RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

THE TIPPING POINT - THE ROOTS

Geffen 2004

1.  Star/Pointro   feat. WADUD AHMAD
2.  I Don't Care             
3.  Don't Say Nuthin'
4.  Guns Are Drawn  
5.  Stay Cool        
6.  Web              
7.  Boom!    feat. DICE RAW
8.  Somebody's Gotta Do It    feat. JEAN GRAE, MACK DUB, DEVIN THE DUDE    
9.  Duck Down!                                   
10. Why (What's Goin On?)
11. The mic   feat. OL DIRTY BASTARD, SKILLZ, TRUCK NORTH
12. Din da da

    Po piątej płycie, 'Phrenology', w zespole nastąpiły istotne zmiany. Odszedł mistrz grania paszczą, Scratch, a muzyk Ben Kenney przyłączył się do rockowego Incubusa. Nastąpiła dwuletnia przerwa w nagraniach, przetykana różnymi sesjami muzycznymi, których wynikiem jest wreszcie szósty krążek The Roots, który mamy przed sobą, dobrze przyjęty przez krytykę, choć uznany za najbardziej popowy w dyskografii.
    Nie można nie znać The Roots, będąc fanem hip hopu. Ta fuzja jazzu, soulu i ambientowych dźwięków jest uznawana za wyborną jak świat długi i szeroki. The Roots mają w swym składzie kilku do kilkunastu muzyków, zatem większość bitów granych jest na żywo i produkują je sami członkowie zespołu. Poza nimi, w produkcji maczali palce Zukhan (znany z innych bitów dla Roots, ale i Jim Jones'a, Memphis Bleek i gwiazdek r&b), Robert Dorsey aka LB9000, Tahir i kolektyw ludzi związanych z grupą i nie tylko - The Grand Wizards. Muzycy muzykami, ale jako hip hopowy band, Roots nie stronią od sampli, znajdziemy tu m.in. kawałki Sly and the Family Stone, Marlona Williamsa, czy świetny loop z Al Hirt'a w 'Stay Cool'. Czy rzeczywiście zarzuty o komercyjność płyty są słuszne? Nie sądzę. Owszem, bity sa przyjemne, ale to nadal to The Roots, które tak lubię, przy czym jest to naprawdę dobra płyta. Ma w sobie coś z tych jam sessions, jakie doprowadziły do nagrania albumu. Ostatni kawałek, wariacja na temat klasyka 'Din daa daa' George Krantz'a to zdecydowanie zgrana sesja na żywo, ze wszystkimi swoimi niedociągnięciami swobodnego grania. Ten album to wyśmienita porcja jazzowego feelingu, z gitarami, żywą perkusją, trąbkami, a nawet sozofonem. Prawdziwy, ambitny hip hop.
    W tematykę płyty wprowadza nas sam tytuł i okładka. 'The Tipping Point' to książka kanadyjskiego dziennikarza i publicysty, Malcolma Gladwell'a na temat zmian w codziennym życiu społeczeństwa. Okładka zaś przedstawia Malcolma X. Czyli ze sporą dozą prawdopodobieństwa możemy liczyć na socjologicznie zaangażowane teksty Black Thought'a i... generalnie się nie rozczarujemy. Tak, ładunek liryczny jest lżejszy niż na innych płytach. Tak, jest trochę gości. Ale to nadal te same rozpatrywania ludzkich zachowań i procesów społecznych, co zwykle. Dodatkowo, mamy tu olśniewający występ Jean Grae, jednej z najlepszych kobiet na majku, zarówno lirycznie, jak i stylistycznie oraz genialny refren śpiewany przez Devina, którego osobiście bardzo lubię, a tu pasuje jak ulał. Tak samo, jak w ukrytych piosenkach za nr 10 - Ol Dirty dał swoje wycie w tle - a zdążył jeszcze przed swoją śmiercią na sesję z The Roots, i jak zwykle dobry Skillz. Na szczęście goście stanowią tu dodatek wzbogacający i tak świetny warsztat Black Thoughta i nie psują wrażenia, co niestety często się zdarza. 
    The Roots rzadko kiedy obniżają poziom. 'The Tipping Point' to fantastyczny album, wypełniony jazzowym wajbem, jam sessionowym klimatem i radością z grania. Sprawność muzyków i umiejętności Black Thought'a oraz gości zapewniają 53 minuty wybornej uczty muzycznej, którą gorąco polecam.

OCENA: 5+\6


sobota, 17 sierpnia 2013

Память о Михее - BAD B.ALANCE

GALA 2004

1. Бэла Бэланс Нас
2. Шоу Бизнес
3. Городская Тоска
4. Как Сон
5. Тихо Тают Дни
6. Светлая Музыка
7. Африка
8. Страсть [Другая Версия]
9. С Новым Годом
10. Игры
11. Питерские Миги
12. Дорога Домой
13. Ангел Хранитель
14. Джаз - Это "Немузыка"

    Tak mnie naszło na rosyjską klasykę, bo obecnie mamy w Zielonej Górze festiwal piosenki rosyjskiej... Bad Balance to skład rosyjsko-ukraiński z Doniecka, Moskwy i Leningradu (ups, Sankt-Petersburga). Członkowie grupy to Мастер ШЕFF (Master Szef), Al Solo, Купер (Kuper) i Mr.Bruce. Bad Balance to chodząca legenda rosyjskiego rapu, wydająca płyty od 1991 roku! 'Память о Михее' (Pamiat' O Mihie', czyli Pamięć o Michie - co wyjaśnię za chwilę) to pół oficjalny album, coś w rodzaju składanki różnych kawałków niepublikowanych, lub znanych stąd albo zowąd, ale nie nagrywanych na płyty. Gdyby liczyć wszystkie wydawnictwa, byłaby to płyta numer 8 w dorobku grupy.
    Muzyka, jak to w kawałkach pozbieranych z różnych okazji, jest dość różna i słychać, że pochodzi z różnych okresów. Bity robi czasem sam zespół (Mr. Bruce, Валов В.В. aka Master Szef), ale i producenci luźno związani z grupą: Матвеев Г.А. (znany też jako DJ Штакет), Чернышов Д.Н., Пачкай П.В. aka DJ 108 i Сергей Крутиков (Siergiej Krutikov) - czyli sam tytułowy Михей, zmarły w 2002 jeden z założycieli zespołu. Podkłady to rzecz dość eklektyczna, łączą w sobie Złotą Erę, g-funk, troszeczkę ragga i r&b. Czasem to rzecz hardkorowa (Африка - Afrika), czasem totalny letni przebój (Светлая Музыка - Swietłaja Muzyka). Pamiętajmy, że jest to album poświęcony zmarłemu członkowi grupy, zatem zawiera nagrania sprzed XXI wieku, zatem nic dziwnego, że tak brzmi - chociaż wcale nie chcę powiedzieć, że nie buja - wręcz przeciwnie, B.Balance, jako jedna z legend przemysłu muzycznego Rosji, miała środki na porządną produkcję i muza jest naprawdę porządna.
    Tytułowy i wspominany Михей, oczywiście, występuje praktycznie w każdym traku, rymując i podśpiewując regałowo. Obok niego znajdą się i Al Solo, i Kuper i Master Szef, ale także inna legenda rosyjskiej sceny, również dawny członek zespołu, Legalize. Wprawdzie język rosyjski jest dość podobny do polskiego, ale i tak, kto go nie zna, niewiele zrozumie - łatwo jednak zauważyć, że rapperzy mają skillsy i flow. Nie ma miejsca na pomyłki, wszystko zarymowane jest bez zarzutu i bez potknięć. Chłopcy mówią o wszystkim: miłości do muzyki, show biznesie, o blaskach i cieniach życia, a nawet idą krok dalej - poruszają tematy afrocentryczne, wzorem idoli amerykańskiej sceny Złotej Ery, co może wydawać się dziwne u białych jak papier Rosjan.
    Scenę rosyjską warto badać - może niebawem zdecyduję się wrzucić coś aktualnego, ale na razie zupełna klasyka zza naszej wschodniej granicy. Zespół, który wypada znać, nawet jeśli nie z dokonań, to choćby z nazwy, bo to jedna z najważniejszych grup na rosyjskiej scenie hip hop, grupa, która położyła potężne podwaliny pod rozwój tejże sceny.

OCENA: 4\6


czwartek, 15 sierpnia 2013

LITTLE BIG MAN - BUSHWICK BILL

Rap-A-Lot 1992

1. Intro
2. Little Big Man
3. Stop Lying
4. Call Me Crazy
5. Chuckwick    feat. GANKSTA N-I-P
6. Don't Come To Big
7. Ever So Clear
8. Copper To Cash
9. Dollars And Sense
10. Letter From KKK
11. Take 'Em Off     feat. SLEEPY
12. Skitso


    Ten kurdupel jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych rapperów na świecie. Jedna trzecia legendarnych Geto Boys, karzeł z długimi dredami, który stracił oko, bo kazał swojej pannie się zastrzelić - koleś jest pieprznięty. Ale w tym szaleństwie tkwi geniusz - Mały Wielki Człowiek. Jego debiut okazał się świetnie przyjętą płytą i do dziś uznawany jest za klasyk.
    W sumie każdy z wykonawców labelu Rap-A-Lot korzysta z tych samych producentów. Zatem nie może się tu obejść bez samego szefa wytwórni, J Prince'a, legendarnego Mike Dean'a, ale i tych drugoplanowych producentów: Goldfinger, Roland i Crazy C. To agresywny funk, na świetnie ciętych samplach, z pulsującym basem. Niewiele się to różni od płyt Geto Boys z tamtego okresu - jest tu tylko więcej przemocy. Mamy tu zatem wycinki z takich grup, jak The O'Jays (naturalnie!), Brenda & the Tabulations, ale i od Curtisa Mayfield'a, Billa Withersa, czy wręcz z... Fryderyka Szopena w 'ChuckWick'. Buja głową, robi wystarczający hałas, żeby Cię poruszyć, ale nie morduje chaosem, jak Public Enemy.     
    Jeśli nie jesteś ostrożny, z Bushwickiem jest jak z Boogeymanem. Przerazi Cię. Zaszczuje, nie da spać. Będziesz cierpiał. Bill ma charakterystyczny wokal, ale bardziej znaczące są jego teksty - pełne przemocy opowieści o życiu karła, urodzonego w biednej rodzinie na Jamajce, mieszkającego potem na Brooklynie i w Houston. Ilość Czarnuchów martwych na płycie jest wprost proporcjonalna do ilości użycia słowa 'fuck' albo 'bitch'. Przykład? 'I got a letter from the muthafuckin Ku Klux Klan, man\ They say they wanna give us a helping hand \ With pulling that goddamn trigger \ And killin off 4'000 other niggers \ Since 1975 \ Yeah, that's how many of us died' albo 'My boy Kevin was a brother known for fuckin a bitch \ Used to leave with my rubbers, and come back with a itch \ Even Kevin started lyin when the girls got low \ When we asked if he fucked, he ain't never said no' albo 'It's Bushwick Bill, I be that motherfuckin nigga \ Four foot two, a couple of inches and I'm steady gettin bigger \ Straight from the motherfuckin G to the E to the T to the O, you know the spellin ho \ I had to come up strong to get where I'm at'. Te kilka cytatów wystarczy, aby uświadomić, jakiego rodzaju ciężar mamy na krążku, zresztą, wszystko wyjaśnione jest w 'Intro' - Bill odpiera ataki anonimowej osoby 'z sąsiedztwa', krytykującej go za wulgaryzmy i przemoc, hejtującej go za bycie kurduplem. Z gości mamy tylko dwie osoby - znany już wówczas podziemny gangsta hardkor rapper Ganxta NIP, którego rola kończy się na trzech zdaniach w środku kawałka i niejaki Sleepy, którego również ciężko znaleźć.
    Nie da się ukryć, że solowy debiut Bushwicka kopie hardkorem po mózgu. To nie jest lekka płyta. Tu kapie pot, krew i łzy, a ten mały skurwysyn (nie urażając jego szanownej mamy!) ciśnie coraz bardziej. To płyta dla fanów ciężkiego rapu, na sytych funkowych samplach, pozycja obowiązkowa dla wszystkich lubiących klimaty Geto Boys i twardy rap ze Złotej Ery. Owszem, płyta jest wulgarna i pełna przemocy, ale Bill tak jest. Nie kurwi bez powodu, w sumie każde przekleństwo tutaj mogłoby być usprawiedliwione, o ile ktokolwiek potrzebuje takiego uzasadnienia. Jebać to. To nie album dla grzecznych dziewojek i glutów we fioletowych (ups, sorry, wrzosowych!) rurkach i żółtych najkach. Śmierć kurwom!

OCENA: 4+\6 





środa, 7 sierpnia 2013

Новый День - Дамат

Pavian 1996

1. часы идут
2. выпей
3. новый день ( часть 1 )
4. дядька полицай   feat. звонкий
5. замкнутый круг
6. люди помогите   feat. звонкий
7. новый день ( часть 2 )
8. клоун убийца    feat. морфий
9. срок подошел к концу
10. наемный убийца ( бонус трек )
11. мишень ( бонус трек )
12. своя роль ( бонус трек )

            Tym razem z grubej rury. Przenosimy się do starych, dobrych czasów, kiedy rządził rap na kasetach, a do tego lądujemy w... Rosji. Wielki rynek rapowy i wielkie pieniądze z nim idące w obecnych latach, musiały mieć kiedyś swój początek. Lata '90 i pierestrojka to początek zachłyśnięcia się amerykańską muzyką. W Rosji zaczęły pojawiać się składy, zaczęły wychodzić kasety coraz to nowych składów, oraz 'sborniki', czyli kompilacje najlepszych kawałków. Trochę z tego przenikało do Polski. Niektórzy z ówczesnych gwiazd nagrywają do dziś, stając się legendami: Bad B.Aliance (o których za parę dni), Decl, N'Pans, Kasta i inni. Jednak legendarną kasetę nagrał również duet z Moskwy, Damat.
    Muzyką zajmował się tylko jeden z członków duetu, Czerep. Co tu można powiedzieć o muzyce? Słyszeliście produkcje polskie z połowy lat '90? No to właśnie macie pojęcie, co się tu dzieje. Hardkor rodem z NY lat '92-'94, czyli mocne perkusje, sample z funku, taka wypadkowa Leaders Of The New School, Lords Of Underground, Public Enemy i pewnie kilku jeszcze innych składów. Lubiący złotoerowe klimaty łatwo znajdą patenty żywcem wzięte np. z A Tribe Called Quest... Wiadomo, że chłopaki słuchali klasyki nowojorskiej i z niej Czerep czerpał inspirację. No dobrze, w paru miejscach mamy delikatne, nieco nieśmiałe odwołania do rosyjskiej muzyki tradycyjnej - wiecie, bałałajki itp. Fakt, że muza jest spóźniona o dobre 3 lata nie zmienia tego, że płyta stanowi rosyjski klasyk.  
    Głównym emce zespołu był D-Bosz, chociaż w paru kawałkach możemy również usłyszeć producenta, jak i gościa z grupy Ritm U - Zwonkija. D-Bosz rymuje tak, jak brzmi muzyka. Ma ostry growling i jedzie swoje bezkompromisowe teksty ze swadą, wyjętą wręcz z płyt Onyx. Kiedy wchodzi Czerep, wnosi nieco powiewu ragga i szkoda, że nie słychać go częściej. O czym rymują Damat? O ciężkim życiu w Mateczce Rasiji, trochę horrorkoru o Clownie zabójcy, nieco gangsterki (czy też reality rapu - jak zwał, tak zwał) - tego typu misz masz, typowy dla Europy tamtego okresu. Zaletą jest niezły flow i styl, taka Złota Era po rosyjsku.
    Rosyjscy fani traktują Damat nieco jak nasi pierwsze Wzgórze Ya-Pa-3, czyli wspominany z łezką klasyk, który dziś brzmi... Kuriozalnie, zwłaszcza dla innostrańców. Ale warto posłuchać początków jednej z najbardziej prężnych i dochodowych scen rapowych na świecie.

OCENA: 3\6 


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

HOT GIRLS 4 LIFE - H.O.T.

EZ Money 2000

1. 25 Years      
2. It Ain't Happening    
3. In The Club    
4. Too Sexy          
5. Man Eater         
6. Hot Hot Hot          
7. Hot Girls Said         
8. Hatin On Me          
9. Comin Wit It          
10. Curious Girl          
11. EZ Money     
12. Girls Got Guns      
13. The Whistle Song

    Ostatnio sporo było o klasycznym, podziemnym rapie, to pora to zmienić - przenosimy się na południe USA, aby poobcować nieco z niesfornymi panienkami z Hoes On Top - swoją drogą, nazwa równie idiotyczna, co okładka od Pen'n'Pixel... Ale nie zawsze idzie ta głupota w parze z muzyką. HOT to dwie panny - jedna o korzeniach stricte afrykańskich, druga o proweniencji afrykańsko-włoskiej.
    Całość płyty wyprodukował Danny D, typowy producent dla nowoczesnego  brzmienia z Florydy. Bity to dość mało skomplikowana porcja cykających bitów, syntetycznych klawiszy i sampli. Na pewno będzie się to podobało fanom muzyki południowej, takiej baunsującej. Nie ma zwalniaczy, nie ma pościelówek, tylko jazda zdecydowanie do klubów. Nawet, jeśli dziewczyny biorą na warsztat jakiś znany hit, Danny D stara się, aby nie było to prostackie przejęcie melodii i patentu. Z producentem współpracuje DJ Crash, nakręcają oni imprezę, która trwa przez praktycznie całe 50 minut trwania płyty. Energiczna, południowa jazda prosto z Miami. Daje radę.
    Spice i Sun Shine mają miłe głosy, co więcej, umieją rymować i mają przyjemne flow. Potrafią nie tylko zanucić, ale i zaśpiewać, po czym płynnie przejść do rymu. Technicznie nie ma im czego zarzucić. Nawet nieźle się ich słucha. Gorzej, kiedy zaczniesz wkręcać się w teksty. O ile trzymają się konwencji imprezowej, gadają, że są najbardziej 'hot' laskami w klubie i pierdol się czarnuchu, bo nie dam ci dupy, to jest ok. Gorzej, gdy przechodzą do gangsterskiego bragga przy '25 years', czy 'Girls got guns'. Żenująco to wychodzi, bo widać wyraźnie, że to fejk. Mamy tu również dwa kawałki, które są wariacjami w temacie oryginałów: 'Too sexy' z pomysłem zaczerpniętym od Right Said Fred oraz przeróbka Nelly Furtado, 'Man eater', który akurat nie wypadł źle. Byłoby więc nieźle, gdyby nie gangsterskie wycieczki dziewczyn, bo nawet kiedy mówią o seksie, nie przekraczają granic dobrego smaku - no, może poza 'Curious girl'.
    Z tego, co się orientuję, to jedyna płyta duetu. I wytwórnia raczej słaba, i płyta przepadła w zalewie tysięcy podobnych płyt roku 2000 i to nie tylko na Florydzie. Owszem, panny mają niezły flow, muzyka jest nie najgorsza, pod warunkiem, że lubisz ten typ rapu. Ale to tyle. Może być, zwłaszcza na imprezę albo do pracy, jako niewymagający podkład, brzęczący w tle - energiczne, konkretne.

OCENA: 3\6

DO POSŁUCHANIA

sobota, 3 sierpnia 2013

THE BEAT SUITE - DJ SPINNA

Urban Theory 2000

CD 1
1. Lyrical Fluctuation 2000 - JIGMASTAS feat. MOS DEF, MR. COMPLEX, PHAROAHE MONCH, SHABBAM SAHDEEQ, TALIB KWELI
2. 3ree6ix5ive - OLD WORLD DISORDER feat. EMINEM
3. These Things You Say - SCHOOLZ OF THOUGHT  feat. ARLYNN PAGE
4. Scott Steinway Trio - 88 KEYS
5. Take A Look - DOME CRACKERS  feat. GRAP LUVA, JOC MAX   
6. Necessity - SHADOWMAN
7. Rationalize - SCHOOLZ OF THOUGHT  feat. RAHANI SAYEED
8. Speed - DJ SPINNA
9. Across The Globe - JAY I GEES
10. Mistral - JAHBAZ
11. Speaking Real Words - 7L & ESOTERIC  feat. INSPECTAH DECK
12. Precision - KING SIZE
13. Prepare - SWAMBURGER & BMF
14. Dirty Jungle - JAHBAZ           

CD 2
1. Spinna's Beat Suite Mix

    DJ Spinna to jeden z najbardziej szanowanych DJów i producentów na obecnej scenie prezentującej ten 'prawdziwy rap'. 'The Beat Suite' nie jest jego albumem producenckim, a raczej próbą pokazania najciekawszych singli z danego okresu i pokazem jego DJ-skich umiejętności. To kompilacja, składająca się z dwóch płyt - na pierwszej jest 14 kawałków, które trzęsły nowojorskim podziemiem w 2000, a na drugiej Spinna utworzył z tych traków mikstejp, własnoręcznie zmiksowany.
    Płytę otwiera przebojowy singiel grupy DJ Spinn'y, Jigmastas, tym razem w remiksie z oszałamiającą obsadą. Drugi trak to znowu Spinna: genialny kawałek z gościnnym występem Eminema i odurzającym podkładem Spinny. Dalej mamy Schoolz Of Thought ze świetną soulową partią Ms Page. Potem producencki trak 88-Keys i wchodzi jeden z nieco słabszych kawałków tutaj, 'Take a look' - a określenie 'słabszy tutaj' i tak znaczy całkiem niezły... tym bardziej, że Spinna rzadko popełnia babole na produkcji. W kawałku Shadowman'a Spinna odzyskuje rezon i znowu mamy kawałek, który buja głową, a zaraz za nim nastepuje naznaczony ręką ?estlove z The Roots kolejny trak od Schoolz Of Thought. Połowę albumu wyznacza nam producencki kawałek Spinny, gdzie możemy sprawdzić jego skillsy za konsoletą - w razie gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości... Tym bardziej, że zaraz za 'Speed' wchodzi Jay I Gees na rewelacyjnym podkładzie od Spinny, ze swoim hitem 'Across the globe'. Jahbaz rymuje na bicie od utalentowanej panny, Angeli Johnson; oboje razem dali bardzo przyjemny, wyluzowany kawałek. Następny jest kompletny banger, 7L, Esoteric i legenda Wu Tang, Rebel Ins aka Inspectah Deck w świetnym, klasycznym już kawałku 'Speaking Real Words', znanym z epki duetu 7L & Esoteric o tym samym tytule. Potem kolejny producencki kawałek, zrobiony przez King Size - trzeba przyznać, że jeden z lepszych podkładów na składance. Potem, na bicie od BMF, mamy całkiem niezły trak bragga, a płytę kończy bitem od Ticklah, znany już Jahbaz.
    No a drugi krążek to dokładnie to samo, tylko wszystkie kawałki zmiksowane są w 40-minutową całość. Przyznać trzeba, że Spinna dobrał bardzo dobrze kawałki, nie tylko swojej roboty, ale i zaprzyjaźnionych zawodników. Spędzamy tu bardzo dobre 53 minuty (lub 40 na mikstejpie), których żałować nie trzeba. Część kawałków znamy z płyt wykonawców, część nie... Wszystko jest super.

OCENA: 5\6


czwartek, 1 sierpnia 2013

SELF PRESERVATION - ENCORE

75 Ark 2000

1. The Bio
2. For You
3. Esoteric (Exec Anthem)   feat. DAVE DUB
4. Love & Hate
5. Considadis   feat. GRAND THE VISITOR
6. .084
7. The View    feat. KEDAR
8. E.T.    feat. HOLEKOST, TURBIN
9. Sporadic
10. The Situation     feat. PEP LOVE
11. Live From S.F.
12. Takin’ It
13. Self Preservation    feat. THE BISHOP
14. It’s Going Down

    Czegóż to Encore się nie imał w swojej karierze hip hopowca? Tańczył breka, malował grafiti, był DJem, aż wreszcie stanął za majkiem. Pojawiał się tu i tam, m.in. na Handsome Boy Modelling School, aż wreszcie wyszedł na szerokie wody ze swoim debiutanckim albumem solowym.
    Architect, główny producent, to facet, z którym skumał się Encore już po wyjściu z wojska, kiedy zajął się rapem na poważnie. Dwoma podkładami płytę uzupełnili wielce szanowani w zachodnim podziemiu Joey Chavez i Evidence z Dilated Peoples. Dzięki czemu dostajemy pełno soczystych bitów, ze wspaniale pociętymi samplami, jak np. świetny podkład do 'Love & hate' z absolutnym loopem z pianina, czy wspaniały 'It's going down'. Zresztą, każdy bit tutaj to bez mała majstersztyk - w sumie nic odkrywczego, ale słuchasz tej muzyki z dużą satysfakcją i przyjemnością, bo te podkłady są po prostu świetne i bujają głową jak rzadko. Nie do bujania jest tylko ciężki kawałek tytułowy, gdzie Encore się wywnętrza, deklamując na podkładzie zrobionym z jednego klawisza pianina i pojedynczego werbla. Do tego naprawdę dobre skrecze od samego mistrza, DJ Babu.  
    Encore ma świetny głos i perfekcyjne flow. Jeśli dodamy do tego inteligentne teksty, to mamy emce kompletnego. Encore potrafi prowadzić ciekawe dysputy na głębokie tematy, mocno podszyte islamem, ale z drugiej strony umie skonstruować coś łatwego, na potrzeby lekkiego kawałka. U niego liczą się słowa, dlatego waży słowa. Opowiada o swoich przeżyciach z policją, które umocniły jego wiarę w Allaha, o życiu, walce i społeczeństwie. Choć oczywiście nie brak bragga i pokazu swoich umiejętności. Naturalnym posunięciem było zaproszenie jako gości kumpli z zespołu The Executive Lounge: Dave Dub obdarzony niskim głosem i słabszym stylem, a Holekost i Turbin dali porządne występy w 'E.T.'. Grand The Visitor z The Homeliss Derilex ma słaby głos, ale flow i wersy przednie. Pep Love z Hieroglyphics, jak to sam określił, wraz z Encore'm dali 'killa collaboration', choć mam wrażenie, że refren jest wtórny... Choć oczywiście to celowy zabieg.
    'Self Preservation' to jedna z ciekawszych płyt 2000 roku. Brak tu słabego kawałka, każdy potrafi się spodobać, klimat kalifornijskiego podziemia doprowadzony jest tu do perfekcji. Bardzo porządny album, warty sprawdzenia przez każdego fana hip hopu.

OCENA: 5+\6