RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2014

MYKILL MIERS - THE TRIALS OF JOB

Abnormal 2006

1. Ezekial 25:17
2. Pay Attention    feat. BORN ALLAH, E-RULE
3. Listen
4. This Means War
5. Knuckle Up
6. Let Me Shine
7. Off the Corner
8. Slow Down    feat. SAADIQ
9. Everybody Knows Now
10. Somethin' to Get Into
11. This Is LA
12. What Your Kids R Doin'   feat. SAADIQ
13. Kings of the Underground   feat. AKIL
14. Get Money   feat. BORN ALLAH, E-RULE, TONY TIGERSTYLE, TYNMAN
15. Oh Daddy!
16. Janell
17. Why Don't You Mean It

    Czwarty album tego podziemnego rappera z Los Angeles (no, w zasadzie trzeci, jeśli nie liczyć półlegalnego wydawnictwa nieco składankowego) nie spotkał się juz z takim entuzjazmem, jak poprzednie - a przede wszystkim jego debiut, który stał się jednym z ciekawszych płyt w swoim roczniku. Co, po sześciu latach od debiutu zaproponowął nam Mykill?
    Muzyka pozostała w miarę typowa dla podziemia zachodniego wybrzeża - choć tam panuje taki rozrzut stylistyczny, że ciężko mówić o jakimś kluczu, według którego powstają traki. Autorzy podkładów - głównie sam Miers, ale również The Elements (współpracujący swego czasu w studio z Pete Rock'iem), Harvey Wallbanger, Voodu (z którym Mykill współpracuje od czasów debiutu) i Rashad Coes (znany na Zachodzie bitmejker) zrobili nowoczesną, ale opartą o klasyczne schematy muzykę. Jednak nie każdy bit jest choćby trochę klasyczny, bo Miers idzie nieco dalej: podkład do 'I'm a rebel (Ezekial 25:17)' przypomina nieco dokonania Lil Jona albo innych crunkowych producentów. Zresztą, nie tylko ten kawałek, ale wpada tu również nieco więcej nowoczesnego hip hopu, czasem skombinowanego z r&b (w 'Kings of the underground'), czasem dość agresywnego, jak w 'Off the corner' pochodzącego z rąk The Elements. Mamy tu również bangery, takie jak 'What Your Kids R Doin'', wyprodukowane przez samego Miersa. Trochę mało tym razem wykorzystani są dje:  DJ Leviathan, DJ Mark Luv i DJ Johnny Juice drapią w może czterech kawałkach.       
    Mykill jest niezłym rapperem, który obdarzony jest nieco zadziornym stylem, niezłym flow, ale, co ważniejsze, naprawdę ciekawymi tekstami. Jako ze zaangażowany jest on w wiele projektów związanych z edukacją, opowiada wiele o sytuacjach w społeczeństwie, różnych zachowaniach i daje rady jak uniknąć kłopotów - można pomyśleć, że to taki moralizatorski rap, ale nie do końca. To historie z sąsiedztwa - obojętne, mojego, czy Twojego, które Mykill opowiada z przejęciem, pozwalając wyciągnąć nam wnioski, choć czasem nakierowuje nas na to, co chce uwypuklić. Nieco rzadziej Miers daje się ponieść bitewnej stronie duszy, ale mamy tu również nieco bragga, udowadniającego, że Mykill jest naprawdę niezły. Goście? Poza Akilem z Jurassic 5 i Born Allah większość jest lokalna i tak właśnie brzmi - choć wtopy w sumie żadnej nie ma.
    To zróżnicowana płyta - taki podziemny rap przeniesiony w realia XXI wieku. Nie ma truskulowego grania, jest za to nowoczesny rap, który może się podobać z jednej strony, z drugiej może czasem wydawać się nieco zbyt płaski. Tak czy owak, 'The Trials Of Job' to bardzo porządny materiał, którego słucha się bardzo dobrze, zarówno ze względu na muzykę, jak i samego rappera i jego gości. Jest to naprawdę fajny hip hop, zagrany z jajem i up-to-date. 

OCENA: 4\6  


wtorek, 9 września 2014

EDUCATION OF A FELON - THIEF SICARIO

Realizm 2007

1. Veteranz Day  
2. We Ain't Playin' feat. TRAFEK, SAWB-1
3. Never Hide   feat.  SANTOTZIN, MALDITO VILLA 
4. Bring The Gunz 
5. Peace Time Vets    
6. A Dedication to La Raza      
7. Sounds From The Cohete
8. The Ventriloquest   
9. Fifth Sun Eclipse 
10. Lyrical Heavyweights feat. TRAFEK 
11. Numbers
12. Kill The Rage   
13. Adopted By The streets 
14. In Prison and War   
15. Fifth Sun Eclipse II feat. TRUTH 
16. Enemies Mourn You feat. BAD NEWS 
17. Amerika   
18. Se Acabo feat. KRAZY RACE, MIC MC 

    Sicario to prawdziwy twardziel, nie ma tu jebania. Syn nastoletniej matki, od dziecka tkwił w środowisku, które narkotyki, alkohol i ostre rżnięcie miało za całe życie. Można by powiedzieć, że strzały wygrywały mu kołysankę - wiecie, to ten wydziarany, łysy i wąsaty Latynos w kraciastej koszuli, którego nie chciałbyś spotkać na swej drodze w czasie wycieczki po USA. Sicario jest w grze jednak już od prawie 20 lat, to wprawdzie jest jego solowy debiut, ale nagrywał sporo przed, ale do tej pory ma również na koncie jeszcze dwie kolejne płyty.
    Wszystko tutaj miesza się we własnym sosie, bo producenci pochodzą ze ścisłego kręgu koleżków rappera, a także udzialają się na albumie lirycznie. Najwięcej podkładów zrobił tu Trafek, ale są tu również bity od takich ludzi, jak Maldito Villa, Shadow of Mankind, Somnolence oraz Elespecialista, z którym Thief tworzy grupę Ninth Degree. Mało tu typowych latynoskich bitów w typie 'moja mandolina gra tak pięknie', ani oldies, opartych na starych hitach, choć owszem, te jakże oczywiste tutaj meksykańskie trąbki pojawiają się tu i ówdzie. Jednak to przede wszystkim ciężkie podkłady, zazwyczaj grane osobiście na klawiaturze, zgrane w komputerze. W thrillerowych podkładach celuje zwłaszcza Maldito Villa, którego podkład może śmiało byc ścieżką dźwiękową do horroru klasy B. Przechodzimy tu przez wspomniane meksykańskie trąby, melancholijne pianina, aż po monumentalne sample z opery. Płyta zmasterowana jest dość nieudolnie, bo kawałki są nagrane na różnych poziomach, jednak to jest taki album, który zachwyci fanów podziemia - tego głębokiego. 
    Za ciężarem gatunkowym podkładów śmiało podążają teksty. Latynoscy podziemni rapperzy rzadko kiedy są nieźli na majku, tak również jest z Thief Sicario. Jego styl to Spanglish - wściekła mieszanka hiszpańskiego z angielskim z garścią lokalnych wyrażeń slangowych. W sumie jego flow jest całkiem fajny - agresywny i płynny, z nieco zdartym wokalem i biorąc pod uwagę treści, to pasuje tu idealnie. A treści? No cóż, Sicario to typ pełen przemocy, wyrosły w klimatach kryminalnych - zresztą sam siedział w więzieniu, jednak nie za przestępstwa na kimś, a za podżeganie na swoich płytach do rebelii - jego kawałki, puszczane w radiach lokalnych wywoływały zamieszki w okolicznych sąsiedztwach! A Thief Sicario opowiada o życiu poza prawem, a że są to opowieści z pierwszej ręki, czasem mogą przerażać realizmem i brutalnością, choć tak naprawdę nie ma tu nic podanego na tacy. ale przecież oprócz tego mamy tu trochę bragga (a co!) i nieco politycznych wycieczek w stronę amerykańskiego rządu. Sicario jest tu chyba najlepszym rapperem, który nie dość, że umie rymować, to jeszcze opanował angielski w stopniu pozwalającym mu płynnie jechać z angielskimi wersami. To stricte hardkorowa jazda, w większości kawałki nie mają refrenów, tylko nawijkę na ciężkie tematy.  
    Szczerze mówiąc, podoba mi się ten album. Różni się od innych płyt z szyldem chicano  rap, bo nie jest przesiąknięty tym meksykańskim feelingiem. To po prostu podziemny klimat, pełen dragów, pistoletów i dziwek, gdzie zewsząd czai się zagrożenie. Jest to zdecydowanie płyta dla fanów ciężkiego grania.

OCENA: 4-\6


wtorek, 20 maja 2014

NORMAL MAGIC - SKILL MEGA

Asfalt 2007

1. Normal Magic
2. Throw Your Hands Up
3. Don’t Look Down
4. Skill Mega Disco
5. Let Me Down
6. RodMega
7. Breathe In (No Boundaries)
8. Late Shift
9. Giving Up The World
10. My Spot
11. Gardening (Remix)

    Dan Fresh, Caspar Hauser i DJ Rob to zespół z Londynu, który w jakiś 'normalnie magiczny' sposób dostał się w ręce Ostrego podczas szperania w zakurzonych winylach. Wręcz romantyczna historia. To już ich drugi materiał, który wyszedł na światło dzienne - wydany został w Polsce. Kolejny przykład na to, że rap nie zna granic ni kordonów.
    Ostry oczywiście nie dotyka tu majka, produkuje za to całość albumu. To taki dość klasyczny bumbap, oparty na fajnych, bujających samplach, w klimatach przede wszystkim z lat '90 - taki złotoerowy rap. Przeważają sekcje dęte, mocne perkusje, głębokie basy - takie akurat do pokiwania głową. Dobrą robotę robi tu na dekach DJ Rob i wszystko powoduje powrót mentalnie z 15 lat wstecz. Sympatycznie.
    Wszyscy rapperzy, którzy się tu udzielają, maja na koncie również swoje solowe dokonania. Na szczęście nie idą za modą na Wyspach i ani nie grają grime'u, ani nie silą się brzmieć jak amerykańscy rapperzy. Są to normalni, porządni brytyjscy emce, z kilkoma rzeczami do powiedzenia, choć nie są to bynajmniej rzeczy skomplikowane. Reps i Fresh doskonale bawią się na majkach, nie czują żadnego ciśnienia, tylko swobodnie rymują sobie o sprawach, które lubią: głównie o muzyce. Sporo tu bragga i wersów bitewnych, dlatego album doskonale nadaje się na słuchanie go podczas np. jazdy samochodem, prac domowych albo na imprezie. Sympatycznie.
    Bo ciężko określić tę płytę innym słowem, niż 'sympatyczna'. Jest całkiem fajna, dobrze buja, producent wie co robi za konsoletą - wszak znamy go dobrze. A rapperzy, wraz z Ostrym, pokazują, że normalność też może być magiczna. Nie ma co się tu doszukiwać hitów, czy ukrytych treści. To płyta równiutka od początku przez całe 48 minut. Sympatyczna.

OCENA: 4\6 


czwartek, 24 kwietnia 2014

SECRETS - HERALDS OF CHANGE

All City 2007

1. Bopgunn    feat. OLIVIERDAYSOUL
2. Bopgunn (Instrumental)    
3. Be Out There    feat. ODDISEE, TREK LIFE
4. Stay Cool     feat. ODDISEE, TREK LIFE
5. Stay Cool (Instrumental) 
6. Trip Fall     feat. ODDISEE, TREK LIFE

    Dwóch producentów, którzy poznali się w Szkocji, w Glasgow. Hudson Mohawke i Mike Slott połączyli swoje siły, tworząc muzykę hip hopową, która ma być z założenia nieco inna od reszty. To jeden z ich projektów, zanim jeszcze Mike Slott wyjechał do NY. Producenci zdołali namówić dwóch znanych podziemnych rapperów do współpracy, czego efektem jest ta epka.
    Dwadzieścia trzy minuty takiej jazdy nie będzie na pewno strawne dla wszystkich. To wybitnie ciężki, prasujący mózg syntetyczny funk. I o ile 'Bopgunn' brzmi jak numer z jakiejś przyszłej płyty Georga Clintona, to reszta, choć równie funkowa, to już zupełnie nowatorski funk XXI wieku. Brzęczące, porwane basy, klaszczące perkusje i wykręcone syntezatorowe piszczały robią iście kosmiczne wrażenie. Te dwadzieścia minut wrzuci się na orbitę wokół Saturna i wprawi w ruch. I nie mówię tu o sklepie, cipo, zamknij ryj. To kosmos z wielkimi przestrzeniami.   
    Mamy tu w zasadzie cztery kawałki. Jeden, otwierający płytę, zasilany jest na majku przez funkującego OlivierDaySoul, który stara się wyłowić z przestrzeni jak najwięcej czynnika funkowego, bo przecież ów 'Bopgunn' inspirowany jest twórczością Georga Clintona i Parliament. W pozostałych trakach na majku mamy głodnych, podziemnych emce związanych z Mello Music Group. Oddisee, wychowany w muzycznej rodzinie, krąży między Waszyngtonem, NY i Londynem, nagrywając kolejne płyty i ciesząc się prestiżem wśród wymagających fanów rapu. Trek Life zaś to rapper pochodzący z marnych dzielnic Kalifornii, mający cięższy styl - znacznie bliższy ulicy i przyziemnych spraw, niż lewitujący często Oddisee. Obaj stanowią jednak bardzo ciekawą miksturę lekkości w ciężkich buciorach. Najlepsze jest to, że obaj emce nie gubią się na tych trudnych, skądinąd, podkładach i pasują tu jak ulał.
    To wyjątkowy album. Nawet, jeśli nieobce są ci produkcje od Mello Music, to weź pod uwagę, że ci dwaj wariaci z Glasgow wykręcili tu genialnie kosmiczny funk i w sumie do słuchania tego materiału przyda się skafander astronauty. Szok.

OCENA: 5\6


niedziela, 9 marca 2014

PROGRESS - ROB VIKTUM

własny sumpt 2007

1. A word from our (Von)ser  feat. VON PEA
2. The Feeling Phnom Penh Remix - STRANGE FRUIT PROJECT
3. Dibbs visits Senmonorom
4. Progress
5. Siem Pang
6. Boung Long
7. Orangutans - BAVU BLAKES, ELEMENT 7D
8. Prey Veng
9. Phum Tani
10. Banlung
11. Sihanoukville
12. Kampot
13. Phnom Kulen
14. Siem Reap
15. Svay Rieng
16. Through The Ash (A tribute to the spirit) - REFLECT JUNE
   
    To dość ciekawy projekt, poświęcony ludziom Kambodży, uciśnionych przez rządy Czerwonych Khmerów. Skąd pomysł? Dziewczyna Roba pochodzi własnie z tego kraju, i dzięki wizytom w jej rodzinnym domu, Viktum poznał doskonale kulturę kambodżańską, zrozumiał cierpienie tych ludzi i postanowił zrobić o tym całą płytę, aby przybliżyć konsumenckiemu społeczeństwu w Ameryce, że niektórzy na świecie nie mają tak dobrze... 
    Całą muzykę zrobił sam Rob, przy pomocy Mr. Dibbs'a, który zajął się skreczami i katami. Całość powstała z płyt winylowych, które ojciec dziewczyny Roba przywiózł z Kambodży - zatem wszelkie sample i dźwięki oparte zostały o tradycyjną muzykę tego kraju, bądź typową muzykę rozrywkową z tego zakątka świata. Brzmi to doprawdy niesamowicie. Trochę jak ścieżka dźwiękowa do mangi, wystarczy się tylko trochę skupić, przymknąć oczy, a okaże się, że widzimy przed sobą lasy i góry Kambodży - to trochę tak, jakbyśmy oglądali program podróżniczy. Jest bardzo egzotycznie i niecodziennie, ale to właśnie jest wynikiem uzyskania sampli z kambodżańskiej muzyki. Rob często używa sampli wokalnych, traktując je bardziej jako osobny instrument, bo przecież i tak większość ludzi nie rozumie ani słowa po khmersku. Moim skromnym zdaniem, perkusje mogłyby nie być tak bardzo oszczędne i zapewne dałoby się zrobić z tym materiałem jeszcze sporo rzeczy, bo całość brzmi jak sklecona naprędce w domowym studio - choć pewnie tak było... Zajarany Vik One aka Rob viktum poleciał do domu z porzyczonymi płytami, powyciągał co fajniejsze kawałki i powrzucał je na jednostajne, najprostsze perkusje. Brakuje mi tu basów i nieco kombinacji, bo to wszystko da się zrobić w kilkanaście minut...
    Zbyt wielu wersów tu nie uświadczysz, choćby dlatego, że Viktum jest djem i producentem, a nie rapperem. Mamy tu zatem jedynie cztrey numery z obecnością wokalisty. Pierwszy jest króciutki, na szczęście, bo Von Pea nie należy do dobrych rapperów. Zwłaszcza, kiedy chwilę po nim wchodzą Strange Fruit Project i dostajemy kambodżański remiks ich utworu o zajściach w stolicy kraju. Tak samo Bavu Blakes i Element 7d, którzy wypadają bardzo dobrze w metaforycznych orangutanach oraz Reflect June, rymujący krótki manifest wolności za wszelką cenę. Reszta kawałków jest instrumentalna.
    To bardzo ciekawa płyta, choć, jak wspomniałem, zrobiona chyba za szybko i bez zgłębienia problemu, bo z takimi samplami dało się na pewno zrobić coś znacznie głębszego. Bo to, co robi ten album, to właśnie kambodżańskie sample, a nie produkcja Viktuma. Tak, czy siak, to ciekawa podróż po świecie, więc można sobie ją zafundować, zdaje się, że nawet za darmo z bandcamp.

OCENA: 3+\6


czwartek, 13 lutego 2014

COLLIE BUDZ - COLLIE BUDZ

Columbia 2007

1. Come Around    
2. Blind To You    
3. Defend Your Own     feat. KRAYZIE BONE   
4. Tomorrow's Another Day    
5. Mamacita    
6. Wild Out    
7. Lonely     feat. YOUNG BURG
8. What A Feeling    feat. PAUL WALL   
9. Movin' On    
10. Sensimillia    feat. ROACHE   
11. Let Me Know    
12. My Everything    
13. Love Deh

    Collie Buddz to wręcz internacjonał. Białas urodzony w Nowym Orleanie, wychowywany na Bermudach i w Toronto, zyskał wiele podczas swoich podróży między wyspami, USA, a Kanadą. Dorastanie na Karaibach wyzwoliło w nim typowe dla tych terenów bicie serca - w rytmie reggae naturalnie. Dzięki studiom inżynierii dźwięku na Florydzie udało mu się zahaczyć w biznesie i dzięki występom u Shaggy'ego udało mu się uzyskać dla siebie imię i wydać debiutancki album.
    Na albumie wystąpiła cała plejada producentów ragga, głównie z Jamajki, ale przecież nie tylko. Lista jest doprawdy długa: Daron Jones, Dino Delvaille, Smokey, Crown N Kah.So.Real, Supa Dups, Di Genius, Tony "CD" Kelly, Jam 2, Shea Taylor, Bang Out, B. Konders, Curtis Lynch. Ciężko wymienić ich dokonania, żeby przybliżyć, z kim mamy do czynienia, ale są to producenci m.in. Gorillaz, Ms Dynamite, Rihanna (Curtis Lynch), Ziggy Marley, Maxi Priest, Junior Reid (B. Konders), Pitbull, Akon, Beenie Man (Supa Dups) i mnóstwo innych. Nie chce mi się wszystkiego wymieniać, ale bierzesz płytę pierwszą z brzegu, gdzie ktoś ma coś wspólnego z ragga i któreś z nazwisk będzie. Czy to kawałek typowy roots rock reggae, czy nowoczesne, klubowe bangery, pełne seksu  i energii. A Collie przeskakuje od uczuciowych traków, których jest tu zdecydowanie najmniej, przez klasyczne riddimy, aż po taneczne bomby, przy których już widzisz te smakowite poślady falujące do bitu. Producenci dali radę dość dobrze, nie powiem. 
    Collie ma naprawdę talent i choć jest biały, wcale tego nie słychać. Potrafi bardzo ładnie toastować, ale również śpiewać, co przy ragga niezwykle się przydaje - zwłaszcza w refrenach. Nie ma on zbyt szerokiego repertuaru jeśli chodzi o tematy: to przede wszystkim panienki (czy to do tańca, czy do... ruchańca), coś o jaraniu, szczyptę o sobie. 'Nuff ganja nuff spliff a build \ Only thing whe a make man feel chill \ Whe (what) me say \ Finally the herbs come around \ The high grade when me a look for \ Me get it by the pound' - to o jaraniu. A może 'It's just another broken-hearted tune fi all di lonely world \ When mi seh \ Emily she could a tell nuf sad story \ Har man abuse har and go beat her up badly \ Just a hold the rod stick rudely' - to z kolei o pannie, tylko z życiowej perspektywy. Nie ma tu nic odkrywczego, czy nowego, natomiast Collie ma jedną zaletę: słucha się go bardzo dobrze, czy toastuje, czy śpiewa. I nawet goście przechodzą niezauważeni, choć dobrani zostali świetnie.
    Jak na debiut, to bardzo przyjemny album. Collie ma przyjemny wokal, bity bujają w prawdziwie karaibskim klimacie, mają ten wajb, co rusza głową albo tyłkiem. W Polsce wykonawca jest mniej znany, ale przecież w Stanach zapraszają go sami najwięksi na featuringi, Collie daje wejścia wrestlerowi Kofi Kingstonowi, gra na największych festiwalach - słowem jest rozchwytywany. Bo i materiał ma bardzo przystępny i fajny.

OCENA: 4+\6


czwartek, 5 grudnia 2013

THE GUNSLINGER III (FOR A FEW DOLLARS MORE) - B-REAL

Westcoast Madness 2007

1. Ride
2. Trust No Man    feat. SICK JACKEN, CYNIC 
3. Death Wish 2   
4. Motivation 
5. 4 The Love Of The Game 
6. Calor
7. Hustle Hard 
8. Venenoso     feat. WILLIE MALO, VIVIANA 
9. Just Money    feat. WILLIE MALO 
10. FIst Full Of Dollars (Remix) 
11. Sky's The Limit
12. Bounce With Us 
13. Thug Life 
14. U Can't See  
15. So Much Time    feat. YOUNG DEE, TRACE MIDAS

    B-Real ze słynnego Cypress Hill wydaje na solo swoje mikstejpy, które jednak zawierają nowe traki, dlatego mają wartość dla fanów znaczną. To trzecia część Gunslingera, która to trylogia przygotowała fanów na solową płytę frontmana Cypressów.
    Większość podkładów, jak to na mikstejpach, zawinięta jest z instrumentali, obecnych na przeróżnych płytach. Tylko trzy kawałki wyszły spod ręki samego B-Real'a we współpracy z Jay Turnerem, znanym z płyt CH, ale i z albumów Apathy, Kottonmouth Kings, czy Funkdoobiest. Całością zajął się Tony Touch, który zmiksował materiał w jedną całość i opatrzył swoimi gospodarskimi okrzykami. Kawałki przetykane są cytatami z najsłynniejszych i kultowych filmów gangsterskich. Owszem, Tony wkurwia wrzaskami, ale to przecież mikstejp, DJ musi się wyszaleć, tak? To zresztą niecałe 50 minut, na które składają się trzy nowe traki, jeden remiks i reszta spontanicznych kawałków.
    Co nowego można powiedzieć o B-Realu? Każdy zna jego nosowy wokal, którym opowiada o różnych ulicznych historiach, haslingu i dilowaniu - rzeczach o których niewątpliwie ma obecnie mgliste pojęcie, bo styczność z ulicą skończyła mu się jakieś 20 lat temu, po szalonym sukcesie pierwszej płyty Cypress Hill. Były osoby, które zastanawiały się, czy w ogóle B-Real wiedział o wypuszczeniu tego mikstejpa, ale wydaje mi się, że to wszystko zrobione jest z premedytacją, mającą zbliżyć rappera do ulicy. Taki hardkorowy bałagan, ale wydaje się być on zaplanowany i celowy.
    No cóż, ciężko posądzić B-Reala o brak kasy. Raczej o odbudowanie swojej ulicznej reputacji. Co ten mikstejp mógłby wnosić, poza zyskiem szacunku na ulicy? Przecież i tak Cypress Hill ma duży szacun wszędzie, więc po co to? Nie powiem, żeby Tony Touch specjalnie się sprawił. Taka zapchajdziura dla fanów.

OCENA: 3+\6


sobota, 9 listopada 2013

SUPER BARRIO BROS - SUPER BARRIO BROS

Thirsty Fish Music 2007

1. Intro        
2. Mash And Smash        
3. Bosses    feat. ALPHA MC, OPEN-MIKE EAGLE
4. Bad Villain        
5. Three Pipes   feat. PSYCHOSIZ
6. Song Of Time Instrumental        
7. Strategy Guide    feat. NOCANDO, PSYDEWAZE, SAHTYRE
8. System    feat. DJ DSTRUKT
9. Snoochie Instrumental        
10. Game Over        
11. Outro Instrumental        
12. Next Level   feat. EMS, LYRAFLIP, N/A  
13. Shit Talkers   feat. THIRSTY FISH
14. Glitch Ghost    feat. ABSTRACT RUDE

    Super Barrio Bros to dwóch kolesi: producent 8-Bit Bandit i rapper Dumbfoundead. Ta płyta wyszła rozprowadzana przez samych wykonawców na przegrywanych płytach w slim kejsie. Dzięki tej produkcji wiele osób zwróciło na nich uwagę - ja też :) 
     Początek tego albumu, to 11 kawałków wyprodukowanych przez 8-Bit Bandit i są to naprawdę idące daleko w przód podkłady. Chociaż, jeżeli spojrzymy na to inaczej, może się okazać, że to muzyka z przeszłości... Bo, jak sama nazwa producenta wskazuje, opiera on swoje podkłady o muzykę 8-bitową, taką, jaka królowała 30 lat temu na komputerach typu Atari i Commodore, jednak na breakbitowych perkusjach brzmi ten chiptune niezwykle świeżo. Gdybym był b-boyem, zacząłbym natychmiast kręcić się na głowie i wyginać powerki! Może nie wszystkie podkłady są przyjemne i strawne, bo te środkowe bity mogą męczyć, ale jest ciekawie. Resztę podkładów zrobili Dibiase (13), Maestroe (14) i N/A (12) - ci producenci z kolei nie celują w chiptunie, ale mamy tu ich próby dostosowania się do specyficznego brzmienia albumu.
    Dumbfounded jest niezłym emce, sprawnym na majku, choć obdarzony jest typowo białym, wysokim głosem. Nie szkodzi, jest wystarczająco świeży, aby przyciągnąć słuchacza swoimi tekstami, jak i flow. Mamy tu nieco bragga i panczy, sporo zabawy słowem, trochę obserwacji społecznych. Ale i tak najlepiej jest, jak Dumbfounded wspomagany jest przez rapperów związanych z Project Blowed: Open-Mike Eagle i Abstract Rude, czy alternatywnego Alpha MC, choć gości jest tu i tak sporo.
    To bardzo wyjątkowa płyta na scenie hip hopowej, bo ile osób śmie wydawać rap na 8 bitach? Na pewno warto to sprawdzić, brzmi oldskulowo, ale z drugiej stronie nieco kosmicznie, taki trochę Test Pilota Pirxa. Bardzo ciekawa pozycja, choć nie każdemu przypadnie do gustu.

OCENA: 4\6


środa, 30 października 2013

BANGIN' SCREW PART 2 - WOSS NESS

Woss Ness 2007

1. Know What I'm Sayin    feat. Z-RO
2. Ima Come Down
3. Flip Down Da Ave.   feat. POONE, LIL FLIP
4. Wood Grain   feat. POONE
5. 3's & 4's   feat. MAC, POONE, LIL JAMES
6. Skit 1
7. Freestyle    feat. LIL JAMES
8. North Star Freestyle
9. 26's    feat. PAUL WALL, BUN B
10. Interlude
11. I Will    feat. MACK, BOOME
12. Niggas in Da Ness   feat. BOOME
13. Fuckin Wit Me
14. Reason for Rhyme   feat. BOOME, MACK
15. It's Too Late    feat. BOOME, PAUL WALL
16. It Aint No Thang   feat. MACK, BOOME
17. Alcohol Nutts    feat. Z-RO, LIL JAMES, SLIM THUG
18. Stick to Da Code  
19. Say Mayne
20. Skit 2
21. Lil James Snipit 1
22. Lil James Snipit 2

    Woss Ness to cała banda rapperów z Houston, tworząca zarówno ekipę, jak i wytwórnię Woss Ness Entertainment. W czasie nagrywania ich szóstej płyty, do składu należeli Big Bee, Mack Biggers, Boom Dillinger i Mistah Luv. Ten album to follow-up do ich drugiego albumu z 2000 roku, 'Bangin' Screw'.
      Żadną niespodzianką nie będzie brzmienie tego albumu. To typowe, południowe podziemie z Houston - w skrócie wiele hajhetów, plastikowe perkusje, brzęczące sample i syntezatory. Owszem, są sample, czemu nie - producenci brali stare, funkowe i soulowe klasyki, pętląc je na typowych dla siebie perkusjach, z czego wychodzi niejako nowa jakość. W ogóle płyta jest dość zróżnicowana, bo i tempo traków jest bardzo różne, od szybkich i agresywnych bangerów ('Know what I'm sayin'), przez nieco oldschoolowe kawałki z nowym twistem ('Freestyle'), do spokojnych i bujających czilautów ('Niggas in da mess', czy 'It's too late'). I wcale niekoniecznie te hajhety rządzą, bo sprawdźcie np. podkład do 'Say Mayne' - świetny, funkowy trak - a takich jest tu więcej. Jest fajnie. 
    Rapperzy z Woss Ness to tacy dość typowi południowi emce, obdarzeni charakterystycznym zaśpiewem i bezkompromisowym podejściem do życia. Wcale nie znaczy, że są słabi, bo na południu, wbrew pozorom, wcale nie ma dużo marnych rapperów. Jasne, że nie przebierają w słowach, sporo jest tu gangsterki - takiej szeroko pojętej i bardziej filmowej i znanej z opowiadań, bo nikt nie chwali się lataniem po dzielni i zabijaniem Czarnuchów. Co najwyżej niszczą ich swoimi, czasem bardzo celnymi, przyznam, panczami: 'I'll be like Bruce Lee, I kick a nigga ass without movin my feet'. Chociaż czasami zbyt często słowo 'nigga' musi się rymować z 'nigga'... Goście na albumie przede wszystkim pochodzą z Screwed Up Click, wielkiego kolektywu z Houston i  okolic, do którego należą również Woss Ness. Jednym z najlepszych traków tu jest 'Alcohol Nutts' z udziałem własnie tych najjaśniejszych gwiazd S.U.C.: miażdżącym Z-Ro i Slim Thug'iem. 
    Obok Rap-A-Lot, Screwed Up Click to najlepsza drużyna z Texasu. Może akurat ten album nie jest najlepszy w ich dyskografii, ale jest wystarczająco dobry, żeby posłuchać go z przyjemnością. Jasne, w Polsce grono fanów etykiety southern rap jest sporo mniej, niż Złotej Ery, czy trapów, ale tu jest naprawdę sporo wartościowych wykonawców. Tak jak Woss Ness. Lubię.

OCENA: 4\6


poniedziałek, 22 lipca 2013

BLOCK SCHRIFT - AZAD

Bozz 2007

1. Zeit zu verstehen (This can't be everything)   feat. GENTLEMAN
2. Kämpfer    
3. Ich bete zu Dir    
4. Tage des Regens     feat. J-LUV 
5. Bündel für Bündel    
6. So machen wir das     feat. JONESMAN
7. Ich geh für Dich  feat. JOY DENALANE, MAX HERRE
8. 1 im Game    
9. Ghettobass    
10. Du fehlst mir 
11. Alles Lügen    
12. Tnt    
13. Monsterrap    
14. Hier / Gefangen (Lincoln Burrows) 
15. Prison break anthem (Ich Glaub An Dich)   feat. ADEL TAWIL

    Azad, przez kilka pierwszych płyt był moim niemieckim rapperem nr 1. Jego pierwsze 3 płyty to klasyki zza naszej zachodniej granicy. Mistrzostwo. Po czym Azad zrezygnował z wizerunku podziemnego emce i począł iść w kierunku 'ambitniejszym' - zrozumcie sobie to, jak chcecie. Jego piąta płyta, 'Blockschrift', to kolejny hicior, głównie dzięki kawałkowi do serialu 'Prison Break'.
    Muzyka na tym albumie aspiruje do miana tej 'ambitnej' i 'nowoczesnej'. Zrobiła się bardziej syntetyczna, połamana, czasem plastikowa. Nie brakuje tu bangerów, konkretnych jebnięć, tak jak '1 im Game', ale są też rozlazłe numery idące w stronę pop-rapu. Nie ma ciężkiego brzmienia, które rozsadzało czaszkę i przyciskało do gleby. Teraz jest 'Ghettobass'. Nie zrozumcie mnie źle, muzycznie płyta nie jest zła, ale przemawia przeze mnie żal, że to nie to, co kiedyś, coś jakby Azad zaprzedał się swoim ideałom. No, ale nic nie trwa wiecznie, wszak to lepsza płyta niż 'Der Bozz'...
    Kurdyjski rapper pozostał sobą. Nadal walczy na majku, mówi o ważnych rzeczach w zyciu, takich jak miłość, kłamstwa i złudzenia, walka i pieniądze, nie stroniąc od miażdżących, bitewnych wersów. Ok, czasem zdarza mu się pojechać LL Cool J'em ('Du fehlst mir' - klasyczny lovers rap...), ale czuć nadal ogień w jego rymach, nawet, jeśli zwalnia. Kilku gości nie wpływa na odbiór materiału, bo ich rola jest zaiste marginalna, ograniczona w większości do refrenów i dopowiedzeń. Azad wraca w trakach takich jak '1 im Game, 'Monsterrap' czy 'TNT', gdzie wyraźnie pokazuje, że 'Frankfurt Pitbull' kąsa jak dawniej, nawet jeśli niektóre bity wydają się łagodniejsze.
    No dobra, nie jest to taka zła płyta. No dobra, nawet jest całkiem niezła. Ale ja nadam mam do Azada żal, że porzucił dawne, bezkompromisowe brzmienie na rzecz cykających podkładów. Ale jego piąta płyta jest całkiem porządna, nawet, jeśli nie zdobyła aż takiego uznania, jak poprzednie - ale to pewnie pokłosie słabszej 'Der Bozz'. 

OCENA: 4+\6


niedziela, 30 czerwca 2013

STAR IN THE HOOD - TINCHY STRIDER

Takeover 2007

1. Star In The Hood
2. Perfect Timing
3. Breakaway    feat. FUNDA
4. Follow
5. Working For Days    feat. FUDA GUY
6. Xtra    feat. RUFF SQWAD
7. Hands Of Time
8. Catch `Em    feat. DIRTY DANGER, SHIFTY RYDOS
9. Something About Your Smile   feat. CYLEEN CYMONE
10. Wonder
11. Dance 4 Now
12. Stereotypes    feat. GOLDIE LOCKS
13. Not Like Me
14. Rely On Me
15. Mainstream Money (Bonus Track)

    Tinchy to człowiek-orkiestra. Pochodzący z Ghany rapper jest również biznesmenem i szefem wytwórni płytowej, wydaje linie ciuchów i para się wieloma jeszcze rzeczami. 'Star In The Hood' to jego debiut płytowy na scenie grajm, który wniósł wiele świeżości na skostniałą scenę brytyjską.
     Większość muzyki na płycie Tinchy zrobił sobie sam. Tylko w kilku przypadkach wyręczyli go Sarah Akwisombe & X.T.C. Jesto to taka muzyka, jaką można sobie wyobrazić, kiedy się słyszy, że to Anglia. Choć nie jest to typowy grajm, to słychać tu echa tego brzmienia - jednak muza tu jest świeża i bez tego ciężaru napierniczających perkusji i wyjącego wściekle basu. Jasne, jest to muzyka nowoczesna, bardziej syntetyk, niż klasyka, jednak Tinchy pokazał, że grajm nie umiera i można wprowadzić w ten nurt nieco nowego pierwiastka.
    Poza tym, Tinchy jest naprawdę niezłym rapperem. Tak, jasne, gwiazdy grajmu muszą być świetni na majku, bo na tych bitach wyrabiają się tylko ci, co mają skille. Oprócz umiejętności technicznych, chłop ma również całkiem dobre teksty i niezłą umiejętność obserwacji społecznych: They don't look friendly, Tinch \ Look, wind up your window an inch (boy) \ You know that the face is hot
If them boys clock then we face the lot \ Nah fuck them boys, do I care? Think not
I'll tell him he's a prick to his face then bop \ Be easy man, rah \ Nah man, ain't tryna hear them lot \ Shifty never answers his phone \ Every other day it's the busy ringtone \ Hello? "Hello?" Yeah Shift can ya hear me?\ "Yeah go through Tinch, I'm listening, fam". Niewielu jest tu gości, głównie panny w refrenach, co sprawia, że ten grajm jest jeszcze bardziej przyswajalny i hip hopowy.
    To jeszcze nie jest ta płyta, która dała mu status gwiazdy, ale zwróciła na niego oczy publiczności w Anglii. Teraz Tinchy jest znaczenie bardziej grajm, ale ma swoich zagorzałych fanów i wydaje się, że przywrócił grajmowi blask. Może. 'Star In The Hood' to bardzo fajna, na wskroś brytyjska płyta, która na pewno spodoba się i fanom garażu i hip hopu, bo jest tu coś dla obu.

OCENA: 4+\6 


środa, 22 maja 2013

GREENBALL 3RD - JEL

Jel 2007

1. Y'all Ain't David        
2. Thems My Peoples        
3. Strickly        
4. '06 Remix        
5. Stop        
6. NMA Edit        
7. Dead Cat        
8. Sweet Dream        
9. Toss & Turn        
10. Orphan 1        
11. Oh Hosanna        
12. Convincing Lies        
13. Orphan 2        
14. Drinkin Lightnin        
15. Yoko The Whale        
16. Epic Edit        
17. Dirty Cop        
18. Red Handed        
19. Hello Final        
20. T.I.M.        
21. Orphan 3        
22. Hallo?        
23. Paper Bag        
24. No King

    Anticon to brygada emce i producentów \ djów, która z miłości do rapu postanowiła tkwić w podziemiu i robić ten PRAWDZIWY RAP. Jel jest właśnie odpowiedzialny za oprawę muzyczną sporej części nagrań Anticonu i jego poszczególnych części. Patrząc na jego zdjęcia, w życiu nie przypuszczałbyś, że temu kolesiowi gra podziemny rap w duszy! Białas z włosami opadającymi na czoło w stylu 'norweski pracownik rafinerii', rozchełstana koszula bawełniana lub wytarty T-shirt, czasem ruda broda... A tu proszę...
    Jak rzekłem, Jel jest producentem, a że jest to jego własnym sumptem wydany krążek, który w dodatku nie zawiera żadnych gości, to chyba jasne jest, że rymów tu również nie będzie. Płyta trwa niecałe 50 minut i mamy tu sporo różnorakich smaczków - taką hip hopową muzykę, której zupełnie nie potrzeba żadnego emce, ponieważ jest na tyle pełna, że broni się sama. Wokalne sample, trochę bluesa, progresywny jazz, rock'n'roll - dla Jel'a nie ma granic, że niby czegoś nie można. Wszystko można. Czasem perkusje się urywają, ale muza brzmi nadal, kiwając Twoją głową. To taki klasyczny hip hop instrumentalny, album, na którym Jel i jego kumpel z Anticonu, Oddsam Nosdam skompilowali świetną mieszankę starych i nowych kawałków Jel'a. Nie ważne, czy słuchasz w domu, czy na słuchawkach wmieście, czy w furze - wchodzi tak samo dobrze.
    Zawsze żałuję, że tak mało instrumentalnych albumów dociera do Polski i trzeba je ściągać zza granicy albo kombinować - ileż razy można jeździć do Stanów po płyty? W biurze wizowym to chyba myślą, że ja mam sklep z płytami... Nie ważne. Świetna płyta, na pewno warta sprawdzenia.

OCENA: 5\6  


poniedziałek, 6 maja 2013

SAY WHAT!? - US3

Us3 2007

1. Say You Belong to Me
2. Man On Top
3. ABC (Listen Up)
4. Afrodisiac
5. I Don't Care
6. VIP (Can You Hear Me Now?)
7. Truth & Lies
8. Intoxicated
9. The Day That I Died
10. How 'Bout It Baby
11. If You Don't Know
12. I'll Be Right Back
13. Money On My Mind

    Szósta płyta brytyjskiej spółki producenckiej, której osią i motorem napędowym jest Geoff Wilkinson, przeszedł z mniejszym szumem, niż niektóre poprzednie płyty. Przypomnę tylko, że Us3 odpowiedzialna jest za mega hit 'Cantaloop', a także za wypromowanie Shabaama Shadeeq'a. Na każdej płycie pojawia się zazwyczaj inny zestaw rapperów, ale jazzowa formuła pozostaje.
    Formuła, którą wymyślił dla zespołu Geoff Wilkinson, sprawdza się już od wielu lat. Ta fuzja jazzu i hip hopu działa już od 19 lat! Geoff wymyśla i miksuje dźwięki, ale do dyspozycji ma cały jazzowy band i mnóstwo instrumentów, z których może wyczarowywać całe harmonie brzmień, osnutych na hip hopowych perkusjach. I robi to, tak jak 20 lat temu. Jeśli ktoś będzie poszukiwał tu nowoczesnej muzyki i nowych patentów - to nie znajdzie, bo 'Say What!?' powstało według wyświechtanego schematu acid jazzowego, który był świeży 20 lat temu, a teraz przywodzi tylko na myśl miłe wspomnienia. Tak, muza brzmi fajnie, ma ten wajb do którego przyzwyczaił nas Wilkinson i ja to bardzo lubię. Tylko nie ma tu nic nowego - ale w sumie nie spodziewałem się żadnych unowocześnień ze strony Us3 - bo byłaby to zbrodnia... Oddzielnie należy potraktować saksofon Ed'a Harris'a, który wybitnie ozdabia bity. Na adapterach siedzi DJ First Rate, jeden z ciekawszych drapaczy z Anglii, znany ze współpracy m.in. z Blade'm.  
    Tym razem, wyjątkowo, Wilkinson pozostał przy zestawie rapperów z poprzedniej płyty, 'Schizophonic'. Zatem rymują tutaj Akil Dasan i Gaston, wspomagani przez miły głos r&b Adeline. I w sumie nie jest źle, rapperzy dają radę, Adeline słodko śpiewa, a nawet czasem rymuje, ale nie wychodzi to poza średnią. Teksty za to są bardzo poważne, w większości traktują o takich sprawach, jak męska dominacja w społeczeństwie, problemy miasta i społeczności w nim zamkniętych, jest trochę o kobietach (słodki 'Afrodisiac') i o rodzinie... Na zakończenie mamy zaś nieprzystający zupełnie do reszty 'Money on my mind'. Trochę wychodzi tu niejaki misz masz tematyczny - niby na poważnie, niby z przesłaniem, ale parę traków wymyka się konwencji i opowiada o czymś zgoła przeciwnym.
    To wszystko nie zmienia faktu, że płyta nie jest zła i miło sobie powrócić klimatem do czasów, gdzie hip hop z jazzem grali pierwsze... trąbki. Nawet, jeśli jest to 2007 rok. To taki powrót do Złotej Ery, do czasów, kiedy garściami czerpano ze spuścizny klasyków muzyki czarnej. Z drobną adnotacją, że genialna zawczasu formuła Us3 wydaje się już kończyć...

OCENA: 3+\6


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

PAO BURRO - PHAY GRANDE

Kappa Produsons 2007

1. Intro - Geralmente
2. Pao Burro (A verdade)
3. Gamela   feat. JU PATA + skit + maldito feriado
4. Timóteo
5. Cota é Cota
6. Malandras    feat. NEY PY
7. Arroz + No mo cubico
8. Vives aonde (Representa) feat. MENTE LIRICA, DR. BLACK
9. Ninjas
10. Serve o mambo
11. Responde
12. Ta a vontade   feat. VASSELF, C7, MAD-CROOK
13. Enximento

    Ostatnio przypomniałem sobie ideę bloga, że 'rap dookoła świata' - to krążymy. Ostatnio byliśmy w Azji, czas na powrót do Ojczyzny, do Afryki. Czy może dziwić, że tu też robi się hip hop? Toć to kontynent czarny do szpiku kości. I Afryka to nie tylko chaty z błota i łajna i paciorki, ale także ogromne miasta. I tu powstaje afrykański rap.
    Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, kto odpowiedzialny jest za muzykę, bo płytę dostałem ze skserowanym frontem i tyłem, bez kredytów - podobno i tak powinienem się cieszyć, że mam ksero, bo w Afryce rządzi drugi obieg i czasem płyty sprzedaje się z koca, wrzucone w papierową kopertę. Super. Nie szkodzi. Na płycie dostajemy korzenny hip hop, z wieloma odnośnikami do afrykańskiej kultury i samplami z muzyki etnicznej. Usłyszymy tu wiele zaśpiewów lokalnych, wsamplowanych pomiędzy afrykańskie bębny, gitarki - jest to bardzo ciekawe doświadczenie. I mnie się w większości podoba :)
    Phay Grande to jedna z gwiazd angolskiego rapu. Sprzedaje chyba najwięcej płyt i jest dobrze rozpoznawalny. Nie mówię najlepiej po portugalsku i sprawę utrudnia mi jeszcze sporo wrzutów z języka owimbundu, ale z tego co rozumiem, Phay to światły rapper, opowiadający o społecznych problemach stolicy Angoli, Luandy, gdzie ponad 4 miliony ludzi żyją w bardzo różnych warunkach - większość fatalnych. To jeden z otwartych umysłów, bojowników o lepsze jutro dla ludów Angoli. Słucha się go całkiem dobrze, ten szeleszczący flow wywołuje uśmiech na ustach i możesz nic nie rozumieć, to ta muzyka ma siłę, której ciężko się oprzeć. 
    Jak dla mnie to jeden z najciekawszych albumów nie tylko  z Angoli, ale w ogóle z Afryki. Bardzo lubię tę płytę za afrykańskie klimaty i ten niepowtarzalny wajb. Hardkor spalony słońcem równika. Fajna płyta.

OCENA: 5-\6


sobota, 26 stycznia 2013

BLOOMING SOUNDS - SHARLOK POEMS

Hip hop Is Music 2007

1. Special Delivery
2. Heart Art
3. Come On
4. Love
5. See It
6. The Elements
7. Blooming Sounds
8. Forgive Me
9. Majority Rules
10. Feels Good
11. We Got It    feat. SIVION, THEORY HAZIT, SOJOURN
12. Made 4 Me
13. Be Free
14. Way Back When
15. Meditation

    Rap dookoła świata nie musi oznaczać geografii, ale może również brać pod uwagę różne ideologie. Sharlok Poems to już chyba weteran rapu chrześcijańskiego, zaczynający wraz z grupą LA Symphony, obecnie idącego samotną ścieżką w kierunku Boga. 
    Na swojej trzeciej płycie, Poems zebrał śmietankę producentów niezależnych z szeroko pojętego Zachodniego Wybrzeża: Californii, Oregonu, czy wręcz Colorado. Bity zrobili znani i szanowani w podziemiu Mr. J. Medeiros, Stro The 89th Key, Choice37, KriTiKul, Great Jason, M-Phazes (no, ten akurat z Australii), Ohmega Watts, Vintage i Tony Stone, zazwyczaj odpowiedzialni za bity dla tych bardziej ambitnych i ciekawych grup zachodnich: The Procussions, Lightheaded, Acts29 i tym podobnych. Dzięki temu dostajemy czysty hip hop, z mnóstwem soulowych i funkowych sampli, wokalnymi cutami, bluesowym feelingiem żywych gitar. Dostajemy prawdziwy hip hop.
    Nie jest tak, że chrześcijański rap musi oznaczać gadanie o Bogu w te i we wte, broń Boże - że tak powiem. Poems nie stroni od odwołań nawet do mitologii skandynawskiej, zajmuje się 4 elementami kultury hip hop, pięknem życia, sprawami życiowymi, owszem, z perspektywy zagorzałego chrześcijanina, ale nie epatującego kaznodziejstwem. tylko wjednym kawałku wspomagany jest przez trzech emce, cieszących sie podobną, o ile nie większą estymą w podziemiu, co Sharlok. Są to Sivion, Theory Hazit i Sojourn, którzy rozpalają mikrofony podziemnego rapu od dawna. Życiowe, czasem wręcz filozoficzne teksty, trochę o Bogu, ale bez przesady, sporo o rapie... Porządny produkt.
    Ok, nie wszystkie podkłady są porywające i niektóre mogą irytować, ale całościowo jest to kawał porządnego rapu, z pozytywnym przesłaniem. Poems nosi swój przydomek nie bez kozery, potrafi napisać niezłe teksty, a co ważniejsze, potrafi je również zarymować, co nie zawsze idzie w parze. Płyta raczej dla słuchaczy ambitniejszego rapu spod znaku Fat Jon, Five Deez, Ohmega Watts, The Procussions.

OCENA: 4+\6 



niedziela, 13 stycznia 2013

BATALLA DE ESTILOS - KTR

Kool Track 2007

1. Batalla de estilos 
2. Que nos llamen   
3. Sistema corrupción  
4. Batalla de estilos (INSTRUMENTAL)
5. Que nos llamen (INSTRUMENTAL)
6. Sistema corrupción (INSTRUMENTAL)

    Złapałem się na tym, że mieliśmy podróżować z rapem dookoła świata, a ja tu zawracam dupę głównie amerykańską klasyką. Nadrabiam niniejszym zaniedbanie. Wąski i daleki kraj Chile wręcz kipi od ruchu na scenie rapowej. Tak, nikt nie zna tamtejszych gwiazd, co z tego? Tak, wiekszość wychodzi na nielegalu - prawdziwy hip hop! KTR to Patoxhea, MC Karma, Don Brujo i grupa Klaqueoz, którzy pochodzą z miasta Lineares i działają od połowy lat... '90. Tak, to nie błąd! Wydawali sporą ilość nagrań, aż zeszli się razem i wynikiem tego spotkania jest m.in. ta epka.
    Jedynym producentem grupy jest Patoxhea i robi on typowe, klasyczne podkłady, biorąc sample z różnistych produkcji amerykańskiego (przede wszystkim) soulu i funku, często bardzo znanych. Są to tylko 3 kawałki i ich instrumentale, ale zawartość jest konkretna, zwłaszcza w 'Sistema corrupcion', gdzie style się mieszają i owa tytułowa 'Batalia stylów' uwydatnia się w największym stopniu.
    Bo właśnie o tą bitwę stylów tu chodzi. Zbiór emce, którzy prezentują zupełnie inne podejścia do rymowania, to bardzo ciekawy pomysł. A w dodatku, kiedy zaczynają rymować kolesie z Klaqueoz, rozwalają mikrofony totalnie. To tylko trzy kawałki, ale jakże esencjonalne i takie dośc typowe dla Chile i w ogóle całej Ameryki Południowej. to taki latynoamerykański rap w pigułce: coś o rymowaniu, coś w stylu bragga i polityczne wywody.
    Scena chilijska jest niezwykle bogata, jednak większość wychodzi w drugim obiegu - na nielegalu. Grunt to jednak poznać na forum fanów z tamtych rejonów świata - no i znać hiszpański - bo oni 'no hablan ingles'... Ale jest to na tyle ciekawa scena, że mogę spokojnie polecić...

OCENA: 4+\6

POSŁUCHAJ SOBIE

piątek, 11 stycznia 2013

THE BAR EXAM - ROYCE DA 5'9"

Traffic 2007

1. Dj Premier Intro 
2. Hit Em!        
3. Royce Is Like        
4. Gorilla Pimp    
5. A Million More Questions    
6. Who Want It?        
7. Ding!        
8. As Live As It Gets        
9. What You Cal That   feat. TERMANOLOGY
10. I'm strapped      feat. JARETTA
11. I Run Detroit    
12. Ima Let You Tell It     feat. KID VISHIS
13. Down Bottom        
14. Keep On Pushin        
15. Street Hop            
16. Kid Vishis Freestyle    
17. The Dream          feat. RELL   
18. Dj Premier Outro    
19. Sound The Alarm (Remix)    feat. BLACK MILK, GUILTY SIMPSON   
20. Kid Vishis "They Call Me"

    Mikstejpy to zazwyczaj okazja do pokazania swoich skillzów bez wydawania nowej płyty. Półlegalny produkt na zawiniętych bitach, gdzie emce może pokazać, co umie. Koleżka Eminema, Royce Da 5'9" już dawno udowodnił, że jest świetnym emce i w fristajlowych bitwach zmiata większość przeciwników z nóg. W momencie wydania 'The Bar Exam', ma już na koncie 3 albumy i współpracę z Eminemem w zespole Bad Meets Evil.
    Ten mikstejp sygnowany jest przez znanego w Stanach DJ Statik Selektah, który nie tylko hostuje mikstejpy, robi imprezy, ale i wydaje płyty producenckie. Jednak tutaj nie produkuje, ale działa ramię w ramię z legendarnym DJ Premierem, bo to w większości właśnie jego - znane lub mniej znane - produkcje wypełniają ten album. Oprócz tego, trafiają się pojedyncze traki od J.Cardim, Statik Selektah, Six July i Blkack Milk. Niektóre są freestylami na zawiniętych podkładach, niektóre są premierowe, jak np. 'Ima let you tell it' - ostry i bardzo dobry trak z Kid Vishis. Z tych zawiniętych, znajdziemy tu takie sztosy, jak 'Nas is like' od Nasa, 'Feelin it' i 'A million and one questions' od Jay Z, 'Liquid swords' GZA, ale także kawałki znane z płyt Jadakiss, Kanye West, Mims, czy... Christiny Aguillery. Jednak miks jest robiący wrażenie.
    Zwłaszcza, jeśli dodamy wersy Royce'a, bo ten to ma ogień w pysku. Nie darmo został okrzyknięty bitewnym królem, choć jego 'freestyle' na płycie mogą budzić wątpliwości, czy nie są to style wolne z kartki. Ale podobno miażdży przeciwników na żywo, więc może...? Na płycie posłuchać możemy również bliskiego kumpla Royce'a, Kid Vishus oraz propsowanych na każdym możliwym traku Black Milk i Guilty Simpsona. Swoją zwrotkę dał tu również zdolny Białas, Termanology. 
   Tak czy owak, dostaliśmy niezły mikstejp, który się nie nudzi, na nim znajdziemy kilka znanych bitów, kilka bangerów i niezłego emce z niezłymi tekstami. Fakt, jest to tylko mikstejp, ale od kilku lat tego rodzaju wydawnictwa przeżywają drugą młodość i wychodzą w ilościach dość sporych. Bar Exam wyszło w już chyba 4 częściach - ta jest pierwszą. Wartą sprawdzenia.

OCENA: 4\6


wtorek, 8 stycznia 2013

THE BOATLIFT - PITBULL

TVT 2007

1. A Little Story (Intro)
2. Go Girl    feat. TRINA, YOUNG BOSS
3. Dukey Love    feat. TRICK DADDY, FABO
4. I Don't See 'Em    feat. CUBO, AIM
5. Midnight    feat. CASELY
6. Ying & The Yang
7. The Anthem  feat. LIL JON
8. The Truth (Interlude)
9. Candyman   feat. TWISTA
10. Sticky Icky   feat. JIM JONES
11. My Life  feat. JASON DERULO
12. Secret Admirer   feat. LLOYD
13. Get Up/Levantate
14. Fuego (DJ Buddha Remix)   feat. DON OMAR
15. Stripper Pole (Remix)  feat. TOBY LOVE
16. Un Poquito   feat. YUNG BERG
17. Tell Me (Remix)   feat. FRANKIE J, KEN-Y
18. Mr. 305 (Outro)

    Pitbull jest rapperem, który zasadniczo odsądzany jest od czci i wiary przez konserwatystów za tandetę i wrzuty ragatonowe. Ale z drugiej strony, pamiętać trzeba, że chłopak wydał tyle nielegali, że zawstydziłby z pewnością nasze gwiazdy, po drugie, jest Latynosem, po trzecie wreszcie, dostał się w ręce wytwórni TVT, która wydaje muzykę, będącą pochodną Miami Bass oraz wydaje crunk. Dziwne zatem, że nagrania Pitbulla brzmią jak brzmią? No sopresa, papi.
    Poza tym, jeśli popatrzymy na producentów płyty, rzecz stanie się jeszcze jaśniejsza. Otóż za konsoletą stoją w równym rządku bardzo znani producenci crunk Lil Jon i Mr. Collipark oraz reszta, mniej znana, acz równie południowa: Tru, Wrek, Soundz, Vein, Brown Thugz, Drop & Deadbeats, Play-N-Skillz, Eddie Perez i 110% Pure. Wynikiem tego otrzymujemy... taneczną bombę, miks crunku, dirty souf, latynoskich rytmów i rapu. Oczekiwaliście po hip hopowej płycie tanecznej bomby? No, ale przecież hip hopowcy tez się lubią bawić, a w klubach musi coś grać, prawda?
    Żarciki, krążące po sieci mówią, że pokrzycz Miami, podrzuć parę hiszpańskich słów, co drugie słowo wrzucaj Pitbull - i będziesz mieć gotowy kawałek rappera. Ale to żarciki, bo aż tak źle nie jest. Pamiętajmy, że nie jest to koleś znikąd, a 'The Boatlift' jest jego trzecią o f i c j a l n ą płytą. No tak, refreny polegają na powtarzaniu, teksty nie są ambitne, traktując zazwyczaj o panienkach i zabawie, ale to przecież muzyka imprezowa, nie można zamulać na parkiecie. Wszyscy goście dostosowują się do klimatu - czy to Trick Daddy, czy Twista, Lil Jon, Jim Jones, czy jakiś kubański śpiewak. Wszyscy przyszli tu na imprezę na luksusowej łodzi i życiowych filozofii nie będzie! 'If you didn't come to dance, why did you come for?' wydaje się być pitbullowym motto.
    Jeśli Pitbull jest chujowy, kto kupuje jego płyty? Kto kupił ponad 32.000 kopii w dwa tygodnie? Ok, można mówić, że to tandeta, ale to przede wszystkim muzyka na parkiet, do klubu i na imprezę. Pitbull nie ma ambicji przebić lirycznie Mos Def'a, czy Nasa i zbawić hip hopu. On przyszedł tu się bawić i koniec. Point blank. Fiesta pura.

OCENA: 4\6


piątek, 14 grudnia 2012

NORMAL MAGIC - SKILL MEGA

Flash Fry \ Asfalt 2007

1. Normal Magic
2. Throw Your Hands Up   feat. RUP THE CNUT
3. Don't Look Down
4. Skill Mega Disco   feat. AMANDA STEVENS
5. Let Me Down
6. Rod Mega
7. Breathe In (No Boundaries)
8. Lateshift
9. My Spot   feat. AMANDA STEVENS
10. Giving Up the World
11. Gardening (remix)

    Dan Fresh, Reps i DJ Rod Dixon z Londynu znaleźli sobie producenta w... Polsce. W dzisiejszych czasach to już nic dziwnego, widziałem kolaboracje słoweńsko-brytyjskie, amerykańsko-serbskie, włosko-niemieckie, to czemu nie polsko-angielskie?
    No właśnie, czemu brytyjska płyta nie miałaby być wyprodukowana w całości przez Ostrego? Tym bardziej, że jest on bardzo dobrym producentem i zrobił dla Londyńczyków bardzo smaczne bity. Typowo klasyczne, bujające podkłady z mnogością funkowych sampli, które doskonale pasują do klimatu płyty. Do tego łeb urywają wściekłe skrecze DJ Roda Dixona i generalnie mamy tutaj fantastyczny klimat prawdziwego, szczerego hip hopu. Płyta jest spójna, Ostry nie eksperymentuje i nie ma odjazdów w stronę żadnych nuschooli, tylko jedzie ze stricte klasycznymi klimatami, co ogólnej produkcji robi bardzo dobrze.
    Dan i Reps również nie silą się na wynalezienie nowej metody rymu. Mówią o zwykłej codzienności, która ich otacza, o magii normalności. A że robią to w niezwykle przyjemny sposób, bo mają skillsy i bardzo pasują im podkłady Ostrego - dzięki czemu my również mamy sporą frajdę ze słuchania ich historii z życia codziennego. Czasem opowiastki wzbogacane są słowiczym śpiewem Amadny Stevens, w jednym kawałku atakuje mikrofon Rup, chłopak swego czasu okrzyknięty nadzieją brytyjskiej sceny rap (a nie grajm), który jednak nieco przepadł w ciągu ostatnich kilku lat.
    Całość robi niezwykle pozytywne wrażenie - od ciepłych, funkujących bitów, do umiejętności emce i samej zawartości lirycznej. To pigułka dla ludzi zmęczonych typowo garazowym, brytyjskim graniem i woleliby posłuchać czegoś klasycznego w angielskim wydaniu. A że z polską nutą... Tym lepiej!

OCENA: 5-\6 


wtorek, 11 grudnia 2012

RISE UP - ZEPH & AZEEM

Om 2007

1. Rise Up    feat. LUV FYAH
2. Ten Steps Ahead
3. Come One Come All
4. That Type Of Music
5. Ay Mami
6. Here Comes The Judge
7. Bonus Beats
8. Kush In The Bush (Interlude)
9. Time To Wake Up    feat. JOYO VELARDE, TONY MOSES
10. Alpha Zeta
11. Play The Drum
12. Everything’s Different feat. TUT, DJ TEEKO
13. Make Your Brain Swing
14. Last Call (Interlude)
15. One Moor Time

    San Francisco raczej nie kojarzy się z klasyczną hip hopową muzyką, raczej g-funkiem i brzmieniami bardziej funkowymi, ale ten duet, nagrywającej dla, w sumie już kultowej, wytwórni Om Records, to jak powiew świeżej bryzy (zefiru?) znad oceanu, prosto w skostniałe płuca SF. 
    DJ Zeph ma patent na świeżutkie podkłady, w których niezwykle umiejętnie wiąże oldskulowe breakbeaty, jazzowe sample, jamajskie riddimy i eksperymentalny rap. To nie jest Twoja pierwsza lepsza płyta, ten Białas zna się na rzeczy. Pulsujące rytmy rodem z Karaibów na staroszkolnych perkusjach to zdecydowanie uczta dla uszu fanów rapu. Warto sprawdzić genialny trak 'Play the drum', ale to nie jest jedyny świetny kawałek. Do tego Zeph jest również DJ za kołami i ozdabia swoje bity niezłą dawką skreczy. Uczta, powiadam.
     Azeem nie odstaje wcale od produkcji, doskonale pasuje do wizji Zeph'a. Ma wystarczające skillsy do zniszczenia majka w każdym kawałku, a do tego teksty, które potrafią przykuć do głośnika tak, że 50 minut z 'Rise Up' mija bardzo szybko. Do tego goście uzupełniający wizję muzycznego misz-maszu: przede wszystkim toastujący Luv Fyah i wyborny Tut (sprawdź ten styl!). Uffff!
    Tak niewiele osób kojarzy tę płytę, a to pieprzony majstersztyk, bez dwóch zdań. Geniusz muzyczny Zeph'a i umiejętności Azeem'a tworzą niezapomniany klimat, obcy w sumie nie tylko dla San Francisco, ale i dla innych części świata. Może tylko nie jest to obce dla... Om Recordings, bo z tym labelem zazwyczaj udasz się w wyborną podróż po świecie muzyki. Bo to coś więcej niż zwyczajny hip hop z podwórka. To 'makes your brain swing'.

OCENA: 6-\6