RAP AROUND THE WORLD

Ta strona poświęcona jest rapowi z całego świata. W hip hopie siedzę ponad 25 lat, zbieram płyty i nie ściągam ich z netu - chyba, że są to nielegale. Moja kolekcja płyt sięga ponad 15.000 sztuk - muszę chyba kupić większe mieszkanie, aby jeden pokój przeznaczyć TYLKO na płyty CD :) Nie spodziewaj się linków z downloadem - na pewno gdzieś sobie daną płytę znajdziesz - nie tu. I nie spodziewaj się też wielu nowości - ostatnio hip hop śmierdzi. Spodziewaj się za to recenzji rapu z ponad 100 krajów, albumów takich bardziej znanych i takich, o których słyszysz po raz pierwszy - może po taką płytę sięgniesz? Zapraszam na podróż po świecie hip hopu.
## Na dole dodałem flagi, żeby łatwiej było znaleźć coś z odpowiedniego kraju :)

wtorek, 30 kwietnia 2013

HOW LONG - LV

Relativity 2000

1. Intro
2. How Long   feat. SHARI WATSON
3. One Chance
4. Forgive Me Girl
5. Hustlers 4 Life (Interlude)
6. Everyday Hustler   feat. RAEKWON
7. Come Home With Me
8. Hold On
9. Woman's Gotta Have It
10. Thinking Of You
11. The Testimony (Interlude)
12. Rain     feat. 5 YOUNG MEN
13. Lady Sunshine
14. I Don't Know Why
15. Wherever You Are
16. Outro

    Z L.V. jest podobny kłopot, jak z Nate Dogg'iem: żaden z nich rapper, ale uparcie ich płyty lądują na półkach z napisem rap & hip hop, w różnych zestawieniach włącza się ich pod rap, w rapowych magazynach pisze recenzje... Pewnie dlatego, że obaj często są gośćmi na płytach rapowych... W przypadku L.V. dochodzi jeszcze kolosalny hit z Coolio - 'Gangsta's Paradise', dzięki któremu, nawet jeśli nie kojarzysz ksywy, znasz jego głos. Przed sobą mamy jego drugi solowy album (pomijam ten wspólny z South Central Cartel), który nieco niesiony sukcesem 'Gangstas Paradise', wylądował dość wysoko na notowaniach Billboardu.
    Płyta zapewne odniosła sukces nie tylko przez kawałek z Cooliem, wydany 5 lat wcześniej - jest po prostu dobra, bo produkcja jest zrobiona przez osoby, które znają się na r&b i rapie. Weźmy Mario Winans'a, którego lista hitów jest bardzo długa, ale jest też Billy Moss (współpraca z Adiną Howard, Mark Morrison), Darryl Young (kawałki dla Boyz II Men, Smooth, Az Yet, Case), Marc Gordon (założyciel legendarnej grupy Levert), Alex Cantrall (współpraca z Imajin, Jamelia, Pras, Dru Hill) oraz mniej znani Steven Russell, Marc Kinchen, James Broadway, The Characters, czy Myron. Jeden kawałek zrobił sam LV. Dzięki takiej produkcji, mamy tu muzę, która, choć nie jest przebojowa sama w sobie, doskonale zaś nakręca album, bo są tu kawałki szybsze i wolniejsze, nawet stricte rapowe (jak ten z Raekwonem). Do tego, sporo partii instrumentalnych granych jest na żywych instrumentach. Taki romantyczny g-funk.
    Baryton LV jest łatwy do rozpoznania i oznacza, że facet ma swoje miejsce na scenie. Zresztą, jest chętnie zapraszany do różnych rapowych kawałków, przede wszystkim na Zachodnim wybrzeżu. Wspominałem o g-funku nie bez powodu, bo przecież LV, jeśli już mówi o życiu ulicznym i hustlerce, to wie, o czym gada, bo przecież spędził dwa lata na rekonwalescencji po strzelaninie w LA... Ale głównym tematem piosenek są damsko-męskie sprawy, które zainteresują głownie kobiety, bo w sumie, dla faceta jest tu tylko jedna piosenka - 'Everyday Hustler' ze świetnym (choć nieco bezsensownym) wejściem Raekwona. Nie ma tu więc hitów na miarę 'Gangsta's Paradise', ale jest singlowy 'How long', który jest bardzo przyjemnym kawałkiem.
    Fani czystego hip hopu nie znajdą tu nic dla siebie. LV śpiewa, jest mało wejść z rapem, płyta jest nieco rozlazła, zwłaszcza może dłużyć się pod koniec, ale faktem jest, że jeśli ktoś lubi soul lub r&b, ta płyta będzie dla niego dobrą propozycją. Na kilka przesłuchań. Na pewno nie jest zła.  

OCENA: 3+\6


niedziela, 28 kwietnia 2013

FLY SCHOOL REUNION - GIANT PANDA

Tres 2005

1. Rap Attack Intro
2. One Time
3. With It
4. Super Fly
5. Just Cause
6. Diggin' In The Tapes
7. 90's
8. Sho' Improve
9. Chops
10. Grand Prix
11. Always Dope
12. 3rd Party
13. Racist     feat. THES ONE
14. T.K.O.
15. Strings
16. Classic Rock

    Słyszałeś o Giant Panda? Pewnie nie, a szkoda. Trio z podziemi Los Angeles stara się przywołać najlepsze rzeczy w hip hopie i umieszcza je na swoich albumach. Co śmieszniejsze, żaden z nich nie jest Czarny - zresztą nazwa trafnie odnosi się do ich pochodzenia. MC Maanumental, Newman i Chikaramanga są tu ze swoim pierwszym oficjalnym albumem (nie liczę nielegala 3 lata wcześniejszego) i za ten właśnie album zebrali niesamowite owacje - zarówno od fanów, jak i w gazetach i magazynach pojawiły się ekstatyczne recenzje. 
    Jak już wspomniałem, to powrót do korzeni, dlatego produkcje człownków zespołou, Chikaramangi i Newmana, tak samo jak Thes One z People Under The Stairs, Sir Kado i Ben'a Gebhardt kapią aż od złotoerowego zacięcia, wajbów i funkowo-jazzowych sampli. Producenci wykorzystują sporo motywów znanych z płyt A Tribe Called Quest - sami zresztą przyznają, że to jeden z ich najulubieńszych zespołów. Ale uważny słuchacz odnajdzie tu również cytaty z De La Soul, czy nawet Warren G. W związku z tym, że większość albumu zrobił Thes One, klimat może być miejscami podobny do nagrań People Under The Stairs, ale... jest dużo lepszy, dzięki wkładowi Newmana i Chikaramangi. Sprawdź bity do 'Chops', 'Grand Prix', czy 'Super fly'. No i naturalnie, dobrą robotę robi tu zróżnicowanie pomiędzy emce.
    Bo każdy z chłopaków rymuje świetnie. Do tego Chikaramanga, jako, że jest Japończykiem, rymuje przede wszystkim po japońsku. Powracają myślami przede wszystkim do dawnych, dobrych czasów w hip hopie, ale nie nie stronią od poważniejszych tematów, tak jak w 'Racist' albo '3rd Party', ale nie oszukujmy się, nie dość, że takich tematów jest niewiele, to jeszcze potraktowane są równie luźno, co te... luzackie kawałki. Bo czy można traktować poważnie prześmiewcze wersy Japończyka, który nabija się sam z siebie? Emce - słychać to wyraźnie - doskonale bawią się na majku, a słuchacz ma podobny ubaw.
    Luz, klasyka, zabawa. Tego się aż przyjemnie słucha! Nic dziwnego, że album zebrał tak rewelacyjne noty, bo to prawdziwa płyta, taka, której słucha się świetnie i ma się ochotę włączyć po raz kolejny. Giand Panda zrobiła ten 'fly school reunion', bez kitu,

OCENA: 5\6


piątek, 26 kwietnia 2013

SHOCK VALUE II - TIMBALAND

Blackground 2009

1. Intro 
2. Carry Out   feat. JUSTIN TIMBERLAKE
3. Lose Control   feat. JOJO
4. Meet In Tha Middle   feat. BRAN' NU
5. Say Something   feat. DRAKE
6. Tomorrow In The Bottle   feat. CHAD KROEGER, SEBASTIAN
7. We Belong To The Music   feat. MILEY CYRUS
8. Morming After Dark    feat. NELLY FURTADO, SO SHY
9. If We Ever Meet Again   feat. KATY PERRY
10. Can You Feel It   feat. ESTHERO, SEBASTIAN
11. Ease Off The Liquor
12. Undertow    feat. THE FRAY, ESTHERO
13. Timothy Where You Been    feat. JET
14. Long Way Down   feat. DAUGHTRY
15. Marchin On    feat. ONE REPUBLIC
16. The One I Love   feat. KERI HILSON, D.O.E.
17. Symphony    feat. ATTITUDE, BRAN' NU, DO.E.

    Timbaland chce sięgać gdzieś dalej, niż poletko hip hopowe, na którym osiągnął już własciwie wszystko. Poprzednie płyty wyeksploatowały materiał, można było tylko powielać schemat. Dlatego Timbo sięgnął po coś więcej. Jego trzecia płyta solowa to album w zasadzie producencki, na który zaprosił gwiazdy popu i mainstreamu. Chodziło o kasę? Przecież ma jej tyle, że może się nią podcierać. To chyba coś więcej - ambicja. Ambicja producenta rapowego, który nie chce być szufladkowany w żaden sposób.
    Tim zawsze był do przodu, zawsze jego produkcje odznaczały się progresywnością i były o krok przed innymi. Timba wyznaczał standardy. Na 'Shock Value II' wydaje się, że zjadł swój własny ogon, produkując kawałki już nie futurystyczne, ale idące w ślad za ostatnimi trendami. Są to podkłady czerpiące wiadrami z elektronicznych brzmień, jakie są od paru lat wszechobecne w popie i rapie. Nawet czasem przebojowe i fajne, ale plastikowe jak fabryka plażowych grabek. W sumie brzmi to tym razem jak jakakolwiek inna płyta popowa z tego okresu. Nawet nie hip hopowa. Pop czystej wody.
    Wprawdzie Timbo rapuje w prawie każdym kawałku, prawie każdy kawałek ma gości. Na płycie znalazł się też Drake - rozmymłany kanadyjski pseudorapper, a także rapuje tu piosenkarka r&b Brandy, jako Bran' Nu, ale to koniec związków z hip hopem. Aha, zapomniałbym o niejakim Sebastianie. Obecność Justina Timberlake i Nelly Furtado jest tu jak najbardziej usprawiedliwiona, bo przecież Timbaland z nimi blisko współpracuje, natomiast co chciał osiągnąć producent, zapraszając na album Miley Cyrus, Katy Perry i One Republic? Tego nie pojmę. Nowy target - 13-latki? Po co to chłopu? Poza nimi mamy jeszcze rockowe grupy: The Fray, australijskie Jet, zwycięzców amerykańskiego Idola Daughtry, Nickelbag i paru innych wykonawców. Z tego wszystkiego nieźle wypadli Justin, Bran'Nu, Chad Kroeger z Nickelbag, czy (o zgrozo!) One Republic. Masakrę za to popełnili Kate Perry, Miley Cyrus, Jet jak i kilku innych wykonawców, których nie bardzo da się słuchać. Najbardziej do mnie przemówił 'Symphony' - follow up do klasyka od Marley Marla. Może dlatego, że to najbardziej hip hopowy kawałek na albumie.      
    Rozczarowałem się kosmicznie. 'Shock Value' był świetna płytą mi katowałem ją ostro, ale na części drugiej Timba zmienił zupełnie recepturę. Poszedł w stronę popu, zaprosił gwiazdeczki muzyki... Lipa. To nie jest to, za co lubiłem Timbę.

OCENA: 2+\6


środa, 24 kwietnia 2013

LONG LIVE THE KANE - BIG DADDY KANE

Cold Chillin 1988

1. Long Live The Kane
2. Raw (remix)
3. Set It Off
4. Day You're Mine, The
5. On The Bugged Tip    feat. SCOOB LOVER
6. Ain't No Half Steppin'
7. I'll Take You There
8. Just Rhymin' With Biz    feat. BIZ MARKIE
9. Mister Cee's Master Plan    feat. MISTER CEE
10. Word To The Mother (Land) (extended remix)

    Jeden z najlepszych debiutów w historii, jeden z tych emce, którzy mieli kolosalny wpływ na rap, jeden z wiecznych klasyków hip hopu... Big Daddy Kane. Człowiek legenda - a ilu młodych fanów rapu o nim słyszało? Wstyd. Kane to człowiek, który kreował grę na początku Złotej Ery. Jego debiutancka płyta w zestawieniach poważnych pism muzycznych plasowana jest wciąż na samym szczycie.  
    Marley Marl już wtedy był bardzo aktywnym producentem, stawał się coraz bardziej znany. Rapowe produkcje pod koniec lat '80 charakteryzowały się raczej oszczędnym brzmieniem - szybka perkusja z bitmaszyny oraz sample z najjaśniejszych kawałków soulu i r&b. Marley Marl miał wówczas straszną jazdę na Jamesa Browna i właściwie w każdym kawałku są jakieś sample z Ojca Chrzestnego soulu. Oprócz tego znajdziemy tu The Meters, Quincy Jones'a, Jackson 5 i wiele innych. Osoba, która słucha dużo czarnej muzyki, zapewne rozpozna większość z sampli na tej płycie, zresztą, sporo z nich wykorzystanych jest do zdarcia na rapowych płytach.
    Płyta okazała się klasykiem nie z powodu bitów, ale dla samego Kane'a, który okazał się niszczyć mikrofon w praktycznie każdym kawałku. Mówi na płycie o typowych rzeczach, jakimi zajmowali się wówczas rapperzy: bragga, afrocentryzm i kobiety. Sporo cytatów z tej płyty pojawia się do dziś, wkatowane czy to w refreny, czy w zwrotki, czy na płytach turntablistycznych. Weźmy fragment z 'Rhymin with Biz': 'We gonna end it like this in the place ya'll. It's like this yall, and you don't stop. Now, the name Kane is superior to many people; It means king asiatic nobody's equal. I hate to brag, but damn I'm good! And if mics were a gun, I'd be Clint Eastwood. And if rap was a game, I'd be mvp: Most valuable poet on the m-i-c. And if rap was a school, I'd be the principal. Aw fuck it, the Kane is invincible. To be specific, I may die one day But my rhymes will remain like a heiroglyphic' - te wersy pojawiały się w tylu kawałkach innych wykonawców, że ciężko zliczyć. A to tylko połowa jednej zwrotki! Oprócz Kane'a na majku znajdziemy jego prawą rękę, tancerza obdarzonego skrzekliwym, nosowym wokalem: Scoob Lovera, szalonego Biz Markiego i poza rymowaniem znalazł się tu dj Mister Cee, który otrzymał jeden kawałek na cięcie wosku. Bez emfazy rzec można, że to biblia hip hopu.
    Naprawdę, to jeden z najważniejszych albumów w historii. Nowa jakość rymów, pancze, przy których słuchacze łapali się za głowy - Kane wspiął się na wyższy poziom. I rozwalił. Może płyta nie do końca wytrzymuje próbę czasu, ale lirycznie to nadal majstersztyk.

OCENA: 5-\6 


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

PAO BURRO - PHAY GRANDE

Kappa Produsons 2007

1. Intro - Geralmente
2. Pao Burro (A verdade)
3. Gamela   feat. JU PATA + skit + maldito feriado
4. Timóteo
5. Cota é Cota
6. Malandras    feat. NEY PY
7. Arroz + No mo cubico
8. Vives aonde (Representa) feat. MENTE LIRICA, DR. BLACK
9. Ninjas
10. Serve o mambo
11. Responde
12. Ta a vontade   feat. VASSELF, C7, MAD-CROOK
13. Enximento

    Ostatnio przypomniałem sobie ideę bloga, że 'rap dookoła świata' - to krążymy. Ostatnio byliśmy w Azji, czas na powrót do Ojczyzny, do Afryki. Czy może dziwić, że tu też robi się hip hop? Toć to kontynent czarny do szpiku kości. I Afryka to nie tylko chaty z błota i łajna i paciorki, ale także ogromne miasta. I tu powstaje afrykański rap.
    Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, kto odpowiedzialny jest za muzykę, bo płytę dostałem ze skserowanym frontem i tyłem, bez kredytów - podobno i tak powinienem się cieszyć, że mam ksero, bo w Afryce rządzi drugi obieg i czasem płyty sprzedaje się z koca, wrzucone w papierową kopertę. Super. Nie szkodzi. Na płycie dostajemy korzenny hip hop, z wieloma odnośnikami do afrykańskiej kultury i samplami z muzyki etnicznej. Usłyszymy tu wiele zaśpiewów lokalnych, wsamplowanych pomiędzy afrykańskie bębny, gitarki - jest to bardzo ciekawe doświadczenie. I mnie się w większości podoba :)
    Phay Grande to jedna z gwiazd angolskiego rapu. Sprzedaje chyba najwięcej płyt i jest dobrze rozpoznawalny. Nie mówię najlepiej po portugalsku i sprawę utrudnia mi jeszcze sporo wrzutów z języka owimbundu, ale z tego co rozumiem, Phay to światły rapper, opowiadający o społecznych problemach stolicy Angoli, Luandy, gdzie ponad 4 miliony ludzi żyją w bardzo różnych warunkach - większość fatalnych. To jeden z otwartych umysłów, bojowników o lepsze jutro dla ludów Angoli. Słucha się go całkiem dobrze, ten szeleszczący flow wywołuje uśmiech na ustach i możesz nic nie rozumieć, to ta muzyka ma siłę, której ciężko się oprzeć. 
    Jak dla mnie to jeden z najciekawszych albumów nie tylko  z Angoli, ale w ogóle z Afryki. Bardzo lubię tę płytę za afrykańskie klimaty i ten niepowtarzalny wajb. Hardkor spalony słońcem równika. Fajna płyta.

OCENA: 5-\6


sobota, 20 kwietnia 2013

IT'S BEEN A LONG TIME COMING - DIGITAL MASTA

2000

1. It’s Been Longtime Commin Intro
2. 소년원 Freestyle Feat. Infinite Ginnwon
3. 소년원 Freestyle Feat. Infinite Ginnwon
4. 망가진 청색호랑이 Intro Feat. Ginnwon
5. 망가진 청색호랑이 Feat. Ginnwon
6. High Quality Choice Feat. 조PD
7. 그녀는 나에게 Intro
8. 그녀는 나에게
9. DM-SDT 구입
10. 폭풍전야 Feat. Ginnwon Doaka-Deux 이현도
11. Sky Is High Clouds Is Low Feat. Ginnwon, Teddy
12. Thug Of Round Table Feat. 조PD, Ray Jay, Infinite
13. 소년원 Freestyle Remix
14. 망가진 청색호랑이 Remix
15. 악동이 Remix
16. 너와 나 (Bonus Track)
17. 폭풍전야 – Instrumental (Bonus Track)
18. 망가진 청색호랑이 – Instrumental (Bonus Track)

    Wbrew pozorom i temu, co dociera do naszego kraju, Korea ma do zaprezentowania sporo więcej na scenie hiphopowej, niż tylko prześmiewczy PSY, który, mimo, że zaczynał w rapie, obecnie prezentuje K-Pop, a nie K-Hop... Pierwsze solo Digital Masta uznawane jest w Korei za coś w rodzaju klasyka i w sumie mam szczęście go posiadać, bo nakład dawno został wyczerpany...
    W stwierdzeniu, że prawdziwy hip hop w USA został raczej zepchnięty albo do podziemia, albo w ogóle wypchnięty poza granice, jest sporo prawdy. Muzyka (wybaczcie, ale naprawdę nie jestem w stanie odczytać producentów - ba, nawet nie wiem, w którym miejscu okładki ich szukać...) to nowoczesny hip hop - jak na 2000 rok naturalnie, posiadający spora dozę elektroniki, trochę koreańskiego grania ludowego, ale i trafiają się sample jazzowe ('High quality choice', którego ledwo da się słuchać, bo jest złożony chyba przez przedszkolaka...). Zatem, część płyty jest całkiem niezła i słucha się jej bardzo dobrze, ale niektóre bity mogą być nie do przejścia dla słuchacza...  
    Teksty? Dobre sobie. Jeśli ktoś zna koreański, to może posłuchać i podzielić się doznaniami - ja nie jestem w stanie. Można w tym wypadku ocenić jedynie flow i styl, w jakim brzmi rymowanie po koreańsku, co dla nas, Polaków, może wydawać się absolutnym kosmosem. Jako, że jest tu wielu gości, ciężko w sumie uchwycić, który to Digital Masta, a który chociażby Ginnwon, występujący w połowie kawałków. W zasadzie to nie ważne, bo i tak rymowanie stanowi jedną papkę i człowiek europejski nie odróżnia pojedynczych słów, poza angielskimi wstawkami. Rymuje się? Raczej tak. Flow płynie? W większości, choć słychać potknięcia i mało wprawne wersy. No to prawie git.   
    Digital Masta na scenie koreańskiej obecny jest cały czas, czy to solo, czy w duecie z Carsenem pod tytułem DNS. Nie wiem, jak jego kolejne albumy, bo nie jestem w stanie ich dostać, mój koreański łącznik się zerwał i nie ma mi kto przysyłać płyt z półwyspu. Chociaż... Akurat to nie jest najlepszy reprezentant tego kraju - wręcz dość słaby. O tych lepszych w swoim czasie :)

OCENA: 3-\6


czwartek, 18 kwietnia 2013

RESPECT - SHAQUILLE O'NEAL

T.W.Is.M 1998

1. Intro 
2. Fiend ’98 
3. The Way It’s Going Down (T.W.Is.M For Life)   feat. DJ QUIK, PETER GUNZ
4. Voices     feat. SAUCE MONEY
5. Fly Like An Eagle    feat. TRIGGA
6. The Light Of Mine (Interlude) 
7. Got To Let Me Know 
8. River (Interlude) 
9. Heat It Up   feat. LOON
10. Pool Jam 
11. Make This A Night To Remember   feat. PETER GUNZ, PUBLIC ANNOUNCEMENT
12. Blaq Supaman 
13. Psycho Rap (Interlude)
14. Deeper    feat. SONJA BLADE, K-RAW
15. The Bomb Baby    feat. DEADLY VENOMS, K-RAW
16. 3 X’s Dope    feat. SONJA BLADE
17. Like What  
18. 48 @ The Buzzer

    Po sukcesie swoich dwóch pierwszych płyt, Shaq wydał składankę 'The Best Of...' i zajął się karierą prywatną, w swojej osobistej wytwórni. Co, szczerze mówiąc, na dobre wcale mu nie wyszło. Czwarta i piąta płyta okazały się sporo słabsze od pierwszych i nie przyniosły spodziewanych sukcesów, tak samo zresztą, jak wytwórnia. Na swojej ostatniej, piątej płycie (nie liczę tej szóstej z 2001, bo nikt jej nie wydał...), Shaq pragnął zaprezentować siebie, jako bossa wytwórni, gotowej do podbicia świata. Nie wyszło.
    Muzycznie to płyta oparta na typowych dla końcówki lat '90 patentach. Producenci DJ Quik, DJ Clark Kent, Ken Bailey i Russ Prez zadbali o to, żeby było miło i sympatycznie i w hiphopowym klimacie. Dlatego mamy taką trochę party-mixture: przeróbki klasyków 'Microphone Fiend' Rakima i 'Blaq Supaman' Above The Law, są pościelówki 'Got to let me know' i 'Make this night to remember', traki rozkręcające imprezę jak 'Pool jam' i 'Heat it up' oraz ostrzejsze kawałki dla ziomów na rogach: 'Voices', czy 'Deeper'. Wszystko to brzęczy gdzieś w tle, czasem przykuwając uwagę, czasem mijając mimo uszu...
    Już kiedyś wspominałem, że Shaq do wybitnych emce nie należy, jednak świetnego głosu odmówić mu nie można. To ten typ, którego rozpoznasz zawsze i wszędzie. Do tego charakterystyczny, kulejący lekko flow i nie najciekawsze teksty. Pierwsze płyty rozchodziły się dzięki współpracy z odpowiednimi osobami (Fu-Schnickens, RZA, Phife Dawg), ale tu zabrakło takiego wsparcia. Sam DJ Quik nie pociągnął albumu jednym trakiem, tak samo, jak Clark Kent. Shaq przy okazji promuje tu swoich ludzi - jest tu Peter Gunz, wówczas na (krótkotrwałej wprawdzie, ale jednak) fali, jest Sauce Money (znany ze współpracy z Jay Z), jest Loon z Harlem World od Cam'rona, są śpiewający Public Announcement, są podziemne laski z Deadly Venoms oraz nieźle rokująca Sonja Blade (która później przepadła w tłumie), no i zupełny nołnejm, K-Raw. Aspekty liryczne można sobie tu spokojnie darować, bo płycizna jest chyba wystarczającym słowem...
    Wprawdzie album dotarł aż do 8 miejsca na liście rap & r&B Billboardu, ale krytyka nie zostawiła na płycie suchej nitki. No, The Source dał 3 mikrofony, chyba dzięki znajomościom. Nie jest to nawet taka słaba płyta, ale wygląda na to, że pomysłów starczyło na pierwszy kwadrans, bo potem papka robi się coraz większa. Takie do lecenia w tle podczas imprezy albo sprzątania, np. odkurzaczem...

OCENA: 3\6