RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)

wtorek, 8 lipca 2014

HATED BY MANY, LOVED BY FEW - BOOTLEG

Overcore 2001

1. Hated By Many Loved By Few (Intro)
2. Me Or You
3. Bud House
4. Makin Me Famous
5. Club Fucking (Skit)
6. Erotic Humanoid
7. All My Life
8. My Money's My Mission
9. Side B Intro
10. Smoke Fa Free Pt.2
11. Tryin' 2 F@ck
12. Knock That Bitch Out
13. My Momma Used To Say
14. Prison Walls
15. Bitches Like U
16. Joke Cracking (Skit)
17. Murder B A Murder

    Drugi solowy album członka The Dayton Family zebrał najwyższe noty spośród reszty grupy - bo pozostała dwójka również wydała płyty w podobnym czasie. Bootleg aka Ira Dorsey, wraz z kolegami, podpisali kontrakt z wytwórnią horrorcore rappera, Esham'a i wydali płyty razem, ale każdy swoją.
    Ira jest człowiekiem, który opowiada krwawe historie z ghetta, zatem potrzebuje odpowiedniej oprawy, aby teksty zrobiły słuszne wrażenie. Dobrał więc sobie do produkcji związanego z Daytonami Steve'a Pittsa i razem wyprodukowali cały album. Panowie potrafili zrobić podkłady o sporym spektrum zróżnicowania - od gangsterskich, ciężkich bitów, przez kuszące, orientalne traki jak w 'Erotic humanoid', po chilloutowe kawałki w 'Bud house'. Również tempo podkaądów jest zróżnicowane, zwalniają i przyspieszają i w zasadzie nie człowiek się tu nie nudzi. Oczywiście, biorąc pod uwagę pochodzenie Bootlega, są to bity nacechowane z jednej strony g-funkiem, ale z drugiej mają ten swój styl, często pomijany, ale jakże charakterystyczny dla północnych Stanów, zwłaszcza tych miast wokół wielkich jezior: Flint, Cleveland, Toledo, czy nawet Chicago. Co więcej, potrafią równiez wykorzystać znane motywy z muzyki klasycznej i wpleść je w funkowe wajby.
    Bootleg pluje rymami z pasją, krzycząc swoje wersy z mocą. Jego teksty wypełnione są przemocą i brudem ulic Flint, gdzie królują stosunki typu 'albo ja albo ty, więc giń'. Do tego doliczyć należałoby ruchanie dziwek, przeliczanie kasy, palenie świeżego towca, zabijanie słabych czarnuchów oraz odsiadywanie wyroków - co Bootleg zna z autopsji. Co ciekawe, sporo jest tu gości, jednak żaden z nich nie został wypisany na okładce - więc mogę się tylko domyślać, że są to kumple z zespołu i okolic. Wprawdzie jest to ciężki uliczny rap, ale zagrany z pomysłem i Bootleg wykorzystuje patenty znane sobie, ale nie upowszechniane na innych albumach, dzięki czemu płyta jest w miarę świeża i wchodzi całkiem łatwo.
    Ja rozumiem, że Bootleg może wydawać się monotematyczny i pieprzy wciąż o tym samym, ale nie do końca jest taki wtórny. Owszem, jego wizja świata jest pełna przemocy i historii związanych ze stręczycielstwem, morderstwami i handlem dragami, ale słucha się tego jak filmu sensacyjnego. Dreszczyku dodaje fakt, że Bootleg zna to wszystko z własnego życia. Całkiem fajna płyta z północnych Stanów.

OCENA: 4\6  


niedziela, 6 lipca 2014

PASTOR TROY FOR PRESIDENT - PASTOR TROY

Real Thang 2000

1. We Ready
2. Champion
3. Get off Me    feat. LUDACRIS
4. No Mo Play in G.A.
5. Fuck Miracle
6. Bring Ya Army
7. It’s Going Down   feat. MIKE GOLD
8. Help Me, Rhonda
9. Then I Gotta Change
10. Ghetto Raised
11. Pastor Troy for President
12. It’s Going Down Here
13. We Ready 2000
14. It’s on da Map    feat. DRAMA FABO
15. Cut Em Off    feat. LIL MAMA
16. Do It    feat. RASHEEDA
17. Back Up   feat. BABY D 

    Trzeci album legendy południowego rapu z Augusty jest w zasadzie składanką. Troy powrzucał tu swoje kawałki z innych płyt, niekoniecznie swoich, więc mamy tu coś w stylu przekrojowego albumu Greatest Hits - tyle, że Pastor poszedł dalej i idzie po prezydenturę. W rapie naturalnie.
    Muzyka jest bardzo typowa dla brudnego południa Stanów, zwłaszcza dla stanu Georgia. To cykające, często połamane bity z pudełkowatymi werblami. To syntetyczne melodyjki, układane na komputerze i klawiszach. Owszem, te perkusje są bardzo urozmaicone i za każdym razem inne, ale mniej odpornych mogą irytować cykaniem, kląskaniem, stukaniem, cirpaniem, turkaniem i innymi dziwnymi odgłosami. Ilość sampli jest tu minimalna, bo producenci dbali raczej o to, żeby kawałki były bangerowe i bujały każdym gettem w Auguście. Ale oczywiście producenci wzięli trochę ze spuścizny muzyki - takim najbardziej oczywistym przykładem jest 'Then I gotta change' z samplem z 'I wanna be your lover' Prince'a, bo sampel jest mocno charakterystyczny, ale przecież również 'Help me Rhonda' to nic innego jak przeróbka hitu The Beach Boys. Podkłady bardzo dopasowane są do stylistyki wokalnej Pastora, są wściekłe. 
    Wściekłość jest słowem-kluczem, bo Troy ma niezwykle agresywny flow, wrzeszczy wersy swoim zdartym głosem, co jakiś czas pokrzykując swoje słynne 'we readee!!'. Koleś drze ryja konsekwentnie od prawie dwóch dekad, a w jego stylistyce niewiele się zmienia. A pomysł na swój oryginalny styl Pastor ma taki: militarny dryl wzięty został od ojca - wojskowego, przydomek Pastor, również po nim, bo po odejściu z armii podoficer Troy (to nazwisko, jakby ktoś nie wiedział) został duchownym. Jednak tematyka odbiega jednak od tego, co ojciec (jak mniemam) mówi podczas kazań. I nie są to, szczerze mówiąc teksty wybitne: 'I been in the army 22 years to today \ I rock my fatigues, I rock my muthafucking yay \ I sweep on the bump and let it rid e on y'all punks \ The streets my army and I been ready off the jump \ Muthafuckers i'ma soulja' - nieco to wszystko kojarzy się z czołgiem Mastera P. Może i nie o to tu chodzi, bo te kawałki to raczej takie południowe hymny do ryczenia wraz z wokalistą, a styl dostosowany jest do wizerunku instruktora musztry w US Army, który koci świeżaków. Mocne, ale może być irytujące.
    Bo trzeba być fanem Pastor Troy'a, żeby zdzierżyć jego wycie na tych cykaczach przez ponad godzinę. Owszem, zdarzają się kawałki całkiem porządne - wszak zgromadzono tu najlepsze rzeczy z ostatnich kilku lat przed rokiem 2000, w tym przebój z Ludacrisem, jednak ci, którzy nie przepadają za południowym rapem, zwariują w ciągu pierwszych 5 kawałków. Nie jest to zły album, ale z tym prezydentem, to Troy przesadził.

OCENA: 3+\6



piątek, 4 lipca 2014

ROOT DOWN EP - BEASTIE BOYS

EMI 1995

1. Root Down (Free Zone Mix)
2. Root Down (LP)
3. Root Down (PP Balloon Mix)
4. Time To Get Ill
5. Heart Attack Man
6. The Maestro
7. Sabrosa
8. Flute Loop
9. Time For Livin'
10. Something's Got To Give

    Po ogromnym sukcesie albumu 'Ill Communication' oraz po długiej trasie koncertowej po Europie, okazało się, że da radę wydać małe ep: wystarczy wrzucić niepublikowane wersje singla 'Root Down' i kilka rzeczy nagranych podczas europejskiego turne. I tak szybko powstała epka, wypuszczona na rynek - co więcej, ludzie ją łyknęli!
    Wprawdzie Beastie Boys są zespołem hip hopowym, ale nie takim pierwszym lepszym. Raz, że wywodzą się z garażowego punku i ich pierwsze nagrania są zdecydowanie nie do przejścia. Dwa, że w ich nagraniach maczało zawsze palce zbyt wielu ludzi, którzy mieli gust muzyczny zdecydowanie alternatywny, zamiast hip hopowego. Mam tu na myśli Money Mark'a, Mario Cladato, czy Erica Bobo (no, ten najmniej odstający od stylu, ale zawsze). Dlatego mamy tu totalny misz masz. Są trzy wersje tytułowego kawałka: albumowa, remiks popełniony przez Prince Paul'a i drugi od The Prunes. W obu remiksach żywa perkusja i gitarka zastąpione zostały samplami, z tym, że Prince Paul zrobił remix nieco w stylu Beastie Boysów, a The Prunes raczej poszli w stronę Massive Attack i podobnych klimatów. I dalej, kawałki to zupełny miks. Punkowe 'Heart attack man' i 'Time for livin', tłusty i funkowy 'Maestro', bluesowe 'Sabrosa' i 'Something's got to give', aż wreszcie oparty o linię fletu 'Flute loop'. Mieszanka wybuchowa, choć wszystkie wersje znamy z poprzednich albumów, tyle, że są tu w wersjach koncertowych.
    Mike D, Ad Rock i MCA to bardzo sprawni rapperzy. Słychać wyraźnie, że są biali - ich głosy są wysokie, krzykliwe - wrażenie podnosi jeszcze swada, z jaką rymują oraz efekty na wokalu. Ale nie jest to wadą, bo słucha się ich bardzo przyjemnie, zresztą ich teksty są bardzo porządne, czy to wyją swoje punkowe jazdy, czy rymują o tym, jak wkręcili się w rap w tytułowym traku: 'Every morning I took the train to High Street Station \ Doing homework on the train, what a fucked up situation \ On the way back up, hearing battle tapes \ Through the underground, underneath the sky scrapes \ Like Harlem World Battles on the Zulu Beat Show \ It's Kool Moe Dee vs. Busy Bee \ There's one you should know, (yeah) \ Enough of that, I just want to give some respect due'. Ta miłość i szacunek do hip hopu trochę zacierają kawałki mocno... alternatywne, w których albo nie ma prawie w ogóle tekstu albo chłopcy drą japę, ostrzegając przed zagrożeniami, jakie niesie cywilizacja (Heart attack man). Zawsze te kawałki mnie irytowały...   
    To tylko epka, którą w zasadzie warto mieć dla dwóch remiksów 'Root Down' - resztę znamy, zresztą cieżko tę epkę uznać za jakieś 'best of' - takie typowe wydawnictwo z nudów dla kasy. Nie ma ten materiał większego sensu, ale dla fanów BB jest na pewno kąskiem wartym uwagi.

OCENA: 3+\6



środa, 2 lipca 2014

FIDELE A MOI-MEME - STE STRAUSZ

XIII Bis 2005

1.Futur Du Rap
2.FideLe A Moi Męme   feat. PEGGUY TABU
3.Toutes Ces Femmes
4.Tueurs NéS    feat. JOHN GALI
5.Renaissance
6.Ma Vie
7.Tu Rentres Pas    feat. DOUDOU MASTA
8.Pour L'argent    feat. ALIBI MONTANA
9.La Flemme   feat. AC
10.Sexe Opposé
11.Les Mots Qui Suffisent    feat. OZ TOUCH
12.Le rap est ma vie
13.Ninety Nine
14.Une DéCennie    feat. PRINCESS ANIES, K-REEN

    Kim jest Ste Strausz? To jedna z tych francuskich, zaangażowanych społecznie i politycznie rapperek, działająca na scenie od prawie 20 lat. Ma na koncie 4 albumy solowe, z których przed sobą mamy trzeci. Skoro było niedawno o rapperece hiszpańskiej, to niech będzie i francuska, czemu nie?
    Większośc bitów wyprodukowali tu Oz Touch (znany z płyt takich tuzów sceny francuskiej, jak Sniper, Booba, Mac Tyer, czy Lino) i koleżkowcy Ste z Underground Mafia, DB & Kortex Chorus. Są tu także w pojedynczych trakach Sulee B Wax, Zeeno i Serge. Jaka więc jest ta muzyka? Hipnotyczna, nowoczesna, ale broń Boże nie trapowa, czy nuskulkowa. Producenci dali tu podkłady, w których syntetyczne brzmienie łączy się z klasycznym hip hopem, ale dodatkowo dołączają arabskie melodie i różnorakie wschodnie instrumenty, co dodaje swoistej egzotyki całości brzmienia. To taka wypadkowa arabskiego klubu z nowojorską potańcówką - przecież w kawałku 'Le rap est ma vie' podkład muzyczny oparty jest wyłącznie na bitboksie, wraz ze skreczami wykonanymi ustami. Wyglądać to może nieco dziwacznie, ale robi spore wrażenie - przynajmniej na mnie zrobiło. Tempo bywa różne, od wręcz tanecznych kawałków, po wolne, melancholijne, ale przynajmniej nie jest nudno i czasem człowiek ma oddech. 
    Ste Strausz ma niski głos, ale nie tak ciepły jak Bahamadia, raczej ostry, który przy tym flow (dobrym skądinąd), chłoszcze niczym batem po uszach. Często zastanawiam się, jak to się dzieje, że amerykańskie, francuskie, hiszpańskie, czy nawet niemieckie rapperki mogą mieć świetny głos, płynący flow i dobre teksty i gdzie u nas są takie kobiety? Strausz jest właśnie jednym z takich przykładów - utalentowana, nie obdarzona piskliwym wokalem, dobrze płynąca po bitach i do tego potrafi zaśpiewać. Jak już wspomniałem, to rapperka walcząca, która ma wiele do powiedzenia o sytuacji emigrantów we Francji, na przedmieściach. Porusza również problemy kobiet w społecznościach o różnym pochodzeniu, sąsiadujących ze sobą w blokach w podparyskich miasteczkach. Poza tym, trochę opowiada o muzyce rap we Francji - z jej własnej perspektywy, ale i komentuje zgryźliwie to, co dzieje się na scenie. Nie ma tu wielu rapujących gości - większość śpiewa. Ale jest Doudou Masta, jest również Princess Anies - bodaj najlepsza francuska rapperka.
    To mniej znana wykonawczyni w Polsce, a szkoda, bo jej trzeci album jest naprawdę świetny i bardzo lubię do niego wracać. Nie ma tu słabego numeru - mogą być zaledwie średnie, ale takich jest może ze 2-3. Są również prawdziwe bangery, arabskie klimaty, bitboksy, odrobina refrenów r&b... Bardzo dobra jazda.

OCENA: 5-\6 


poniedziałek, 30 czerwca 2014

RUN DMC - RUN DMC

Profile 1984

1. Hard Times
2. Rock Box
3. Jam-Master Jay
4. Hollis Crew (Krush-Groove 2)
5. Sucker M.C.'s (Krush-Groove 1)
6. It's like That
7. Wake Up
8. 30 Days
9. Jay's Game

    Run DMC to od wielu lat niezaprzeczalna legenda i ikona rapu. Pionierzy. Ich pierwszy album, który mamy przed sobą, zmienił grę o 180 stopni. To płyta, którą uważa się za pierwszy czynnik zmiany old school (czyli zapętlone sampel z funkowego kawałka, lecący w kółko z rapperami rymującymi na nim) na new school (elektroniczne, oszczędne bity, syntezatory, gitary). Trzech, ubranych na czarno członków grupy, zmieniło muzykę na zawsze.
    Wówczas nie było jeszcze Def Jam Recordings - jego późniejszy szef, Russell Simmons, brat Run'a, zajął się wypromowaniem grupy i produkcją muzyki dla nich. Razem z Jam Master Jay, Larry Smith'em i kilkoma muzykami, stworzyli nową wartość w rapie. DJ nie wrzucał już płyty na deki i nie zapętlał kawałka - raczej kupił bit maszynę i programował perkusję. Na owej perkusji albo grała jakaś melodyjka z syntezatora albo rockowe gitary. Dość, że podkłady są oszczędne i to właśnie perkusja jest tu na pierwszym planie - często biegnąca sama przez kawałek, tylko przetykana co jakiś czas instrumentem. Dziś taka muzyka może nużyć i męczyć, ale wówczas okazało się to hitem na kolejnych 5 lat i za tym przykładem poszła cała scena rap.
    Run i DMC zajęli się  mikrofonami. W większości są to teksty bragga, które przeszły do historii rapu jako absolutne sztosy. Weźmy np. 'Sucker MCs' z wersem otwierającym, który był cytowany i parafrazowany na wszelkie możliwe sposoby: 'Two years ago, a friend of mine \ Asked me to say some MC rhymes \ So I said this rhyme I'm about to say \ The rhyme was Def a-then it went this way'. Ale oczywiście to nie tylko rymy bitewne, bo chłopcy opowiadają również o kobietach w '30 days', czy o tym, że czasem jest ciężko, ale da się z tym walczyć w 'Hard times': 'Hard times can take you on a natural trip \ So keep your balance, and don't you slip \ Hard times is nothing new on me \ I'm gonna use my strong mentality'. Starają się przekonać nas również, że rymowanie to wcale nie jest taka prosta rzecz, żeby dać świetny rym, który trafi w sedno w 'It's tricky'. Oczywiście, za wcześnie tu na gości, zespół robi wszystko sam, z pomocą muzyków.
    Owszem, płyta może się dziś wydawać zupełnie przestarzała i młodzi fani mogą ją odrzucić jako asłuchalną - oszczędność w dźwiękach, archaiczny sposób rymowania... Ale każdy fan rapu, a nawet muzyki w ogóle, bo przecież Run DMC wykroczyli poza ramki gatunku, powinien tę płytę znać, bo są tu kamienie milowe dla historii rapu: It's tricky, Sucker MCs, It's like that, Rock box...

OCENA: 4+\6


sobota, 28 czerwca 2014

SE ACABO EL ROMANTICISMO - SHUGA & LOREN

Nunca Pisa Freno 2008

1. Se acabó el romanticismo 
2. Seré quien quiera ser 
3. No te fies 
4. Corazones y cadenas
5. Se les ve venir de lejos    
6. Por entonces
7. Graffiti con ritmo    
8. Bonus Track

    Shuga Wuga to jedna z czołowych rapperek hiszpańskich, nagrywająca dobre 15 lat i mająca na koncie kilka albumów solowych i parę w duetach. Jednym z nich jest kolaboracja z Lorenem, z którym jako Banda Acha nagrali ową epkę, którą mamy przed sobą.
    Za całość tej, skądinąd krótkiej produkcji, odpowiedzialni są w zasadzie tylko dwoje ludzi: Aerreese i Nikoh E.S. Mając do dyspozycji muzyków sesyjnych z żywą perkusją i saksofonem, stworzyli razem bardzo fajny klimat hip hopu klasycznego, zagranego z jajem częściowo na żywo, częściowo z użyciem sampli. To bujające, energetyczne podkłady, które sprawią, że nie usiedzisz zwyczajnie na tyłku, bo noga będzie podskakiwać, a głowa się kiwać. Jeden numer jest zupełnie instrumentalny, pokazujący możliwości, wynikające z mieszania muzyki studyjnej z instrumentalistami: to 'Graffiti con ritmo'. Świetną robotę czyni tu również DJ Renf, znający doskonale swoją powinność za talerzami z wosku. To tylko pół godziny muzyki, ale jest w niej coś, co sprawia, że masz ochotę do tego wrócić.
    Loren  jest bardzo sprawnym rapperem, który przyspiesza i zwalnia w razie potrzeby, atakuje cię kaskadowymi rymami i bezustannie płynącym flow, w którym na szczęście moduluje głos, tak, że wszystko nie zlewa się w jedną papkę. Shuga natomiast jest chyba najlepszą hiszpańską rapperką, może obok Ari - na pewno najbardziej wszechstronną. Bo Shuga ma również, poza sprawną techniką, śliczny głos i potrafi zaśpiewać w refrenie, pociągnąć rym wyżej melodyjnie, ale również umie przyspieszyć i się nie potknąć. Słucha się jej z dużą przyjemnością. O czym rymuje duet? Sporo miejsca zajmują relacje międzyludzkie - nie tylko uczuciowe, ale też takie zwyczajne, życiowe. Do tego trochę bragga, gościnne wejścia emce z Banda Acha: Revil i El Casino i mamy całokształt.
    Hiszpańska scena rap jest według mnie jedna z najciekawszych na świecie. Mają świetnych producentów, emce i wiele z płyt które posiadam, są naprawdę genialne, a mało znane poza granicami półwyspu Iberyjskiego. A szkoda. To jednak z tych zabójczych płyt, które uwielbiam i mogę do nich wracać ciągle. Jedna z najlepszych produkcji w Hiszpanii.      

OCENA: 6\6


czwartek, 26 czerwca 2014

MUSIC TO DRINK BY - LOUIS LOGIC

Superregular 2000

1. Loud Mouth 
2. General Principle   feat. J-TREDS
3. Who The Fuck Are You?    
4. Trinity      JEDI MIND TRICKS, EL-FUDGE
5. Logistics 101 
6. Factotum    
7. Punchline    
8. Secret Agent    
9. Service The Target    feat. GRAND AGENT 
10. Planet Rock    feat. EL-FUDGE
11. Punchline [Remix]    
12. CM Famalam Radio   feat. BOBBITO GARCIA

    Kim jest Louis Logic? W Polsce kojarzą go tylko i wyłącznie słuchacze, siedzący mocno w podziemnym rapie - dla przeciętnego słuchacza to postać zupełnie anonimowa. Louis wypłynął dzięki znajomości z Vinnie Paz'em z Jedi Mind Tricks i okazał się na tyle zdolnym rapperem, że zdobył sobie szacunek, zarówno za nagrywki solowe, jak i w Demigodz. Przed sobą mamy jego pierwsze, w miarę oficjalne wydawnictwo, będące zbiorem różnych traków, które Louis nagrywał, to tu, to tam.
    Nie jestem do końca pewny, kto robił tu bity. Na pewno Cimer Amor, pewnie parę innych osób, ale album jest opisany bardzo ubogo. Nie jest to zupełnie istotne. Bity walą w łeb, to wspaniale zrobione klasyczne podkłady, pełne sampli, które są czasem znane bardzo dobrze i bujają jak trzeba. Oczywiście numer z Jedi Mind Tricks, 'Trinity', pochodzi z ich płyty 'Violent By Design' i wyprodukowany został przez nadwornego producenta grupy, Stoupe. Jest to prawdziwy killer, kładący na dechy i samplem i wykonaniem. Poza tym, od wielu lat Logic współpracuje z JJ Brown'em, którego bity znajdziemy tu również. Większość kawałków okraszonych jest skreczami i cutami w refrenach i jest to wspaniała jazda przez prawdziwy rap, którego jest niestety coraz mniej.  
    Louis Logic ma przyjemny głos i bardzo fajne flow, takie nieco zadziorne, ale płynące w bardzo fajny sposób po bitach. Większość traków zajmuje bragga i tematyka muzyki, ale nie jest to wcale takie oczywiste, ponieważ Louis wplata w swoje rymy sporo przemyśleń i konmentarzy na przeróżne tematy, co czyni jego nawijkę mało przwidywalną - i dobrze. 'Plain and simple, ordinary Jack's same as nimble \ Plus you lack the sack if your main veins are thimble \ I hang my head over the pane of windows \ Throwing up like, L.A. gang signs or graf paint in scribbles \ Blowing up's a far stretch \ With Indy B-sides I'm hard pressed, for a free ride like car theft \ I'm a hard head; I gotta chill with Joe Camel \ And stick with the liks like a hick in old flannel \ The contradiction in terms, to y'all niggas spitting a verse? \ Is like me smiling while I flip you the bird'. Koleś ma wyobraźnię i potrafi jej uzywać - to spora zaleta u rappera. Gościnnie występują tu emce znani z różnych podziemnych wydawnictw. Oczywiście, Jedi Mind Tricks to klasa sama dla siebie i nie ma sensu tu wydawać z siebie peanów - bo to wiadome. Natomiast bardzo dobre wrażenie robią J-Treds, związany z Company Flow oraz Grand Agent - który swoją drogą wydał przecież całą płytę na bitach od Ostrego.
    Świetny album, choć zawiera tylko zbiór kawałków, z których Louis Logic mógł być dumny w 2000 roku, w czasie, kiedy ten album był jego debiutem zupełnym na scenie. ale płyta sprawiła, że usłyszało o nim więcej osób - i dobrze bo to świetny rapper.

OCENA: 5\6