berlin: Paul NZA, czy kumple - duet Beathoavenz, ale jest tu także znany i ceniony w Niemczech DJ Desue, Marek Pompetzki, członkowie raggamuffinowej grupy Seeed:  Peter Fox i Rudeboy, Roe Beardie ze słynnego Headrush Studio oraz Tai Jason, brytyjski specjalista od house i elektroniki. Dlatego właśnie mamy tu swoistą mieszankę rapowych etykietek. Są rozlazłe, melancholijne kawałki, są wściekle agresywne bangery, rozpiździające system, są podkłady idące w stronę klasyczną, ale z pewną dozą nowoczesności, może poza 'Ich bin ein Rapper', który jest swego rodzaju hołdem dla hip hopu. Pomimo zróżnicowania, wsadzenia klimatów country i blues, czy ragga, trochę całość nuży i nudzi.  
    Czy się lubi Sido, czy nie, trzeba mu przyznać, że rapperem jest niezłym. Porusza sie doskonale na szybkich, cykających podkładach tak samo jak na bangerach, czy podkładach niemal pozbawionych perkusji. Lirycznie również jest całkiem dobrze, choć wiele razy Sido krytykowany był za bycie pozerem - dlatego może się tłumaczy i próbuje się odgryzać. W 'Ich hasse dich' atakuje bez pardonu Azada i Bushido, rymuje o swojej rodzinie, a przede wszystkim w kawałku 'Ein Teil von mir' spowiada się synkowi ze swoich wad i głupot. Również tłumaczy się, że nie jest żadnym gangsterem, a tylko opowiada historie znane mu z sąsiedztwa, ogłasza swoją ostatnią wolę, zarzeka się, że już nie jara... Ogólnie rzecz biorąc, tytuł zobowiązuje i cała płyta jest bardzo personalna mi Sido porusza tu bardzo osobiste tematy. Jakby nieco przecząc personalizacji albumu, zaproszonych zostało tu całkiem dużo gości. Są berlińscy koleżkowcy Sido: Alpa Gun i wypromowany przez gospodarza Fler, raggowcy z Seeed, jest B-Tight, panienka Kitty Kat, uliczny Tony D, ambitny Harris oraz amerykańskie legendy, Smif-n-Wessun. Te najlepsze wg mnie traki to 'Ich bin ein rapper', 'Get ya paper', 'Bergab', czy 'Goldjunge'. 
    Trochę się ta płyta (a w zasadzie dwa krążki) ciągnie i na pewno wystarczyłoby zgromadzić najlepsze traki na jednym CDku, ale z drugiej strony 94 minuty to znowu nie jest tak dużo, jeśli album się komuś spodoba. Szczerze mówiąc, mnie średnio leży, 'Maske' było dużo lepszym albumem. Jest kilka fajnych traków, jest sporo nudnych - to niebezpieczeństwo wydawania podwójnych albumów - niewiele z nich daje się słuchać od początku do końca. 

OCENA: 3\6


wtorek, 27 sierpnia 2013

CHROME CHILDREN - PEANUT BUTTER WOLF

Stones Throw 2006

1. Oh Zone - OH NO
2. Clap Your Hands - GUILTY SIMPSON
3. Take It Back - MADLIB
4. None in Mind - KOUSHIK
5. Nothing Like This - J DILLA
6. Do a Couple of Things - JAMES PANTS
7. Monkey Suite - MADVILLAIN
8. Simply a Joy - GEORGIA ANNE MULDROW
9. All I Know - MED
10. Wassup World? - DUDLEY PERKINS
11. Raw Heat - PERCEE P, QUASIMOTO
12. No $ No Toke - JAYLIB
13. Drama - J-ROCC
14. Movin' - ROC C
15. Dream(s) - GARY WILSON
16. Third Rock - PURE ESSENCE
17. What Now - ALOE BLACC
18. Turn Around [PBW Remix] - BARON ZEN
19. Nino's Deed - YOUNG JAZZ REBELS

    Wilk z Masła Orzechowego to jeden z najlepszych DJów i producentów podziemia Zachodniego Wybrzeża. 'Dzieci Chromu' to jego 5 płyta, nie licząc mikstejpów i epek. Zgromadził on na niej rymujących gigantów sceny kalifornijskiej, a także kilku nowicjuszy. Do płyty dołączona była DVD z koncertu Madliba i MF Doom. To w zasadzie nie jest płyta samego PBW, ale składanka, którą sam zmontował i wybrał.    
    Kawałki, wybrane na album wyszły w większości spod ręki samych wykonawców, a tym którzy są tylko rapperami, muzę zrobił przede wszystkim Madlib, czasem Oh No lub J.Dilla. Są tu kawałki i stricte hip hopowe, takie z samplami i fantastycznym wajbem rodem z podziemia zachodu Stanów, ale są i takie bardziej 'artystyczne' i wydumane, niekoniecznie rapowe, czasem tylko hip hopowe - bo jest tu Koushik - zespół raczej indie, niż hip hop, to samo tyczy się James'a Pants'a, Gary'ego Wilsona, Pure Essence, Barona Zen i soulowej Georgia Anne Muldrow. Nawet J Dilla, Aloe Blacc  i Jaylib dali raczej progresywne instrumentale, niż kawałki rapowe. Tak więc hip hop miesza nam się tu z alternatywą i to w całkiem niezłej komitywie.
    Ciężko o lepszy zestaw emce z zachodniego wybrzeża. Pomijając kawałki instrumentalne, mamy tu ucztę liryczną z Kalifornii. Guilty Simpson w wybornej formie, Madlib jak zwykle doskonały, Madvillain na genialnym wręcz bicie zrobił zniszczenie. Dudley Perkins, jak przystało na szalone alter ego Declaima, zrobił kawałek całkiem... inny. Med , Percee P wraz z Quasimoto, Roc C. W zasadzie wychodzi na to, że więcej tu traków progresywnych, niz stricte hip hopowych. Ale nic to.
    Ciekawa to rzecz, stanowiąca przekrój raczej przez ambitną scenę podziemną Kalifornii, niż rapową, ale nadal jest to świetna płyta. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy absolutnie genialne kawałki Madivillain i Guilty Simpsona. Dla niektórych będzie to za duży kosmos, szczególnie ostatni, nu jazzowy trak. Ale wszystko jest dla ludzi, można sobie wyrzucić przecież niechciane kawałki i zostawić same sztosy.

OCENA: 4+\6


środa, 24 lipca 2013

EMINEM PRESENTS THE RE-UP

Shady 2006

1. Shady Narcotics - EMINEM       
2. We're Back - EMINEM, OBIE TRICE, STAT QUO, BOBBY CREEKWATER, CA$HIS
3. Pistol Pistol (Remix) - OBIE TRICE
4. Murder - BIZARRE, KUNIVA
5. Everything Is Shady - CA$HIS 
6. The Re-Up - EMINEM, 50 CENT  
7. You Don't Know - 50 CENT, EMINEM, CA$HIS, LLOYD BANKS
8. Jimmy Crack Corn - EMINEM, 50 CENT 
9. Trapped  - PROOF      
10. Whatever You Want - MR. PORTER, SWIFTY MC VAY
11. Talkin' All That - CA$HIS    
12. By My Side - STAT QUO          
13. We Ride For Shady - OBIE TRICE, CA$HIS
14. There He Is - BOBBY CREEKWATER  
15. Tryin' Ta Win - STAT QUO        
16. Smack That (Remix) - STAT QUO, BOBBY CREEKWATER
17. Public Enemy #1 - EMINEM      
18. Get Low - STAT QUO            
19. Ski Mask Way (Remix) - EMINEM, 50 CENT
20. Shake That (Remix) - NATE DOGG, EMINEM, OBIE TRICE, BOBBY CREEKWATER
21. Cry Now (Shady Remix) - OBIE TRICE, KUNIVA, BOBBY CREEKWATER, CA$HIS, STAT QUO
22. No Apologies - EMINEM

    Płyta sygnowana jest imieniem Eminema i w zasadzie można by uznać, że to płyta pod tytułem Eminem i goście albo coś w tym stylu. A jak popatrzysz na traklistę... 'Smack that'? 'Get low'? 'Public enemy #1'? Nie znamy tego skądś? Płyta wyszła tylko jako mikstejp promujących artystów z Shady Records, ale i tak szybko pokryła się platyną.
    Większość produkcji należy oczywiście do samego Eminema, choć są tu kawałki od Dr. Dre, Alchemista i Akona a także mniej znanych Focus..., Witt & Rep, Rikanatti, Disco D i LT Moe. Podobno miał to byc tylko zwykły mikstejp, ale bity były tak dobre, że dograno do nich pełnoprawne traki. ale nie oszukujmy się, skoro większość kawałków robił Eminem, oznacza to, że są one dość podobne do siebie, bo producentem jest on sporo słabszym, niż rapperem. Nie szkodzi, bity na tym albumie rzeczywiście są niezłe i szkoda byłoby je marnować na zwykły mikstejp. Energiczne, przypominające te z albumów samego Eminema, są całkiem niezłe.
    W większości kawałków pojawia się naturalnie sam mistrz: Em. Rozprawia się z rzeczywistością i innymi ludźmi prawie w każdym wersie: You can be black, white or albino, yeah \ You can have corn rows inside your hair \ I give a fuck if I don't like your stair \ This bottle of wine goes upside your head \ A little bit psycho, but I know that \ Think we just don't say it, then I won't say it \ See if you don't brag, then I don't brag \ I know I'm bad, as long as I know I'm bad'. Znowu lirycznie wymiata. Wspierają go na majku 50 Cent, Obie Trice i załoga D12, ale także  możemy tu usłyszeć młodą gwardię Shady Records: Stat Quo, który w końcu wylądował zupełnie gdzie indziej, Ca$his i Bobby Creekwater - wschodzące gwiazdy, które, poza Stat Quo, nie wyszły nadal poza horyzont. Faktycznie, Stat wyróżnia się tutaj, choć i Ca$his daje sobie nieźle radę. Na szczęście nie ma tu syndromu D12 pod tytułem 'pierdolnę-większą-bzdurę-niż-Em-będzie-fajnie'. Lirycznie raczej wszyscy starają się wejść na wyższy poziom, dając do zrozumienia, że warto na nich zwrócić uwagę.
    No dobra, sporo kawałków premierowych, trochę remiksów światowych hitów i garść skillsów od nowych graczy u Eminema. Trochę szkoda, że Stat Quo wyparował z wytwórni, bo to tak naprawdę jedyny warty zachodu emce wśród tych mało znanych rapperów. Ok, płyta jest fajna, ale bez szału. Platyna? Rozdmuchane. Po prostu ok.

OCENA:4\6


środa, 10 lipca 2013

GET THAT PAPER - DO OR DIE

Rap-A-Lot 2006

1. 24-36-24
2. Grown Folk Biz
3. Get Yo Gunz
4. Hey Ma!    feat. BUN B
5. Holla   feat. JOHNNY P
6. It Ain't Hard
7. On My Own
8. Get This Paper
9. Somethin' Like a Playa
10. Street Shit
11. Up That Scratch

    Belo Zero, N.A.R.D. i AK-47 to trio, które na scenie jest bardzo długo, ale nie znajduja jakoś uznania szerzej w świecie. Wprawdzie są rozpoznawalni, ale jakoś im ciężko wyjść na szerokie wody. Ich siódmy album, 'Get That Paper' niestety nie przybliżył ich zupełnie do sukcesu. Co gorsza, był ich albumem, który odniósł najmniejszy sukces.
    W sumie nie bardzo wiadomo czemu. Wszystkie kawałki produkował The Legendary Traxter, współpracujący z Scarface'm i jego Rap-A-Lot Records, odpowiedzialnym za brzmienie wielu przebojowych lub wręcz klasycznych płyt z Houston. Mamy tu w zasadzie podobne podkłady do tych z płyt poprzednich, m.in. z legendarnego już debiutu Do Or Die, 'Picture This', ale... czegoś tu brakuje. podkłAdy są bardziej plastikowe i płytkie, coraz bardziej cykające. Nie ma tylu wokaliz Johnny'ego P, nie ma tych melodyjnych wkrętów, które kiwają głowami. Po prostu brakowało wyraźnie pomysłu.
    Tytuł wydaje się niezwykle adekwatny do zawartości - potrzebowali wyraźnie kasy. Nie ma tu żadnych konkretnych treści - ok, na poprzednich płytach też nie było., ale chociaż aranże i teksty były na nieco wyższym poziomie. Tu od razu słychać, że wszedł Bun B, bo kawałek nabrał rumieńców. Przez większość z tych 40 minut jednak leci takie pitu pitu o kasie i życiu 'playa'. Jeden kawałek raptem robi wrażenie - zapuszczony na deser 'Up that scratch', który przypomina dawne nagrania Do Or Die. Poza tym, jest płasko.
    Niestety, ten krążek nie dość, że osiągnął najgorszą sprzedaż, faktycznie jest najsłabszy w karierze zespołu. Osobiście bardzo lubię Do Or Die i szkoda mi było tej płyty, zwłaszcza, że ściągałem ją ze Stanów za niezłą kasę. No cóż, nie wszystko zawsze wychodzi...

OCENA: 3\6


wtorek, 25 czerwca 2013

GROWN MAN MUSIC - STAT QUO & DJ DRAMA

DJ Drama mixtape 2006

1. Intro 
2. I don't play 
3. We dont give a fuck freestyle
4. South coast   feat. YOUNG BUCK
5. Pop that thang 
6. Southern marathon 
7. Get it in 
8. Hold up    feat. BUN B, CHAMILLIONAIRE
9. Get like me 
10. Like dat
11. Trust no hoe
12. Step on the scene 
13. Neva love'em 
14. Niggatronmax interlude 
15. So high 
16. Get my grind on 
17. In these streets feat. CHAMILLIONAIRE, B.G., SOULJA SLIM
18. Give me that freestyle 
19. We ready freestyle 
20. He buckin. He treal
21. Name known 
22. We ride   feat. BUDDY BOIE
23. I'm sprung feat. T-PAIN

    Wprawdzie Stat Quo wydał trzy albumy studyjne, wydaje je przecież dla samego Dr. Dre, ale nie jest on bardzo znany w Polsce. Zanim trafił pod skrzydła teamu Dre i Eminem, wydał sporo mikstejpów, dzięki którym zdobył ten fejm - ten sprowadził go na płytę 'Eminem Presents: The Re-Up'. Co ciekawe, Stat jest jednym z tych rapperów, którzy skończyli studia - nawet pomimo, że jego dzieciństwo nie było usłane różami.
    Jak to na mikstejpach, większość podkładów wzięta jest albo od gospodarza - w tym wypadku DJ Drama - ten od wrzasków 'gangsta grizzils!' (których tu oczywiście pełno), ale znajdziemy tu parę premierowych kawałków od LT Moe. Spodziewać się tu można naturalnie bangerowych podkładów, pełnych energii i natarczywych sampli. Wszystko przetykane jest okrzykami, bo praca DJa Drama ogranicza się tu tylko do wrzasków i zmiksowania całości, bez dodania skreczy, czy kombinacji przy bitach. Niektóre podkłady to tylko tło dla freestyli, wzięte z bogatej biblioteki Shady \ Aftermath Records, choć nie tylko, bo trafi się również np. Outkast.
    Stat jest w miarę niezłym emce, ma lekko nosowy wokal i teksty odpowiednie do tytułu: 'Muzyka Dla Dorosłych". Część tekstów tutaj to styl wolny i jak to na mikstejpach, autor zazwyczaj skupia się na pokazaniu swoich skillsów, niż zrobieniu hitów. Całe to bragga zakrapiane jest ulicznym sosem i południowymi gośćmi. Najlepiej wypadli tu Bun B i B.G., mogą być Young Buck i Chamillionaire, Buddy Boie oraz Soulja Slim. T-Pain wyje na wokoderze, jak to ma w zwyczaju... Zwyczajne popisy, bardziej skillsów, niż umiejętności lirycznych. Ciężko tu wskazać jakiś lepszy kawałek, bo wszystkie są na równym, średnim poziomie, zresztą nie wiem, czy choćby pięć traków jest dłuższych niż 3 minuty.
    Co nam daje taki mikstejp? W sumie niewiele. Muzę do samochodu, aby sobie pobrzdąkało podczas jazdy. Wielkich zalet ten krążek nie ma, zresztą i tak jest chyba do ściągnięcia za darmo. Stat Quo jest niezły? No ujdzie. Album? Może być. Dla sprawdzenia możliwości Stat Quo, kto nie zna.

OCENA: 3\6


niedziela, 16 czerwca 2013

IN MY MIND - PHARRELL

Star Trak 2006

1. Can I Have It Like That    feat. GWEN STEFANI
2. How Does It Feel?
3. Raspy shit    feat. LUPE FIASCO
4. Best Friend
5. You Can Do It Too    feat. FAM-LAY, ROSCO P COLDCHAIN
6. Keep It Playa    feat. SLIM THUG
7. That Girl    feat. SNOOP DOGG
8. Angel
9. Young Girl / I Really Like You    feat. JAY-Z
10. Take It Off (Dim The Lights)
11. Stay With Me    feat. PUSHA T
12. Baby    feat. NELLY
13. Our Father
14. Number One    feat. KANYE WEST
15. Show You How To Hustle feat. LAUREN

    Pharrell Williams jest odpowiedzialny za tyle hitów, że ciężko je zliczyć. Hitów dla wszystkich - hiphopowych, r&b, pop, disco, rockowych... Do wyboru, do koloru. Przed nami leży pierwszy jego album solowy - nie jako część The Neptunes, ale jako on sam - Pharrell we własnej osobie. 
    Oczywiście, Pharrell, jako producent, odpowiedzialny jest za całość brzmienia albumu. Już od dawna w wywiadach twierdzi, że nie ma zamiaru zamykać się tylko w jednym stylu muzycznym, ale ma ambicję być multi. Z jednej strony, jak coś jest dla wszystkich, to tak naprawdę dla nikogo, ale po pierwsze Pharrell ma niezaprzeczalny talent, a po drugie ta muza ciągle tkwi głęboko w hip hopie - szeroko pojętym, to prawda, ale jednak. To rap nowoczesny, nie brak tu jednak sampli i loopów z różnych gatunków, dlatego mamy tu nieco zacięcia r&b, sporo klasycznych brzmień, ale i nowoczesne brzęczadła, do których przyzwyczaili nas Neptunsi.
    Tak, Pharrell umie śpiewać i rapować, ale przecież album musi wychodzić poza ramy, prawda? Poza tym, jaki mainstreamowy krążek obędzie się bez gościnnych występów przynajmniej kilku topowych gwiazd rapu i nie tylko? Właśnie. Choć ta gwiazda spoza rapu, Gwen Stefani, jest ledwie wykorzystana do wspomagania refrenu, ale zawsze jest jej nazwisko na trakliście. Lupe Fiasco, na fali swojej popularności, został zaproszony i nie zawiódł, obaj z Pharrellem dali fajny kawałek - tak samo jak ze Slim Thugiem, który świetnie odnalazł się na bicie, na którym zazwyczaj nie nagrywa. Snoop już od dawna udowodnił, że potrafi nagrać do wszystkiego, nawet romansidła. Pusha T z zespołu The Clipse i tak jest od dawna pod skrzydłami Pharrella, że nie potrzebował się wcale przyzwyczajać do klimatu. Tak samo Jay-Z - każdy z powyższych musiał udowodnić swoje skillsy na bardziej soulowych i rytmblusowych trakach, o złożonych instrumentariach. Nelly i tak tkwi w podobnym sosie od prawie początku kariery, więc zapewne wjechał w to bez mydła, podobnie jak Kanye West. Najlepsze kawałki to 'How does it feel', 'Show you how to hustle' 'Raspy shit' i 'Keep it playa' - może dlatego, że sa najbardziej hiphopowe?    
    Niezła to płyta, taka mieszanka z różnych stron czarnej muzyki. Owszem, czuć tu brak Chada Hugo, drugiej połówki Neptunsów, ale ten album też ma potencjał, choć może nie do końca wykorzystany. O ile do 8 numeru płyta ma tempo i power, to potem zaczyna to się wszystko rozjeżdżać i rozwadaniać. Brakuje tu czegoś konkretnego i choć parę kawałków ilustrowało filmy, czy gry komputerowe, sprzedało się ok. 900.000 sztuk, to jednak nie jest to jakiś wielki sukces. Płyta ambitna, ciekawa, jednak czasem męcząca. 

OCENA: 4\6


wtorek, 28 maja 2013

SONRIAN POR FAVOR - FRANK T

Zona Bruta 2006

1. Sonrían por favor
2. Usted y el rap
3. A que papá es el mejor
4. Cucus, pan y leche
5. La nueva Espana     feat. ARTES
6. Por reprochable
7. Dos expertos    feat. WILDCHILD
8. Optimista y sonador
9. Hacer lo que se puede    feat. IKAH
10. Doble imaginación
11. La trampa 3     feat. SHOGUN, ROMAN PO
12. Aún represento
13. M.D.L
14. Quiero que tu mano me guíe  feat. HABLANDO EN PLATA
15. La desaparición de Julian Gómez Kalajan
16. Mil cosas a la vez
17. Áfrika    feat. MEKO, DNOE

    Frank T to jedna z gwiazd hiszpańskiej sceny rap. 'Sonrian Por Favor' to już szósta płyta tego rappera, pochodzącego z Zairu, który jest jednym z założycieli legendy rapu w Hiszpanii,  El Club de los Poetas Violentos. Zresztą, parę lat temu Frank T wystąpił w Polsce, więc może ktoś go kojarzy. Rap z Hiszpanii jest jedną z moich ulubionych scen, więc nic dziwnego, że będę przemycał tu sporo a Półwyspu Iberyjskiego.
    Hiszpanie się nie jebią z dyskoteką. Znakomita większość sceny siedzi głęboko w stylistyce hardkorowo-złotoerowej. Bity na tej płycie są właśnie takie - mocne perkusje, łupiące w łeb werblami, i loopy oparte na świeżych samplach z jazzu i soulu. Nie chce być inaczej, to klasyczny bumbap, z pętlą sampla, zawiniętą na perkusji, bez zbędnych kombinacji. Muzyka jest prosta, ale kiwa głową. Trąby, pianina i smyki są sprytnie przycięte i wplecione w toczące się bity. Nie wszystkie podkłady będą znośne dla każdego - zwłaszcza fanów rapu A.D.'10, ale miłośnicy hardkorowych brzmień rodem z lat '90 będą zadowoleni. Muchas trompetas y teclas!
    Pomimo, iż Frank T jest absolutnie rozpoznawalny w Hiszpanii, nie ma jakiegoś olśniewającego stylu. Może wręcz nużyć monotonnością flow. Jego siłą są teksty - do których trzeba niestety znać hiszpański... Ale od czego strony z liryką i tłumaczeniami? Chyba jakieś są... Frank opowiada o życiu, porusza tematy społeczno-polityczne, ale nie stroni od bragga i klimatów typowo hip hopowych. Frank zaprosił kilku gości z Hiszpanii (w tym najbardziej znanych w tym zestawie Hablando En Plata) oraz jednego z reprezentantów amerykańskiego rapu - Wildchild'a z kultowego wręcz Loot Pack, który chętnie współpracował z kilkoma hiszpańskimi emce.    
    Rap od Franka T to porządne rzemiosło - bez ozdobników i zawijasów. On po prostu jedzie swoje na tych podkładach, wypełnionych pętlami z klasyki czarnej muzy. To jest coś dla fanów szczerego, prostego rapu i nie szkodzi, że nie rozumiesz. Hip hop to język uniwersalny. To ma klimat. Choć Frank nie jest moim ulubionym emce z Hiszpanii i nie jest to jego najlepsza płyta, lubię go czasem posłuchać.  

OCENA: 4-\6  


sobota, 18 maja 2013

PEASANT SYMPHONY - AYENTEE

Think Beat 2006

1. 99% Peasant        
2. Blue Collar        
3. 365/360        
4. Genna        
5. Berkeley CA.        
6. I Fold        
7. Tip Jar        
8. Kill My Soul        
9. RnB        
10. Thru Her Eyes        
11. White Coat        
12. Internal Conflict Resolution        
13. My Chorus Pt.2        
14. Top Jar (Alternate Take) (Bonus Track)

    Ja wiem, że Kalifornia kojarzy się głównie ze słonecznym g-funkiem, ale nie możemy zapominać o podziemnej scenie, skąd wywodzą się najprzedniejsze postaci amerykańskiego rapu. Ayentee, rapper i producent, siedzi w rapie tak głęboko, że pewnie nie słyszałeś jego imienia. Ile straciłeś? Hmmm... Trzeba by sprawdzić jego trzecią płytę...
    Kalifornijscy gracze z podziemia są nietuzinkowi i wierni ideałom hip hopu, dlatego nie doświadczysz tu autotunów, wykręconych i połamanych bitów, brzęczącej elektroniki i tego typu wynalazków. To korzenny rap, oparty na samplach, pochodzących z wielu źródeł. Muzyka nie zapętla się na jednym, kilkusekundowej pętli, lecz Ayentee kombinuje, dodaje, zmienia i miesza. Wszystko kiwa głową i buja - nadal słychać, że to słoneczna Kalifornia, ale w jakże innym stylu! Nie ma cudów - tak brzmi prawdziwy, klasyczny hip hop, nawet jeśli został nagrany ledwie kilka lat temu. Wprawdzie jeden kawałek, lokalny hymn 'Berkeley CA', został wyprodukowany przez DJ Mizzo, ale nic to nie zmienia. 
    Ten Białas, choć z wyglądu, faktycznie, podobny jest do niejednego gangsta rappera z Zachodniego Wybrzeża, preferuje jednak bardzo świadome społecznie teksty, zamiast opowieści o bieganiu z gnatem po osiedlach. 'You take a bus to work an hour and back, on top of that \ You spend 8 at a place where they don't got your back \ Thats ten plus out of 24, that leaves 14 \ For cooking meals getting sleep and your daily routine \ They say you've got to get exercise an hour a day \ Well half that 'cus you need a half an hour to pray \ And don't date, oh thats another 8 \ Tack it on, obligations in the new world and mad man's fate'. Ayentee piętnuje konsumpcjonizm, głupotę, proponuje prostotę zycia. Taka 'Chłopska Symfonia'. Ayentee ma niezły flow i wysoki głos, jednak pasuje on do tych jazzowych wajbów, które produkuje. Zauważ, że nie ma tu gości, emce sam ogarnia cały materiał i cały czas ma do coś ciekawego powiedzenia, nie męcząc przy tym słuchacza.
    Ayentee to klasyk podziemia. Jedna z najbardziej uznawanych postaci sceny undergroundowej, ale z drugiej strony, mniej znana poza kręgami. W Polsce już w ogóle - nie znam zbyt wielu osób kojarzących jego ksywkę. A szkoda, bo płyta jest konkretna - od bitów, aż po wersy. Fajny wajb.

OCENA: 4+\6


piątek, 10 maja 2013

TRIGGER HAPPY - 40 CAL

Diplomat 2006

1. Intro
2. Paid In Full
3. Hit 'Em Wit Tha 40   feat. BEZEL
4. Click/Puss    feat. SU DA BOSS
5. For Tha Love Of Money
6. This Is Harlem    feat. J.R. WRITER
7. Computer Love
8. Block Huggas   feat. A-MAFIA, J.R. WRITER, HELL RELL
9. My Year
10. Dreamer
11. The Bookings feat. SU DA BOSS
12. Interlude
13. Machine Gun Rap
14. Highway music
15. Swagga Jack
16. Jungle Hood   feat. SU DA BOSS
17. 40 Stories pt. 1
18. 40 Stories pt. 2
19. We Rollin    feat. J.R WRITER, CHUBBS
20. Reggae Joint
21. Last Plate Freestyle
22. Magic
23. What Happened To That Boy Freestyle
24. Radio Freestyle '03   feat. J.R. WRITER

    Pierwsza część mikstejpu 'Trigger Happy' wyszła w sumie jako trzeci album solowy tego członka grupy The Diplomats. 40 Cal zwany jest 'strzelbą' z uwagi na swój flow i teksty, które walą, niczym shotgun. Jest to jeden z ciekawszych zawodników Dip Set z nowojorskiego Harlemu, więc może warto płytę sprawdzić, zwłaszcza kiedy dostepna jest za darmo :)
    Jak to na mikstejpach bywa, muzycznie tu mamy mieszankę wszystkiego, czego możemy się spodziewać. Przede wszystkim są tu te bangerowe, hałaśliwe podkłady, robione przez ekipę Diplomats. Są numery nowe, z rzadka pozbierane z innych płyt - kiedy jest możliwość wbicia z premierowym podkładem, DipSet ma wielu bitmejkerów, więc nie ma kłopotu z nowościami. Ale mikstejp nie byłby mikstejpem, gdyby nie pozawijane bity z różnych, znanych i lubianych płyt. Dlatego mamy tu m.in. instrumentale od Eric B & Rakim, Bone Thugs & Harmony, Wu Tang Clan, czy Youngbloodz. Zatem mamy tu sporo nowości i kilka bitów pod freestyle.
    W końcu 40 Cal nie od parady uznawany jest za mistrza - wygrał tyle freestylowych bitew, że mikstejp bez wolnego stylu byłby nic nie warty. $0 Cal wyciąga nie tylko karabiny, ale czasem i armaty, warto wczuć się w jego freestylowe gadki, jak koleś w radio jedzie na wolno i wszystko pięknie gra. Oprócz freestylowych popisów, mamy tu też zwykłe kawałki i całą dipsetową paczkę: JR Writer, Hell Rell, Su Da Boss i innych. Trzeba się więc przyszykować na dawkę bangerowego rapu, z mocnymi wersami, nie tylko bragga, ale i o pannach, życiu ulicznym i z wieloma wolnostylowymi linijkami.
    Całkiem niezły mikstejp. Głównie dzięki 40 Cal, bo ja osobiście nie jestem fanem tych hałaśliwych i ciężkich podkładów ekipy Dipset. Zatem, jeśli kogoś zainteresowała ta płytka, można ją pobrać za darmo choćby z datpiff na legalu, więc kto lubi nowojorskie mikstejpy, do dzieła!

OCENA: 4\6


piątek, 29 marca 2013

THE RESIDENT PATIENT - INSPECTAH DECK

Urban Icon 2006

1. Sound of the Slums    feat. MASTA KILLA 
2. C.R.E.E.P.S. 
3. What They Want
4. Get Ya Weight Up 
5. Interlude I
6. It's Not A Game   feat. HOUSEGANG & SUGABANG
7. Interlude II
8. My Style
9. All I Want Is Mine 
10. A Lil Story 
11. Get Down Wit Me
12. I.O.U.
13. No Love    feat. CARLTON FISK, CHICO DEBANGO
14. Grits- freestyle 
15. Do My Thang 
16. Handle That     feat. U-GOD, HUGH HEF
17. Animal Rights - House Gang
18. H.G. Is My Life 

    Trzeci album znanego z Wu Tang Clan, stojącego zawsze nieco z boku, ale zaznaczającego swoją obecność celnymi panczami, Inspectah Deck, zabiera fanów z powrotem na ulice 'Shaolin Staten Island'. Początkowo był to jedynie mikstejp, ale Inspectah zdecydował się wypuścić krążek oficjalnie, choć według podziemnych schematów.
    W związku z nieporozumieniami z RZA na tle nowego brzmienia Wu, nie znajdziemy tu wielu bitów od legendarnego producenta. W zasadzie jest tylko jeden - za to ze świetnym, wutangowym klimatem ('A lil story'). Większość klasycznych podkładów zrobił młodziutki DJ Mondee, związany z podziemnym Yak Ballz, ale także Concrete Beats, Cilvaringz, Flowers Prod., The Marksmen, Live son, Psycho Les z The Beatnuts i sam Deck. Mamy tu brudne brzmienie, które może cofnąć nas klimatem całe 10 lat, do Złotej Ery, chociaż słychać, że jest to muzyka nieco nowocześniejsza. Deck chciał się odwołać do korzeni i klasyki, do swoich własnych początków, wbrew zmieniającej się manii na elektronizację hip hopu. W założeniu miał to być tradycyjny, podziemny album, który uderzy ulice - i dokładnie taki jest.
    Inspectah zawsze był jednym z wyróżniających się mieczy Wu - w sumie ciężko tam znaleźć niewyróżniających się - ale jak wchodził Deck, to zamiatał. No i mamy tu typowe dla Decka przechwałki, ale i jego storytellingi i opowieści uliczne. 'I kick the raw shit, get chips from grippin' the cordless\ My broads flip, wicked like Halle in Swordfish \ With long fifths, long dicks smacking the back side \ Willie Dynamite style, mashing the black five \ Attract fly dimes, do I, come and see me'. Ciekawym zabiegiem było stworzenie zwrotki w 'A lil story', opartej na tytułach filmów i nazwiskach aktorów. Pomimo obecności kilku gości, Rebel INS świeci własnym światłem i zdecydowanie rządzi na trakach, bez dwóch zdań.
    Fantastyczny klimat albumu, powrót INS na ulicę i do klasyki. Może nie przypomina to za bardzo dokonań Wu, ale da się odczuć ten flejwor, typowy dla chłopaków ze Staten Island. Pomimo praktycznie zerowej promocji, wydaje mi się, że jest to bodaj najlepszy album od Inspektora, który zadowoli i fanów Wu, tak samo jak fanów podziemnego grania.

OCENA: 5\6


czwartek, 24 stycznia 2013

NEZVRATNY OSUD - MEC VRABEC

Forza 2006

1. Intro
2. Nezvratný osud
3. Metro skit
4. Cudzí, či doma   feat. LADY D
5. Spis ako attack
6. Special ilúzia svet   feat. BA2S
7. Dnešný svet ako ukážka sily
8. Dám do toho všetko   feat. FRINO
9. Pivo a kung pao skit
10. Pamätáš to
11. Nehovor mi nič   feat. FRINO
12. Len tu svoju
13. Sanitka skit
14. Kriminal vs. polícia   feat. DS
15. Neberte hudbe slobodu
16. 44. In Memoriam
17. Outro

    Znowu - łapię się na tym, że wrzucam przede wszystkim klasykę ze Stanów, a miało być dookoła świata. No to tym razem zapraszam niezbyt daleko - zaraz za naszą południową granicę, do naszych braci Słowaków. Nie wiem dlaczego zaczynam od tego albumu, ale wpadł mi jakoś w rękę... To już trzecia płyta Wróbla aka Vrabeca i pokazała, jak od szanowanego rapera, można szybko stać się pogardzanym i wyśmiewanym rymokletą.
    Muzykę popełnił sam Mec, wraz z DZK. Nie są to bity odkrywcze w żaden sposób, po prostu perkusja sobie, a dźwięki sobie. Trochę funkowych sampli, żywe gitary basowe, ale czasem poskładane to jest tak, że wydaje się pogrążone w chaosie. W założeniu płyta ma być hardkorowa i taka jest - dla najwytrwalszych zawodników... Niektóre bity brzmią lepiej, niektórych ciężko posłuchać
    Mec Vrabec, jak już wspomniałem, został wyszydzony przez słowacką scenę, po tym albumie nie zostawiono na nim suchej nitki. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że wybitnie brak mu pokory. Narzeka na słowacki rap, że ma go dość, że nie ma dobrych raperów, a sam potyka się na bicie i czasem nie potrafi sklecić poprawnego choćby rymu. Sadzi chłop kwadraty, aż przykro. Poza tym, trochę ulicznego życia, patriotyzmu, trochę rozkimnek życiowych... Goście dokładają tylko do pieca, nie prezentując nic lepszego, no może poza Friňo, który daje sobie radę bardziej niż Mec. 
    'Przeznaczenie Ostateczne' to mocne słowa, jak na tytuł - i bardzo prorocze. Ten album okazał się, jak dotąd, ostatecznym i choć Vrabec nadal nagrywa, nikt już mu płyt nie wydaje. I wracając do pytania z początku recenzji: czemu akurat ten album idzie na pierwszy ogień ze Słowacji? Nie wiem, może żeby ktoś przypadkiem, będąc na Słowacji, nie kupił sobie pamiątki z tego kraju w stylu płyty Wróbelka - najbardziej pogardzanego produktu słowackiej sceny. 

OCENA: 2\6


sobota, 19 stycznia 2013

OVERPROOF - SUBSTANCE ABUSE

Threshold 2006

1. Fake Contacts
2. Night On The Town    feat. KOOL KEITH
3. Profitless Thoughts  feat. MF DOOM
4. Mercy Killings   feat. DERANGED, MAWNSTR, NEBZ
5. No Guarantees
6. Myka Nine (Interlude)
7. Everyone's A Critic     feat. RASCO
8. The Graduate
9. Sickness
10. Check    feat. MOTION MAN
11. Withdrawals Pt. 2
12. Can't Call It    feat. P.E.A.C.E., DERANGED, MAWNSTR
13. I Don't Mean To Talk Shit (Ill Spoken Skit)
14. Collateral Damage    feat. PREGO, ZEST
15. Fractured Form   feat. ERIC SOLO
16. Sickness (Remix)   feat. SAAFIR

    Subz i Eso Tre zebrali się znowu po 8 latach od wydania swojej pierwszej epki, 'Brand New Crime'. Tym razem trafili pod skrzydła Kool Keith'a i MF Doom, czego wynikiem były wręcz ekstatyczne recenzje w prasie i internecie. Nie przełożyło się to nijak na zainteresowanie albumem jeśli chodzi o sprzedaż, ale zespół zauważono i propsowano. 
    Hanif Hobbs, Feller Quentin, DJ Medicine, Myka N9ne, Thes One, DJ Brisk One, Kut Master Kurt, Waes One, Mike Nardone - czy te imiona coś Ci mówią? Cóż, jeśli jesteś fanem hip hopu, to przynajmniej część powinieneś kojarzyć. Myka N9ne z Freestyle Fellowship, Thes One z People Under The Stairs, Kut Masta Kurt, związany i z wytwórnią i z kultowym Kool Keithem, DJ Brisk One, angielski mistrz gramofonu... Dlatego bity, nie dość, że na najwyższym poziomie, są zróżnicowane i mamy tu pełen przegląd, od produkcji oldskulowych, przez sążniste sample i klasyczne brzmienie. To powrót do Złotej Ery, przywrócenie szczerości i prawdziwego brzmienia hip hopowego. No dobra, płyta ma 8 lat i wówczas jeszcze nie zalała świata tandeta w takim stopniu, jak teraz, ale i tak 'Overproof' zabiera nas dobr 10 lat wcześniej.       
    Obydwaj panowie w rymach również stawiają na szczerość. Sporo jest tu storytellingu, sporo opowieści o starych, dobrych czasach, trochę rozkminek na temat rzeczywistości. Subz i Eso są naprawdę dobrymi emce i płyną swoim flow, wypełniając szczelnie bity. Do pełni szczęścia mamy tu występy Kool Keith'a, MF Doom, Saafir'a, członków Freestyle Fellowship, czy Rasco. Świetne kawałki z Kool Keithem, z jego współpracownikiem Motion Man, z Rasco... Można wymieniać długo i w sumie wszystkie kawałki.
    Jeden z recenzentów amerykańskich napisał, że jak coś przynosi powrót do epoki, to najpierw zachwyca, a potem blednie, tak samo jak owe minione czasy. Coś w tym jest, ale mnie przez tyle lat Substance Abuse nie zbladło i się nie znudziło. Tak samo kiwa głową, jak 8 lat temu. Świetna płyta, odnosząca się do Złotej Ery.     
   
OCENA: 5\6


wtorek, 18 grudnia 2012

LO DOWN & DIRTY - THIRSTIN HOWL III & RACK LO

Class A 2006

1. Lo Life Founders
2. 2 L's Up
3. Popo Comin
4. Lo Down & Dirty
5. City Slicking feat. JUICY
6. Thirsty, Thirsty
7. Story To Tell
8. Jump   feat. FI LO
9. Connect   feat. RICHIE BALANCE
10. Too Hot
11. The Meeahh   feat. LO WIFE
12. 5 Finger Discount   feat. CLINIC

    Wprawdzie Thirstin Howl III w momencie płyty był już całkiem znany - wszak wydał 7 solowych płyt i wygrał miesiąc w Unsigned Hype w The Source - tak jak Eminem, czy Notoriuos B.I.G., jednak to jest jego debiut - tym razem w duecie wraz z członkiem swojego Skillionaire Ent. Rack-Lo.
    Owo Skillionaire zrzesza całe mnóstwo osób, zgromadzonych wokół Howl'a i Skilligan Island. Zresztą, tu wszystko kręci się wokół skillsów. Producenci też mają skills. Stricknine, Datsun, Sammsonite i Anger Bangers robią same bangery, ale zawsze nie wychodząc poza ramy klasycznego brzmienia. Po prostu dają mocarne perkusje i agresywne, hałaśliwe sample, które atakują Twoje uszy kaskadą dźwięków. To taki brud, zeskrobany prosto z chodnika na Brooklynie i pierdolnięty na podkład. Trąby rzężą, wokale wyją na uptempo, gitary brzęczą - pozorny chaos. Ale przyznać trzeba, że to brzmi.
    Thirstin ma flow, który sieka Cię jak siekierą i swoim nosowym głosem potrafi opowiadać takie absurdalne historie w temacie jakiejkolwiek kradzieży, obcowania z pannami albo rymów bitewnych - w których jest mistrzem, że czasem nie wiadomo, czy on się wydurnia, czy on tak na poważnie. Sprawdźcie 'Story to tell'... albo którykolwiek inny trak. Trochę z tyłu zostaje Rack-Lo, który choć nie należy do słabych emce, zostaje nieco z tyłu, bo nie ma takiej umiejętności miażdżenia tekstami, jak TH III. Do tego goście, w większości, należą również do obozu Thirstina. Spoza crew znaleźli się tu Juice z Holandii i Clinic z Australii - w sumie płyta została wydana właśnie w Australii. Pierwsza amerykańska płyta, nakładem wytwórni z Down Under!
    Jak zwykle, Thirstin pokazał to, czego po nim się oczekuje - szalony dowcip, styl i konkretna muza. Płyta na pewno spodoba się fanom nowojorskiego klasyku i tym, którzy lubią zgryźliwe i obrazoburcze porównania, a także abstrakcyjne poczucie humoru. Świetne.

OCENA: 5\6


poniedziałek, 26 listopada 2012

THE BIG BANG - BUSTA RHYMES

Aftermath 2006

1. Get You Some  feat. Q-TIP, MARSHA of FLOWETRY
2. Touch It   feat. SWIZZ BEATZ 
3. How We Do It Over Here   feat. MISSY ELLIOTT
4. New York Shit    feat. SWIZZ BEATZ
5. Been Through The Storm  feat. STEVIE WONDER
6. In The Ghetto   feat. RICK JAMES
7. Cocaina    feat. MARSHA of FLOWETRY
8. You Can't Hold A Torch   feat. Q-TIP, CHAUNCEY BLACK
9. Goldmine   feat. RAEKWON       
10. I Love My Bitch    feat. KELIS, WILL.I.AM
11. Don't Get Carried Away   feat. NAS
12. They're Out To Get Me  feat. MR. PORTER
13. Get Down                    
14. I'll Do It All   feat. LA TOYA JACKSON
15. Legend Of The Fall Offs

    Busta przeszedł dość długą drogę od rozczochranego, wrzaskliwego wariata z czasów Leaders Of The New School, do szanowanego, już nie tylko rappera, ale i muzyka w ogóle. Jego siódmym albumem zajęła się wytwórnia Dr. Dre, więc złoto i pierwsze miejsca na listach sprzedaży nadciągnęły w ciągu bodaj dwóch miesięcy.
    Oczywiście, w większości kawałków maczał swoje platynowe paluszki Dr. Dre, ale nie tylko. Jeśli płyta ma być przebojem, to musi się tu znaleźć także Timbaland, Swizz Beatz, czy will.i.am, ale znajdują się tu też bity od takich osób, jak Erick Sermon, J Dilla, DJ Scratch, DJ Green Lantern, Sha Money XL, Jelly Roll i Mr. Porter. Dzięki temu płyta jest niezwykle zróżnicowana, od nowoczesnych bangerów Dre'a i Timba, do klasycznych podkładów Scratch'a i J Dilla. Dlatego, pomimo, iż Busta z każdą kolejną płytą staje się coraz bardziej nowoczesny i czasem wręcz awangardowy, każdy będzie mógł znaleźć tu coś dla siebie. Największe wrażenie robi bodaj ostatni bit - perkusja oparta jest o dźwięk... kopiącej łopaty. Genialny pomysł.
    Tym bardziej, że Busta, porzuciwszy swój wściekły styl, przestał drzeć japę, tylko rymuje raczej spokojnie, choć to nie znaczy, że zgubił technikę. Nadal imponuje przyspieszeniami i idealnie wypełnia sobą ścieżki. Do tego zaprasza gości, ale nie po to, żeby pisali zwrotki i zajmowali miejsce, bo gospodarz stracił wenę, ale wszyscy mają swoje wejścia jedynie dla ubarwienia albumu. Nie zabierają Buście show, nawet jeśli są to Nas, Ricky James, Missy, czy Stevie Wonder, ale wzbogacają płytę swoimi głosami. Dzięki takiemu połączeniu, uzyskujemy tak dobre traki, jak 'Get you some'', 'How we do it over here', 'Been through the storm' i... całą resztę, bo ciężko znaleźć tu słaby kawałek. Naturalnie, nie musi się wszystkim podobać, zwłaszcza fanom brzmienia ciężkiego i podziemnego, ale te umysły, które są bardziej otwarte na nowości, przyjmą płytę z dużym zadowoleniem.
    Bo Busta Rhymes to pieprzony geniusz. Znaczna większość jego płyt to albumy błyskotliwe, część przeszła do absolutnej klasyki rapu. 'The Big Bang' również wpieprza Ci się w uszy z siłą 'wielkiego bang' i tam zostaje. Świetna płyta, tak właśnie powinien wyglądać nowoczesny rap.

OCENA: 5-\6


wtorek, 6 listopada 2012

AND YOU ARE? - JAKE LEFCO

Karma Response Unit 2006

1 And You Are?
2 Be A Man
3 Nasty N Nice
4 Wake Up Call    feat. REEF THE LOST CAUZE, SCANDAL
5 Landslide
6 Get Pleasant
7 Wonder Years
8 Rush Hour
9 Everybody Breathin
10 Classic Material     feat. REEF THE LOST CAUZE
11 System Down
12 Keep An Eye Out remix
13 Headphone
14 Let It Ride

    Kto do cholery słyszał o Jake Lefco? Broooklyn!!! Wprawdzie taki Brooklyn z Filadelfii, ale nie o to chodzi. Jak popatrzysz na kolesia, to nie ma w nim nic rapowego: białas z romantycznym nieogoleniem, owłosiony na czarno - no, ciuszki ma takie bardziej w stylu. Ale na swoim debiutanckim albumie pokazał, że ma więcej hip hopu w sobie niż niejeden gracz.
    Płytę wyprodukowali Happ G, Snuff i Greg Smith ze skreczami DJ Kwestion i Panka. Masz dość syntetycznego brzęczenia? Njuskólowego napierdalania? Drejkowego wycia? Sięgnij po klasykę od tego pieprzonego, zwyczajnego Białasa. Rytmiczne perkusje, oparte na lekkim basie i klawiszach, choć oczywiście producenci nie omijają innych dźwięków i sampli.
    Jake Lefco ma bardzo dużą łatwość do poruszania się po bitach, do tego pisze niezwykle trafne teksty. Objawia swój dowcip i elokwencję praktycznie w każdym kawałku, jak choćby w 'Rush hour', kiedy opowiada o swojej bitwie z budzikiem, bo zaspał po raz kolejny, czy w kawałku poświęconym kobietom - 'Headphones', gdzie dziĘkuje za wymyślenie słuchawek, bo to jest jedyne, co odetnie Cię od wkurwiajacej baby... Do tego niezłe wrzuty od Reef The Lost Cauze i Scandala (ten nawinął świetną zwrotkę) i mamy... 'Classic material'. Jedynym słabszym kawałkiem jest 'System down', który opowiada o chaosie i głupocie systemu - i wraz z dobrze dobranym bitem mógłby byĆ niezły, ale... do mnie nie trafia zupełnie. Na szczęście to wyjątek. Cała reszta jest po prostu świetna.
    Płyta Jake'a Lefco jest czymś w rodzaju świeżego oddechu, pełnym humoru wrzutem w codzienność. A wszystko na klasycznych podkładach. Lefco ma skillsy, Happ G ma świetne, soczyste bity, wszystko razem czyni jedną z ciekawszych podziemnych płyt '06, która do dziś nie straciła na świeżości.

OCENA: 5-\6