RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)

czwartek, 27 lutego 2014

DEEP 4 LIFE - 4DEEP

Albatross 1996

1. Revelation           
2. It's On           
3. Remember           
4. How We Do           
5. Nuttinyce See All 2           
6. Don't It Blow Your Ya Mind           
7. Playas Rondavu           
8. Homie Wuza Ho           
9. Deep 4 Life           
10. Can't Handle The Madness

    4Deep to już klasyk z Houston. Big Boss, Koo-Rod i Klas-1 wydają w 1996 roku swój trzeci album. Nazwa w slangu oznacza cztery osoby zajmujące się gangsterką w jakimś miejscu. To, że jest ich trzech jakoś tu nie przeszkadza...
    Big Boss jest naczelnym producentem grupy i to on wprowadził to brzmienie na albumy. Pomaga mu tutaj Darin Gates (znany z paru teksańskich wydawnictw gangsterskich) oraz liczni studyjni muzycy. To nieco plastikowy g-funk, pełen syntezatorowych melodyjek i basów, które toczą się z wolna przez perkusje, tworząc z pozoru laid backowy klimat, ale producenci postarali się o wplecenie tu niepokojących brzmień, potępieńczych jęków i horrorowych klimatów. Do tego mamy tu trochę damskich wokali, nie tylko w refrenach, ale i w zwrotkach (czy też raczej pod nimi). Wychodzi to różnie, ale jest tu parę fajnych traków, z jednej strony wyluzowanych, ale naładowanych bólem i strachem dzięki morderczym wersom Koo Rod'a i Klas-1. Taki ciężki gangsta funk, sączący się prosto z drewnianego domku, jakich pełno na przedmieściach Houston.   
    Rapperzy z 4Deep znani są z brutalnych tekstów, opisujących rzeczywistość w najpodlejszych zakątkach Houston. To nieco zaskakujące zestawienie - ich powolne flow, wyluzowane głosy, którymi opowiadają ze szczegółami o morderstwach, handlu narkotykami i wszelkich nielegalnych formach egzystencji. Żaden z rapperów nie owija w bawełnę (to z bawełną to taki hasztag do Czarnych w Stanach, wieszoczymmówię), żaden nie boi się opowiedzieć z detalami o ciemnej stronie (to z ciemnym to znowu taki hasztag do Czarnych, wieszoczymmówię) egzystencji w Texasie. I Koo Rod i Klas-1 mają niskie wokale i rzadko kiedy pozwalają sobie na jakiekolwiek emocje w czasie rymowania. Wzmacnia to wrażenie, bo ociekające krwią zmieszaną z koką teksty, rymowane dość beznamiętnymi głosami tworzą dość straszny klimat. 'It's kill or be killed to survive' wydaje się być mottem rapperów, którzy faktycznie brzmią, jakby świeżo wyjęci z getta. Nie ma gości, zresztą album trwa 37 minut, więc nie ma takiej potrzeby. Moje ulubione traki tu  to tytułowy 'Deep 4 Life', ale również 'Homie Wuza Ho'.
    To płyta zdecydowanie dla fanów gangsta funku z czasów Złotej Ery. Czasem melodyjki są zbyt tanie, czasem trąca plastikiem, ale wraz z rapperami, Big Boss zbudował muzyczny thriller, którego słucha się bardzo dobrze. Ale na pewno fani trapu i hardkoru nie będą usatysfakcjonowani. Ale płyta ma klimat, choć nie należy do najlepszych materiałów 4Deep.

OCENA: 3+\6 


wtorek, 25 lutego 2014

THE COMPLEX CATALOG - MR. COMPLEX

Core 2000

1. Intro
2. Radio Beginning
3. Against the Grain
4. Feel Me
5. Break Skit
6. I'm Rhymin'
7. Break Skit
8. Relax
9. Visualize
10. Why Don't Cha    feat. PHAROAHE MONCH
11. Don't You Agree
12. Break Skit
13. Take You Away
14. I'ma Kill It
15. Big Fronter
16. I Think I Wanna Sing
17. Divine Intervention
18. Visualize Remix
19. Break Skit
20. Stabbin' You
21. Stabbin You Remix
22. C.O.R.E. Mix

    Pierwsza płyta Mr. Complexa to po prostu zbieranina jego starych numerów, dzięki którym został zauważony i jego płyty zaczęły wydostawać się na światło dzienne. To zebrane traki z lat 1994-1999, które składają się w 'Kompleksowy Katalog' nagrań rappera. Nagrań, dodać trzeba solowych, bo przecież Complex jest jednym z czterech emce składu Polyrhythm Addicts. 
    Te wszystkie single, pojedyncze traki, składankowe i mikstejpowe utwory i Bóg wie, co jeszcze, wyprodukowane zostały przez całą masę osób, i to wcale nie słabą. Mamy tu podkłady od Prince Po i od Pharoahe Monch z Organized Konfusion , jest DJ Spinna (genialny 'Relax'), są również mniej znani Lee Stone, Casper, czy Beyond There i C. Jarvis. Mniej znani, nie musi oznaczać wcale słabości, bo taki Lee Stone robi bity dla De La Soul, Screwball, Pharoahe Monch, Method man, czy Scarface. To rzeczywista, podziemna jazda, z surowymi bitami i pętlami z sampli. Perkusje robią bum-klap-bubumbum-klap, sample z różności funkowo-soulowych powodują kiwanie głową i jest to bardzo konkretny podziemny, nowojorski rap, często wspierany przez skrecze takich drapaczy, jak DJ KO, DJ Crossphada, DJ Kam i Tony Vegas ze Scratch Perverts. Jasne, nie wszystkie podkłady bujają w równiej mierze, bo trafiają się tu marniejsze momenty, jak choćby podkład Moncha do 'I'm rhymin', ale ogólnie to killer.
    Complex jest tak złożony, jak jego ksywka. Nie dość, że zajmuje się tysiącem rzeczy w tak zwanym szoł byznesie, to jeszcze jest naprawdę dobrym rapperem. Ma niezły głos i flow, które rzeczywiście płynie po tych bumbapach. Kto siedzi w rapie jakiś czas, na pewno kojarzy 'Visualise', wyborny 'Why don't cha', czy bragga killer 'I'ma kill it', wchodzący w rapgrę jak nóż w masełko. w ogóle teksty Complexa oscylują wciąż wokół pracy na majku i byciu szczerym, prawdziwym i zajebistym - ale Complex może sobie pozwalać, bo ma te skillsy i pisze niezłe wersy. Sprawdź kolesia: 'Ask Moulder and Skully from the X-Files \ Those wild-asses broke into my crib, lookin for clues \ Went through my rhyme books, I thought they were crooks \ So I beat 'em like they stole somethin \ I'm tired of shit - I told 'em for the umpteenth time \ You can't battle me with my own rhyme \ He said "Yo ya rhymes just so phat!". I tak jest cały czas - teorie spiskowe, dialogi z wyimaginowanymi adwersarzami, nadprzyrodzone moce - to wszystko to nie jest pierwsze lepsze bragga, bo Complex wynosi sztukę składania rymów na wyższy poziom. A nawet wiele poziomów. Prawie żadni goście - tylko w tle i refrenach - i to też nie przeszkadza. Złożona historia.
    Debiut Complex'a zachwycił słuchaczy podziemnego, niezależnego rapu. Jest tu czego posłuchać, kilka sporych hitów, obecnych na mixtejpach najlepszych djów, trochę powerplay'ów z nowojorskich rozgłośni... Doskonała porcja rapu, świetny odświeżacz.

OCENA: 5\6 


niedziela, 23 lutego 2014

ROLL WITH THA FLAVOR - FLAVOR UNIT MCS

Epic 1993

1. Bring Tha Flava, La'   feat. QUEEN LATIFAH
2. Roll Wit Tha Flava
3. Uuh   feat D-NICE
4. Sounds Of Fattness   feat. BIGGA SISTAS
5. Badd Boyz   feat. THA ALMIGHTY RSO CREW
6. Gimme Head   feat. LESHAUN, CEE UV DA BLACK MARKET
7. On The Bone Again   feat. BROOKLYN ASSAULT TEAM
8. Rough Enough    feat. FREDDIE FOXXX
9. Let Yourself Go   feat. LATEE
10. Freak Out   feat. NIKKI D
11. Enough Is Enough   feat. ROTTIN RASKALZ
12. Keep It Real    feat. APACHE
13. Since You Asked   feat. GROOVE GARDEN
14. Bring It On   feat. NAUGHTY BY NATURE
15. Roll Wit Tha Flava (Extended Version)
16. Hey Mr. DJ   feat. ZHANE

    Można by się zastanawiać, co to za zespół, ale część z wykonawców na albumie jest doskonale znana. Na drugim albumie sygnowanym szyldem Flava Unit, inicjator przedsięwzięcia, DJ Mark the 45 King zgromadził wokół siebie najpopularniejszych rapperów i wokalistów z Nowego Yorku i New Jersey, którzy na początku lat '90 święcili triumfy. Szefowie, którzy przejęli schedę po Marku, Queen Latifah i Sha-Kim, zaprosili tu wszystkich swoich klientów, którzy dzięki tej dwójce i Flava Unit wydawali płyty.
    Flavor Unit to przecież cała organizacja, dlatego ilość bitmejkerów jest również dość długa. Część bitów robili sobie sami wykonawcy: D-Nice, Almighty RSO, NBN, Groove Garden, czy Freddie Foxxx, jednak w końcu nie wszyscy rapperzy sami sobie robią muzykę. Dlatego znajdziemy tu również takie nazwiska, jak Tony Dofat, Algebra & Bosco, E. Menal, Eric Black, C. Bacon i S.I.D. Reynolds. To muzyka typowa dla Złotej Ery - mocne perkusje, wiele sampli z przeróżnych kawałków soul, r&b, funk i disco z lat 60-80, okraszone lawinowymi skreczami. Nie ma tu czasu na powolne tempo, tu wszystko kipi energią, to szybkie i ciężkie podkłady, w większości wręcz hardkorowe - surowe, oszczędne i łupiące werblami po mózgu. Dla fanów nowojorskiego brzmienia początku lat 90. Taki prawdziwy rap z NY.     
    Na płycie jest cała masa artystów, którzy współpracowali z Flava Unit i zgodzili się zaistnieć na tym albumie. Otwiera go sama szefowa, Queen Latifah, która nie zdążyła jeszcze zmienić stylu na bardziej rozlazły i wyjący i posiada wciąż ten ogień, przynosząc ten flejwor. Dobre otwarcie. Drugi kawałek to już zupełna bomba, gdzie pod szyldem Flavor Unit MCs usłyszymy takich emce, jak Treach z Naughty By Nature, Chip Fu z Fu-Shnickens, Freddie Foxxx, Latifah, Heavy D, D-Nice i Dres z Black Sheep - genialny posse track. Dalej wchodzą typowe traki dla Złotej Ery, gdzie klasycy mieszają się z mało znanymi, pobocznymi wykonawcami organizacji. Dlatego obok D-Nice, Almighty RSO, Freddie Foxxx, Nikki D, Rottin Raskalz, Apache, Naughty By Nature i soulowych Zhane, mamy tu tak mało znanych osobników, jak Brooklyn Assault Team, Latee, Bigga Sistas, czy Groove Garden. Dlatego poziom tu jest trochę zróżnicowany, bo o ile D-Nice, czy nawet Bigga Sistas dali całkiem niezłe traki, to w zamyśle zabawny 'On the bone again' jest zwyczajnie słaby. Zresztą, dominują tu dwa tematy: bragga i rymy bitewne oraz sprawy seksu, co sprawia, że album zaczyna nieco nużyć w pewnym momencie, zwłaszcza jeśli chodzi o kawałki damsko-męskie, bo te są mało wyszukane. Pośród tych płciowych potyczek zdecydowanie wygrywa popularna w tamtych czasach (choć tylko przez moment) Nikki D ze swoim 'Freak out', nie najgorzej wypadła Leshaun, przekomarzająca się z Cee (z grupy Uv Da Black Market) i... tyle. Z grupy panczującej konkurencję, na pewno rządzi tytułowy posse trak, ale również D-Nice, Apache ze swoim byciem prawdziwym, świetni Naughty By Nature, no i naturalnie hitem od dziewczyn z Zhane - 'Hey Mr. DJ'.
    To taka płyta, której daleko do klasyki rapu, jednak przyjemnie się jej słucha, bo mamy tu wielu znanych i lubianych wykonawców, kilka bardzo dobrych traków i... kilka przeciętnych, które zawsze można przeskipować. Ja lubię do niej czasem powrócić, bo przenosi mnie ona do starych, dobrych czasów. No i nie ma tu odgrzewanych kotletów, bo od każdego dostajemy tylko premierowe kawałki, niepublikowane nigdzie indziej - no, poza Zhane i ich 'Hey Mr. DJ'.      

OCENA: 4\6


piątek, 21 lutego 2014

HARLEM DIARY OF A SUMMER - JIM JONES

Diplomat 2005

1. My Diary    feat. DENISE WEEKS
2. Gees Up  feat. CAM'RON, MAX B
3. J.I.M.M.Y.
4. What Is This
5. Honey Dip   feat. JUELZ SANTANA, CAM'RON, LATIF
6. Ride Wit It   feat. JUELZ SANTANA
7. Penetentiary Chance   feat. HELL RELL
8. We Just Ballin'   feat. T.K.
9. Drunk Hoe   feat. JHA JHA, P.DIDDY, PAUL WALL
10. We Gone Get So High   feat. MAX B
11. Harlem
12. Confront Ya Babe   feat. MAX B, CARDAN
13. Summer With Miami (In Between The Streets)   feat. TREY SONGS
14. In Love Wit A Thug   feat. DENISE WEEKS, 40 CAL
15. Tupac Joint   feat. FATAL HUSSEIN, 40 CAL
16. Baby Girl   feat. MAX B
17. My Calling

    Jim Jones to jeden z najbardziej znanych członków The Diplomats, zespołu, którym dowodzi Cam'Ron. To drugi solowy album Jonesa, przynajmniej oficjalnie. Płyta się sprzedała w liczbie ok. 100.000 sztuk, Billboard odnotował miejsce w pierwszej piątce - sukces. Płyta została dobrze przyjęta, choć miała różne recenzje.
    Album ma dość typowe dla Dipset brzmienie - taki nowojorski klasyk, jednak posunięty o te 10 lat do przodu. Dlatego, owszem, znajdziemy tu sample (nawet dość sporo), między innymi z Dionne Warwick, Isley Brothers, czy Alan Silvestri, to często traki są lekko podkręcone bangerowo, że tak to ujmę. Lista producentów jest całkiem długa i w sumie prawie każdy numer zrobiony został przez kogoś innego. Amadeus, Pete Rock, Treblemakers, Zukhan, Develop, Duke, Beat Firm, Hannon Lane, Sheist Bub, Tuneheadz, Knoxville... To nie zapewnia spójnego materiału i słusznie odnosi się takie wrażenie, bo zaraz po klasycznie peterockowym 'Gs up' wchodzą Treblemakers z syntetycznym 'J.I.M.M.Y.', by za kilkanaście minut zmrozić krew w żyłach w 'Penitentiary chances' od Duke Productions i przelecieć przez uszy klubowym syntetykiem 'Drunk hoe' od Hannon Lane. Wychodzi nam z tego lekki miszmasz, ale nie oznacza to, że jest to porcja muzyki mało zjadliwa. Nie będzie to naturalnie bumbap ze Złotej Ery, ale grają tu nowojorskie, nowoczesne brzmienia, często wzbogacone przyspieszonymi hi-hatami, czy złamaną perkusją i dźwiękami z syntezatorów. Ale nie wygląda to źle, może poza beznadziejną zrzynką - trybutem do 2Paca z miernym wejściem Fatal Hussaina.
    Jim Jones jest jednym z ciekawszych rapperów w Dipset, przynajmniej jeśli chodzi o teksty, bo głos i technika są dość przeciętne: lekko wyluzowane flow, i niski wokal. Zresztą sam Jim mówi, że nie jest rapperem, a jedynie ogarnia Dipset i jest tutaj przede wszystkim managerem. Tekstowo mamy tu opowieści z ulic Harlemu: 'Now, we ran wreckless, no grown-ups to guide us \ So it's the man what you expect, I've grown-up to violence \ I had my eye up on the pushers, the ones that stay fly \ Fiends got high off the suga, you know that ain't riiight'. Oprócz miejskich opowieści, jest tu trochę o zabawie i panienkach, które Jimmy wyraźnie lubi. Pukać. 'I'm whippin thru the town like we ballin up a key load \ Huh, I'm tryna dip up in the tele \ Dip up in the room, then dip up in her belly \ Dip off on Pirelli's, Dip-Sets Fonzarelli \ My white t-shirt, lookin dip up in my Pelle'. Z gości wyróżniają się koledzy z Dipset: Hell Rell i Juelz - co do reszty, to jest bardzo różnie, ale na pewno nie lepiej, niż sam gospodarz, co nieco obniża poprzeczkę...
    Ok, Jimmy nie jest najlepszym rapperem - jest poprawny i zwyczajny, choć trafiają mu się lepsze wersy. W ogóle Dipset nie ma się kim za bardzo chwalić (no, może Juelz i Hell Rell) i ja osobiście średnio przepadam za tym składem. Lubię kilka kawałków, płyty to przeciętniaki, więc jak dla mnie...

OCENA: 3\6


środa, 19 lutego 2014

SKILLITARY - THIRSTIN HOWL III

Skillionaire 2004

1. Skillitary (INTRO)
2. Gods & Generals
3. Gun Laws
4. Mo' Ghetto
5. Welfare Pussy
6. O.G.STRIPES (Chapter One)
7. Lla Tu Sabe
8. My Valentine
9. Party for Free    feat. SADAT X
10. Love & Loyalty Pt 2   feat. BIG BOO
11. O.G.STRIPES (Chapter Two)    feat. DANA DANE
12. Interlude
13. Brooklyn Bullet Goldcard Membership
14. Beat It Up
15. O.G.STRIPES (Chapter Three)
16. Decieved Me   feat. AG
17. Thirsty Man   feat. UNIQUE LONDON
18. Interlude
19. They Boostin
20. Have Mines
21. Supa Bubble
22. Skillitary (OUTRO)

    Ten latynoski rapper z NY siedzi już w grze ponad 15 lat. 'Skillitary' to jego szósty album, który, jak wszystkie zresztą (poza tymi z hiszpańskimi tytułami) zawiera w sobie słowo 'skill'. Ten Portorykańczyk należał w przeszłości do gangu Lo Lifes, jednak okazało się, że chłopak ma sporo niezłych rzeczy dopowiedzenia, dlatego zmienił front i zajął się rapem, a drzwi otworzył mu magazyn The Source, umieszczając go w rubryce Unsigned Hype - dla najbardziej obiecujących, podziemnych rapperów.
    Znakomita większość albumu została zrobiona przez współpracującego często z Howlem producenta Anger Bangers - to aż 16 jego traków i to jego brzmienie: chropowate, nieco głośne, zdominowało brzmienie albumu i pozostałym nie wypadało wypaść z klimatu. Po jednym więc kawałku wyprodukowali DJ Rondevu, Domingo, Will Tell. Tylko P.F. Cuttin' z kultowego już Blahzay Blahzay dał dwa podkłady - genialny 'Decieved me' i oparty na tym samym samplu, co znany trak od Nasa: 'They boostin'. Zresztą, końcówka płyty (numery 19 i 20) oparte są na instrumentalach z płyt Nasa oraz Ice T i Three 6 Mafia (w tym samym nrze 21). W wiekszości są to klasyczne, acz głośne i pełne werwy kawałki, z hałaśliwymi pętlami sampli, aczkolwiek zdarzają się latynowskie rytmy (jak w 'Lla tu sabe'), gdzie słychać tę portorykańską duszę rappera. Zresztą, latynoska krew gorąca kipi tu przez całą płytę, bo Thirstin jest z tych typów, którzy mają dużo energii i nie lubią zamulać na trakach. Bomba.
    Thirstin ma bardzo charakterystyczny głos i flow, angielskie wersy często przetyka hiszpańskimi wrzutami, rymując w tzw 'spanglish', czyli swoistej mieszance obu języków, popularnej w Ameryce Środkowej. Howl brzmi nieco tak, jakby był lekko spóźniony na werblu, ale jest to nadzwyczaj przemyślany zabieg. Thirstin opowiada dykteryjki ze swojego życia, choć ubarwione są one często dowcipnymi albo wręcz szalonymi historiami. Wszystko to, plus jego umiejętność konstruowania opowiadania sprawia, że słuchanie go to prawdziwa rozrywka. I choć nie stroni on od poważnych kwestii, jak  np. : 'For all y'all niggas \ My pops died at 23 \ I wish I could say nobody ever died in front of me \ Cut school, young age, knife recess gun play \ Shack mac recipes, come home from upstate \ Chickens like computers, you should always upgrade \ With internet access to her fuck face' albo w 'Love and loyalty', gdzie wraca wspomnieniami do swoich czasów gangowych, kiedy znany był jako Vick-Lo, to przecież mamy tu świetny i rozrywkowy 'Party for free' z udanym wejściem Sadat X. Genialnym bangerem jest 'Decieved me' z AG, z refrenem opartym na operetkowym wokalu.
    Świetny album - w sumie jak każdy od Thirstina. Zachowany jest specyficzny styl, za który fani lubią rappera, muzyka w sumie nie ewoluuje, tylko się przekształca... Bangerowy, acz klasyczny, nowojorski krążek z charyzmatycznym rapperem na majku i kilkoma legendarnymi wyjadaczami w gościnie.  Dla mnie sztos.

OCENA: 5\6


poniedziałek, 17 lutego 2014

WARD TIME - DJ ALLADIN

Unfadable 1998

1. Everythang Cool
2. Show Me The Money   feat. SOUTH SIDE SOLDIERS
3. Caught Slippin
4. Ghetto Life  feat. SEVEN FIGURES
5. Ward Time   feat. SOUTH SIDE SOLDIERS
6. Mirror Mirror    feat. SURVIVIN' HUSTLAS
7. Bring It On
8. I Told Ya    feat. SOUTH SIDE SOLDIERS
9. Nationwide Eastside    feat. WEST COAST RYDAZ
10. Smokas Pleasure
11. Hit 'Em Up    feat. WEST COAST RYDAZ
12. Can't Stop   feat. WEST COAST RYDAZ
13. The Hands Of Time    feat. WEST COAST RYDAZ
14. What Really Goes On?    feat. WEST COAST RYDAZ, ICE T

    Choć DJ Aladdin nie jest bardzo rozpoznawalnym djem, to przecież był mistrzem DMC '89, produkował płyty Ice T, King Tee, czy WC z którym tworzył grupę Low Profile, pracował w MTV wraz z Dr Dre & Ed Lover'em... To wielce zasłużony producent i DJ dla Zachodniego Wybrzeża, a album, który mamy przed sobą, jest jego drugim krążkiem, niejako solowym.
    Produkcje Aladdina to taka mieszanka południowego rapu o szybkich perkusjach (jeszcze bez porządnie cykających hajhetów), z zachodnim funkiem, z przewagą tego pierwszego, co niestety odbywa się z niekorzyścią dla ogólnego brzmienia. I - znowu niestety - tandetne, syntezatorowe brzmienia mają tu spora przewagę nad głębokimi basami funku spod znaku Parliament. Nawet nie bardzo jest tu o czym pisać, bo muzyka jest nijaka zupełnie i totalnie wtórna, zresztą w roku 1998 nie wypadało już wydawać czegoś takiego... 
    Jako DJ i producent, Aladdin nie udziela się na majku. Ma do tego zastępu głodnych, podziemnych emce, którzy wyrośli głównie dzięki labelowi Ice T, który przecież tez pojawia się na płycie. W większości są to poprawni, by nie rzec porządni rapperzy, wyjęci prosto z ulic Los Angeles (West Coast Ridaz), Nowego Orleanu (South Side Hustlas) i okolic, którzy mają niezłe flow, a niektórzy nawet niezłe teksty. Niestety, nie jestem w stanie rozpoznać pojedynczych kolesi, bo nawet jeśli nie brzmią tak samo, to i tak nikt nie kojarzy ich ksywek, włącznie ze mną. O czym mogą mówić ci ludzie? Odpowiedź nie jest skomplikowana: to życie w getcie, jaranie, reprezentowanie swojej miejscówki i kasa. Typowo gangstersko-uliczna gadka, blablabla, nienawiść mnie otacza, blablabla, nikomu nie ufaj, blablabla. W zasadzie nie ma się tu nad czym rozwodzić, płaszczyzna zupełna i masówka.  
    Aladdin, choć jest uznany i ma ten fejm, nagrał płytę spóźnioną o jakieś 5 lat. Nie dość, że muzycznie producent zatrzymał się w '93, to rapperzy również nie poszli dużo dalej. Można to sobie czasem puścić, aby przypomnieć sobie ten gangsta funk, ale znajdę sporo więcej albumów, które będą mnie bardziej jarać, niż ten nijaki album od Aladdina.

OCENA: 2+\6



sobota, 15 lutego 2014

SHYNE - SHYNE

Bad Boy 2000

1. Dear America (Intro) 
2. What'cha Gonna Do?
3. Bang
4. Bad Boyz    feat. BARRINGTON LEVY
5. Let Me See Your Hands
6. Gangsta Prayer (Interlude) 
7. The Life
8. It's OK
9. Niggas Gonna Die
10. Everyday (Interlude) 
11. Bonnie and Shyne   feat. BARRINGTON LEVY
12. The Hit
13. That's Gangsta
14. Spend Some Cheese
15. Get Out   feat. SLIM of 112
16. Commission

    Kiedy Puff Daddy wylansował Shyne'a, wiele osób wróżyło mu objęcie spuścizny po zastrzelonym niedawno Biggim. Niestety, ten charakterystyczny i niewątpliwie utalentowany rapper został uznany winnym próby zabójstwa podczas strzelaniny w klubie i osadzony w więzieniu na 10 lat. Jego ojciec, premier niewielkiego kraju Belize, musiał się mocno spocić, choć to nie wpłynęło na jego karierę polityczną. Rodzina Shyne mieszka nadal w stolicy Belize, skąd chłopak wyjechał w weiku lat 13, aby podbić Brooklyn.
    To przecież Sean "P. Diddy" Combs jest głównym producentem, ale nie brzmi to zbyt komercyjnie. Puff Daddy zapragnął robić też coś dla ulic, a Shyne wydawał się idealnym kandydatem na idola dzieciaków na rogu ulicy. Combs zatrudnił (a miał za co!) takie gwiazdy, jak Mario Winans, Yogi (to ten z CRU), DJ S&S, Nashiem Myrick, Chucky Thompson, Prestige, The Neptunes, EZ Elpee... To w większości bardzo klasyczne podkłady, z samplami z takich wykonawców, jak Luther Ingram, Grace Jones i Eddie Kendricks. Niektóre są nieco lżejsze (choćby pozornie, jak 'Bang' od Yogi'ego) i bardziej radiowe, np. 'Let me see your hands' od DJ S&S albo nieco tandetne 'It's OK' Mario Winansa. Jednak największe wrażenie robią te podkłady, które wprowadzają klimat zagrożenia, są niebezpieczne i bangerowe. Absolutne killery to 'What'cha gonna do?' od Dee Trotmana, obezwładniający 'Bad Boyz' EZ Elpee, czy 'That's gangsta' Winansa, opartego na tym samym motywie, co klasyk DOC, 'Funky enough'. Muzyka nie zawsze spełnia swoją rolę, niestety wpadło tu kilka kawałków obliczonych na radio play, ale i tak to porządny kawał muzy.  
    Głęboki i charakterystyczny głos Shyne przykuł uwagę producenta Clark Kent'a, kiedy chłopak popisywał się freetylami, siedząc u fryzjera. Z miejsca obsypano go złotem i zaproponowano 5 kolejnych albumów, na co Shyne naturalnie przystał. Jego głos, dość podobny do głosu Biggiego, teksty pełne ulicznych historii z NY, niewątpliwie inspirowanych nieco życiem w Belize, utorowały mu drogę do platyny. 'Who's the best emcee? Biggie, Jay Z and Shyne' - to wersy z pierwszego traka płyty, ale potem jest tylko bardziej twardo i hardo: 'Bullets heat-seekin, streep sweepin, with an evil grin \ Watch you die, one love, one life, one Shyne \ Y'all niggas ain't sayin nothin, like a mime \ Every line, I live it, I write it with a pencil so niggas die'. Shyne ma wystarczająco dużo skillsów i charyzmy, żeby zrobić cały album, a niewielkie występy gościnne dodają tylko pieprzu nagraniom. Doskonały Barrington Levy rozwalił system w wybitnym kawałku 'Bad Boyz', ale i w 'Bonnie & Shyne' brzmi świetnie. Drugim gościem jest piosenkarz Slim z grupy 112, wyjący refreny.
    Shyne wystrzelił tą płytą, narobił szumu, zdobył platynę i... trafił do więzienia. Po wyjściu jest zupełnie innym człowiekiem, chodzi ubrany jak rabin, ale ten album to klasyka, według mnie to jeden z najlepszych krążków w 2000 roku. Kilka kawałków może nie powinno się tu znaleźć, ale nic to. Świetny emce, to świetna płyta.

OCENA: 5-\6