RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)

piątek, 13 grudnia 2013

UTSKRIVNA - ADVANCED PATROL

Playground 2003

1. Utskrivna
2. Vi E Dom
3. Desperados
4. Estupidos
5. Ordupp!   feat. FERNANDITO
6. Jag vill ha 6
7. Operation: Sverige   feat. ISON & FILLE
8. Asiktsfrihet
9. Smunken
10. Jag far spel
11. Grov Bov Live
12. Jag finns här med er nu  feat. P.HOLLYWOOD CASTELO 
13. Min musik
14. Rytmer fran hemtrakten
15. Papisnack  feat. P.HOLLYWOOD CASTELO
16. Utblandad   feat. P.HOLLYWOOD CASTELO
17. Dialogen

    'Utskrivna' to debiutancki album grupy Advanced Patrol, która dziś dorobiła się statusu gwiazdy w Szwecji. Gonza Blatteskanska (Gonza Szwedzki Czarnuch - lol), Juan Havana, Roc'a Sot i DJ Lucutz zapewnili sobie szacunek sceny szwedzkiej i rozpoznawalność w całej Skandynawii, bo ten album trafił i tamtejsze stacje muzyczne często grały kawałki Advanced Patrol.
    Znakomitą większość płyty wyprodukował DJ Masse - młodszy z braci Salazarów, który zapewnia podkłady na sporą część szwedzkich płyt. Przez to właśnie album ma aż tak wielki procent latynoskich klimatów, które w zasadzie tu dominują. Swoje dorzuca Juan Havana, jeden z członków zespołu. Pozostałe podkłady zrobili Janniz, Moe (część grupy Spotrunnaz, który na swoim koncie ma współpracę np. z Tha Alkaholiks), Salla z Latin Kings i Sekken Thautz z grupy Fjärde Världen. To taki nieco elektroniczny funk, oparty o klasyczne brzmienia, ze wspomnianymi akcentami latynoskimi. Producenci używają nawet miłych dla ucha pętli fletu, co nie zdarza się za często. Słucha się tego dobrze, choć nie ma tu nic szokująco dobrego. Kilka podkładów nadaje się spokojnie do klubu ('Desperados'), trochę z nich jest wolnych i nostalgicznych ('Papisnack', czy 'Jag finns här med er nu'), ale większość buja właściwie.
    Rapperzy wydają się być (to znaczy na pewno są) obywatelami świata. Nie sprawia im zupełnie różnicy, jakim kodem językowym się posługują i potrafią przechodzić płynnie między szwedzkim, angielskim i hiszpańskim. Celują w opowiastkach, że tak powiem, rozrywkowych, bo przecież przez palce trzeba brać ich opowieści o zamknięciu w psychiatryku, o byciu terrorystami w tak spokojnym kraju, jak Szwecja ('Operation: Sverige'), a nawet znalazł się tu trak poświęcony zmarłemu koledze z zespołu ('Jag finns här med er nu'). Reszta kawałków poświęcona jest dobrej zabawie i szeroko pojętej muzyce - od tego, że nią żyją, po nieco bitewnych wersów. Przeciętnemu polskiemu fanowi rapu goście nic nie powiedzą, ale Ison & Fille są bardzo w Szwecji znani, mają 9 albumów na koncie, a Ison był przecież w jury szwedzkiej wersji X Factor. Natomiast P.Hollywwod Castelo to śpiewający członek grupy Prominent, który ma głęboki, przejmujący głos i wkomponowuje się świetnie w piosenki.
    W Szwecji album odebrano doskonale, w krajach skandynawskich z pewna rezerwą, ale nadal nieźle. U nas pewną barierę stanowi język szwedzki, bo jednak ten angielski, a nawet hiszpański nie jest tak częsty w tych kawałkach. Kto zna szwedzki, nie będzie zawiedziony, bo chłopaki mają dowcip i polot, a co ważniejsze, również skillsy na majku. Nieco gorzej jest z muzyką, ale też nie ma na co za bardzo narzekać. Całkiem porządny kawał szwedzkiego rapu.

OCENA: 4\6


środa, 11 grudnia 2013

ESTO VA EN SERIO - SFDK

SFDK 1996

1. La Llegada
2. La verdad es mi pecado
3. Mientras la Justicia duerme
4. Tu mundo y el Mío
5. Suenos
6. Pequenos grandes Errores
7. Generación basura
8. Abandonando el camino
9. Mientras más subas, más dura será la caida
10. No pueden
11. Como la espuma
12. Ahí lo lleva
13. Lo nuestro rompe
14. Nos vemos
   
    Kto w Hiszpanii nie wie, kim są SFDK? Legendarni prekursorzy rapu z Sewilli wydali tyle albumów - począwszy od kaset, wyprodukowali i wypromowali tyle gwiazd hiszpańskiego rapu, że naprawdę ciężko zliczyć. Accion Sanchez i Zatu zaczynali na początku lat '90, wydając kasety, nagrywane własnym sumptem. 'Esto Va En Serio' to ich trzecia taśma (kurde, kto pamięta rap na kasetach???), już niedługo obaj wespną się na szczyty...
    Wiadomo, jak to brzmi hardkor rap na kasetach w krajach, kiedy zaczyna dopiero wychodzić z powijaków... Ostre bity, funkowe sample, totalny hałas i chaos rządzą na taśmie, przypomina to nieco produkcje Bomb Squad, odpowiedzialnych za płyty Public Enemy - ale te z przełomu lat '80 i '90. Łatwo się można zorientować, że album spóźniony jest o dobre 5 lat, ale to nie szkodzi. Kaseta, sprzedawana z ręki do ręki poszła w liczbie ponad 800 sztuk, co zaowocowało koncertami i założeniem pierwszej w Hiszpanii wytwórni hip hopowej. Muzyka jest, owszem, surowa, ale słychać, że Sanchez ma pojęcie, nie kopiuje bezmyślnie podkładów, tylko wyciąga własne sample i robi coś swojego. Od czegoś trzeba zacząć, tak?
    Przypuszczam, że do sukcesu bardziej zbliżył wówczas grupę Zatu. Ma charakterystyczny, agresywny flow i mocno zdarty głos i radził sobie te 20 lat temu całkiem nieźle z mikrofonem. Do tego porusza tematykę społeczną i polityczną (Generacja śmierci, Porzucając drogę, Pomimo, że sprawiedliwość śpi), nie stroniąc również od typowego dla rapu bragga i rymów bitewnych. W tamtych czasach instytucja gości nie była rozpowszechniona, więc Zatu musiał radzić sobie sam, ale płyta wcale na tym nie traci.
    Ok, to album, który wychodzi poza ramy czasowe, czy raczej się w nich nie mieści, bo jest nieco przestarzały, ale to on m.in. utorował drogę do sukcesu nie tylko samego SFDK, ale i całego rapu hiszpańskiego. Wydobył go z podziemia i przedstawił Hiszpanom. Warto sobie sprawdzić tę taśmę i porównać z naszymi krajowymi dokonaniami z 1996 (Liroy, Slums Attack, 3H, Kaliber 44, NAS, Karramba). Podobne?

OCENA: 3\6


poniedziałek, 9 grudnia 2013

THE PENULTIMATE SACRIFICE - KILLA INSTINCT

Move 1996

1. Now The Boy Dies
2. No More Need For Whispering   feat. GUNSHOT, TONES OF TWICE
3. Devil Killa
4. Now The Boy Dies (Instrumental)
5. No More Need For Whispering (Instrumental)
6. Devil Killa (Instrumental)

    Killa Instinct to w zasadzie legenda sceny brytyjskiej, działająca po dziś dzień od późnych lat '80. Zaczynali jako Total Fiasco, potem Onslaught, aby wreszcie zostać przy nowej nazwie. Bandog, Snypa i DJ Geta rozpoczęli wydawanie płyt od kilku epek - ta jest trzecią w ich dorobku, dopiero później weszły albumy długogrające. Snypa przed samym nagraniem opuścił zespół i nie uczestniczył w nagrywaniu epki.
    Zasadniczo mamy tu trzy kawałki, do których dołożono po prostu instrumentale. Grupa sama sobie robi muzykę, większy udział w produkcjach ma zapewne Geta, ale i Bandog dorzuca tu swoje trzy grosze. Za to w kwestii skreczy, obecnych w każdym kawałku, sam DJ Geta jest tylko w 'Devil Killa' - resztę zabezpiecza szkocki dejot z II Tone Committee, Krash Slaughta. Już po tytułach można się zorientować, co to za rodzaj muzyki: ostry hardkor, atakujący uszy agresywnymi perkusjami, ciężkimi, funkowynmi samplami i wspomnianymi skreczami, które ucinają głowę przy samej dupie. To chaos, hałas i zamieszanie, ociekające do tego krwią. Ostro.
    Sam Bandog również nie jest delikatniutkim paniczem we fioletowych rurkach. Teksty i flow są dokładnie takie same, jak muzyka: agresywne, szalone i pełne przemocy. Bandog rymuje o morderstwach z zimną krwią, ucinaniu głów i innych krwistych rzeczach rodem z piekła. Wspomagająca Killa Instinct legendarna grupa Gunshot oraz Tones Of Twice dostosowują się do klimatu wszechogarniającej paranoi i nie odstają od morderczych gospodarzy.
    To płyta dla fanów mocnego hardkoru i horrorkoru, wściekłych bitów, skreczy i wersów. Dobrze, że epka jest krótka, bo nie ma tu miejsca na oddech, słuchacz atakowany jest lawiną dźwięków i potępieńczych rymów. Całkiem niezłe :)

OCENA: 4\6 


sobota, 7 grudnia 2013

WAVE TWISTERS - DJ Q-BERT

Galactic Butt Hair 1998

1. Turntable TV (Re-Vizion)
2. A Word From Fresh Breath Mouthwash
3. Enter The Wave Twisters
4. Inner Space Dental Commander
5. Redworm
6. Cosmic Assassins
7. Destination: Quasar 16.33.45.78
8. Paranoia
9. Invasion Of The Octopus People
10. Electric Eye Beam Abduction
11. Razorblade Alcohol Slide
12. Sneak Attack
Grandpa Wears Fat Laces
13. Movement 1: Quadraphonic Element Download
14. Movement 2: 6 Fingered Fury
15. Movement 3: Inside-Out Body Warp
16. Turntable TV (Blueprint)
17. Aphrodisiskratch

    'Wave Twisters' to nie jest zwyczajna płyta. To ścieżka dźwiękowa do turntablistycznego animowanego musicalu, o którego oprawę muzyczną zadbał DJ Q-Bert, pochodzący z Filipin drapacz płyt, zwany Jimmy Hendrix'em talerzy.
    Założenie jest takie, że brygada bohaterów ma za zadanie uratować prawdziwy hip hop i jego cztery elementy, przejęte przez złego Lorda Ook. Zatem cała płyta jest opowieścią o walce tytanów ze złym lordem, specyficzną, kosmiczną odyseją. Nie oczekujcie kawałków z refrenami, do których można pokiwać głową. Ba, tu w ogóle nie ma słów - no, poza tymi wskreczowanymi przez Q-Berta. To 45 minut nieustannego drapania, popisów turntablistycznych, cytatów ze starych filmów sci-fi, breakbeatów i Bóg wie, czego jeszcze. Nie jest to więc normalna płyta w takim sensie, jak rozumie to większość konsumentów. To album turntablistyczny, gdzie podstawową rolę odgrywają skrecze i w sumie to one są tu na mniejscu pierwszym, drugim i dziesiątym, bo nawet muzyka (jeśli można to tak nazwać) robiona jest na adapterach. Dzięki śledzeniu tytułów i wdrapanych tekstów, możemy mniej więcej śledzić akcję odbijania hip hopu z rąk tandetnego lorda. Zwłaszcza sceny walki są oddane niezwykle sugestywnie, bo skrecze urywają łeb, ale w zasadzie cała fabuła jest dość jasna. Podróż w kosmos do lorda, spotkanie z Czerwonym Robalem, napad kosmicznych zabójców, paranoja, podstępny atak i odbicie rapu w trzech ruchach.
    Oczywiście, jeśli ktoś woli pojedyncze piosenki i lubi śpiewać refreny, to nie ma tu czego szukać, to album stricte dla fanów patefonów. Przyznać trzeba, że sporo tu świetnych pomysłów i genialnego drapania - wszak Q-Bert był mistrzem świata DMC! Polecam każdemu fanowi prawdziwego hip hopu.

OCENA: 4+\6 


czwartek, 5 grudnia 2013

THE GUNSLINGER III (FOR A FEW DOLLARS MORE) - B-REAL

Westcoast Madness 2007

1. Ride
2. Trust No Man    feat. SICK JACKEN, CYNIC 
3. Death Wish 2   
4. Motivation 
5. 4 The Love Of The Game 
6. Calor
7. Hustle Hard 
8. Venenoso     feat. WILLIE MALO, VIVIANA 
9. Just Money    feat. WILLIE MALO 
10. FIst Full Of Dollars (Remix) 
11. Sky's The Limit
12. Bounce With Us 
13. Thug Life 
14. U Can't See  
15. So Much Time    feat. YOUNG DEE, TRACE MIDAS

    B-Real ze słynnego Cypress Hill wydaje na solo swoje mikstejpy, które jednak zawierają nowe traki, dlatego mają wartość dla fanów znaczną. To trzecia część Gunslingera, która to trylogia przygotowała fanów na solową płytę frontmana Cypressów.
    Większość podkładów, jak to na mikstejpach, zawinięta jest z instrumentali, obecnych na przeróżnych płytach. Tylko trzy kawałki wyszły spod ręki samego B-Real'a we współpracy z Jay Turnerem, znanym z płyt CH, ale i z albumów Apathy, Kottonmouth Kings, czy Funkdoobiest. Całością zajął się Tony Touch, który zmiksował materiał w jedną całość i opatrzył swoimi gospodarskimi okrzykami. Kawałki przetykane są cytatami z najsłynniejszych i kultowych filmów gangsterskich. Owszem, Tony wkurwia wrzaskami, ale to przecież mikstejp, DJ musi się wyszaleć, tak? To zresztą niecałe 50 minut, na które składają się trzy nowe traki, jeden remiks i reszta spontanicznych kawałków.
    Co nowego można powiedzieć o B-Realu? Każdy zna jego nosowy wokal, którym opowiada o różnych ulicznych historiach, haslingu i dilowaniu - rzeczach o których niewątpliwie ma obecnie mgliste pojęcie, bo styczność z ulicą skończyła mu się jakieś 20 lat temu, po szalonym sukcesie pierwszej płyty Cypress Hill. Były osoby, które zastanawiały się, czy w ogóle B-Real wiedział o wypuszczeniu tego mikstejpa, ale wydaje mi się, że to wszystko zrobione jest z premedytacją, mającą zbliżyć rappera do ulicy. Taki hardkorowy bałagan, ale wydaje się być on zaplanowany i celowy.
    No cóż, ciężko posądzić B-Reala o brak kasy. Raczej o odbudowanie swojej ulicznej reputacji. Co ten mikstejp mógłby wnosić, poza zyskiem szacunku na ulicy? Przecież i tak Cypress Hill ma duży szacun wszędzie, więc po co to? Nie powiem, żeby Tony Touch specjalnie się sprawił. Taka zapchajdziura dla fanów.

OCENA: 3+\6


wtorek, 3 grudnia 2013

MT3 - MASSIVE TÖNE

Kopfnicker 2002

Kopfnicker 2002

1. Cruisen    
2. Im Club    
3. Deutschrap 
4. Stress    
5. Traumreise 
6. Wer?    
7. Deutschland, Deutschland    
8. Heisshunger (Creve La Faim)   feat. FREEMAN, KARIM LE ROI   
9. False One?       feat. THIRSTIN HOWL III
10. Mach Mal Lauter    
11. Hitsingle 
12. Im Club - P.F. Cuttin Mix 
13. Laller - DJ Desue Remix
14. Geld Oder Liebe

    Schowi, DJ 5ter Ton i Ju to już bez mała legendarny skład na niemieckiej scenie. Płyta, którą chciałem dziś przedstawić, to ich największy hit, którym zdobyli rynki muzyczne, nie tylko niemieckie, ale i europejskie. Trzeci album składu to jeden wielki hit, produkowany również przez Amerykanów, z ich gościnnymi udziałami. I nie tylko. 
    No popatrzmy tylko na listę producentów. To, że są Ju i DJ 5ter Ton, to oczywiste i wcale nie dziwi. ale poza nimi sporą robotę zrobił tu PF Cuttin z legendarnego duetu Blahzay Blahzay, jest również Yvan ze szwajcarskiej gwiazdy Double Pact - same klasyki gatunku. Dlatego pewnie mamy tu energiczne traki - hymny, klubowe bangery i miażdżące swą siłą kawałki. Są sample, skrecze, czyli wszystko, czego potrzeba, choć każdy kawałek jest zrobiony z duchem czasu i nie zamula. I za każdym razem dostajemy wpadający w ucho refren, nawet, jeśli jest on po niemiecku, to kawałki skonstruowane są tak, że chce Ci się nucić, a nawet szprechać te wersy. Te piosenki to potencjalne przeboje, czego niemieccy hip hopowi puryści nie mogli MT darować, bo po klasycznych płytach, przyszedł czas na atak list przebojów. W końcu 'Cruisen' długo nie schodziło z list przebojów i rotacji w muzycznych telewizjach. 
    Krytyka niemieckich fanów 'prawdziwego' rapu dotknęła również samych emce. Nie dlatego, że są słabi - na poprzednich albumach udowodnili swoją wartość. Tu raczej chodzi o przekaz, który stał się lekko pod publiczkę. Ale tak naprawdę chodziło o 'Cruisin', kosmiczny hit do klubu o jeździe samochodem. Poza nim było tu parę klubowych hitów, które niekoniecznie przypadły do gustu starym fanom, ale za to zdobyły całą rzeszę kolejnych. Ale jeśli zagłębimy się w album, zobaczymy, że Schowi i Ju nie mówią tylko o pustych potańcówkach, ale i poruszają wiele ważnych tematów, jak problem nazizmu i nacjonalizmu w Niemczech, spedalenie rapu w rzeszy i kilka kawałków z bragga. Świetne wrażenie robi gościnny występ Thirstin Howl oraz Freemana z I AM, no i oczywiście wkład w płytę PF Cuttin. Wcale nie jest źle, jak chcą niektórzy...
    Szczerze mówiąc, trochę rozumiem narzekania, ale z drugiej strony to jest naprawdę przebojowa i w gruncie rzeczy zajebista płyta. I sami emce, i goście, i produkcja - wszystko jest mocne, szybkie i energiczne, bez jebania się przez bibułkę. Jak dla mnie, to jedna z lepszych płyt w Niemczech w ogóle, nie tylko w 2002. Bardzo ją lubię i znam bez mała na pamięć.

OCENA: 5\6 


niedziela, 1 grudnia 2013

A WORD TO THE WISE - DJ MITSU THE BEATS

Planetgroove 2009

1. Intro
2. A Word to the Wise feat. GRAP LUVA
3. Ridin' Around feat. KEV BROWN, CY YOUNG
4. Big Supply feat. LMNO
5. Playin' Wit Crime  feat. MASPYKE
6. Promise in Love feat. JOSE JAMES
7. Night in Vienna
8. The Way feat. COLONEL RED
9. Hard Candy   feat. MATHEMATIK, SAUKRATES
10. The Game Changer   feat. WILDCHILD, GEORGIA ANN MULDROW
11. Free Your Mind   feat. BLACK SPADE
12. Tokyo Girls   feat. MASPYKE
13. Get'em Up   feat. ELZHI
14. Dim Skyline
15. Impulse feat. MATHEMATIK
16. Re-Estimate
17. Ex Lovers feat. DYNAMIC DUO
18. Playin' Again   feat. IVANA SANTILL

    W Japonii jest sporo utalentowanych producentów. Jednym z nich jest właśnie DJ Mitsu The Beats, który już od ponad 10 lat działa na scenie. W związku z tym, że nie rymuje, tylko robi bity, miał szansę wypłynąć na cały świat - mamy przed sobą jego trzecią płytę długogrającą, płytę producencką, na której Mitsu zgromadził zdolne postaci z różnych stron świata.
    Mitsu jest mistrzem, jeśli chodzi o soulowe, korzenne podkłady. Soulowe nie należy rozumieć, że jest to r&b albo jakieś rozlazłe gnioty! Wręcz przeciwnie, Mitsu czerpie całymi garściami z muzyki soul, ale także z jazzu i funku, wybierając sample, które ani nie są zwyczajne, ani nie są zwyczajnie przycięte. Choć ciekawe jest to, ze kiedy wchodzą skrecze (tylko przy LMNO), okazuje się, że robił je LD, a nie sam producent, mimo, że jest DJem. Mamy tu więc perkusje, brzmiące na żywe, instrumenty, takie jak trąbki i klawisze, a nawet flet, wszystko grane przez uznanych muzyków, takich jak nowozelandzki klawiszowiec Mark De Clive-Lowe, czy japoński trębacz Takuya Kuroda. Owszem, to świetna muzyka, pełna duszy i ciepła, znacznie wykraczająca poza szufladkę z napisem hip hop, zwłaszcza w ostatnich latach. Ta muzyka to odtrutka na pseudorapowy syf w mediach. Robota geniusza.
    Sukcesem dobrej płyty, oprócz samej muzyki, jest dobór wokalistów, bo ci mogą albo wynieść album na wyżyny albo go pogrzebać żywcem. Gdyby Mitsu dobrał sobie kiepskich wokalistów, cały jego wysiłek byłby nie dostrzeżony. Na szczęście tak nie jest. Mamy tu mieszankę ludzi z kilku krajów, który znakomicie wpasowali się w klimat albumu. Ze Stanów dostajemy śmietankę podziemnego rapu głównie z Zachodniego Wybrzeża i traki takich ludzi jak LMNO, Maspyke, żony Declaime'a - Georgii Ann Muldrow i Wildchilda, czy Kev Brown to majstersztyk. Absolutnie gorzej nie wypadają kanadyjscy rapperzy - Mathematik, Saukrates, ani soulowa wokalistka Ivana Santill. Kolorytu dodaje występ brytyjskiego funkowca, Colonel Red'a, a na deser otrzymujemy koreański zespół Dynamic Duo. Jest różnorodnie, ciekawie i to wszystko ma duszę.
    Jak już wspomniałem, traktuję ten krążek jako antidotum na tandetę. Wspaniała, prawdziwa płyta producencka, z pięknymi bitami i dobrym słowem. Czego można chcieć więcej? Może tyle, żeby płyt Mitsu nie trzeba było ściągać z zagranicy za grubą kasę. Ja ze swej strony polecam ten krążek gorąco, bo jest tu czego słuchać!

OCNENA: 5+\6