RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2003. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2003. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 czerwca 2014

ETERNAL E - EAZY E

Ruthless 2003

1. Boyz-N-The-Hood (Remix)
2. 8 Ball (Remix)
3. Eazy-Duz-It
4. Eazy-er Said Than Dunn
5. No More ?'s
6. We Want Eazy
7. Nobody Move
8. Radio
9. Only If You Want It
10. Neighborhood Sniper
11. I'd Rather Fuck You
12. Automobile
13. Niggaz My Height Don't Fight
14. Eazy Street
15. Real Muthaphuckkin G's
16. Ole School Shit   feat. BG KNOCC OUT & DRESTA

    Śmierć Eazy E na AIDS wstrząsnęła całym światem muzycznym, nie tylko hip hopowym. Na łożu śmierci nastąpiło pojednanie z resztą NWA, z którą Eazy toczył beef. Naturalnym krokiem komercyjnym, było wydanie pośmiertnej składanki, na której zebrano najznaczniejsze hity Eazy'ego nie tylko z albumów solowych, ale także z czasów NWA. Dlatego mamy tu przekrój dość spory poprzez stare kawałki, solowe numery z płyt NWA oraz najnowsze single z ostatniego albumu Eazy'ego.
    Większość pierwszych kawałków Eazy'ego zrobili DJ Yella i Dr Dre i są to numery pochodzące z pierwszych albumów Eazy'ego i NWA. Dopiero ostatnie zrobili Bobcat, Naughty By Nature i Cold 187um z Above The Law. Z tego własnie powodu, przekrój stylistyczny jest dość spory. Przechodzimy od najstarszych, najbardziej oldskulowych i oszczędnych kawałków z końcówki lat 80, przez funkowe standardy, zalążki g-funku z płyty 'Efil4Zaggin' NWA, aż do ostatnich, świszczących i piszczących, typowych g-funków. Trafia się tu również nieco bardziej East Coastowe brzmienie w 'Only if you want it', które jest dość typowym produktem Kay Gee i chłopaków z Naughty By Nature. Dwa ostatnie kawałki to już ostry i wywołujące dreszcze klasyki gangsta rapu. Jednak pomiędzy tym mamy 'I'd rather fuck you' - będący przeróbką I'd rather be with you' Bootsy Collinsa oraz 'Automobile', równie funkowy, co zabawny. Podróż przez album to wycieczka przez historię jednej z legend rapu, ale także przez historię samego gatunku muzyki na przestrzeni około dekady.
    Eazy zawsze był nieco kontrowersyjnym rapperem. Głównie dlatego, że rzadko kiedy potrafił napisać sobie własny tekst, korzystając zazwyczaj z pomocy kolegów. O ile na NWA, czy pierwszych solówkach tego aż tak nie słychać, bo piszą dla niego Dre i DOC, to w 'Only if you want it' mamy doskonały dowód: Eazy rymuje zupełnie inaczej, niż zwykle, do tego używając flow... Treacha z NBN! I oto wiadomo, kto kawałek napisał, co? Tak, czy owak, jego wysoki głos i pełne pasji rymowanie stało się bardzo charakterystyczne, niezależnie od tego, kto pisał mu teksty. A były to zazwyczaj gangsterskie opowiastki, pełne seksu i przemocy - wszak to AIDS nie wzięło się mu znikąd. O swoim upodobaniu do dziewczynek i przygodnego seksu traktuje sporo numerów, zwłaszcza te śpiewane 'Automobile' i 'I'd rather fuck with you''. Mamy tu jednak nieco bragga, a także nieco przekornego spojrzenia na siebie z dystansem w 'Niggaz my height don't fight'. Oczywiście, często się zdarza, że w kawałkach towarzyszą Eazy'emu MC Ren, Dr Dre, czy Ice Cube, a także inni podopieczni wytwórni Eazyego, Ruthless Records.
    To pozycja obowiązkowa dla każdego fana rapu, nie da się ukryć. Jaki by Eazy nie był, stał się ikoną rapu i to nie tylko dlatego, że zmarł - on był nią już za życia. Ten składak przybliży jego twórczość każdemu, kto nie zna tego rappera. A to wstyd.

OCENA: 5-\6


wtorek, 10 czerwca 2014

DA GHETTO PSYCHIC - RATED R

2-4-1 2003

1. Da Ghetto Psychic (Introlude)
2. How Ya Like Dem Apples    feat. LOCK COOL JOCK, SUPA BIG DAWG
3. U Gon Fuck….U Gon Suck (Da Rulez)
4. Keepin It Real [Skit]
5. Handle It    feat. JCREEK, SHIME
6. Gotta Girl
7. In Here Ta Nite
8. The babytrator (skit)
9. Represent   feat. DA DIAMOND, EVENIN RIDAHZ, KESHEM E SADIQ, VOCAB, SUPA BIG DAWG
10. Shoulda Did   feat. SUPA BIG DAWG
11. Real Haters Gon Hate [Skit]
12. Hate Me   feat. JCREEK
13. Ride    feat. LIL JON
14. My Check   feat. JAZZE PHA
15. Do You    feat. KHRISTYLE
16. Good Pussy
17. Insecure Hater [Skit]
18. Shake That (Make ‘Em Mad)
19. Tha Lick [Skit]
20. Gangsta     feat. NIFE, SHIME, VOCAB
21. One Thang I Know (Two Thangs fa Sho)  feat. SUPA BIG DAWG
22. In Here Ta Nite   Remix   feat. TOO $HORT, JCREEK

    Dekadę temu Rated R wdarł się na południowe listy przebojów hitem In Here Ta Night, który rozgrzał parkiety od Florydy po Texas. Za przebojowym singlem poleciał album, który otrzymał dość różne recenzje: od rewelacyjnych, po głosy, że to nuda. Najwięcej jednak było... milczenia na temat albumu. Ulice nie zwróciły uwagi, w klubach jest szybka rotacja i wkrótce album znalazł się na wyprzedażach za grosze. Czy słusznie? 
    Przecież wytwórnia dała Rated R najgorętszych producentów, jakich miała: Jazze Pha i Lil Jona! Do tego doszli mało znani, lokalni producenci Da Khemist, Ke'shem E. Sadiq, Donn Juan i Phyngahz, no i oczywiście sam Rated, który jest również producentem i djem. Razem bitmejkerzy wykonali płytę bardzo nowoczesną, typową dla Florydy ubiegłej dekady. Dobre tempo, nieco sampli, melodyjki z komputera - to wszystko składa nam się na muzę, owszem, zmuszającą nóżki do podskakiwania, ale z drugiej strony nie ma tu nic wielkiego - kolejna, niczym się nie wyróżniająca produkcja z Sunshine State. No dobra, czasem gra nawet żywy flet, nie wspominając o basie, czy innych gitarach, ale ciężko znaleźć tu hity, których się będzie chciało słuchać w nieskończoność. Oczywiście, każdy łatwo rozpozna bity od Jazze Pha, bo jego traki zazwyczaj zdobywają wysokie miejsca na listach - z tym, że są dość podobne do siebie. Jest skocznie, cykająco, standardowo.
    Rated obdarzony jest fajnym, lekko zachrypniętym głosem i flow, które nieźle hula po bitach. Słucha się go przyjemnie, dopóki nie zaczniesz wgłębiać się w pierdoły, które opowiada. Nie dość, że rymy bywają już nie proste, ale wręcz oczywiste, to większość z nich mówi wyłącznie o dymaniu, ssaniu i tym podobnych uciechach. Oczywiście mogłoby to być nawet zabawne, ale prawie 80 minut na prawie ten sam temat, ze słowem 'fucking' odmienionym przez znaczenia i na wszelkie możliwe sposoby - to trochę nudne. Jest tu kilka kawałków reprezentujących gangsta hood, ale to margines. Jest tu kilku gości, głównie Evenin Ridahz, czyli Nife i Shime, a także Supa Big Dawg oraz Vocab. Nie wnoszą oni wiele - przede wszystkim urozmaicenie, bo są to zwyczajni, trzecioligowi rapperzy z Florydy.
    Mimo popularności jednej piosenki lokalnie, mimo udziału Jazze Pha i Lil Jona, płyta nie osiągnęła wiele. I wcale się nie dziwię, bo takich albumów jest na pęczki. Przeciętne podkłady, nawet niezłe, ale w większości wtórne, no i rapper, choć mający skillsy i fajny głos, to nie przekazujący nic, poza przechwałkami na temat swojej zajebistości w łóżku i w dzielnicy. Dlatego nic dziwnego, że sława Rated R nie wyszła wiele poza Tampa Bay.

OCENA: 3\6 


poniedziałek, 2 czerwca 2014

ROUND 2: YA LOOKIN AT EM - ICONZ

Koch 2003

1. We Thuggin'   feat. TRICK DADDY
2. Crooked Lettaz
3. I know
4. Ya Lookin' at 'Em   feat. RICK ROCK
5. The Three Breaded Sandwich (Skit)
6. What You Mad Fo?    feat. DEUCE POPPI
7. You a Trick (remix)
8. Ride Out
9. Freak   feat. RATAGAN
10. Up in Here   feat. DJ KOOL
11. Hold On    feat. RATAGAN, BADASE
12. 22 Inches / But I Love Her (Skit)
13. Get Yo Shit Right   feat. GORILLA TEK
14. Cross Yo Nutz
15. Real Motha-Fuckaz   feat. OLU & BADASE
16. Rockin' It   feat. DJ UNCLE AL
17. Pass Da Weed  feat. JAHMORROW

    Iconz to ekipa z Florydy, która wypłynęła nieco na fejmie Trick Daddy. Siedmiu kolesi: Luc Duc, Scruface, Tony Manshino, P. M., Chapta, Stage McCloud, Bull Dog oraz panna Supastarr wydało w 2003 roku swój drugi album, przez fanów niby hardkorowego brzmienia z Florydy przyjętego doskonale, jednak poza Miami i okolicą, niewiele osób zauważyło ich wydawnictwa.
    O producentach zapewne nikt normalny nie słyszał nic wielkiego. Ok, Gorilla Tek związany jest niejako z Ludacris'em i jego Disturbin Tha Peace - to w końcu on odpowiedzialny jest za większość pierwszego albumu Iconz - na drugim miał już mniej do powiedzenia. Poza nim, mamy tu bity od takich ludzi, jak Danny Francis, Trak 53, Eddie Warbux i Moezart. To taki przebojowy rap z południa, oczywiście nie tak wsiowy i funkowy, jak z okolic Atlanty, ale za to energetyczny i syntetyczny, będący w pewnym stopniu pochodną stylu Miami Bass. Producenci nie stronią tu bynajmniej od sampli, ale dogrywają do nich swoje wtręty i melodyjki. Czasem brzmi to zwyczajnie płasko i nijako, czasem jednak daje pewne efekty i parę podkładów spełnia swoją rolę - nakręca imprezę. Trochę ragga dodaje czasem pikanterii, ale generalnie, cała muza jest dość nijaka, choć na mało zobowiązującej imprezie mogłaby się sprawdzić.
    Ośmioro emce, którzy prezentują często całkiem fajne style, dają sobie radę lepiej niż producenci. Przynajmniej każdego można rozpoznać i odróżnić. Nie znaczy to jednak wcale, że od razu poprawia się percepcja podczas słuchania. Czasami powracam do materiału, aby przypomnieć sobie raggamuffinowe 'Freak', nieco oldskulowe 'Up in here', czy odę do hejterów 'Cross yo nutz'. I tak najbardziej znany z grupy jest Luc Duc, bo wydaje przecież solówki, jednak nadal nie ma tu szału. Teksty oscylują wokół zabawy, imprez oraz bragga, jednak rapperzy nie są aż tak przekonujący, aby uwierzyć im w 100%. Scruface i Chapta mają bardzo 'południową' stylistykę, Stage McCloud pojawia się może w dwóch trakach, zaś PM i SupaStarr niewiele więcej. Wszystko zatem oparte jest głównie o Chapta, Luc Duc i Scruface'a, ze sporadycznymi wejściami reszty. Cudów nie robią również goście: o ile występy Ratagana, DJ Kool'a można uznać za bardzo udane, to reszta zwyczajnie ginie w tłumie. Może warto wspomnieć o bodaj ostatnim występie legendarnego na Florydzie DJ Uncle Al'a, zanim został zastrzelony w 2001 roku. Człowiek, który opowiadał się za porzuceniem przemocy... 
    Nie ma jak sobie dobrać nazwę adekwatną do stylu... Ikony niestety nie są zupełnie ikonami rapu, może jedynie ikonami nijakości. Dla 3-4 fajnych kawałków to za mało, żeby zostać ikoną. Tak, te kilka niezłych traków się tu znajdzie, ale niewiele poza tym. Zresztą, na rynku jest zalew podobnych płyt, które 'nadają się do przesłuchania' i niewiele poza tym. Tak, czasem wracam do tego albumu. Ale tylko czasem.

OCENA: 3\6 


niedziela, 26 stycznia 2014

BIRTH OF A PRINCE - RZA

Sanctuary 2003

1. We Pop     feat. OL DIRTY BASTARD, CCF DIVISION
2. You'll Never Know    feat. CILVARINGZ
3. Fast Cars    feat. GHOSTFACE KILLAH, ERICA BRYANT
4. Chi Kung   feat. CILVARINGZ, FEATHERZ
5. The Birth   feat. DADDY O
6. Cherry Range    feat. XAVIER NAIDOO
7. Drink, Smoke and Fukc
8. The Drop Off
9. Bob N' I
10. The Grunge   feat. BERETTA 9
11. Koto Chotan   feat. MASTA KILLA, TASH MAHOGANY
12. The Whistle    feat. PRODIGAL SUNN, MASTA KILLA
13. A Day To God Is 1000 Years
14. Grits    feat. ALLAH REAL, MASTA KILLA
15. Wherever I Go    feat. ALLAH REAL, CCF DIVISION
16. See The Joy

    To już trzecia solówka legendy rapu, ojca chrzestnego Wu Tang - człowieka, który zmienił rap grę. RZA to człowiek instytucja. Co ciekawe, na płycie nie ma nic na temat alter ego RZy, Bobby Digital'a, chociaż, niekonsekwentnie, słychać jego ślady na albumie. 'Birth OF A Prince' był przyjęty całkiem dobrze przez recenzentów i fanów, ale wielkich pieniędzy nie zarobił.
    RZA jest producentem, wszak jednym z najlepszych hip hopowych na świecie, dlatego większość albumu została zrobiona właśnie przez niego. Tylko po jednym traku dali Bronze Nazareth ('A Day To God Is 1000 Years'), True Master ('Fast Cars', który muzycznie sięga do początków Wu Tang, jednak refren i wersy wynoszą go na wyższy poziom), Megahertz (hitowy 'We Pop'), Barracuda (obezwładniający, hipnotyczny 'Chi Kung'), Choco ('Bob N' I' oraz 'You'll never know'). Tym razem sam RZA nie zrobił podkładów typowo wutangowych, jakie znamy z pierwszych płyt. Zgadza się, maja one bardzo prosta formułę: perkusja, pętla zwinięta z The Beatles, Tom Jones, Isaac Hayes, Gladys Knight, czy Billy Holiday oraz niewielkie ubarwiacze. Żadnych wirtuozerii, tym bardziej, że właśnie RZArecta odszedł od tych szalonych bitów z Bobby Digitala, operując tym razem spokojnymi, czasem wręcz delikatnymi samplami. To nieco inna płyta od poprzednich solówek, głównie dlatego, że Bobby Digital był tłamszony, choć zdarzyło mu się wrzucić swoje trzy grosze.
    I choć RZA zakładał, że Bobby'ego do głosu nie dopuści, nie zawsze to się udawało. Przez większość czasu trwania płyty to się udaje - może dlatego, że Bobby nie przepada za tak oszczędnymi podkładami? Ale kiedy tylko wejdzie mocniejsza rzecz, pojawia się Digi. RZA jedzie swoim zawodzącym, offbeatowym flow, dając teksty, jak zwykle, czasem przerysowane, wręcz komiksowe, pełne narkotyków, lasek i samochodów:'Gats burst off, thugs take their shirts off \ Five niggas drop off, before I got the verse off \ Pop go the Glock, wipe the fuckin' smirf off \ Your face, my bitch pulled up in a lime green and turquoise \ SL5, five AMG, while you shoppin' for a deal like it's A&P' oraz 'My girl's been limin' it biz, ya'll niggas sniff lines in the stairs \ German beers, Heiniken, Beck's, Bud for you rednecks (yee-hah!) \ Milwaukee's best, for those who only got two dollars and a bag of cess' jasno stawiają tematykę. Z jednej strony mamy tu mistykę wschodnich nauk i symboli, z drugiej regularną najebkę w imię duchowej przemiany. I choć nie zawsze brzmi to na tyle poważnie, jak może powinno, pamiętajmy, że RZA ma wielką wyobraźnię, która, choć mocno zjarana (lub dzięki temu), działa fantastycznie. Do tego wspomagany przez całą rzeszę z rodziny Wu, po prostu kontynuuje swój marsz do katharsis, tylko może zmienił nieco kurs. Ze wspomnianych gości, najlepiej wypada Ghostface Killah, który czuje się jak ryba w wodzie w temacie szybkich samochodów. Najlepsze traki według mnie to 'Fast cars', 'We pop', 'Chi kung' i 'Cherry range', ale reszta wcale nie jest słaba, co najwyżej średnia.
     To nie jest najlepsza płyta RZA, prawdę powiedziawszy, chyba najgorsza z jego solówek. Nie zmienia to faktu, że i tak to bardzo dobry krążek - wszak RZA nie daje lipy. To album sporo spokojniejszy, gdzie Bobby Digital toczy walkę z Prince Rakimem, i choć najczęściej przegrywa, to nie wiem, czy nie wolę właśnie jego... Fajna płyta, przede wszystkim dla fanów Wu.  

OCENA: 4\6


piątek, 10 stycznia 2014

NU-MIXX KLAZZICS - 2PAC

Death Row 2003

1. 2 of Amerikaz Most Wanted   feat. CROOKED I
2. How Do You Want It   feat. K-CI & JOJO
3. Hail Mary     feat. OUTLAWZ    
4. Life Goes On
5. All Eyez on Me    feat. BIG SYKE
6. Heartz of Men
7. Toss It Up    feat. DANNY BOY, K-CI & JOJO, AARON HALL
8. Hit 'Em Up   feat. OUTLAWZ
9. Never Had a Friend Like Me
10. Ambitionz Az a Ridah 

    Jaki cel może przyświecać wydawcy, aby wypuścić na rynek płytę z remiksami kawałków artysty, który nie żyje od siedmiu lat? Kasa, kasa, kasa. Suge Knight widocznie potrzebował na nowe Ferrari, czy czym tam jeździ - fani i krytycy nie pozostawili na płycie suchej nitki, ale krążek, bez żadnej promocji i tak sprzedał się w ilości ponad 700 tysięcy kopii.
    Suge Knight, własciciel Death Row, zatrudnił swoich producentów: Darreen'a Vegas'a i Kash'a oraz sztab muzyków, do tego, aby stworzyli nową jakość dla kawałków, pochodzących głównie z albumów 'All Eyez On Me' i 'The Don Killuminati: The 7 Day Theory'. Owszem, np. 'How do you want it' jest oparte na tym samym motywie przewodnim, jednak cała reszta jest zmieniona. W większości wypadków niestety nie wyszło to lepiej od oryginału, choć przyznam, że 'Toss it up' w nowej wersji jest całkiem całkiem. Jednak większość z oryginalnych funkowych  bitów została zastąpiona płaskimi, syntetycznymi podkładami, którym daleko do wersji pierwotnych. Najbardziej zajechany jest ciężki diss na scenę nowojorską 'Hit'em up', który tutaj traci ogień i jest zupełnie bezbarwny.   
    To są (były?) kawałki, które każdy fan rapu zna - bo ciężko odmówić 2Pac'owi statusu legendy i w sumie chyba niewiele osób, które słuchają hip hopu, nie zna tych kawałków - choć znam osoby, które nawet 'All Eyez On Me' nie słuchały, bo nie trafiał on w ich gust. Nie istotne. Lirycznie własiwie wszystko jest to samo, poza jednym wyjątkiem: zamiast Snoop Dogg'a do '2 of Amerikaz Most Wanted' wszedł Crooked I, choć nie zachwyca wcale. Żadnych nowych gościnnych wersów, żadnych niepublikowanych zwrotek, po prostu podano nowe bity do starych wersów. Zatem kto zna właściwe kawałki, ten właściwie nie znajdzie tu kompletnie niczego nowego.
    A więc, wracając do pytania z początku recenzji, po co? Dla kasy, dziwko! No dobra, słucha się tego przyjemnie, ale tylko wtedy, kiedy zapomnisz o oryginałach, bo mając w pamięci przedśmiertne albumy 2Paca, mam wrażenie, że nie zatrudniłby żadnego z tych bitorobów z własnej woli. Przeciętne.

OCENA: 3\6


środa, 25 grudnia 2013

WE GOTTA EAT - REDD EYEZZ

Rufflife 2003

1. Hustleman 
2. We Gotta Eat
3. Dappsta  
4. Baum Baum   feat. TOP DOLLA
5. Dance Like Gangstas    feat. BOMBSHELL
6. Put Yo' Sets Up (Remix)   feat. JUVENILE
7. Mama Used to Say   feat. BLACKJACK, DIAMOND
8. Bow Down
9. Flipped Up    feat. DOW JONEZ, UMP
10. Tell Me Who? 
11. U Ain't Seen Beef   feat. DIAMOND
12. We R the World    feat. GURU, PICCALO
13. Got Dem Draws   feat. HAITI BOYZ
14. I Got It (Club Beat) 
15. Haitian Friday 
16. We Still Real Niggaz    feat. AMAZING J.C., BLACK CHERRY, KNOCKA
17. Act of War    feat. BLACKJACK
18. N/A 1:08
19. Get That Money    feat. BOMBSHELL

    Redd Eyezz to członek składu Zoe Pound z Florydy, który nagrał swój solowy materiał - już drugi w dorobku po 'Eyezz Of The Storm'. Kolesia można znaleźć m.in. na płytach Juvenile, czy Pitbulla, ale nie jest to choćby trochę znany rapper - nie wiem, kto w Polsce o nim słyszał, nie wspominając o posiadaniu jego płyty.
    Redd Eyezz reprezentuje Miami i to wyraźnie słychać w jego muzyce. Dobiera sobie producentów, którzy na pewno będą wiedzieli, o co chodzi w nowoczesnej muzyce z południa. Dlatego podkłady robi tu Gorilla Tek, którego znamy z płyt Ludacrisa, Iiconz, Trick Daddy, 8Ball oraz innych bitmejkerów z Florydy, takich jak Tony Galvin, który oprócz ścisłej współpracy z Slip-N-Slide Records (wytwórnia Trick Daddy), robi też muzykę dla grup r&b (Shai, Hi-Five), Briss (znany z albumów 2Pac, Nappy Roots, Trina, a nawet Apathy) czy Spiderweb (Blac Haze, Trina) oraz sporo mniej znani producenci: E-Spect, Ozzie, Wikked z Zoe Pound, Ric-Keyz, Hotboi i MJ. Podkłady zatem są tu energiczne, przebojowe, mniej polegające na samplowaniu, bardziej na graniu większości na żywych instrumentach, bądź na dogrywaniu ich do całości. To taki Miami Bass Music, tylko 10 lat później.
    Redd Eyezz ma styl, który zdefiniowałbym gdzieś pomiędzy nowojorskimi wyjadaczami: Nine i Mr. Cheeks z Lost Boyz. Ma lekko zdarty głos, specyficzną manierę, przypominającą właśnie Nine, tyle, że rymuje bez takiej swady i pasji. To dość charakterystyczny rapper, choć nie powiem, żeby był poetą, bo całość kręci się wokół tematu 'who got that gangsta, gangsta shit?' i 'get that money'. Jak na rappera mało znanego, mogą dziwić występy takich osób, jak Guru, który dość średnio pasuje do tego bitu i jego umoralniający tekst średnio pasuje do całości albumu, Diamond D oraz Juvenile. Poza nimi występuje sporo lokalnych rapperów, często związanych z Zoe Pound. W związku z bliskością Florydy do Karaibów, sporo tu toastowania i wkrętów z tamtych rejonów. 
    To taka przebojowa, energetyczna płyta ze średniej półki. Nawet to jest niezłe, buja, cieszy różnorodność stylów, użytych na albumie, jednak in minus należy zaliczyć tematykę, dośĆ płytką i oklepaną. Ale jak ktoś lubi tego typu brzmienia, będzie raczej zadowolony. Spoko album.

OCENA: 4-\6


piątek, 13 grudnia 2013

UTSKRIVNA - ADVANCED PATROL

Playground 2003

1. Utskrivna
2. Vi E Dom
3. Desperados
4. Estupidos
5. Ordupp!   feat. FERNANDITO
6. Jag vill ha 6
7. Operation: Sverige   feat. ISON & FILLE
8. Asiktsfrihet
9. Smunken
10. Jag far spel
11. Grov Bov Live
12. Jag finns här med er nu  feat. P.HOLLYWOOD CASTELO 
13. Min musik
14. Rytmer fran hemtrakten
15. Papisnack  feat. P.HOLLYWOOD CASTELO
16. Utblandad   feat. P.HOLLYWOOD CASTELO
17. Dialogen

    'Utskrivna' to debiutancki album grupy Advanced Patrol, która dziś dorobiła się statusu gwiazdy w Szwecji. Gonza Blatteskanska (Gonza Szwedzki Czarnuch - lol), Juan Havana, Roc'a Sot i DJ Lucutz zapewnili sobie szacunek sceny szwedzkiej i rozpoznawalność w całej Skandynawii, bo ten album trafił i tamtejsze stacje muzyczne często grały kawałki Advanced Patrol.
    Znakomitą większość płyty wyprodukował DJ Masse - młodszy z braci Salazarów, który zapewnia podkłady na sporą część szwedzkich płyt. Przez to właśnie album ma aż tak wielki procent latynoskich klimatów, które w zasadzie tu dominują. Swoje dorzuca Juan Havana, jeden z członków zespołu. Pozostałe podkłady zrobili Janniz, Moe (część grupy Spotrunnaz, który na swoim koncie ma współpracę np. z Tha Alkaholiks), Salla z Latin Kings i Sekken Thautz z grupy Fjärde Världen. To taki nieco elektroniczny funk, oparty o klasyczne brzmienia, ze wspomnianymi akcentami latynoskimi. Producenci używają nawet miłych dla ucha pętli fletu, co nie zdarza się za często. Słucha się tego dobrze, choć nie ma tu nic szokująco dobrego. Kilka podkładów nadaje się spokojnie do klubu ('Desperados'), trochę z nich jest wolnych i nostalgicznych ('Papisnack', czy 'Jag finns här med er nu'), ale większość buja właściwie.
    Rapperzy wydają się być (to znaczy na pewno są) obywatelami świata. Nie sprawia im zupełnie różnicy, jakim kodem językowym się posługują i potrafią przechodzić płynnie między szwedzkim, angielskim i hiszpańskim. Celują w opowiastkach, że tak powiem, rozrywkowych, bo przecież przez palce trzeba brać ich opowieści o zamknięciu w psychiatryku, o byciu terrorystami w tak spokojnym kraju, jak Szwecja ('Operation: Sverige'), a nawet znalazł się tu trak poświęcony zmarłemu koledze z zespołu ('Jag finns här med er nu'). Reszta kawałków poświęcona jest dobrej zabawie i szeroko pojętej muzyce - od tego, że nią żyją, po nieco bitewnych wersów. Przeciętnemu polskiemu fanowi rapu goście nic nie powiedzą, ale Ison & Fille są bardzo w Szwecji znani, mają 9 albumów na koncie, a Ison był przecież w jury szwedzkiej wersji X Factor. Natomiast P.Hollywwod Castelo to śpiewający członek grupy Prominent, który ma głęboki, przejmujący głos i wkomponowuje się świetnie w piosenki.
    W Szwecji album odebrano doskonale, w krajach skandynawskich z pewna rezerwą, ale nadal nieźle. U nas pewną barierę stanowi język szwedzki, bo jednak ten angielski, a nawet hiszpański nie jest tak częsty w tych kawałkach. Kto zna szwedzki, nie będzie zawiedziony, bo chłopaki mają dowcip i polot, a co ważniejsze, również skillsy na majku. Nieco gorzej jest z muzyką, ale też nie ma na co za bardzo narzekać. Całkiem porządny kawał szwedzkiego rapu.

OCENA: 4\6


środa, 27 listopada 2013

TILL DEATH DO US PART - D.S.G.B.


Khaotic Generation 2003

1. D.S.G.B. (Intro)    
2. Sittin' On Thangs    feat. DELILAH    
3. King Of The Hill    feat. WICKET   
4. The Devils Trying    
5. I'm Outside (Skit)    
6. I'm Outside Ho    
7. My Pockets    
8. The Wrappa   feat. WICKET    
9. Who Down 2 Ride    
10. D.S.G.B.    
11. On My Block    
12. In My City    feat. THE KLONES    
13. Make Em Get That Money Right    
14. Off In Dis Game    
15. Bust Ya Head    
16. Hit Em Wit The Pump    
17. Till Death Do Us Part    
18. Phone Call (Skit) 
19. Sam Diss

    DSGB to Down South Georgia Boyz, kolektyw złożony z takich rapperów, jak Pastor Troy, Lil Pete, Pin Head The Hellraiser i Black Out. 'Till Death Do Us Part' to ich drugi album, nagrany przy pomocy przede wszystkim samego Pastor Troy'a, bo to przecież on ma największy fejm i najwięcej możliwości spośród całej czwórki. To w zasadzie Pin i Black Out są na dokładkę, bo nawet Lil Pete jest samodzielnym rapperem.
    Pastor Troy, jako legenda sceny z Atlanty, sam wyprodukował część podkładów oraz czuwać osobiście nad brzmieniem krążka. Dał natomiast pole do popisu dla innych, często równie utytułowanych producentów. Mamy tu podkłady od DJ Toomp (legenda południa, zaczynający w latach '80 z The 2 Live Crew i MC Shy D), Taj Mahal i Da Masta to protegowani Troy'a, Slim z grupy r&b 112, Cooley C (znany z płyt Ghetto Mafia, Youngbloodz i samego PAstora), DJ Threat, Drumma Boy, David Banner (znany rapper i producent) i Midnight Black, którego można usłyszeć na tylu płytach, że nawet ciężko policzyć, od Lil Jon'a, przez 8Ball & MJG do Playaz Circle. Mamy tu zatem typowe, południowe podkłady z XXI wieku - cykające, o plastikowych werblach i stopach, połamanych bitach, wraz z syntetycznymi melodyjkami, przeplatanymi co jakiś czas żywą gitarą, czy basem. Całość produkcji jest hałaśliwa i plastikowa - produkt wybitnie dla fanów South Side.
    Na majkach dominuje tu wrzask Pastor Troy'a, zrównoważony nieco przez spokojniejszą resztę. Lil Pete ma wysoki głos i rymuje szybko, akcentując mocno każde słowo. Black Out to nieco bardziej zrównoważona wersja Pastora - taki miks z Fiend'em: zdarty głos i spokojniejsze flow, bez darcia japy. Pin zaś ma chyba najbardziej normalny styl, zawijający jednakże końcówki wersów z typowo południową swadą. O czym zaś wyją rapperzy? Niczym konkretnym. Pieprzą bzdety na temat swojego miasta i jak zajebiście reprezentują, czasem wspomną coś o ciężkim żywocie w tej grze, pochwalą się, że mają broń (toys\straps\gunz), ale w gruncie rzeczy to bełkot. To takie lokalne hymny z refrenami, do których wszyscy mogą drzeć sobie mordy i nie będzie słychać różnicy. Treści tu nie ma praktycznie żadnej.
    Ot i mamy kolejną, południową produkcję. Sprzedaż podniosła niewątpliwie obecność P. Troy'a, choć album zebrał świetne oceny wśród fanów południowego rapu. Jednak nie oszukujmy się, zwykły fan rapu, nienawykły do tego cykania, wyrzuci album byle dalej za okno. No i tak to jest. Baaardzo przeciętne, by nie rzec słabe.

OCENA: 2+\6


niedziela, 17 listopada 2013

MASSIVE - MAGUMA MC'S

Large 2003

1. Intro
2. Nextage
3. Flow
4. Passer
5. Summertime Blues Remix
6. Put Your Fist Up
7. Shinhimubo(心疲夢暮)
8. MGM
9. Keep
10. Young gunz 3
11. 大博打
12. リアルBドキュメント
13. Grow
14. Massive
15. Fuck the world
16. True Life
17. 六本ic
18. Ray
19. Outro

    Maguma MC's to dwóch kolesi: Nob i Ryuzo. To ich w sumie drugi krążek, po epce 'MGM'. Ich płyta zajęły sie prawdziwe tuzy japońskiego hip hopu. Grupa z Kyoto założona została w 1995, dostrzeżona w jednym z konkursów i od tamtej pory grają z najlepszymi - można ich chyba uznać za klasyków?
    Jak już wspomniałem, płytę robiły dla Maguma MC's największe gwiazdy sceny japońskiej - bo trzeba Wam wiedzieć, że w Kraju Kwitnącej Wiśni rap jest bardzo popularny, a scena szeroka i zróżnicowana. Zatem mamy tu na produkcji Vid Fab, Hiroshi z grupy M.O.S.A.D, DG, Gas Crackerz, legendarnego Zeebra, Subzero i Numata. Kto choć trochę liznął japońskiego rapu na pewno będzie znał co najmniej połowę tych ksywek. To nowoczesny, jak na początek XXI wieku, rap, bez zbędnej elektroniki, nadal zwrócony w kierunku klasyki, ale już z odpowiednim podkręceniem klimatu. Są sample, ale zdarzają się połamane bity, żywe gitary elektroniczne, sporo funku i ostrzejszego grania. Taki prawdziwy, nowoczesny rap, nieco bangerowy, ale nadal mocno osadzony pomiędzy korzeniami gatunku. Ta stylistyka różni się od produkcji amerykańskich, ale ma swój urok.
    Japoński jest średnio stworzony do rapu, rymowanie w tym języku sprawia wrażenie ciągłego offbeatu albo wręcz braku jakichkolwiek skillsów. To złudne, bo po prostu struktura języka jest kompletnie różną od tego, do czego przywykliśmy. Dlatego japońskich emce trzeba słuchać nieco ze świadomością ich odmienności werbalnej, że tak to ujmę. Nie będę się mądrzył na temat tekstów, bo moja znajomość japońskiego nie wykracza poza kilka podstawowych zwrotów, zdecydowanie nie wystarczających do zrozumienia całości tekstu - a nawet kawałka. Mogę odnieść się tylko do całości wrażenia, jakie zostawiają po sobie Ryuzo, Nob i goście, między którymi są Dabo z Nitro Michrophone Underground i Tokona-X z M.O.S.A.D. Otóż dla Polaków, rymowanie po japońsku to zupełny kosmos i słusznie - brzmi to, jak już wspomniałem, dość nieporadnie, ale całkiem intrygująco, zwłaszcza, kiedy wreszcie usłyszysz, że oni się naprawdę wyrabiają na bitach i kończą tam, gdzie powinni. Sporo tu odnośników do kultury hip hop, djów i sampli, słucha się tego nieźle.
    No wiem, biorę na warsztat japońskie sztosy - ale nie jestem pewien, czy posiadam jakąś japońską lipę, bo moi znajomi Japończycy, kiedy jadą do ojczyzny, mają całkiem niezły przegląd sceny i badziewia mi nie zwożą - zresztą płyty nie są tanie (co ja pierdolę, są kurewsko drogie!!) i nie stać mnie na zakup hurtowych ilości. Ale, wracając do Maguma MC's - dość porządny kawał rapu z wiśniowych wysp. 

OCENA: 4-\6


piątek, 15 listopada 2013

KANNONEVLEES - ABN

Djax 2003

1. Fijne vleeswaren  
2. Back up!
3. Moe van jou   feat. LUC DE VOS
4. Vuilbak van m'n ziel
5. Tweezaamheid  feat. PIETER EMBRECHTS
6. Laat los!
7. Nie vandoag...   feat. MARK VOSTE
8. Panker   feat. VITALSKI
9. Tongsong
10. Vierdewereldmuziek
11. Kanonnevlees   feat. MARCEL VANTILT
12. Toxx

     O nederhopie juz pisałem parę razy - to unikat zupełny. Jednak styl nie był zamknięty tylko dla Holendrów. Oto ABN - Algemeen Beskaafd Nederlanz, prekursorzy nederhopu w Belgii. Grupa została założona przez graficiarza Quinte i producenta Pita. 'Mięso Armatnie' to ich czwarty album i choć nie odnieśli wielkiego sukcesu komercyjnego w krajach Beneluksu, są jednak uznawani za klasyków stylu.
    To już pierwsze lata wieku XXI, zatem muzyka została nieco unormowana i producenci nederhopowi przestali się wydurniać i wydziwiać. Money P, Quinte i Rene Lopez zrobili muzę opartą na samplach funkowych, ale i sami dogrywają różniste melodyjki i linie basowe. Inspiracji zaś szukają wszędzie - od dźwięków rodem z muzyki country, przez elektroniczne wtręty, do typowych, hip hopowych klimatów. No bo jak potraktować np. taki 'Vierdewereldmuziek' (Muzyka Czwartego Świata)? Kosmos. Zawsze mówię, że nederhop to twór wyjątkowy i łatwo tu to dostrzec. Niby muza jest na wskroś hip hopowa, ale jednak słychać, że to co innego...
    Quinte jest lepszy i bardziej przekonujący niż Pita, choć obaj mają niezgorszy styl i całkiem dobre teksty - jeśli oczywiście ktoś ogarnia holenderski. Sporo jest tu tekstów zaangażowanych społecznie, trochę o życiu i niespełnionych ambicjach i miłościach... Sporo tu gorzkich słów i sarkazmu, choć są tu całkiem niezłe kawałki, które poruszą Twoją głową. Jest na płycie trochę gości, ale w większości to występy śpiewające w refrenach - choć wnosi to sporo świeżości w brzmienie albumu.
    No ok, scena w Belgii nie jest aż tak rozwinięta, żeby było w czym wybrzydzać, ale znam lepsze produkcje. Na poletku zwanym nederhop również. Nie zmienia to jednak faktu, że to całkiem fajny i ciekawy album, na pewno niecodzienny, zwłaszcza dla słuchacza z Polski. Inne brzmienia, zwariowany język, szalone pomysły... Tak, oto nederhop, w dodatku z Belgii.

OCENA: 3+\6


czwartek, 10 października 2013

FULL CIRCLE - HIEROGLYPHICS

Hiero Imperium 2003

1. Prelude
2. Fantasy Island
3. Powers That Be
4. Make Your Move    feat. GOAPELE
5. Shift Shape
6. Classic
7. Chicago
8. Heatish
9. Halo
10. Love Flowin'
11. One Hundred Thousand Indi   feat. ABSTRACT RUDE
12. Let It Roll
13. Maggie May
14. Jingle Jangle
15. Full Circle   feat. GOAPELE
16. 7 Sixes

    Hieroglyphics to duża firma, mieszcząca się w podziemiach Kaliforni, założona przez Del Tha Funkee Homosapien. Wraz z nim zespół tworzą Tajaj, Opio, A-Plus i Phesto z Souls Of Mischief, Casual, Pep Love, Domino i DJ Toure. Po sukcesie ich pierwszej płyty, '3rd Eye Vision', pięć lat później nadszedł kolejny album - historia zatoczyła pełne koło - 'full circle'.
    Grupa, mając tyle osób w składzie, jest samowystarczalna, bo kawałki na płytę wyprodukowali A-Plus, Domino i Opio, z dwoma wyjątkami: są tu jeszcze bit od Casuala i jeden od Space Boy Boogie X. To dość specyficzny rodzaj muzyki, bo instrumenty są owinięte wokół mocnych perkusji i jest tu czysto i przejrzyście, ale podkłady nie są pozbawione mocy, wręcz przeciwnie. Sample czy instrumenta są poukładane w idealnym porządku, idealnie przycięte, bez wpadek. Jest perfekcyjnie, ale okazuje się, że nie potrzeba brudu winylowej płyty, bo nawet takie sterylne podkłady mogą być świetne. To taki charakterystyczny styl Hiero: perfekcyjne podkłady do idealnego słuchania. Najlepsze wprawdzie dla mnie to 'Make your move', 'Shift shape' i 'Heatish', ale inne wcale nie są słabe, no może 'Jingle jangle', czy 'Full circle'. 
    Cała ta brygada zapewnia zróżnicowane doznania, jeśli chodzi o lirykę i technikę. Zróżnicowane, oznacza tyle, że każdy ma swój styl, a nie że jeden jest słaby, a drugi dobry.  Opio ze swoim stylem, jakby tłumaczył coś komuś zawzięcie. Pep Love ma flow pocięty, jakby zacinający się co kilka słow. casual płynie tak, jakby kończyły się baterie w magnetofonie, zwalniając lekko przy końcu wersów. Del jest tak charakterystyczny ze swoją modulacją głosu i techniką rymowania i wstawiania potysięcznych rymów, że rozpoznać go można zawsze i wszędzie, choć pojawia się, niestety, rzadziej. A-Plus rymuje dość zwyczajnie, nieco zaciągając w stylu West Coastu. Tajaj ma wysoki głos i rymuje z dużą ekspresją. Phesto zaś ma głos głębszy i wyraźnie i dosadnie artykuuje każde słowo. Ciężko za to wskazać najlepszego tekściarza, bo ich wersy są pełne odnośników, abstraktów, związanych przede wszystkim z bragga i panczami w kierunku słabowitych emce, pokonując ich niczym Oz tchórzliwe postaci z orszaku Dorotki albo Tajaj grozi, że choć jest veganem i nie je mięsa, na majku jest nadal kanibalem  i zje każdego wacka. Tu nie ma głębokich tekstów o życiu i filozofii - to wybuchowa mieszanka sprawności lirycznej i skillsów na majkach. Łatwo ich porównać, kiedy wszyscy po kolei rymują w ostatnim kawałku: '7 sixes': siedmiu emce dających po sześć wersów. 
    Wprawdzie ku końcowi, tak od 13 kawałka, zaczyna nieco brakować pomysłów, ale i tak to bardzo dobra płyta, do której lubię wracać. Nie jest tak dobra, jak 'The 3rd Eye Vision', czy solówki Dela i Souls of Mischief, ale nadal świeci. Do sprawdzenia koniecznie przez fanów prawdziwego rapu.

OCENA: 4+\6


wtorek, 24 września 2013

VERSION EP - JUANINACKA

Fiebre 2003

1. Rap
2. Todo sigue igual
3. Conmigo o Contra mi    feat. JUANMA
4. Todo lo que hago
5. Interludio
6. Una mirada a mi alrededor
7. Soy Caminante    feat. SFDK
8. Una Historia

    O tym rapperze z Sevilli już kiedyś pisałem, ale nie dość, że lubię bardzo scenę hiszpańską, to jescze ten osobnik jest jednym z lepszych rapperów na scenie. To, po jego nielegalu, pierwsze legalne wydawnictwo. 
    Muzycznie, płyta Juana to prawdziwy, szczery hip hop bez pierdolenia. Wszak bity robili tu Zonah, DJ Makei oraz Accion Sanchez ze słynnego SFDK, który zajął się również skreczami na albumie. Boom bapowe perkusje i mnogość sampli odnoszą się wyraźnie do spuścizny po czasach Złotej Ery w Nowym Jorku. Co do sampli, nie są to jakieś znane rzeczy - i bardzo dobrze, bo producenci biorą tu często na warsztat hiszpańską muzykę - nie tylko rozrywkową, ale i tradycyjną, co tylko wzbogaca materiał. Świetna robota dla fanów prawdziwego rapu.
    Zresztą, wystarczy posłuchać pierwszego kawałka na albumie - sam tytuł mówi wszystko: 'Rap': 'Me levanto con el rap, desayuno con el rap\ soy rap, pongo rap, \ oigo rap, escribo rap \ sabes que ando todo el puto dia con el puto rap'. (Wstaję z rapem, śniadam z rapem, jestem rapem, daję rap, słucham rapu, piszę rap, wiesz, że to o tych jebanych dniach rap z kurewskim rapem). Większość tekstów zresztą zajmuje się właśnie tematyką prawdziwego rapu, choć Juaninacka zbacza również w kierunku bardziej przyziemnych tematów, bliskich zwyczajnym ludziom. Przy czym styl tego rappera jest bardzo dobry i choć jedzie troszkę offbeatowo, to zawsze kończy na werblu. Towarzyszą mu legendy hiszpańskiej sceny, SFDK (to znaczy Zetu na majku, a Accion Sanchez na bicie) oraz Junama.
    'Version' to świeży rap z półwyspu Iberyjskiego. Choć ma ponad 10 lat, to nadal słucha się tego wyśmienicie. Jeśli chodzi o rok 2003, to jest to jeden z najlepszych hiszpańskich, a może i europejskich albumów. Mucho props.

OCENA: 5\6


poniedziałek, 16 września 2013

VINYL THUG MUSIC - 7L & BEYONDER

Traffic Ent. 2003

1. Intor
2. That's Absurd   feat. ESOTERIC, KARMA
3. Machine Gun Rap - KING SYZE
4. Exclusive - PROJECT MOVE
5. Crab Move - 7L & ESOTERIC feat. BEYONDER
6. Trans Euro Express - UNKNOWN ARTIST
7. Thieves in da Nite (Heist) - SHABAZZ THE DISCIPLE feat. KILLAH PRIEST, LIL DAP
8. Mercy Killing - 7L & ESOTERIC
9. Revenge of the Nerds [Radio Ad] - UNKNOWN ARTIST
10. Blitz Inc. - KING SYZE feat. ESOTERIC, VINNIE PAZ
11. Black Burner, Black Knife - AL
12. Texas Twister - UNKNOWN ARTIST
13. Last Real Nigga Alive - NAS
14. Boondox Saints    feat. ESOTERIC
15. Freestyle - CELPH TITLED, BIG SCOOB, TERRA
16. Public Execution [Demigodz Mix] - 7L & ESOTERIC feat. APATHY, CELPH TITLED
17. Outro

    7L współpracuje zazwyczaj z innym emce, znanym jako Esoteric. Jednak wraz z Beyonderem tworzą projekt Vinyl Thug Music, wydając płyty, które są niby mikstejpem, niby składankami, niby pełnoprawnymi, zwyczajnymi płytami duetu. Całą akcję zapoczątkowali właśnie tym krążkiem, zapraszając do współpracy wiele osób znanych w podziemiu, ale oczywiście i nie tylko.
    Obaj, i 7L i Beyonder są producentami i sami zrobili całość tego albumu - w końcu to przeciez ich płyta, tak? To są jeszcze czasy, kiedy 7L nie wszedł na dobre w ten progresywny odjazd i produkował normalny, szczery i korzenny hip hop. Taki prawdziwy. Świetnie dobrane sample, ciężkie perkusje i masa skreczy to krótka definicja muzyki na albumie. Niektóre podkłady są zupełnie oszczędne, jak np. 'Exclusive', niektóre biją gęstym funkiem po uszach, jak w 'Machine gun rap'. Na płycie mamy też trzy wkręty, sygnowane nazwą Unknown Artist - są to po prostu skity, gdzie Beyonder i 7L się wygłupiają.
    Zatrudniwszy znajomych, autorzy pozbierali traki z przeróżnych płyt i albumów, singli i temu podobnych i powrzucali tu w jeden kocioł. Z racji koneksji grupowych, mamy tu Esoterica, również po znajomości jest i King Syze, Vinnie Paz z Jedi Mind Tricks, Celph Titled oraz Apathy. Nieco dalszy związek mają oboczności Wu Tang, Shabazz i Killah Priest, a także odgrzany Lil Dap z Group Home. Ba, znalazł się tu nawet sam Nas w kawałku z płyty 'God's Son', niejako łagodzącym jego beef z Jay-Z. W zasadzie na każdym z traków mamy moc, płynącą z głośników. W sumie, ten kto zna ekipę, to w większości te kawałki gdzieś słyszał, ale na jednej płycie robią lepsze wrażenie. Mamy tu emce ze świetnym flow i miażdżącymi tekstami, w większości albo z bitewnymi rymami albo ciemnymi historiami z dzielnicy. Ciężko nawet wyróżnić te najlepsze kawałki, bo poziom jest bardzo równy i słucha sie tego wyśmienicie.
    Ok, ja wiem, że to tylko mikstejp, a nawet nie tyle - składanka kolesi skupionych wokół 7L i Esoterica, niemniej jednak płyta wchodzi bardzo dobrze i stanowi taki nowojorsko-bostoński przekrój przez prawdziwy hip hop tuż sprzed ery zniszczenia.

OCENA: 4+\6


piątek, 24 maja 2013

THE FEELING OF NOW - RAW PRODUCE

Female Fun 2003

1. The feeling of now
2. The F.O.N. Thes One Remix
3. Richard's radio jam
4. State of the art remix   feat. AKROBATIK, 7L & ESOTERIC, CHECKMARK
5. Cycles remix
6. What I do
7. The feeling of now instrumental
8. The feeling of now Thes One remix instrumental

    Amerykańska grupa promowana przez niemiecką wytwórnię? Wszystko jest teraz możliwe. Pitch i Cadence, dwaj biali kolesie z Bostonu, wpadli na scenę jakiś czas wcześniej i narobili sporo szumu. Cadence jest obecnie nieco bardziej znany, bo wydaje swoje solówki, ale ogólnie duet Raw Produce został dostrzeony chyba tylko przez koneserów - zwyczajni fani rapu ominęli łukiem album. Przed sobą mamy w zasadzie nawet nie album, ale wstęp do niego - EPkę z remiksami i różnymi wersjami kawałków.
    Obaj członkowie zespołu produkują swoje bity, choć akurat na tej epce, promującej nadchodzący album, znajdzie się również remix tytułowego kawałka, popełniony przez Thes One z People Under The Stairs - nieco słabszy od oryginału. Bity są tu klasyczne i surowe, przywodzące na myśl najlepsze lata hip hopu. Ciężka perkusja, fajne sample, okręcone na werblach, świetne cut'y - wszystko tak jak być powinno. Duet wzoruje się na muzyce A Tribe Called Quest, co słychać dość wyraźnie - nie tylko w cytatach z płyt ATCQ, ale i w klimatach - jazzowych, trochę bluntowych.
    Obaj również rapują, choć Cadence jest jednak nieco lepszy - zapewne jest to sprawa ogrania i obycia przy mikrofonie, bo Pitch nagrywa głównie na potrzeby Raw Produce, a Cadence wydaje solówki i udziela się szerzej. Obaj mają przyjemne flow i duże poczucie humoru. O ile na pełnowymiarowej płycie prezentują różne tematy, tutaj zasadniczo założenie jest takie, że to ma być prezentacja skillsów, dlatego głębszy sens ma tylko 'Cycles'. Oprócz Cadence i Pitch'a, mamy tu również kwiat podziemnego rapu: świetną grupę 7L & Esoteric, Akrobatik'a i Checkmark'a z zespołu Skitzofreniks. Słucha się tego bardzo dobrze, bo nie ma tu słabych emce - są tylko wszyscy 'wack mcs' nieźle zjechani...
    Dlaczego warto mieć tę płytę, skoro to tylko wstęp do LP? Proste: bo na albumie nie ma remiksów, nie ma 'State of the art', nie ma 'What I do', ani Richard's radio jam', a 'Cycles' dostajemy tu w wybornym remiksie. No i mamy dwa instrumentale. Warto? Głupie pytanie!!

OCENA: 5\6


piątek, 15 lutego 2013

SWEAT LODGE INFINITE - 2MEX

Temporary Whatever 2003

1. Obey
2. Seconds Ago
3. Pavilions Of Sound
4. 3 Or 13   feat. ACEYALONE
5. Instead Of Going Out
6. Copy that   feat. AWOL ONE  
7. Before The Format
8. M.A.S.H.   feat. EXISTEREO, BUSDRIVER, KERMIT
9. In The No
10. Skit
11. Lightpost 2 Lightpost    feat. LIFEREXALL, ST. MARK 9:23
12. No Category   feat. AWOL ONE, ACEYALONE
13. Outro

    Wymienić projekty, w których udziela się 2Mex, zajmuje trochę czasu: The Visionaries, Of Mexican Descent, Look Daggers, The Returners, The Mind Clouders... Oprócz tego, oczywiście, nagrywa solowe płyty. Przed sobą mamy jego trzeci samodzielny album, którym udowadnia swoje nieprzeciętne skillsy na majku, bo płytę uważa się za jedną z jego najlepszych.
    Cała muzyka powstała w studio Longetivity z zespołu Darkleaf. To mroczny, surowy hip hop, pełen dziwacznych dźwięków i niepokojących skreczy DJ Mixmaster Wolf'a. O ile Los Angeles kojarzy się nam często z g-funkiem, warto pamiętać, że bardzo aktywna jest tam scena alternatywna, sięgająca głębszych podziemi, niż NY. Muzycznie, to jedna z tych płyt, które określiłbym 'dla koneserów' - coś jak bardzo wytrawne wino. Polubią to tylko znawcy tematu. Bo nie ma tu klasycznie pociętych sampli i boombapowych perkusji - jest chaos.
    Ponadto sam 2Mex nie ułatwia zrozumienia zawartości. Jego filozoficzne teksty na temat życia i społeczeństwa często nie są spójne, jeden wers nie wynika z drugiego i wydaje się, że to po prostu poskładane byle jak słowa. Naprawdę, czasem ciężko jest nadążyć za tokiem myślenia Alejandro aka 2Mex. A do tego koleś przetyka to wszystko bragga. Jeden wielki liryczny misz-masz, czyli czysta poezja :) Zamieszanie pogłębiają goście - zresztą również tuzy kalifornijskiego podziemia: odpałowy Busdriver, genialny w swoim stylu Aceyalone, obdarzony niesamowitym głosem i stylem AWOL One, Kermit z Darkleaf i inni. Mnie się najbardziej tu podoba 'Lightpost 2 lightpost', ale w sumie większość jest podobna.
    Nie jest to łatwa płyta do słuchania i na pewno nie każdemu będzie się podobała. 2Mex to jest klasa sama dla siebie - poezja latynowskiej ulicy. Jasne, czasem nie rozumiesz, o co kolesiowi w ogóle chodzi i to obniża ocenę, ale jeśli ktoś lubi alternatywne granie z podziemi Kalifornii, będzie uradowany.

OCENA: 4-\6


wtorek, 4 grudnia 2012

IMMORTAL - TIM DOG

white label 2003

1. Intro
2. Dog Shit
3. You Don't Know Me
4. Hustluz  feat. MO BLINE, MAX-LUX, RHYMESTEIN
5. The Professional
6. Bring It
7. It Ain't Funny    feat. MAX-LUX, MO BLINE
8. Makin' Love   feat. TAH
9. Make It Last   feat. MO BLINE, MAX-LUX 
10. Can I Live
11. Get Out Da' Life    feat. RIKA
12. Sun Don't Shine   feat. MO BLINE
13. Pop Life
14. We Can Grow    feat. MAX-LUX, KHALILA
15. Immortal    feat. TAH

    Najsłynniejszy rapper wśród Świadków Jehowa, pies, który chodził od drzwi do drzwi i naszczekał na rapperów z zachodu, zamiast rozmawiać o wierze. Po swoich dwóch 'przebojowych' albumach zniknął na jakiś czas ze sceny, bo okazało się, że każdy ma w dupie jego dissy.
    Dziesięć lat później Tim Dog powraca, aby przekonać nas, że jest 'nieśmiertelny'.  Nie mam absolutnie żadnych informacji, kto stoi za produkcją tego albumu, ale widać wyraźnie, że Dog próbował wpasować się w kanony, obowiązujące na początku XXI w., ale nie miał sensownych producentów, którzy zrobiliby mu porządne podkłady. No i mamy tu taką mieszankę bitów ostrzejszych, romantycznych i beznadziejności (zwłaszcza 'Can I live' lub 'Pop life'). Trochę wściekłych skreczy i mroczny klimat miały unowocześnić starsze brzmienie płyt Tima, ale... pogrzebały sprawę.
    Zresztą, sam Tim nigdy dobrym rapperem nie był. Jego atuty to świetny głos i bezkompromisowość, ale na tym kończą się jego zalety. Jeszcze na kawałkach produkowanych przez kolesi z Ultramagnetic MCs mogło to brzmieć, ale na nowoczesnych bitach i, co gorsza, z taką samą manierą rymowania, która, nie oszukujmy się, jest prymitywna, jak dinozaury - nie brzmi to dobrze. Nie pomagają nołnejmowi goście i wyjące panny, trzeci album Tim Doga to papka. I tak nie sądzę, żeby na niej zarobił, bo nie wydał tego w żadnym labelu i dostanie tej płyty obecnie graniczy z cudem...
    Nawet bym się specjalnie nie starał jej zdobyć. O ile dwa pierwsze albumy można uznać za swego rodzaju klasykę, to trzecia płyta to zwyczajnie nieudany powrót po latach. Jasne, że są lepsze i gorsze traki, ale te lepsze nie wychodzą ponad poprzeczkę z napisem 'w miarę'. Marna próba, Timmy.

OCENA: 2+\6


poniedziałek, 5 listopada 2012

TALKIN' HONKY BLUES - BUCK65

Warner 2003

1. Leftfielder
2. Wicked and Weird
3. Riverbed 1
4. Sore
5. Protest
6. Riverbed 2
7. Exes
8. Roses and Bluejays
9. Riverbed 3
10. 50 Gallon Drum
11. Riverbed 4
12. 463
13. Riverbed 5
14. Killed by a Horse
15. Riverbed 6
16. Tired Out
17. Craftsmanship
18. Riverbed 7

    Kim do cholery jest Buck 65? Wstydź się, jeśli nie wiesz. To jeden z najzdolniejszych poetów rapu, multistylista, rapper, producent, DJ i co-sobie-chcesz. Jak popatrzysz na jego zdjęcie, wygląda jak typowy kanadyjski kierowca ciężarówki. Ale pozory mylą.
    Po pierwsze, Buck rozpieprza produkcję, choć tu wspomagany jest przez kanadyjskiego Portugalczyka, Joruna. Muza to powolne bity, pełne bluesowego feelingu, na zwolnionych obrotach przejeżdżające od ucha do ucha i kiwające z wolna Twoją głową. Te rapowo-bluesowe granie okraszone jest drapaniem płyt i typowo hiphopowym klimatem, ale jakże odmiennym od tego, co serwują np. amerykańscy rapperzy. Gówno, od tego, co serwują wszyscy inni rapperzy. Gitarki żywcem podjęte z country, wspomniany bluesowy bass, trochę folkowych wtrętów - tego w zasadzie nie da się opisać - to jeden wielki tygiel stylowy. Wszystko w hiphopowym sosie.
    Po drugie, Buck ma takie teksty, że ci wszyscy super emce mogą zlizywać mu pot ze stóp. Niektóre wersy są wprost nie do wiary, kiedy np. rymuje o tym, że chciał skontaktować się z Bogiem, ale ten akurat był na zebraniu zarządu albo że w piękne dni nawet psie gówno pachnie truskawkami... To teksty o życiu, o rzeczywistości, ale bardzo kwaśne i napisane z perspektywy outsidera i włóczęgi. Do tego opowiadane niskim, charakterystycznym głosem, gdzie Buck65 wzoruje się na starym stylu, zwanym 'talkin blues', czyli mówione opowieści o smętnym życiu. I snuje on swoje historie sam, nie potrzebując nikogo - i słusznie, bo wszelkie gościnne występy mogłyby zrujnować wrażenie.
    Buck65 pokazuje swoim 10-tym albumem, że nie jest Twoim pierwszym lepszym rapperem. Do miłośników ulicy to nie trafi, to płyta bardzo ambitna, dla spragnionych świeżości i głębi spojrzenia na świat. Warto się wsłuchać, warto śledzić teksty, warto dać się ponieść temu dziwacznemu (wicked and weird) Kanadyjczykowi.

OCENA: 5\6


czwartek, 1 listopada 2012

WE DRINK OLD GOLD - 7L & TALL MATT


2003

1. I Get Lyrical - SIR I BU 
2. Dope for the Folks - TDS MOBB   
3. Dope on Plastic - UPTOWN    
4. Can't Do Me None - BLACK ROCK & RON
5. Versatile Extension (remix) - SUPREME NYBORN    
6. Court Is Now in Session - CHILL ROB G    
7. D.E.F. - DOUG E FRESH   
8. Lyrics in Motion - LORD ALIBASKI   
9. Almighty Seven (Righteous)- DOLLAR $ BILL & CUT MASTER    
10. Check It Out - BIZ MARKIE    
11. Gold - NICE & SMOOTH       
12. 360 Degrees - PELON   
13. Bronx Nigga (DJ Shame remix) - TIM DOG   
14. Go to Work - KOOL D & TECHNOLO G    
15. Scratch Reaction (bonus beats) - TDS MOBB       
16. Get Put On - FREESTYLE PROFFESSORS 
17. Product of the Environment (Marley Marl remix) - 3RD BASS
18. Sally Got a One Track Mind (Showbiz remix / TM re-edit) - DIAMOND D
19. Put on Your X-Hat - KNOWLEDGE X    
20. Out of State - AKINYELE    
21. We Got the Funk - MC LAKIM    
22. Peace of Mind - TOP CHOICE CLIQUE

    Dwóch DJów - bardzo znany 7L - chociażby ze współpracy ze swoim emce, Esoteric'iem, z którym wydali sporo płyt oraz Tall Matt, nieznany, chwilowy (sezonowy?) dejot, który pojawił się tu chyba z przypadku... Nie istotnie. Obaj chcieli napić się tej starej złotej, dlatego zebrali najlepsze składniki, żeby to złoto wyszło w praniu.
    Selekcja 22 kawałków ze złotej ery nie była, jak przypuszczam, bardzo trudna. Są to numery, którymi świat się w tamtym okresie - okolice 1990 w te i we w te - jarał strrraszliwie. Czasem panowie wzięli stronę b singla, czasem sami coś zremiksowali, dość, że mamy tu fantastyczny przekrój klasyki rapu. To genialna możliwość polizania (że tak brzydko powiem) historii, jakiej mało się teraz spotyka, pomiędzy brzęczącymi bitami, generowanymi z komputera, zamiast z deków.
    Największymi gwiazdami składanki są oczywiście Chill Rob G, Tim Dog, Akinyele, Nice & Smooth, Biz Markie, 3rd Bass, Doug E Fresh i Diamond D, ale wszystkie te kawałki są znane osobom, które siedzą w rapie od lat '90.   
    Najlepsze jest to, że wszedłem w posiadanie płyty zupełnie przypadkiem i to za darmo, a teraz okazuje się, że to biały kruk... Umieściłem tu tę składankę, aby każdy spróbował sobie poszukać w sieci powyższych traków i posłuchał, jak brzmi prawdziwy rap ze złotych lat.
     Ja wiem, że ta płyta jest nieosiągalna, ale myślę, że można ją skądś sobie ściągnąć. Polecam wszystkim: starym fanom zakręci się łezka w oku, nowi łykną trochę historii.

OCENA: tego się nie da ocenić...