RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)

środa, 30 października 2013

BANGIN' SCREW PART 2 - WOSS NESS

Woss Ness 2007

1. Know What I'm Sayin    feat. Z-RO
2. Ima Come Down
3. Flip Down Da Ave.   feat. POONE, LIL FLIP
4. Wood Grain   feat. POONE
5. 3's & 4's   feat. MAC, POONE, LIL JAMES
6. Skit 1
7. Freestyle    feat. LIL JAMES
8. North Star Freestyle
9. 26's    feat. PAUL WALL, BUN B
10. Interlude
11. I Will    feat. MACK, BOOME
12. Niggas in Da Ness   feat. BOOME
13. Fuckin Wit Me
14. Reason for Rhyme   feat. BOOME, MACK
15. It's Too Late    feat. BOOME, PAUL WALL
16. It Aint No Thang   feat. MACK, BOOME
17. Alcohol Nutts    feat. Z-RO, LIL JAMES, SLIM THUG
18. Stick to Da Code  
19. Say Mayne
20. Skit 2
21. Lil James Snipit 1
22. Lil James Snipit 2

    Woss Ness to cała banda rapperów z Houston, tworząca zarówno ekipę, jak i wytwórnię Woss Ness Entertainment. W czasie nagrywania ich szóstej płyty, do składu należeli Big Bee, Mack Biggers, Boom Dillinger i Mistah Luv. Ten album to follow-up do ich drugiego albumu z 2000 roku, 'Bangin' Screw'.
      Żadną niespodzianką nie będzie brzmienie tego albumu. To typowe, południowe podziemie z Houston - w skrócie wiele hajhetów, plastikowe perkusje, brzęczące sample i syntezatory. Owszem, są sample, czemu nie - producenci brali stare, funkowe i soulowe klasyki, pętląc je na typowych dla siebie perkusjach, z czego wychodzi niejako nowa jakość. W ogóle płyta jest dość zróżnicowana, bo i tempo traków jest bardzo różne, od szybkich i agresywnych bangerów ('Know what I'm sayin'), przez nieco oldschoolowe kawałki z nowym twistem ('Freestyle'), do spokojnych i bujających czilautów ('Niggas in da mess', czy 'It's too late'). I wcale niekoniecznie te hajhety rządzą, bo sprawdźcie np. podkład do 'Say Mayne' - świetny, funkowy trak - a takich jest tu więcej. Jest fajnie. 
    Rapperzy z Woss Ness to tacy dość typowi południowi emce, obdarzeni charakterystycznym zaśpiewem i bezkompromisowym podejściem do życia. Wcale nie znaczy, że są słabi, bo na południu, wbrew pozorom, wcale nie ma dużo marnych rapperów. Jasne, że nie przebierają w słowach, sporo jest tu gangsterki - takiej szeroko pojętej i bardziej filmowej i znanej z opowiadań, bo nikt nie chwali się lataniem po dzielni i zabijaniem Czarnuchów. Co najwyżej niszczą ich swoimi, czasem bardzo celnymi, przyznam, panczami: 'I'll be like Bruce Lee, I kick a nigga ass without movin my feet'. Chociaż czasami zbyt często słowo 'nigga' musi się rymować z 'nigga'... Goście na albumie przede wszystkim pochodzą z Screwed Up Click, wielkiego kolektywu z Houston i  okolic, do którego należą również Woss Ness. Jednym z najlepszych traków tu jest 'Alcohol Nutts' z udziałem własnie tych najjaśniejszych gwiazd S.U.C.: miażdżącym Z-Ro i Slim Thug'iem. 
    Obok Rap-A-Lot, Screwed Up Click to najlepsza drużyna z Texasu. Może akurat ten album nie jest najlepszy w ich dyskografii, ale jest wystarczająco dobry, żeby posłuchać go z przyjemnością. Jasne, w Polsce grono fanów etykiety southern rap jest sporo mniej, niż Złotej Ery, czy trapów, ale tu jest naprawdę sporo wartościowych wykonawców. Tak jak Woss Ness. Lubię.

OCENA: 4\6


poniedziałek, 28 października 2013

LIVING PROOF - LIFERS GROUP

Hollywood 1993

1. One Life To Live
2. Let Me Out
3. Rise And Fall
4. Prison Break 1
5. Cuff 'Em Up
6. Emotional Violence
7. Freestyle 1
8. Out Of Sight, Out Of Mind
9. Living Proof
10. Short Life Of A Gangsta   feat. ORGANIZED KONFUSION
11. Prison Break 2
12. Prison Is The Death Of A Poor Man
13. Back In The Days
14. Jack U. Back (So U Wanna Be A Gangsta)
15. Short Life Of A Gangsta (Organized Konfusion Mix)

    Nieczęsto spotyka się takie inicjatywy. Grupa rapowa, złożona z samych więźniów East Jersey State Prison: Amazing G, Original, Aleem, Almighty L, Knowlegde Born Allah, B-Wise i Rocky D stanowili trzon składu, reszta przewijała się sporadycznie poprzez nagrania i chyba nawet nie ma ich we wkładce płyty. To ich druga - i ostatnia płyta.
    Kiedy Lifers Group dostali się do silnej wytwórni, do produkcji albumu zatrudnieni zostali najlepsi zachodni producenci: Doctor Jam, Madness 4 Real i Phase 5, którzy wyprodukowali mnóstwo hitów dla największych sław Zachodniego Wybrzeża. Dzięki temu otrzymujemy mocne bity, pulsujące basem i funkowymi samplami. Pomimo, że to producenci z WestCoast'u, to nie ma tu g-funku, tylko jest raczej klimat pierwszych nagrań NWA i oboczności. Trafiają się do tego na poły instrumentalne traki, jak np. 'Emotional violence', nagrane z żywymi sekcjami dętymi i basem, co dodaje swoistego jazzowego feelingu płycie; są też zupełnie old schoolowe bity pod freestyle - wszystko to łagodzi siłę i czasem wręcz agresję pozostałych podkładów. Przyznać trzeba, że muza tu to rzecz bardzo dobra.
    Po więźniach odsiadujących długaśne wyroki nie można się spodziewać werbalnych ekwilibrystyk, ale nie jest tak źle. Owszem, jest to płyta gangstersko-kryminalna, ale raczej z takim przesłaniem antyprzestępczym. To opowieści skazańców o 'prawdziwym życiu' w getcie, o tym, jak trafili za kraty oraz o życiu w odosobnieniu. To płyta mająca odstraszać potencjalnych przestępców od ścieżki zbrodni - jak mówi wstęp do tytułowego kawałka - 'powinieneś uczyć się od głupców, aby sam nie stać się głupcem', bo przecież życie gangstera jest krótkie, jak udowadniają w świetnym 'Short Life Of A Gangsta'. Sami rapperzy dają sobie radę lepiej lub gorzej, lecz nie są źli, płyta jest dopracowana - wszak mają długie wyroki...
    W sumie to jeden z klasyków rapu gangsterskiego. Jest tu kilka świetnych momentów, jak 'Cuff 'Em Up', 'Living Proof', czy 'Short Life Of A Gangsta', jest kilka zwyczajnych, ale na szczęście nie ma tu słabych i odrzucających numerów. Wszystko dudni wściekłością i żalem do siebie i świata, ale są ambitniejsze momenty zwolnienia - tak muzycznie, jak werbalnie. Fajna płyta, do której lubię powracać, zwłaszcza do tych kilku wymienionych traków.

OCENA: 4\6


niedziela, 27 października 2013

PIERWSZE URODZINY

No i poszło. Kiedy w październiku zeszłego roku prowadziłem jeszcze tylko bloga o polskim rapie, stwierdziłem, że przecież dużo lepiej znam się na tym, co się dzieje na świecie, wszak siedzę w tej muzyce od niemal połowy lat '80 i od tego czasu zbieram wszystko, co mi wpadnie w ręce. Amerykańskie rzeczy albo kupuje u nas albo zamawiam przez internet, a z pozostałych krajów... Korzystam z tego, że często wyjeżdżam służbowo do państw na całym świecie, ale i z uprzejmości znajomych, rozsianych po kontynentach. Dzięki temu posiadam ponad 20.000 albumów z ponad 120 krajów - wynik 25 lat zbierania.
Ten blog nie jest aż tak popularny jak ten o polskim rapie - miesięcznie wchodzi tu 400 - 700 osób, czyli średnio.
Najpopularniejsze posty to:
1. Exit 13 - LL COOL J
2. The Big Bang - BUSTA RHYMES
3. Immortal - TIM DOG
4. The Infinite - EMINEM
5. Nowyj Dień - DAMAT
6. Escapismo - JEFE DE LA M
7. Hot Girls 4 Life - H.O.T.
8. The Best Of Shaquille O'Neal - SHAQUILLE O'NEAL
9. Good Game: The Transition - SAAFIR
10. Dance Before The Police Come - SHUT UP & DANCE

sobota, 26 października 2013

GEORGIA DURT - BOHAGON & PLAYBOY TRE

Thirty Tigers 2005

1. Intro
2. 24/7    feat. CHOPPA FRESH
3. Every playa   feat. LOONEY TOONZ
4. Young nigga (interlude)
5. Game we in    feat. POE LO, C-ROCK
6. In stride    feat. MR. WARD
7. Telling you  feat. SONNY BONOHO
8. Shite   feat. UNKUT HUSTLERS
9. Baby    feat. FREAKY T
10. Old school   feat. FREAKY T
11. To da flo’    feat. DURTYVILLE
12. Hay hoe   feat. GOODFELLA, SHORTEE
13. Million dollar plan
14. Believe   feat. DURRTY 8 CAL
15. Drunk loner    feat. RALLO G
16. Walk a mile
17. Bout you    feat. ADAY
18. I double dare you     feat. HOMEBWOI, MR. WARD, ROOSTA
19. Really want that  feat. ROOSTA
20. Auntie
21. Sale   feat. MR. WARD

    To bardzo intrygujący duet. Bohagon to poeta na majku, Playboy Tre to członek grupy Attic Crew wraz z Jim Crow i Youngbloodz - obaj zjednoczyli siły, aby mógł powstać z założenia ambitny południowy rap, połączony z bluesem. To taki wsiowy rap z zapadłej mieściny w stanie Georgia - a takie bywają bardzo ciekawe...
    No dobra, z bluesem to nie ma wiele wspólnego, ale mamy tu swoisty, korzenny rap południowy, oparty nie tylko na samplach, ale również często grany żywymi gitarami, głównie akustycznymi. No i naturalnie połamane perkusje z mnogością hajhetów. Ale to bardzo przyjemna muzyka, zupełnie inna, niż to, co prezentuje Wschód i Zachód, a jednocześnie jest to ciekawe i w większości przypadków bujające i przyjemne. Znajdziemy tu kawałki i szybsze i takie bardziej refleksyjne, czasem z wokalami na refrenach. Pełen przekrój brzmień z tamtego rejonu USA: od klubowych traków nieco w stylu Lil Jona, przez soulowe wkręty, do pachnących sianem, skocznych traków.
    Jest tu tylu gości, że czasem ciężko się zorientować, kto w ogóle rymuje i rozpoznać Bohagona od Tre i reszty. Zatem mamy tu absolutny przegląd flow i stylów z południa Stanów, najczęściej prezentowanych z tą typową, południową swadą i zaśpiewem z jednej strony, a z drugiej z kosmicznymi zmianami tempa i czasem oszałamiającą szybkością rymowania. Istny festiwal, bo goście są w prawie każdym traku i choć nie jest to nikt znany, to okazuje się, że większość brzmi naprawdę dobrze. Zgadza się, południe Stanów obfituje w zdolnych emce, obdarzonych sporymi umiejętnościami wokalnymi. Mamy tu kawałki w większości o życiu, trafia się jeden klubowy banger 'To da flo' i 'Bout you', ale jest także coś o wsiowych pannach w 'Hay hoe' - zważ grę słów: zamiast 'hey ho', czyli 'cześć, cipo' (tłumaczenie autorskie :P), mamy tu 'motykę do siana', co brzmi niemal identycznie, a jakże przewrotnie i dowcipnie. W ogóle wart się wkręcić w teksty, bo są całkiem niezłe...   
    Myślę, że 'Georgia Durt' to album nie tylko dla fanów grania z Atlanty, ale sprawdzić może to każdy, kto ma ochotę na coś ambitniejszego. U nas Południe zazwyczaj kojarzy się z No Limit albo syntetycznymi kawałkami do klubów, ale to nie Master P, ani Lil Jon. To to wspomniane 'wsiowe granie', wiejski rap, który jest ambitny, dużo ciekawszy, tak muzycznie, jak i lirycznie. Na pewno nie wszyscy polubią, ale na przykład do mnie to trafia. Prawdziwy 'Brud Georgii'.   

OCENA: 4\6


czwartek, 24 października 2013

THA KING OF B.R. - C-LOC

Camp Life 2006

1. B.R. King (Intro) 
2. You Don't Want It
3. My Block
4. If Ya Solid
5. I'm Good 
6. Boobie Traps 
7. Shit Got Damn 
8. My World 
9. Be A Real Nigga   feat. BIG HEAD
10. Got Em In A Headlock (Max Minelli Solo) 
11. Game Ain't Playin 
12. In My Lifetime    feat. RENO DA GUTTA
13. Solid Nigga    feat. E VICIOUS
14. Loc And Lex    feat. LEX
15. Who The Realest
16. Outro (Max Minelli Solo)

    C-Loc to jeden z legendarnych prekursorów południowego rapu, pochodzący z Louisiany. Wydał już ponad 15 albumów, takich oficjalnych i w drugim obiegu - takich jak ten. Okładka wprawdzie mówi, ze to 'Greatest Hits', ale to niekoniecznie prawda. To, owszem, składanka, ale wcale nie największych hitów, tylko swego rodzaju zbiór kawałków promujących rappera przed nadchodzącymi płytami. To album numer 10, chyba najlepszy pomysł na zapoznanie się z dorobkiem mniej znanego u nas rappera.
    Ten album to bootleg, wydany w drugim obiegu, więc okładka jest co najmniej skromna i nie ma tu wypisanych kredytów - ale mniemam, że C-Loc, skoro produkuje większość swoich płyt, również tutaj jest głównym producentem, odpowiedzialnym za brzmienie krążka. To typowa, południowa muzyka, z mnogością hajhetów, pudełkowatymi, często połamanymi perkusjami i samplami pomieszanymi z syntezatorowym graniem. To taki klimat w większości mający energetyzować, z szybkim tempem i napędzającymi go perkusjami, choć zdarzają się wolniejsze kawałki, jak 'If ya solid'. Nie jest to produkt, który wyróżniałby się na tle innych, ale nie można mu odmówić mocy - to taki porządny południowy album, który nie wykracza poza jakiekolwiek ramy i nie burzy ustalonego porządku rzeczy. Choć nie jest zły.
    C-Loc ma dobry głos, choć jego flow nie zawsze jest poukładany na tyle, żeby obyło się bez wpadek. Próbuje on jechać płynnie, ale ta południowa maniera, swego rodzaju zaśpiew oraz silne akcentowanie końcówek, dochodzą tu do głosu i często przerywają wartki nurt słów - nie wiem, czy to zamierzony chwyt, czy tak mu po prostu wychodzi, ale jest to dość charakterystyczne. Tematyka kawałków zaś, jest nieco bardziej rozbudowana, niż na pierwszej lepszej płycie z południa. Oczywiście, będą tu traki opowiadające o własnej miejscówce i miliardzie problemów, z jakimi Czarny człowiek tam się boryka. Ale sporo miejsca jest tu zostawione na damsko-męskie rozgrywki, trochę życiowych filozofii, a nawet bragga, dzięki czemu albumy C-Loc'a zawsze nieco wyróżniały się spośród gangstersko-ulicznego zalewu ze stanów południowych. Naturalnie, jest tu kilku gości, ale są to ludzie przede wszystkim z własnego podwórka - promowany Max Minelli ma tu swoje dwa własne kawałki. Jest grubaśny Big Head, są znani w Louisianie E Vicious i Reno Da Gutta ze swoim głosikiem, jest również niejaki Lex w kawałku melancholijno-gangsterskim.
    Tak, to całkiem porządna płyta, wypełniona dość typowym brzmieniem, ale porządnie wyprodukowanym, z różnorodnymi kawałkami, trafiającymi się fajnymi samplami i, co najciekawsze, samym Loc'iem. Fanom Southern rap album się spodoba na pewno, reszta może mieć pewne problemy, ale może warto spróbować? W końcu to album od samego King of Baton Rouge!

OCENA: 4-\6

wtorek, 22 października 2013

HOOGSEIZOEN - CLIMAX

Lucky Star 2004

1. Intro (DJ DNS)
2. Dissnieland
3. Alles Is voor Lucky    feat. DJ DNS
4. 25 Jaar    feat. LIZZ
5. Meer Dope Shit
6. Kain Slim Intermezzo
7. Het Komt Neer (Neerslachtig)
8. Zwalkers
9. Hoogseizoen   feat. ANAMILVA
10. Heb Jij Dat Wellis   feat. MAN!E
11. Zaplin Intermezzo
12. Ik Ben Het Niet
13. Dorstige Liefde
14. Ashi Intermezzo
15. Wie Ik Ben
16. De Aanslag    feat. LANGE FRANS, BAAS B
17. Het Hoogste Punt    feat. KAIN SLIM

    Climax to przede wszystkim rapper Lucky, który jednak nie ma szczęścia, wbrew ksywce. Choć udaje mu się wyjść z materiałem na legal, to recenzje, jakie zbiera w prasie są mało zadowalające, choć również nie brakowało pozytywnego przyjęcia - zwłaszcza wśród słuchaczy, co chyba najważniejsze. Na tej płycie zgromadziło się sporo osobistości, sław sceny Neder Hop - dziwnego tworu, o którym już kiedyś wspominałem.   
    Po przejściu w wiek XXI holenderski rap znormalniał. Co więcej, zaczął się robić coraz ciekawszy! Kto robił podkłady? I tak pewnie nie znacie, ale przynajmniej dwóch z tych producentów to czołówka holenderskiej sceny. Producenci, odpowiedzialni za brzmienie to Man!ak, Steamin' Demon, Ashi, Mr.Wows, Zaplin, DJ DNS i DJ Snelle Jelle. To klasyczne brzmienie, wzbogacone często a to gitarowym riffem, a to samplem wokalnym... Podkłady są świeże i doskonale wytrzymują próbę 10 lat i naprawdę do dziś przyjemnie posłuchać tego albumu. Zwłaszcza bity Man!ak'a, który dał ich najwięcej, są niezwykle bujające i fajnie wchodzą w uszy. Poza tym doskonale bawi dobór niecodziennych sampli, których nie znajdziemy na amerykańskich albumach.
    Luckstar potrafi rymować i ma te skillsy, które wystarczają, aby zrobić fajną płytę, zwłaszcza na tych bitach. Owszem, jego teksty czasem są proste, choć nie pozbawione ostrości i pikanterii. Jest sporo rymów bitewnych i bragga, ale i są równiez kawałki o miłości (Dorstige Liefde - Spragniony miłości), czy poruszający Wie Ik Ben (Kim jestem?) o szukaniu swojej tożsamości i drogi przez świat. Luckstar'owi towarzyszą śpiewające panienki Lizz i Anamilva, sam producent Man!e, który jest niestety lepszym producentem, niż rapperem oraz mamy tu gwiazdy Neder Hopu, Lange Frans i Baas B. Ok, język holenderski dla normalnych ludzi brzmi jak chrobotanie klucza w zamku, ale jeśli już ktoś się orientuje, to czasem warto się wsłuchać...      To jedna z takich płyt, które krytyka przyjęła chłodno, a jakby na przekór, fanom bardzo się spodobała. Owszem, jest tu wiele fajnych bitów, świeżych sampli i pomysłów: czasem jazzowych, czasem wręcz rockowych. I ok, emce jest zaledwie dobry, ale nie zmienia to nic. To bardzo dobra płyta - w moim mniemaniu jedna z ciekawszych z Holandii. Polecam sprawdzić.

OCENA: 5-\6


niedziela, 20 października 2013

HARD TO WET EASY TO DRY - MAD COBRA

Columbia 1992

1. Mi Sorry
2. Flex
3. If Looks Could Kill
4. Hard To Wet, Easy To Dry
5. Good Body Gal
6. Legacy
7. Run Him
8. Release
9. Wet Dream
10. Dead End Street   feat. GETO BOYS
11. Mate A Talk
12. Minute To Pray
13. Really Do It
14. Glue
15. Elbow

    Pora na nieco jamajskiego raggamuffin - wszak to też hip hip, tak? Mad Cobra to legenda, któremu ciężko odmówić czegokolwiek. To jego piąty album, który znacznie podniósł jego uliczny szacunek, a kawałek z Geto Boys dość często gościł na atenie MTV, a płyta utorowała mu drogę do Hall Of Fame i do sporej sprzedaży. 
    Płytę zrobili w całości dwaj legendarni wręcz już producenci z Kingston: Cliffton Dillon i Sly Dunbar. Mieć ich na albumie, to jak wygrać internet na Jamajce. Wraz z nimi współpracowali Tony Kelly, Clevie Browne i Wycliffe Johnson. Podkłady są tu bardzo zróżnicowane, oczywiście cały czas tkwiąc mocno w regałowej stylistyce. Ale są tu takie typowe raggamuffinowe riddimy, surowe i agresywne (Mi sorry, Good Body Gal), są laid backowe lovers ragga ('Flex' z samplami z The Temptations, czy 'Legacy'), są również hardkorowe gangsta traki (Dead end street). Muzycznie jest to totalny przekrój przez muzykę popularną na Jamajce w czasach Złotej Ery, a z którą Mad Cobra, po sukcesie na Wyspach Brytyjskich, wyszedł do ludzi w Stanach i udało się. Płyta do dziś jest uznawana za klasyk. 
    Jak większość ragga toasterów, Mad Cobra ma wersy pełne przemocy i seksu, zresztą sam flow Kobry jest agresywny, z charakterystyczną chrypką na końcu wersu. Wszystko tutaj sprowadza się albo do seksu albo do zabijania. 'Before she reach I could smell her perfume I could not wait to get her inna di room Before she reach I could smell her perfume I could not wait to get her inna... Feel like a surgeon Prepare di surgery But I hope di likkle girl no charge me fi perjury Action wit di injection Worky, worky girl, according to plan' - w kawałku o wszystko mówiącym tytule 'Flex' (w refrenie 'flex girl it's time to have sex). Absolutną bombą i kawałkiem, który mnie położył na łopatki te 20 lat temu był trak nagrany z Geto Boys. To pełen przemocy i ociekający krwią obrazek z najgorszych zaułków Kingston i Houston, wsparty sugestywnym teledyskiem. Reszta traków ocieka raczej seksem, choć znajdzie się tu nawet 'Minute To Pray'.
    To bodaj najlepszy album Cobry, spośród jego około 20 płyt. Takie typowe ragga ze Złotej Ery, przy okazji to przełomowa płyta dla jego kariery. Jest tu parę hitów (Dead end street, Legacy, Flex), kilka zwyczajnych numerów - typowy porządny ragga album.

OCENA: 4\6