Khaotic Generation 2003
1. D.S.G.B. (Intro)
2. Sittin' On Thangs feat. DELILAH
3. King Of The Hill feat. WICKET
4. The Devils Trying
5. I'm Outside (Skit)
6. I'm Outside Ho
7. My Pockets
8. The Wrappa feat. WICKET
9. Who Down 2 Ride
10. D.S.G.B.
11. On My Block
12. In My City feat. THE KLONES
13. Make Em Get That Money Right
14. Off In Dis Game
15. Bust Ya Head
16. Hit Em Wit The Pump
17. Till Death Do Us Part
18. Phone Call (Skit)
19. Sam Diss
DSGB to Down South Georgia Boyz, kolektyw złożony z takich rapperów, jak Pastor Troy, Lil Pete, Pin Head The Hellraiser i Black Out. 'Till Death Do Us Part' to ich drugi album, nagrany przy pomocy przede wszystkim samego Pastor Troy'a, bo to przecież on ma największy fejm i najwięcej możliwości spośród całej czwórki. To w zasadzie Pin i Black Out są na dokładkę, bo nawet Lil Pete jest samodzielnym rapperem.
Pastor Troy, jako legenda sceny z Atlanty, sam wyprodukował część podkładów oraz czuwać osobiście nad brzmieniem krążka. Dał natomiast pole do popisu dla innych, często równie utytułowanych producentów. Mamy tu podkłady od DJ Toomp (legenda południa, zaczynający w latach '80 z The 2 Live Crew i MC Shy D), Taj Mahal i Da Masta to protegowani Troy'a, Slim z grupy r&b 112, Cooley C (znany z płyt Ghetto Mafia, Youngbloodz i samego PAstora), DJ Threat, Drumma Boy, David Banner (znany rapper i producent) i Midnight Black, którego można usłyszeć na tylu płytach, że nawet ciężko policzyć, od Lil Jon'a, przez 8Ball & MJG do Playaz Circle. Mamy tu zatem typowe, południowe podkłady z XXI wieku - cykające, o plastikowych werblach i stopach, połamanych bitach, wraz z syntetycznymi melodyjkami, przeplatanymi co jakiś czas żywą gitarą, czy basem. Całość produkcji jest hałaśliwa i plastikowa - produkt wybitnie dla fanów South Side.
Na majkach dominuje tu wrzask Pastor Troy'a, zrównoważony nieco przez spokojniejszą resztę. Lil Pete ma wysoki głos i rymuje szybko, akcentując mocno każde słowo. Black Out to nieco bardziej zrównoważona wersja Pastora - taki miks z Fiend'em: zdarty głos i spokojniejsze flow, bez darcia japy. Pin zaś ma chyba najbardziej normalny styl, zawijający jednakże końcówki wersów z typowo południową swadą. O czym zaś wyją rapperzy? Niczym konkretnym. Pieprzą bzdety na temat swojego miasta i jak zajebiście reprezentują, czasem wspomną coś o ciężkim żywocie w tej grze, pochwalą się, że mają broń (toys\straps\gunz), ale w gruncie rzeczy to bełkot. To takie lokalne hymny z refrenami, do których wszyscy mogą drzeć sobie mordy i nie będzie słychać różnicy. Treści tu nie ma praktycznie żadnej.
Ot i mamy kolejną, południową produkcję. Sprzedaż podniosła niewątpliwie obecność P. Troy'a, choć album zebrał świetne oceny wśród fanów południowego rapu. Jednak nie oszukujmy się, zwykły fan rapu, nienawykły do tego cykania, wyrzuci album byle dalej za okno. No i tak to jest. Baaardzo przeciętne, by nie rzec słabe.
OCENA: 2+\6
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz